Wydruk strony Portalu Spożywczego - www.portalspożywczy.pl

EEC 2018: Perspektywy branży rolno-spożywczej na rynkach zagranicznych (relacja+foto)

  • Autor: Paulina Mroziak, www.portalspozywczy.pl
  • Data: 24-05-2018, 13:01
fot. materiały prasowe PTWP

Maspex, Mokate, Bakalland, Colian – te firmy niewątpliwie osiągnęły sukces nie tylko na rynku polskim, ale także za granicą. Zarządzającymi nimi opowiedzieli podczas debaty pt. „Perspektywy branży rolno-spożywczej na rynkach zagranicznych” w ramach Europejskiego Kongresu Gospodarczego w Katowicach, o swoich dążeniach do sukcesu oraz planach na przyszłość. Towarzyszący im eksperci z PFPŻ, KOWR, ING Bank Śląski i KUKE omówili sytuację polskich eksporterów żywności.

- Możemy być zadowoleni z wyników polskiego eksportu rolno-spożywczego. Jednak potencjał jest ogromny i istnieją wielkie możliwości przed nami – mówiła Monika Tyska, zastępca Dyrektora Departamentu Wsparcia Eksportu, Krajowego Ośrodka Wsparcia Rolnictwa.

W 2017 r. wartość polskiego eksportu produktów rolno-spożywczych osiągnęła rekordowy poziom ponad 27 mld euro, co oznacza wzrost o 12% w relacji rocznej. Polska żywność jest eksportowana do 70 krajów świata, ale ponad 80 proc. eksportu produktów spożywczych z Polski (w ujęciu wartościowym w złotówkach) trafia do Unii Europejskiej. Najważniejszymi odbiorcami są państwa „starej piętnastki” z Niemcami na czele. Eksport do tego kraju stanowił 24% wartości całego eksportu rolno-spożywczego zrealizowanego w 2017 roku. Nie zmieniły się też pozostałe miejsca na podium. Na drugim miejscu jest Wielka Brytania (9%), zaś na trzecim – Holandia (6,2% udziału). Co ważne – Czechy, które jeszcze 2 lata temu były na trzeciej pozycji, w 2017 r. spadły na piątą.

- Polskie firmy rolno-spożywcze są świetnie przygotowane do produkcji świetnej jakości żywności. Możemy zatem dużo więcej – mówiła Monika Tyska. - 80 proc. eksportu polskiej żywności trafia na rynki UE. Patrzymy szerzej – poza Europę. Chcemy dywersyfikować polski eksport rolno-spożywczy, aby nie być uzależnionym tylko od Unii. Ta idea cieszy się zainteresowaniem przedsiębiorstw – podsumowała.

W tym kontekście ważnymi zjawiskami stają się liczne protekcjonizmy na rynku unijnym oraz Brexit.
- Już od ubiegłego roku rozmawiamy o Brexicie. Mówi się, że „jeśli nic nie jest ustalone, to wszystko jest jeszcze możliwe”. I tak naprawdę sytuacja niewiele zmieniła, tylko jest mniej czasu na podpisanie wszystkich umów – mówiła Elżbieta Kopytko-Wojciechowska, dyrektor zarządzający sektorem rolno-spożywczym, ING Bank Śląski SA.

Jak podkreśliła, te umowy powinny być one popisane do października, ponieważ oficjalne wyjście Wielkiej Brytanii z Unii Europejskiej, ale także z unii celnej, powinno nastąpić do końca marca 2019 roku. - To jak później będzie wyglądać współpraca nie jest jeszcze zdefiniowane. Te rozmowy się toczą, ale nie ma żadnych wiążących rozstrzygnięć – zaznaczyła ekspertka.

- Sporym zagrożeniem związanym z Brexitem może być powstanie „korków” na granicach. Nawet wydłużenie odprawy celnej o 2 minuty będzie powodowało ogromne opóźnienia po obu stronach i kolejki na granicach – dodała.

Ekspertka zauważyła także coraz silniejsze tendencje protekcjonistyczne w Europie. Przejawiają się m.in. dodatkowymi kontrolami sanitarnymi oraz dodatkowymi certyfikacji. - I tak np. w Czechach pojawiła się kategoria produktów o niewystarczającej jakości. Mogą tu trafić także produkty polskich firm, ale tak naprawdę nie ma sztywnych przesłanek dotyczących umieszczania produktów na tej liście. Nie ma także możliwości odwoływania się – mówiła Elżbieta Kopytko-Wojciechowska.

- Te protekcjonizmy narastają w wielu krajach naszego regionu, także w Bułgarii, Rumunii, Włoszech czy we Francji. Unia Europejska powinna reagować na wszelkie takie sygnały, ponieważ już ok. 30 proc. przedsiębiorców skarży się na tego typu utrudnienia w handlu – podkreśliła.

W części dyskusji poświęconej protekcjonizmowi Andrzej Gantner, dyrektor Polskiej Federacji Producentów Żywności, zwrócił uwagę, że w UE mamy do czynienia z połączeniem czarnego PR z wprowadzaniem aktów prawnych.

- Czechy nie spadły z miejsca 3 na 5 wśród największych odbiorców polskiej żywności, bo przestaliśmy tam sprzedawać. A zaskarżenie tego rodzaju aktów prawnych to 5 lat nie licząc odwołań. Czeska strona internetowa prezentująca produkty "o niewystarczającej jakości" działa od 5 lat i nikt z tym nic nie robi. PFPŻ apeluje o interwencję do Komisji Europejskiej w tej sprawie. Także dlatego w ramach programu Single Europe Varied Food postulujemy szereg rozwiązań: m.in. krótsze procedury i zmiany w systemie RASFF (powiadomienia o produktach niebezpiecznych), który niestety często bywa wykorzystywany jako instrument w działaniach protekcjonistycznych - dodał.

Zdaniem Gantnera, trzeba walczyć o wspólny rynek, ponieważ UE jest kluczowym rynkiem dla polskich eksporterów żywności, ponieważ konkurowanie na rynkach krajów trzecich jest bardzo trudne.

- Mimo wielu lat wysiłków nie udało nam się znacząco zdywersyfikować kierunków eksportu polskiej żywności. Poza UE mamy do czynienia z innymi sposobami wspierania rolnictwa i przemysłu rolno-spożywczego. I to nie jest równa konkurencja. Widzimy to np. w postaci kontyngentów na produkty z Ukrainy. One wchodzą do Polski, podczas gdy Ukraińcy mają niższe koszty surowca, niższe wymagania jakościowe i bezpieczeństwa. W efekcie ich produkty są o 20-30 proc. tańsze i to nie jest w porządku. Niech rząd i Komisja Europejska obudzą się zanim wspólny rynek się rozleci - dodał.

Zdaniem Marka Moczulskiego, prezesa Bakallandu, mamy dwa rodzaje protekcjonizmu – wewnątrz Unii Europejskiej oraz także poza nią. Powstaje coraz więcej barier między Unią a innymi krajami. Producenci unijni stracili na tym procederze już ponad 4 mld euro.

- Protekcjonizm jest czymś bardzo złym i każda firma ponosi z tego tytułu dodatkowe koszty. Długofalowo oczekujemy konkretnych działań od rządu i Komisji Europejskiej. Pora żeby ciężko opłacani urzędnicy wzięli się do roboty, zwłaszcza unijni - dodał.

Przypomniał, że Bakalland eksportuje swoje produkty do 70 krajów. - Do niedawna w eksporcie działaliśmy oportunistycznie na zasadzie: jest okazja to sprzedajemy. Kilka lat temu wybraliśmy kilka kluczowych krajów bliskich i dalekich. Weszliśmy np. na rynek RPA, gdzie w ciągu 3-4 lat staliśmy się numerem dwa z batonami pod naszą marką Ba! Uznaliśmy, że to przykład sukcesu i dowód na to, że polska marka może zaistnieć zagranicą. Eksport stanowi u nas 10 proc. wartości sprzedaży - dodał.

- Żyjemy w Europie, robimy biznes w Europie, jesteśmy Europejczykami – mówił podczas debaty Adam Mokrysz, prezes Mokate.

- Europejski biznes musi się mierzyć z innymi biznesami, z innych kontynentów. Wiele firm europejskich zostało już wykupionych przez gigantów chociażby z Chin czy Indii. Wiele globalnych marek jest już w rękach koncernów azjatyckich lub funduszy afrykańskich. Świat się bardzo zmienia, więc szalenie ważne jest, aby UE była bardzo silna i zjednoczona. Ten protekcjonizm, który się nasila, jest obawą. Jeśli wyhamowuje wzrost w wielu gospodarkach w wielu krajach, to włączają się pewne mechanizmy. Powinniśmy jednak patrzeć długofalowo – żyjemy na świetnym, kreatywnym i przedsiębiorczym kontynencie, który jak będzie zjednoczony, to będzie w stanie konkurować na świecie. Siła tkwi w jedności i synergii – mówił Adam Mokrysz.

W dyskusji na temat protekcjonizmów na rynku UE Krzysztof Pawiński, prezes Grupy Maspex Wadowice zwrócił uwagę, że polski przemysł spożywczy jest jednym z największych beneficjentem obecności Polski w UE.

- Twierdzenie, że właściwie już pogrzebaliśmy jednolity rynek, jest nieprawdziwe. Spójrzmy na cały obraz, który nie jest czarny. Pozycja Czech jako odbiorcy polskiej żywności spadła na 5 miejsce ale czy wartość tego eksportu zmalała? Nie. Polskiej branży spożywczej nie przydarzyło się nic lepszego niż wejście do UE. Można powiedzieć, że są pewne oznaki kataru, ale do objawów choroby jeszcze daleko – dodał.

Prezes Grupy Maspex wskazuje, że jako Polska, przez nasze działania, nie powinniśmy przyczyniać się do protekcjonizmu.

- Tworzenie "polskich półek" i "gett" produktowych to zachęta dla innych, żeby robili tak samo. Powinniśmy być największymi zwolennikami internacjonalizmu i skupić się na tym żeby nie dawać powodu żeby być zaatakowanym. O ochronie swojego rynku najgłośniej krzyczą ci najsłabsi. Nie słyszę, żeby największe firmy narzekały, że są tak bardzo zagrożone - dodał.

Pawiński wskazuje, że należy odróżnić patriotyzm gospodarczy od - jak to określił - prymitywnego nacjonalizmu. - Oczekiwanie od konsumenta, że ma kupować produkt polski tylko dlatego, że jest polski jest błędne i bezczelne. Jeśli dany produkt wygrywa jakością i ma swoje unikalne cechy to super, ale nie wymagajmy od konsumenta, że ma preferować nasz tylko bo stąd jesteśmy. Uważam, że to droga donikąd - dodał.

Grupa Colian eksportuje do 70 krajów. Największym rynkiem jest Wielka Brytania. Piotr Grochowski, Business Development Manager, który reprezentuje przejętą na rynku brytyjskim spółkę Elisabeth Shaw, przyznał, że nie spotkał się z przejawami zakrojonego na szeroka skalę protekcjonizmu. Większy problem – według niego – stanowi dostęp do sieci handlowych.

– Jeżeli wielka piątka sieci – Tesco, Asda, część Wallmartu, Morrisson’s, Sainsbury’s – stanowią 75 proc. rynku brytyjskiego, a czterech graczy słodyczowych – Mars, Nestle, Mondelez, Ferrero – stanowi 80 proc. rynku, to tutaj upatrujemy sporych wyzwań i konkurencję. To walka o miejsce na półkach. Do tej pory funkcjonowaliśmy z produktami Colian na tzw. półkach etnicznych. Ten eksport wzrasta i dynamika zwiększa się. Nasze akwizycje w Wielkiej Brytanii wychodzą na przeciw tym trendom. Ulokowaliśmy się w Anglii i Irlandii i mamy już platformy sprzedażowe do rozwoju eksportu na tych rynkach. Rynek UK jest dla nas bardzo stabilny. Od momentu zakupu Elisabeth Shaw, czyli dwóch lat, dynamika rośnie.

- Przez 10 lat handlu z Wielką Brytanią, osiągnęliśmy pewien pułap w eksporcie produktów brandowych Coliana. Ale nie mogliśmy wyjść poza półki etniczne. Także ze względu na nazewnictwo. Grześki, Śliwka Nałęczowska czy Jeżyki – te słowa ciężko przechodziły przez gardła Brytyjczyków, nawet po przetłumaczeniu. Obecnie wprowadzamy te same produkty, ale pod marką Elisabeth Shaw. To jest też taka nasza odpowiedź na ewentualne zagrożenia. Zdobyliśmy już półki mainstreamowe, z bardzo dobrym skutkiem. A to dopiero początek naszej ekspansji – mówił Piotr Grochowski.
- Liczymy na to, że zapowiadane wyjście Wielkiej Brytanii z UE zakończy się tzw. „soft Brexitem”. Czasu zostało niewiele, a pytania przedsiębiorców – zarówno eksporterów, jak i rodzimych firm, zostają bez odpowiedzi władz brytyjskich – komentował.

- Wzrost eksportu żywności do UE jest coraz bardziej widoczny. Jego dynamika w 2017 roku była nawet większa niż w ostatnich latach, więc ten protekcjonizm nie jest na razie przełożeniem na realne dane – podkreśliła Katarzyna Kowalska, wiceprezes Korporacji Ubezpieczeń Kredytów Eksportowych (KUKE).

Jak przyznała, aby zminimalizować ryzyko eksportowe w UE, warto pomyśleć o dywersyfikację kierunków eksportu o kraje rozwijające się, np. na rynku azjatyckim i afrykańskim. Tam drzemie ogromny potencjał. 

- Polska żywność trafia do 70 krajów świata, a KUKE ubezpiecza 108 krajów. Zatem jest jeszcze sporo do zrobienia. Upatrujemy wielkich szans na światowy sukces polskiej żywności. W ostatnim czasie sporo mówi się o sukcesie eksportowym branży meblarskiej – żywność osiąga naprawdę duże sukcesy i może się stać ikoną polskiego eksportu. W samym portfolio KUKE branża spożywcza – jest drugim największym klientem – po branży budowlanej – mówiła.

Unia Europejska szuka nowych rynków zbytu. – To zupełnie logiczne – podkreślił Andrzej Gantner. – Nie podpisując kolejnych umów o wolnym handlu, Unia wyautowałaby się ze światowej gospodarki i zadusiłaby się w środku. Trzeba szukać nowych możliwości na zewnątrz – mówił.

Jak zaznaczył, problemem UE to 27 krajów, dla których otwarcie się na nowe rynki oznacza zupełnie co innego. – Czym innym jest otwarcie się UE na Japonię dla Polski, a czym innym – np. dla Czech. Jedno jest pewne to bogaty i rozwinięty rynek, który poszukuje żywności naturalnej i ekologicznej – mówił. Zdaniem Gantnera trudno powiedzieć co będą oznaczały dla Polski umowy o wolnym handlu z poszczególnymi nowymi krajami. – Trzeba podkreślić, że same umowy o wolnym handlu nie zapewnią eksporterom nie wiadomo jakich nowych zysków. Ale wszyscy podkreślają, że bez tych umów, ranga gospodarcza Unii Europejskiej w świecie będzie spadać i Unia zbliży się do kolejnego kryzysu. Trzeba to zrobić, choć – z drugiej strony – podpisanie umowy z Nową Zelandią budzi panikę wśród mleczarzy. To ogromny rynek dla tej kategorii produktów, niezwykle konkurencyjny cenowo. Nic nie jest czarno-białe – dodał.

- Unia Europejska negocjując umowy o wolnym handlu ma jeden warunek, którego generalnie nie negocjuje – to prawo dotyczące bezpieczeństwa żywności. Warunki bezpieczeństwa żywności są nienegocjowalne. Wszystkie produkty spożywcze wchodzące na wspólny rynek muszą spełniać unijne normy. To powoduje, że ci, którzy wchodzą na nasz rynek muszą zapewnić ten sam poziom bezpieczeństwa, więc teoretycznie powinni mieć podobny poziom kosztów – podsumował dyrektor PFPŻ.

Jak zaznaczyła Elżbieta Kopytko-Wojciechowska, Unia Europejska planuje podpisać 12 nowych umów o wolnym handlu do 2025 roku. Zmaterializowały się na razie umowy z Kanadą i Meksykiem, a wciąż – od około czterech lat – negocjowane jest porozumienie z Japonią. – W przypadku Japonii zderzają się dwa rynki o dość restrykcyjnych, ale innych, regulacjach w kwestii żywności. Trwa operacja nad ich ujednoliceniem – mówiła.

- Umowy o wolnym handlu mają kilka korzyści – znoszą bariery pozataryfowe, ale również ujednolicają standardy. W przypadku Japonii będę one podstawą do rozszerzenia współpracy z innym krajami azjatyckimi – dodała.

- Jeśli chcemy zwiększać eksport to powinniśmy się koncentrować na rynkach trzecich, gdzie wzrosty są o wiele silniejsze i zwiększa się klasa średnia i dochody rozporządzalne mieszkańców. Ponadto te społeczeństwa przejmują zachodni styl życia. Dlatego żywność z Europy, w tym z Polski, jest tam postrzegana jako bezpieczna, jakościowa i spełniająca wysokie standardy – mówiła Elżbieta Kopytko-Wojciechowska.

Przedstawicielka KOWR zapewniła, że urzędnicy prowadzą stały dialog z eksporterami żywności pytając ich o perspektywiczne rynki i potrzeby wsparcia. Na tej podstawie Ministerstwo Rolnictwo wyłuszczyło 14 najbardziej perspektywicznych rynków. To rynki azjatyckie, afrykańskie, USA czy Kanada. Tam też polskie instytucje kontynuują działania promocyjne.

- Mamy np. stoisko na targach SIAL China w Szanghaju, gdzie polscy producenci prezentują wysoką jakościowo żywność z Polski, z Europy. Tam właśnie żywność z UE jest postrzegana jako bezpieczna, a to ważne patrząc na ostatnie skandale w tym zakresie w Azji – mówiła Monika Tyska.

Podkreśliła, że KOWR skupia wszystkich polskich przedsiębiorców pod marką „Poland Tastes Good”.

– Podkreślamy, że jesteśmy z Polski, Unii i nasza żywność jest bezpieczna, a dodatkowo niskoprzetworzona, tradycyjnie wykonana i ma zapach i smak. A w niektórych częściach świata tego brakuje – dodała.

- Nie mamy rozpoznawalnych na całym świecie marek polskiej żywności. Dlatego mamy pomysł, aby promować wszystkich pod marką „Poland Tastes Good”. Staramy się to robić inteligentnie i z wyczuciem. Nie chcemy podsycać nastrojów protekcjonistycznych. Udaje nam się to wraz z coraz większym zainteresowaniem konsumentów na świecie – tłumaczyła Monika Tyska.

O rozwoju eksportu na rynki poza europejskie mówili także sami eksporterzy. Mokate rozwija współpracę z około 65 krajami świata. – Nie ma uniwersalnej recepty na podbój rynków zagranicznych – mówił prezes Adam Mokrysz. I dodał, że bardzo ważnym jest aby zrozumieć rynek, na którym chce się prowadzić biznes i mieć na uwadze, że poza Unią występuje o wiele więcej ryzyk. Jednak – jak podkreślił – warto jest się dobrze przygotować, ponieważ wiele rynków oferuje młode gospodarki, bogacących się konsumentów, zwiększającą się liczbę mieszkańców i popyt na markowy biznes i produkty z Europy.

- Żeby z sukcesem budować eksport na rynki trzecie trzeba najpierw nabrać doświadczenie eksportując do Europy. Jednak warto pamiętać, że poza nią, to zupełnie inny biznes związany często z inną religią, czy kulturą. Warto jednak próbować, ale mierzyć siły na zamiary, być konsekwentnym, pracowitym – podsumował Adam Mokrysz.

Prezes Bakallandu powiedział, że jego firma wpisuje się w megatrendy na światowym rynku żywności. - Oferujemy żywność bardzo nisko przetworzoną - wprost z natury. Wszystkie produkty, które mamy w ofercie wpisują się także w trendy 'health and fitness' i snackowość. Wartość globalnego rynku zdrowych przekąsek to 32 mld dolarów. Uważam zresztą, że bakalie powinny być naturalnymi suplementami diety. Po co iść do apteki skoro można zjeść lekko prażone migdały albo śliwkę? – dodał Marek Moczulski.

- Biznes to prosta sprawa – trzeba sprzedawać marzenia, a kupować fakty – żartował Krzysztof Pawiński. I dodał, że podbijając dalekie rynki wiele firm właśnie kupuje marzenia słono za nie płacąc.

- Trzeba mierzyć siły na zamiary. Jeśli chcemy zaistnieć na dalekich rynkach musimy pamiętać, że jako Polska nie wiele znaczymy w tym świecie biznesu, a jako Unia Europejska – już tak. I trzeba mieć trochę pokory i powoli podbijać świat, zaczynając od sukcesu na rynku krajowym i w krajach Europy Środkowo-Wschodniej. Jeśli tu będziemy już mocni to możemy myśleć o innych rynkach, także tych poza UE – mówił. Choć jego zdaniem – UE to fantastyczny i perspektywiczny rynek, na którym można umieścić jeszcze sporo polskiej żywności.

- Choć w dalszym ciągu naszym głównym rynkiem jest Unia Europejska, stawiamy też na dalekie rynki – mówił Piotr Grochowski. Istotnym kierunkiem dla Grupy Colian stała się Ameryka Południowa. - Otworzyliśmy tam przedstawicielstwo i na bazie dobrej sławy produktów z Unii europejskiej, udało nam się wejść do wielu sieci w naszymi produktami – dodał.

- W ubiegłym roku zanotowaliśmy ponad 150-proc. wzrost eksportu do krajów Ameryki Południowej. To jest sukces, ponieważ sprzedajemy tam produkty wysokomarżowe, które ponadto są uznawane za jakościowo równe słodyczom belgijskim czy szwajcarskim. Nasze produkty są tam reklamowane jako „from the heart of Europe” – tłumaczył.

W przypadku Azji Colian stawia na Bliski Wschód i kraje arabskie. - Tu odnotowujemy dużą dynamikę. Chiny to rynek bez dna, ale na razie nie podejmujemy się specjalnych działań, sondujemy ten rynek, ponieważ wymaga on specjalnego pojęcia – dodał.

- Nie będę oryginalny jeśli przyznam, że żałuję Rosji – rynku produktów wysokomarżowych, który jest dla nas niedostępny – nie tylko z przyczyn politycznych, ale także ze względu na spadek wartości rubla czy wzrostu kosztów transportu – podsumował Piotr Grochowski.

Katarzyna Kowalska, wiceprezes KUKE przyznała, że każda z firm, która podbiła dalekie rynki, pokonała szereg wyzwań: poznała nowy kraj, obyczaje i trendy tam panujące oraz odpowiednio spozycjonowała swoje produkty na danym rynku i przeprowadziła reasearch dotyczący kontrahentów oraz klientów.

- KUKE specjalizuje się w ubezpieczeniach należności i transakcji. Jednak samo ubezpieczenie nie sprawi, że wszystko się uda. Może jedynie zminimalizować negatywne skutki – dodał.

© Portal Spożywczy 2018-08-22 05:19:49