Wydruk strony Portalu Spożywczego - www.portalspożywczy.pl

Taras Barszczowski, właściciel Grupy T.B. Fruit - duży wywiad

Rozmowa z Tarasem Barszczowskim, właścicielem Grupy T.B. Fruit, jednym z największych w Europie producentów koncentratów owocowych, używanych do produkcji soków, dysponującego ośmioma nowoczesnymi zakładami przetwórczymi, zlokalizowanymi w Polsce, Ukrainie i Mołdawii. Ukraiński przedsiębiorca zamierza także wejść w biznes produkcji pektyn z wytłoków jabłkowych.


Autor: Paulina Mroziak, Aneta Gwara / www.sadyogrody.pl
Data: 22-09-2017, 12:44
Taras Barszczowski, właściciel Grupy T.B. Fruit

Firma T.B Fruit planuje ogromną inwestycję pod Grójcem. Będzie to fabryka do produkcji zagęszczonych soków owocowych i pektyn. Gdzie dokładnie powstanie i ile będzie trwać budowa?

Zakład zostanie wybudowany w miejscowości Brzostowiec w gminie Mogielnica. Dwa i pół roku zajęły nam wszelkie formalności i dokumenty związane z tą inwestycją. Obecnie posiadamy już wszystkie zezwolenia na budowę, której rozpoczęcie planujemy na przełomie 2018 i 2019 r. Szacujemy, że przedsięwzięcie potrwa około 12-15 miesięcy, a cała inwestycja pochłonie około 25 mln euro. W tej przetwórni docelowo chcemy przerabiać około 200 tys. ton jabłek i około 7-8 tys. ton truskawek rocznie. To owoce, z których słynie region grójecki dlatego chcemy maksymalnie wykorzystać jego potencjał.

Pierwsze plany inwestycji w okolicach Mogielnicy zostały ogłoszone w 2013 r. Stosunkowo długo trwały formalności z tym związane. Czy to oznacza, że w Polsce sytuacja nie sprzyja inwestycjom?

Niestety, cały proces uzyskiwania zezwoleń trwał stosunkowo długo. Wszystkie decyzje musiały przejść przez odpowiednią ścieżkę proceduralną. Ale to, co zajęło najwięcej czasu, to kwestie związane z ochroną środowiska.

Ponadto, w tym samym czasie budowaliśmy fabrykę w Mołdawii, a to również bardzo perspektywiczny rynek.

Na terenie powiatu grójeckiego, który jest ogromnym zagłębiem sadowniczym, działa już wiele przetwórni przerabiających owoce, konkurencja jest więc stosunkowo duża...

Konkurencja to nieodłączna część biznesu i jedna z lepszych rzeczy, z punktu widzenia konsumenta. Dzięki temu wszyscy uczestnicy rynku dążą do coraz wyższych standardów, większej specjalizacji i zaawansowania technologicznego.  Jako T.B. Fruit budujemy nasze fabryki od podstaw, stawiamy na innowacyjność, dlatego sprowadzamy najlepsze i najbardziej zaawansowane maszyny jakie istnieją w branży – do wszystkich naszych zakładów na Ukrainie, w Mołdawii i w Polsce. Stawiamy na nowoczesność, dzięki czemu możemy zaoferować producentom więcej, szybciej i w najwyższej jakości.

Polscy sadownicy produkują jabłka coraz lepszej jakości, starając się przy tym zmniejszyć odsetek owoców odrzucanych do przetwórstwa. Czy nie obawia się Pan, że surowca może zwyczajnie zabraknąć?

Rzeczywiście, w sadownictwie istnieje przewaga jabłek deserowych nad  jabłkami przemysłowymi. Trzeba jednak podkreślić, że z lepszych jakościowo owoców wychodzi więcej koncentratu. Im słodsze i lepszej jakości jest jabłko, tym ma większą zawartość cukru (mierzoną skalą Brix). A tym samym, wytwarzając koncentrat z wysokiej jakości jabłek, potrzeba mniej produktu na kilogram koncentratu. Dla porównania, kiedyś na jeden kilogram koncentratu trzeba było zużyć nawet 7 kg jabłek. Obecnie potrzeba około 6,3-6,5 kg. Sadownicy starają się podnosić jakość jabłek deserowych, jednak mimo to trzeba liczyć, że co najmniej 30 proc. z nich trafi do przetwórstwa. Ponadto, w Polsce co roku zwiększa się areał sadów i urodzaj z hektara. Jeżeli w 2007 r. polscy sadownicy kierowali do przetwórstwa około 2,5-3 mln ton jabłek, to obecnie może być nawet 4 mln ton. Oczywiście z wyjątkiem tego roku, który będzie specyficzny ze względu na wiosenne przymrozki.

Drugim liczącym się w sadownictwie regionem w Europie jest Francja i południowy Tyrol. Tam sadownicy zbierają powyżej 80 ton z hektara, a przy dużym wysiłku nawet 90-105 ton z hektara sadu. To pokazuje jakie są możliwości sadowników. Myślę, że polscy sadownicy również osiągną kiedyś takie imponujące wyniki.

Na Ukrainie firma T.B Fruit posiada własne sady. Czy planowane są także inwestycje we własne nasadzenia?

W Polsce nie mamy takiej możliwości, ponieważ nie posiadamy ziemi rolnej. Natomiast na Ukrainie jesteśmy właścicielami około 4 tys. hektarów ziemi pod sady i inne uprawy, co umożliwia nam rozbudowę własnego zaplecza surowcowego.

Czy są to jakieś szczególne odmiany o odpowiedniej kwasowości?

Na Ukrainie nasze odmiany jabłek dobierane są pod przetwórstwo. Moim zdaniem, polscy sadownicy powinni zainteresować się zakładaniem sadów przemysłowych, które cechować będzie większa wydajność przy mniejszych inwestycjach w ochronę upraw. Są to specjalne odmiany, odporne na choroby. Dają one zdecydowanie więcej owoców przy mniejszych nakładach finansowych. Ponadto, są zdecydowanie bardziej odporne na przymrozki. Dużym plusem jest również to, że takich owoców nie trzeba przechowywać, można od razu je sprzedać i otrzymać za nie pieniądze. Przyjmując, że urodzaj z takiego sadu jest średnio dwa razy większy, a nakład finansowy zaś dużo mniejszy, to dlaczego nie zakładać takich sadów? Jabłka są coraz droższe – tylko w tym roku jabłka na przemysł kosztują już powyżej 0,20 euro/kg. A zatem warto rozważyć opłacalność zakładania sadów przemysłowych.

W Polsce cena jabłek przemysłowych jest bardzo rozchwiana. Jednego roku może to być 0,80 zł/kg, zaś kolejnego już tylko 0,10 zł/kg. Kalkulacja jest stosunkowo prosta. Nie jest to zbyt opłacalne...

Idealna cena za koncentrat to 1,3-1,5 tys. euro za tonę. Wtedy zarabia i polski rolnik, i producent soków i koncentratu. Obecnie 60 proc. koncentratu kupują firmy rozlewające  markę własną, która rozlewa go dla supermarketów. Prawda jest taka, że supermarketom jest wszystko jedno ile zarabia polski rolnik. Ważne jest aby cena na półce była atrakcyjna dla klienta – na przykład 0,99 euro, a nie 1,03 euro. Dla kupującego nie ma to tak dużej różnicy – działa tu jedynie efekt marketingowy, że cena jest poniżej złotówki. Odczuwają ją natomiast producenci koncentratu i polscy sadownicy. Kolejną sprawą jest to, że koncentrat nie może być sprzedawany taniej niż cukier, ponieważ jest to naturalny produkt. Jeżeli cena koncentratu jest niższa niż te 1,3-1,5 tys. euro za tonę, to nieopłacalna staje się praca polskiego rolnika.

W nowej fabryce pod Grójcem zamierza Pan produkować również pektyny?

Na jednym terenie zbudujemy dwie fabryki. Pierwsza powstanie fabryka produkująca koncentrat, a w dalszej kolejności zbudujemy zakład do produkcji pektyn. Chcemy się podjąć tego wyzwania, ponieważ pektyny to produkt, na który widać stałe zapotrzebowanie w przetwórstwie spożywczym i farmaceutycznym. A ponieważ obecnie produkcja pektyn jest stosunkowo mała, na poziomie około 50 tys. ton na całym świecie, to jest to atrakcyjna nisza do zagospodarowania.

Głównym surowcem do produkcji pektyn są cytryny i jabłka. Obecnie Polska przerabia powyżej 2,5 mln ton jabłek na koncentrat, a w ślad za tym, z tego można wytworzyć około 12 tys. ton pektyn – co daje aż 25 proc. światowej produkcji pektyny. Dlaczego zatem tego nie wykorzystać? Co więcej, pektyny produkuje się z wytłoków z jabłek. Dlatego nasz plan jest taki, żeby zbudować fabrykę i produkować pektyny nie tylko ze swoich wytłoków, ale także skupować wytłoki z innych przetwórni, znajdujących się na terenie Polski.

Skoro produkcja pektyn jest takim dobrym i opłacalnym interesem, to dlaczego żaden z polskich przetwórców nie rozpoczął produkcji?

Trudno oceniać motywacje i decyzje innych przedsiębiorców. Dzisiaj na całym świecie jest  pięciu głównych producentów pektyn. Jeden z nich koncentruje w swoich rękach 60 proc. całego rynku. Warto jednak dodać, że produkcja pektyn jest opłacalna dopiero wtedy, kiedy produkuje się jej powyżej 1 tys. ton. A żeby wyprodukować taką ilość, trzeba przerobić około 250 tys. ton jabłek. Firm, które przerabiają takie ilości w Europie jest stosunkowo niewiele. Stąd tak duży potencjał do zagospodarowania w produkcji pektyn.

Kto jest odbiorcą pektyn?

Pierwszym i najważniejszym odbiorcą jest na pewno rynek spożywczy, który dzieli się na dwie części: produkcja słodyczy – cukierki, żelki, dżemy, powidła oraz produkcja nabiału słodzonego - jogurty, serki homogenizowane, etc. Natomiast drugim odbiorcą jest rynek farmaceutyczny, gdzie pektyny są wykorzystywane do produkcji lekarstw oraz wybranych kosmetyków.

Czyli ten produkt w pewien sposób mógłby wprowadzić rewolucję na rynku dodatków do żywności?

Pektyny są produkowane od dawna, nie jest to nowy produkt. Natomiast Polska ma potencjał do ich produkcji, ponieważ jest potęgą jeśli chodzi o uprawę jabłoni. Pektyny w jabłku jest około 0,5 proc., albo ok. 10 proc. w suchych wytłokach. Jest to czysty i naturalny produkt, który nie zawiera w sobie żadnych sztucznych substancji. Co roku rośnie zapotrzebowanie na pektyny – oficjalnie o 3-4 proc. rok do roku, co stanowi  1,0-1,5 tys. ton. Niestety, z cytryny nie można wyprodukować tyle pektyn co z jabłek, ponieważ aż tak duże ilości cytrusów nie są kierowane na produkcję koncentratu.

Ma Pan doświadczenie w produkcji pektyn?

Już w styczniu 2018 r. uruchomimy naszą pierwszą fabrykę pektyn koło Lwowa na Ukrainie. To będzie pionierski projekt, poprzez który będziemy zdobywać doświadczenie w tej branży, który wykorzystamy w kolejnych fabrykach, między innymi planowanej przetwórni owoców i fabryki pektyn w Polsce.

Czym – oprócz produkcji zagęszczonych soków owocowych – zajmuje się Pana grupa?

80 proc. przychodów firmy pochodzi z przetwórstwa – produkcji zarówno zagęszczonych, jak i świeżych soków NFC. Sprzedajemy je pod marką Galicia, także na polskim rynku. W grupie posiadamy również firmę transportową - Tank Trans, która swoją działalnością obejmuje także Polskę. Ponadto zajmujemy się produkcją europalet oraz działalnością sadowniczą. Posiadamy m.in. 120 ha upraw malin, 650 ha sadów wiśniowych. I co ważne, wszystkie nasze biznesy są ze sobą powiązane na zasadzie synergii.

Jaki jest potencjał rozwoju sadownictwa na Ukrainie?

Do zeszłego roku rząd ukraiński zwracał praktycznie 100 proc. kosztów inwestycji w nowe sady. Było to związane z tym, że w 1985 roku w całym Związku Radzieckim – za rządów Gorbaczowa - walcząc z alkoholizmem, zlikwidowano większość sadów jabłkowych i winogronowych, aby zmniejszyć podaż surowców do produkcji alkoholi. Dzisiaj natomiast państwo zachęca rolników do odbudowy tego potencjału sadowniczego na Ukrainie. Dzięki temu, każdy, kto ma ziemię i chciałby rozpocząć działalność sadowniczą, może liczyć na duże wsparcie ze strony państwa.

Czym się różni ukraińskie sadownictwo od polskiego?

Ukraina ma powyżej 33 mln ha ziemi rolnej, która w czasach ZSRR była zarządzana przez państwo. W Polsce w tym czasie każdy rolnik miał w posiadaniu niewielki kilkuhektarowy areał ziemi, który mniej lub bardziej efektywnie uprawiał.

Po upadku kołchozów pracownicy dostali po kilka hektarów ziemi do samodzielnej uprawy. Niestety, lata pracy dla kogoś sprawiły, że nie potrafili oni zarządzać tymi gruntami, ani, co ważne, nie mieli odpowiednich narzędzi i sprzętu do jej uprawy. Dlatego zaczęli oddawać tę darowaną ziemię w dzierżawę różnym przedsiębiorstwom, które zarządzały tysiącami hektarów. Zaczęto wtedy od uprawy najmniej skomplikowanych upraw, czyli zbóż oraz słoneczników. Natomiast kolejnym etapem była koncentracja uwagi na bardziej marżowych uprawach – jabłoniach, malinach i wiśniach. Trzeba pamiętać, że marża z uprawy zbóż, to około 200 dol. z hektara, a z sadu – nawet 5 tys. dolarów z hektara.

Myślę, że za 5-7 lat Ukraina będzie osiągnie poziom 2-3 mln ton jabłek rocznie. Zwiększają się także uprawy maliny – wkrótce możemy stać się znaczącym graczem w produkcji tych owoców w Europie.

Warto podkreślić, że rozwój sadownictwa widać także w Mołdawii. Wiele sadów wygląda tam lepiej niż w krajach Europy Zachodniej czy w Polsce. Sadownicy inwestują w siatki przeciwgradowe czy specjalne nawodnienie. Tam również państwo mocno wspiera sadowników. Z tą różnicą do Ukrainy, że mołdawscy sadownicy od zawsze prowadzili samodzielnie swoje plantacje, a zatem od wieków mają doświadczenie w tym obszarze.

W rozwój jakich sadów inwestuje Pana firma?

Stawiamy na uprawę jabłoni, których jabłka mają wysoki poziom kwasowości. Ponadto, naukowcy z Drezna opracowali dla nas odmianę, której owoce mają podobną do cytryny zawartość pektyny. Jesteśmy na etapie sadzenia takiego sadu. Czekamy z niecierpliwością na efekty.

Ile osób planuje Pan zatrudnić w nowej fabryce pod Grójcem?

Zatrudnienie wyniesie 60-100 pracowników. Nie bez znaczenia dla regionu jest także fakt, że lokalni sadownicy zyskają nowe miejsce zbytu jabłek.

Od lat obserwujemy konflikt między polskim sadownikiem, a przetwórcą…

Często niełatwe relacje na linii sadownik-przetwórca spowodowane są tym, że sadownikom dalekie są realia, w których działają przetwórcy. W sezonie kupujemy jabłka za gotówkę i przerabiamy na soki, które następnie magazynujemy dla odbiorcy produkującego sok do konsumpcji. Ten odbiera go od nas przez cały rok i zazwyczaj ma aż 60 dni na zapłatę za fakturę. Niestety, wielu tych producentów jest zależnych od sieci handlowych, które podpisują długoterminowe umowy na dostawy, bez możliwości późniejszych renegocjacji cen. To ci producenci dyktują nam po ile mogą kupić koncentrat i od umów z sieciami handlowymi zależą w dużej mierze ceny jabłek w skupach.

My, jako przetwórcy, cieszymy się z wysokich cen jabłek – im są one wyższe, tym większą marżę osiągamy na sprzedaży zagęszczonych soków. Jeśli w tym roku już obecnie tona koncentratu jabłkowego osiąga nawet 1,9 tys. euro, to nasza marża jest spora, a sadownicy wyjdą na swoje. Im droższy produkt, tym więcej zarabia plantator – prosta reguła.

Generalnie sadownicy nie mają zbyt dużej wiedzy na temat tego, co się dzieje z ich jabłkami po sprzedaży do skupu. Czy wiedzą o tym, że sok z ich owoców pije Japończyk czy Amerykanin? W 2014 r. co dziesiąte opakowanie soku jabłkowego w USA było pochodziło z przetwórstwa polskich i ukraińskich jabłek. 

A gdzie Pana firma eksportuje zagęszczone soki jabłkowe?

Główni odbiorcy to Japonia, Europa, czy USA. Ale staramy się dostarczać soki całemu światu.

Czy Polska i Ukraina mogą stać się dominującym graczem na rynku ZSJ?

Już tak się dzieje. Największym graczem są oczywiście Chiny, ale tam rośnie sprzedaż i produkcja jabłek deserowych kosztem tych do przetwórstwa. Z drugiej strony, rośnie także spożycie soków przez konsumentów – zarówno w Chinach, jak i w Indiach. Dlatego jako liderzy w uprawie i przetwórstwie jabłek, krok po kroku stajemy się światowym liderem.  

Czy Pana firma zajmuje się przetwórstwem czarnej porzeczki? Polska jest liderem produkcji tych owoców, ale nie ma zbytu na przetwory z tych owoców?

Oczywiście przetwarzamy czarną porzeczkę. Moim zdaniem problemy ze zbytem tych owoców wynikają z nieznajomości tego owocu w świecie, czyli z braku działań marketingowych. Nikt na szeroką skalę nie promuje czarnych porzeczek na świecie, jako owoców z wieloma właściwościami zdrowotnymi. A co za tym idzie, niewielu konsumentów jest świadoma tych zalet. W USA prawdopodobnie nie znają tego owocu.

Dlaczego zatem w Polsce uprawia się tak dużo czarnej porzeczki? Bo jest ona mało skomplikowana w ochronie, a zbiór jest mechaniczny. W momencie, gdy na szeroką skalę zaczęto zbierać porzeczki za pomocą kombajnu, spadła cena tych owoców w skupie.

Kto powinien promować czarne porzeczki i ich walory prozdrowotne?

Państwo, czyli polskie Ministerstwo Rolnictwa albo jakieś organizacje rolnicze. Plantator nic sam nie jest w stanie zrobić.

Efektywna promocja czarnej porzeczki wcale nie musi wiele kosztować w porównaniu z tym, ile Polska zarabia na żywności. Przecież żywność stanowi dużą część PKB Polski. A rząd nie zajmuje się efektywną promocją, która mogłaby zwiększyć dochody z eksportu. Dlaczego inne kraje wspierają producentów rolnych, którzy uprawiają perspektywiczne gatunki, jak chociażby serbski rząd, który pomaga plantatorom malin i promuje te owoce na świecie.

Dziękuję za rozmowę.

© Portal Spożywczy 2019-11-21 19:41:36