666 Drukuj
Wydruk strony Portalu Spożywczego - www.portalspożywczy.pl

Yoko Ono vs John Lemon – kto wygrałby ten proces?

Chociaż spółce John Lemon udało się uniknąć kosztownego procesu sądowego z Yoko Ono i niepewności prawnej z nim związanej, każdy prawnik zajmujący się własnością intelektualną ciekawością przeczytałby wyrok w tej sprawie. Nie jest bowiem wcale oczywiste, kto wygrałby tę sprawę - mówi serwisowi www.portalspozywczy.pl dr Anna Sokołowska-Ławniczak, rzecznik patentowy, partner Traple Konarski Podrecki i Wspólnicy sp.j.


Autor: www.portalspozywczy.pl
Data: 06-10-2017, 14:53
dr Anna Sokołowska-Ławniczak, rzecznik patentowy, partner Traple Konarski Podrecki i Wspólnicy/ fot. materiały prasowe

- Wiadomość o tym, że wdowa po Johnie Lennonie zagroziła wystąpieniem z roszczeniami przeciwko polskim producentom napojów o nazwie „John Lemon”, obiegła polskie i zagraniczne media. Jak donoszą źródła prasowe, Yoko Ono powołała się na istnienie unijnych znaków towarowych JOHN LENNON (zarejestrowanych dla szeregu towarów oraz usług) oraz na ochronę dóbr osobistych; argumentowała między innymi, że polski producent nadużywa imienia jej zmarłego męża - mówi serwisowi www.portalspozywczy.pl dr Anna Sokołowska-Ławniczak, rzecznik patentowy, partner Traple Konarski Podrecki i Wspólnicy sp.j.

Do procesu jednak nie doszło, ponieważ strony podpisały ugodę, na mocy której napój zmieni nazwę na „On Lemon”. Chociaż zainteresowanym udało się uniknąć kosztownego procesu sądowego i niepewności prawnej z nim związanej, każdy prawnik zajmujący się własnością intelektualną  ciekawością przeczytałby wyrok w tej sprawie. Nie jest bowiem wcale oczywiste, kto wygrałby tę sprawę.

Więcej na ten temat czytaj również: Producent napojów John Lemon przegrał z Yoko Ono

- Z punktu widzenia prawa znaków towarowych warto podkreślić, że polscy producenci zarejestrowali własne znaki unijne (skuteczne na terenie całej Unii Europejskiej) wcześniej niż wdowa po słynnym muzyku. Ci pierwsi zgłosili swój znak do ochrony w roku 2014, a Yoko Ono dopiero w roku 2016. Zatem pierwszeństwo w odniesieniu do znaku bezsprzecznie należało do spółki John Lemon. Co więcej, w tego typu sprawach, tj. jeśli znak towarowy stanowi imię i nazwisko osoby znanej, powstaje pytanie, czy jest on faktycznie używany w obrocie dla towarów i usług objętych rejestracją. Czy zatem znak JOHN LENNON był używany dla towarów z kategorii napoje bezalkoholowe, dla których m.in. uzyskał rejestrację, lub dla innych towarów bądź usług? W przypadku negatywnej odpowiedzi powstaje wątpliwość dotycząca możliwości skutecznego dochodzenia roszczeń opartych na prawie do znaku oraz możliwości uznania takiego znaku za znak renomowany. To, że John Lennon był osobą powszechnie znaną, nie oznacza od razu, że znak towarowy o treści „John Lennon” będzie niósł dla konsumenta jasny przekaz o pochodzeniu komercyjnym towarów lub usług oznaczonych takim znakiem, że sam w sobie będzie dla konsumenta rozpoznawalny oraz że będzie miał przymiot renomowanego - wskazuje Anna Sokołowska-Ławniczak.

Jej zdaniem sytuacja może wyglądać inaczej na gruncie ochrony dóbr osobistych Yoko Ono, w szczególności dobra osobistego w postaci ochrony kultu pamięci osoby zmarłej lub dobrego imienia Yoko Ono. - Do sądu należałoby rozstrzygnięcie, czy obranie takiej nazwy przez polskich producentów faktycznie stanowi naruszenie dóbr osobistych samej Yoko Ono i co tak naprawdę znaczy „nadużywanie imienia jej zmarłego męża”. Biorąc pod uwagę przekaz, jaki niesie słowo „lemon” (prawdopodobnie dobrze zrozumiałe dla polskich konsumentów) w kontekście oznaczanych towarów (napoje), to Yoko Ono musiałaby wykazać, że oznaczenie to kojarzy się z Johnem Lennonem, a nie z napojem o smaku cytrynowym. Co więcej, należałoby również wykazać, że całość oznaczenia JOHN LEMON miała  nawiązywać do Johna Lennona i w ten sposób przyciągać klientelę oraz że takie działanie było bezprawne - wylicza ekspertka.

W sprawie koniecznie trzeba byłoby wziąć pod uwagę sposób budowania i komunikowania marki przez polskich producentów. - Jeśli poza stosowaniem nazwy „John Lemon” nie kreowali żadnego skojarzenia swoich produktów z Johnem Lennonem, a zdołaliby wykazać określone wysiłki marketingowe lub reklamowe mające na celu samodzielne stworzenie marki, to ich pozycja w procesie byłaby niewątpliwie silniejsza - mówi Anna Sokołowska-Ławniczak.

Nie tylko z prawnego punktu widzenia finał tej sprawy mógłby się okazać niezwykle ciekawy. - Pytania o granice inspiracji i naruszenia cudzej marki czy o czerpanie nieuzasadnionej korzyści z cudzego oznaczenia są problemami, z którymi producenci towarów spożywczych muszą się mierzyć dość często. Jak widać, takie sprawy rzadko są oczywiste – także polski sąd, jeśliby rozstrzygał tę sprawę (a powinien rozstrzygać ze względu na siedzibę pozwanych, czyli polskich producentów), mógłby w swym orzeczeniu dostarczyć cennych wskazówek przedsiębiorcom budującym swoje marki - dodaje Anna Sokołowska-Ławniczak.

© Portal Spożywczy 2020-01-17 16:46:58