Wydruk strony Portalu Spożywczego - www.portalspożywczy.pl

WKG 2018: Polski przemysł spożywczy w Europie i na świecie (relacja i zdjęcia)

Starania Polski oraz Komisji Europejskiej w zakresie przeciwdziałania protekcjonizmowi gospodarczemu, poszukiwanie nowych rynków zbytu na rynkach Azji, Afryki i Ameryki Południowej oraz wsparcie administracji rządowej dla polskich producentów żywności - to główne zagadnienia debaty "Polski przemysł spożywczy w Europie i na świecie", która odbyła się w ramach Wschodniego Kongresu Gospodarczego 2018.


Autor: www.portalspozywczy.pl
Data: 11-10-2018, 11:55

- Największą wartością przynależności do Unii Europejskiej nie są pieniądze, które otrzymujemy, tylko jednolity rynek, czyli wolny przepływ towarów, usług i kapitału - mówił Czesław Siekierski, poseł do Parlamentu Europejskiego, przewodniczący AGRI.

- Wolny przepływ towaru daje korzyści wszystkim – i tym, którzy są płatnikami netto do budżetu Unii i nam jako beneficjentom. W tym jednolitym rynku dobrze się odnalazł przemysł spożywczy i myśmy na dwa lata przed integracją, przed wejściem do unii płacili tak zwane podwójne zero, zlikwidowaliśmy stawki celne z Unią Europejską. Wtedy rozpoczęła się zwiększona wymiana handlowa - dodał.

Tłumaczył, że jednolity rynek to jednolite standardy i wolny przepływ, ale ostatnio nie do końca wolny, ponieważ niektórzy stosują różne formy protekcjonizmu, a niektóre z tych form wyjątkowo nie trzymają się zasad europejskich. - Wspólnie z Andrzejem Gantnerem, dyrektorem generalnym Polskiej Federacji Producentów Żywności organizowaliśmy różnego rodzaju spotkania na szczeblu europejskim, seminaria – zapraszaliśmy przedstawicieli różnych krajów, były specjalne oświadczenia w parlamencie, specjalne pisma do komisarzy ds handlu, ds. rynku, ds. rolnictwa, ochrony środowiska, żeby ten temat nagłośnić - mówił.

- Z protekcjonizmem to jest tak – ja dziś utrudnię komuś, a potem ten ktoś utrudni mi i na tym protekcjonizmie wszyscy tracimy. To jest jeden obszar, ale są również inne uwarunkowania zewnętrzne – Unia Europejska – inne regiony świata - wyjaśniał.

Podkreślił, że latami trzeba dochodzić do tego, żeby ustanowić pewną równowagę. - Teraz ta równowaga jest naruszana przez prezydenta Trumpa, oczywiście w interesie USA, ale to samo jest zrobione przez Putina, jeśli chodzi o embargo czy problemy Chin i stąd tak ważne są porozumienia zewnętrzne: podpisaliśmy umowę handlową CETA z Kanadą, umowę o wolnym handlu z Japonią i Koreą, dyskutowane są umowy z Nową Zelandią i Australią - mówił.

- Chodzi o to, żeby ustalić reguły gry: Unia Europejska – inne kraje, bo globalizacja wprowadziła wielką konkurencję i my przegrywamy jako Europa tę konkurencję. Przegrywamy dlatego, że w naszym przemyśle rolniczym i spożywczym są większe wymagania, jeśli chodzi o jakość standardów. Przez to produkty spożywcze więcej kosztują - tłumaczył Czesław Siekierski. 

Zaostrza się walka o utrudnianie dostępu do rynku

- Rosja zniesie embargo wtedy, kiedy będzie w 100 proc. zdolna do eksportu do UE. Rosjanie odbudowują szybko swoją produkcję rolna i oni w końcu zniosą to embargo, tyle że będziemy mieli z nimi ten problem co z Ukrainą. Ukraina wydawała się niedawno dobrym rynkiem eksportowym, a dziś to my zmagamy się z ukraińskim eksportem. Wystarczyły bezcłowe kontyngenty, a Ukraińcy wybudowali, właściwie nie wiadomo kiedy, kilka potężnych branż. Korzystają z dogodnych warunków geologicznych, mają możliwość dużych inwestycji i efektywnego wykorzystania środków - powiedział Andrzej Gantner, dyrektor generalny Polskiej Federacji Producentów Żywności. 

Podkreślił, że Komisja Europejska powinna zwrócić uwagę na fakt, że wspólny rynek UE od jakiegoś czasu zaczyna się rozchodzić.

- Niewątpliwie silnym impulsem do tego było embargo rosyjskie, które uderzyło w eksport całej UE. Okazało się, że na rynkach krajowych zostało dużo różnych produktów. W tej chwili zaostrza się walka o możliwe utrudnianie dostępu do rynku innym. Włosi narzekają na Francuzów, Czesi narzekają na wszystkich, głównie na nas. Dopóki to się dzieje w kategoriach lekkich podszczypanek, gdzie trochę coś powiemy nie do końca dobrze, można to tolerować. Problem zaczyna się gdy kraje wprowadzają wewnętrzne regulacje, które powodują że ci, którzy chcą tam eksportować, napotykają na szereg barier i przepisów - dodał.

W ocenie dyrektora PFPŻ podważanie systemów bezpieczeństwa żywności obowiązujących w krajach UE to "broń atomowa".

- Jeżeli jakiś kraj udowodni innemu, że jego system nie spełnia norm unijnych, to powstanie możliwość wprowadzenia embarga na rynku UE i zakazu eksportu z tego kraju. My jako Polska już mieliśmy takie zarzuty, które szczęśliwie udało się odeprzeć, ale to pokazuje skalę zagrożenia - dodał.

Andrzej Gantner podał przykłady działań protekcjonistycznych, których dopuszczają się Czesi wobec polskiej żywności.

- Po wprowadzeniu rosyjskiego embarga wydano okólnik o tym, że należy spodziewać się wzmożonego eksportu z Polski, więc należy bardziej kontrolować te produkty. Od 5-6 lat na stronie czeskiego ministerstwa rolnictwa znajduje się zakładka "żywność o niewystarczającej jakości". I gdy polski producent pisze, że produkt może zawierać śladowe ilości orzeszków, natychmiast trafia na tę listę, ponieważ czescy kontrolerzy uznali, że są one "trochę więcej niż śladowe". A jeśli importerzy maja 10, 20, 30 kontrolę to rezygnują z polskiej żywności. Tak więc omijanie lub niedocenianie tematu rozlatującej się Wspólnoty może być poważnym błędem - dodał.

W ocenie dyrektora PFPŻ Chiny jako wielka nadzieja polskiego eksportu są przereklamowane.

- Do Czech eksportujemy żywność za 6 mld zł, a do Chin za 1 mld. Gdybyśmy połowę środków, które wydajemy na promocję w Chinach przeznaczyli na promocję w Czechach to tam wysyłalibyśmy więcej i nie byłoby czarnego PR. A Chiny gotują Europę powolutku - jak żabę. Otworzą rynek, 5 zakładów tam wejdzie, zostaną one dokładnie prześwietlone, potem ten zakład coś wyeksportuje, poniesie koszty i koniec. I robią tak w wielu obszarach. Zdobywają mnóstwo informacji, kupują zakłady, ale robią to powoli żebyśmy się nie zorientowali. A w rozmowie z Chińczykami na sto pytań 99 dotyczy tego jak oni mogą tutaj umieścić swój produkt - dodał.  

MRiRW podejmuje działania wobec protekcjonizmu w UE 

- Z punktu widzenia zagospodarowania nadwyżek polskich produktów rolnych i żywnościowych rozwijanie eksportu jest niezwykle istotne - powiedział Jerzy Dąbrowski, dyrektor Departamentu Rynków Rolnych w Ministerstwie Rolnictwa i Rozwoju Wsi.

Tłumaczył, że działania administracji rządowej w zakresie przeciwdziałania czy reagowania na protekcjonizm na unijnym rynku można podzielić na dwie kategorie: pierwsza to działania na forum unijnym, druga - na forum krajowym.

- Jeśli chodzi o działania na forum unijnym, to przede wszystkim jest to aktywne uczestnictwo Polski w pracach Forum Wysokiego Szczebla ds. Poprawy Funkcjonowania Łańcucha Dostaw Żywności. To jest forum, które od wielu lat funkcjonuje w UE. Są tam grupy robocze i jedna z tych grup zajmuje się kwestiami protekcjonizmu na jednolitym rynku. W ramach kontaktów roboczych biorą udział w pracach grupy przedstawiciele departamentów rynków rolnych z Ministerstwa Rolnictwa - mówił Jerzy Dąbrowski. Dodał, że jest tam również "wysoki szczebel", na którym minister i wiceministrowie przedstawiają stanowisko Polski w tym zakresie. 

- Drugi obszar to przede wszystkim skuteczna i efektywna, silna promocja polskiej żywności, budowanie polskiej marki pod hasłem „Polska smakuje”, pokazywanie, że polska żywność jest wysokiej jakości, jest bezpieczna i smaczna. Jest to również zawarte w strategii promocji Ministerstwa Rolnictwa na lata 2017-2020 przyjętej w roku ubiegłym i jest to z naszego punktu widzenia rzecz niezwykle istotna - podkreślił.

Dodał, że Polska jest dużym eksporterem żywności na rynku unijnym, ale nie tylko. - Eksport z roku na rok rośnie, rośnie również dodatnie saldo, jesteśmy w czołówce krajów, jeśli chodzi o wysokość tego salda, czyli również wartości eksportu. Dlatego z punktu widzenia Polski zagospodarowanie nadwyżek produktów rolnych i żywnościowych, czyli eksport i jego rozwijanie to niezwykle istotne sprawy - tłumaczył.

- Ważna kwestia to również znajdowanie i dywersyfikacja kierunków eksportu i nowych rynków zbytu. Co roku lista krajów, do których może być kierowany polski eksport spożywczy rozszerza się, ale jak wiadomo – uzyskanie możliwości eksportu to jeszcze nie wszystko. Trzeba budować odpowiednie relacje z odbiorcami z innych krajów, a to czasami trwa długo i dopiero po wielu latach widać efekty tych działań - mówił Jerzy Dąbrowski.

Wspierajmy producentów żywności

Jerzy Leszczyński, marszałek województwa podlaskiego podkreślił, że polscy producenci żywności powinni więcej działać razem. – Ja przynajmniej z takiego założenia wychodzę i staram się na poziomie regionu w ten sposób działać – podkreślał.

Tłumaczył, że mamy bardzo duży rolniczy potencjał. - Wypracowaliśmy naprawdę dobrą pozycję, jeżeli chodzi o produkcję mleka i przetwórstwo mleczne – mówił. 

Dodał, że cały czas trzeba się starać być konkurencyjnym, ponieważ przedsiębiorstwa z innych krajów wschodnich i zachodnich też się rozwijają. 

Podkreślił, że musimy myśleć o rozwoju na nowych rynkach, o nowych produktach oraz o tym, aby promować polskie produkty spożywcze. – Dużo zależy też od instytucji rządowych i wsparcia. Z jednej i z drugiej strony musi być inicjatywa – mówił.

Marszałek Jerzy Leszczyński tłumaczył, że województwo podlaskie od lat prowadzi szeroko zakrojoną kampanię promocyjną regionalnego produktu. – Wspieramy naszych producentów, wspieramy naszą branżę spożywczą, promujemy ją i staramy się korzystać z dobrych doświadczeń naszych poprzedników – mówił.

– Jako samorząd zdajemy sobie sprawę, że budowanie marki, dotarcie do konsumenta, zdobycie jego zaufania to nie jest kwestia kilku miesięcy, a nawet kilku lat, to trwa o wiele dłużej niż kadencja sejmiku czy parlamentu. Warto współpracować na tym polu ponad podziałami politycznymi – tłumaczył.

–  Jako region podlaski promujemy się pod znakiem żubra – to jest nasze logo, jedno z lepszych w kraju i w Europie. Promujemy podlaską markę i zapraszamy wszystkich przedsiębiorców z Podlasia do przyłączenia się – mówił Jerzy Leszczyński.

Dla producentów skrobi ziemniaczanej największym rynkiem jest Azja

- Naszymi głównymi rynkami w Europie jest rynek Europy Południowej i rynek byłego bloku wschodniego. A największym rynkiem dla producentów skrobi ziemniaczanej jest Azja - mówił Filip Hewelke, dyrektor rozwoju rynków zagranicznych w Pepees. 

- Jesteśmy obecni na rynku w produkcji skrobi ziemniaczanej i pochodnych dodatków do żywności od ponad 50 lat. W Polsce należymy do liderów w produkcji skrobi ziemniaczanej, maltodekstryny i glukozy krystalicznej. Polska jako producent skrobi ziemniaczanej radzi sobie na świecie bardzo dobrze. Dość powiedzieć, że na dziesięciu największych światowych rynkach skrobi – z wyłączeniem Chin – Polska reprezentowana jest wszędzie i na każdym z tych rynków plasujemy się w ścisłej czołówce - tłumaczył.

Pepees jest obecny również na rynku Unii Europejskiej. - W UE nie doświadczamy problemu protekcjonizmu, może dlatego, że nie jesteśmy producentem wyrobu finalnego półkowego tylko producentem półsurowca. Naszymi głównymi rynkami w Europie jest rynek Europy Południowej, były blok wschodni, w tym Litwa, Łotwa i Estonia – jesteśmy tu hegemonem ze względu na naszą lokalizację w Łomży - dodał.

Tłumaczył, że dla producentów skrobi ziemniaczanej największym rynkiem na świecie, również dla Pepeesu, jest Azja. - Azja daleka czyli Korea, Tajwan, Japonia, Azja Południowo-Wschodnia – muzułmańska – Malezja, Indonezja, Singapur i również Azja Centralna. Ostatnio wzrastającymi rynkami są też rynki Ameryki Łacińskiej - wyliczał.

- Jest jeden rynek na świecie, który traktuje UE bardzo wybiórczo w kwestii taryf celnych – są to Chiny. Podam przykład – dla większości producentów skrobi ziemniaczanej cło nałożone przez Chińczyków wynoszą 56 proc. To jest cło, które jest nie do obejścia, które jest wybitnie cłem ochronnym działającym na rzecz chińskich producentów skrobi na lokalnym rynku. Jest natomiast od tego jeden wyjątek – holenderska grupa producencka cieszy się na rynku chińskim cłem 12-procentowym, co stawia takich producentów jak Pepees i resztę sektora skrobiowego z góry na straconej pozycji - mówił Filip Hewelke, dyrektor rozwoju rynków zagranicznych w Pepees SA.

- Jesteśmy też obecni na rynkach bardzo odległych - w Australii i Nowej Zelandii i na wszystkich tych rynkach radzimy sobie dobrze, wręcz bardzo dobrze, na tyle, na ile pozwala nam nasz wolumen - dodał.

- Jeśli chodzi o polski wolumen skrobiowy, jesteśmy graczem solidnym o jakości nie odbiegającej zupełnie od jakości oferowanej przez naszych zachodnioeuropejskich konkurentów - mówił.

Dodał, że wolumen produkcyjny wszystkich producentów skrobi w Polsce to ok. 160-170 tys. ton rocznie, a jedna firma niemiecka czy holenderska produkuje kilkaset ton rocznie. - Więc na tyle, na ile pozwala nam wolumen, radzimy sobie bardzo dobrze - mówił Filip Hewelke.

Szukajmy nowych rynków zbytu 

- Jednym ze sposobów na protekcjonizm występujący na rynku unijnym jest szukanie nowych rynków zbytu. Perspektywiczne są rynki afrykańskie, rynek dalekiej Azji, byłe kraje Związku Radzieckiego - mówił Witold Karczewski, prezes Izby Przemysłowo-Handlowej w Białymstoku, przewodniczący Podlaskiego Forum Gospodarczego, wiceprezes zarządu Contractus.

Tłumaczył, że firma Contractus jest obecna zarówno na rynku europejskim jak i dalszych rynkach poza unijnych.

Poruszył temat protekcjonizmu na rynku UE mówiąc, że wiele przedsiębiorstw i organizacji w Polsce pracuje nad tym, aby nie było protekcjonizmu na rynku unijnym, jednak nie jest to proste, ponieważ nadal polska żywność na utrudniony dostęp do czeskiego rynku.  - W Czechach szczególnie chodzi o mleko i mięso, my Polacy jesteśmy dla nich konkurencją – mówił.

- Contractu jest jednym z większych eksporterów maltodekstryny – jest to produkt z przeróbki skrobi, który eksportujemy na rynki wschodnie. I nie ma tam protekcjonizmu, tylko jest produkt taki sam z innego produktu – mianowicie z kukurydzy. A co się liczy w przetargu? Cena. A parametry jakościowe to już jest inna sprawa. I nie raz jest trudno się na tym rynku utrzymać – tłumaczył.

Dodał, że jednym ze sposobów na protekcjonizm występujący na rynku unijnym jest szukanie nowych rynków zbytu. Tłumaczył, że perspektywiczne są rynki afrykańskie, rynek dalekiej Azji, byłe kraje Związku Radzieckiego.

- Z jednej strony możemy wołowinę polską eksportować do Białorusi. Otrzymałem ostatnio pismo od lekarza, że możemy. Ale pozwoleń nie wydają.  Dlatego my musimy o te rynki walczyć. Przedsiębiorca powinien też czuć, że ma zapewnione wsparcie od administracji państwowej - mówił Witold Karczewski.

© Portal Spożywczy 2019-08-17 19:33:56