Wydruk strony Portalu Spożywczego - www.portalspożywczy.pl

Mięso na wtorek: Afryka - Nieodkryta szansa eksportowa dla polskiego drobiu?

Choć do niektórych krajów Afryki wysyłamy już więcej drobiu niż do Chin, zainteresowanie branży tym kontynentem jest minimalne. Eksperci wskazują, że kraje afrykańskie mocno chronią swoje rynki, poszukując głównie inwestorów z gotowym know-how. Nie bez znaczenia jest też fakt, że w wielu przypadkach unijny drób zdecydowanie przegrywa cenowo z brazylijskim. Nie oznacza to jednak, że szans w eksporcie mięsa z Polski do Afryki nie ma. Sprawdźmy gdzie ich szukać.


Autor: Adam Tubilewicz, Portalspozywczy.pl
Data: 02-09-2019, 17:03
fot. shutterstock

Według danych GUS w 2018 r. polskie zakłady wyeksportowały do Afryki 145,5 tys. ton mięsa i przetworów mięsnych za 445,6 mln zł. To wciąż niewiele, bo samego drobiu w ubiegłym roku wysłaliśmy zagranicę (głównie do UE) ponad 1,4 mln ton. Tendencja jest jednak wzrostowa. Jeszcze w 2016 r. wysłaliśmy do Afryki 94,5 tys. ton mięsa, w 2017 r. już 112,2 tys. ton. Rośnie także wartość eksportu z 285 mln zł w 2016 r. przez 377 mln zł w 2017 r. po wspomniane 445,6 mln zł w 2018 roku.

Największym odbiorcą polskiego mięsa na kontynencie jest RPA. W 2018 r. do tego kraju trafiły 22 tys. ton za 71,4 mln zł. Poza RPA najwięcej handlujemy z krajami Afryki Środkowej: Ghaną, Demokratyczną Republiką Konga, Beninem, Kongo, Gabonem, Wybrzeżem Kości Słoniowej, Liberią, Togo i Gwineą, która zamyka pierwszą dziesiątkę. Największą dynamikę eksportu notujemy jednak w przypadku krajów Maghrebu: Libii i Tunezji, choć w tych przypadkach wzrosty następują z bardzo niskich poziomów. W polskim eksporcie mięsnym do Afryki dominuje drób, który w 2018 r. stanowił ok. 78 proc. całego wolumenu wysyłkowego. 

Grosze zamiast śmietanki

Co kryje się za powyższymi liczbami? Opowiada Adam Kurowski, dyrektor ds. zakupów w QFG Food Group i ekspert od rynku afrykańskiego.

- Wiodące asortymenty w Afryce to elementy nożne i korpusy z kury mięsnej, kurczaka i indyka, ćwiartka z kurczaka i MOM (głównie do RPA) oraz mrożona parówka. Generalnie prym wiodą elementy tanie - dodaje.

Kurowski wskazuje, że polskie zakłady powinny upatrywać dla siebie szansy w Afryce właśnie w najtańszych elementach.

- W Afryce dominuje kurczak z Ameryki Południowej i USA. Jeśli chodzi o ćwiartkę, nogę czy fileta nie mamy z nimi żadnych szans. Nie pokonamy Brazylii, światowego giganta, który ma po prostu niższe koszty produkcji. Z kolei w tanich elementach możemy być tam konkurencyjni. A potencjał jest ogromny. Na całym kontynencie żyje ponad 1,3 mld ludzi, a co roku przybywa kolejne 30 mln - mówi.

Mimo nie najgorszych liczbowo wyników w eksporcie, niewielka część zysków trafia do kieszeni polskich zakładów. Większość transportów mięsa z Polski do Afryki jest realizowana przez pośredników z Holandii, Belgii i Francji.

- To oni “spijają śmietankę” w postaci marży, ale mają ryzyko finansowe po swojej stronie. Polscy producenci wolą zarobić grosiki, ale za to pewne. Największym importerem jest RPA, gdzie ok. 30 proc. krajowego zapotrzebowania na drób pochodzi z zagranicy. Z uwagi na silne lobby miejscowych producentów jest to jednak rynek wysokiego ryzyka. Dość często import jest regulowany nałożeniem dodatkowych opłat “wyrównawczych”, które powodują, że eksport zamiera. Rynek jest atrakcyjny, gdyż średnia konsumpcja drobiu to powyżej 35 kg na mieszkańca, czyli więcej niż w Polsce i UE - dodaje Kurowski.

Przylądek Drobiowej Nadziei

Co ciekawe, od października 2018 roku to właśnie Polska jest największym unijnym eksporterem drobiu do RPA. W branży nie brak opinii, że jest to dużo bardziej obiecujący rynek niż Chiny. Jest też jednak druga strona medalu. Rosnącemu importowi mocno sprzeciwia się lokalna branża drobiarska, która lobbuje za znaczącą (nawet do 80 proc.) podwyżką ceł.

- Działania te wymierzone są głównie w import kurczaków z Brazylii. (...) Padają deklaracje, że Afryka powinna zjednoczyć się w walce z drapieżnym dumpingiem globalnych eksporterów. Brazylia odrzuca zarzuty i przekonuje, że jedynie uzupełnia popyt w RPA, bo ponad 70 proc. konsumpcji krajowej pokrywa lokalny przemysł. Z około 1,8 mln ton kurczaków spożywanych rocznie w RPA, 1,3 mln ton dostarczają miejscowe firmy, a tylko 500 tys. ton przywożone jest przez Brazylię, USA czy kraje UE - informuje Krajowa Izba Producentów Drobiu i Pasz.

Mariusz Szymyślik, dyrektor KIPDiP ds. strategii wskazuje na inny aspekt afrykańskiego potencjału.

- Duże koncerny mięsne z największą nadzieją patrzą na Afrykę. Tam dziś nie jest zbyt atrakcyjnie jeśli chodzi o marże, ale w przeciągu 30-40 lat ten kontynent stanie się największym konsumentem mięsa. Tam są owoce, które firmy mięsne będą zbierać, a rynek ten będzie główną areną walki konkurencyjnej - wskazuje.

Adam Kurowski jest jednak zdania, że nad Wisłą niewielu branżowców dostrzega już dziś afrykański potencjał.

- Afryka oczekuje zaangażowania kapitałowego, transferu know-how. W czerwcu tego roku byłem uczestnikiem interesującego spotkania organizowanego przez KIG. Tematem była Afryka ze szczególnym uwzględnieniem RPA i jej sąsiadów. Oprócz mnie nie było tam nikogo z branży drobiarskiej. Polscy producenci nie znają tego kontynentu. Nasza obecność jest tam marginalna. Wyzwań jest wiele, zarówno klimatycznych, jak i związanych ze znajomością zwyczajów, wielokulturowymi społeczeństwami, korupcją - dodaje.

Zdążyć przez Chińczykami

Wielkim zwolennikiem inwestowania w Afryce jest Konrad Pazgan. Były prezes Konspolu w rozmowie z nami powiedział nawet, że gdyby mógł, zamknąłby wszystkie zakłady w Polsce i przeniósł je do Afryki.

- Ceny są tam kilkukrotnie wyższe niż w Europie, a koszty np. zboża i surowców podobne. Wiele rządów krajów, zwłaszcza środkowej Afryki, jest zainteresowanych inwestycjami ze strony polskich firm drobiarskich. Ja też gościłem delegacje z Nigerii, Ghany, Senegalu. Wszyscy są mocno zainteresowani i wszyscy chcą budować u siebie przemysł drobiarski, ale to nie takie proste. W Afryce bardziej chodzi o kapitał i know-how. Kapitał jest do zdobycia, know-how też mamy, oni się dopiero uczą. Problemem jest kontrola wszystkiego na miejscu oraz dopilnowanie, żeby nie zostało przejęte i żebyśmy nie zostali z niczym. Pamiętajmy, że te kraje są bardzo niestabilne politycznie i gospodarczo. Z drugiej strony w produkcji żywności nie ma tam jeszcze konkurencji, nawet ze strony Chińczyków - dodał.

Na fakt, że branża już wkrótce będzie musiała na poważnie zainteresować się Afryką wskazuje także Adam Kurowski.

- Obecnie koncentrujemy się na rynkach UE, gdzie mamy bliżej i wygodniej. Jednak powiększające się szybko moce produkcyjne w Polsce w końcu zmuszą nas do spojrzenia na rynek Afryki. Ten kontynent będzie się bogacić w długim okresie, co pociągnie za sobą zmiany żywieniowe. Kto szybciej wyczuje koniunkturę i postawi stopę w postaci nawet małej wspólnej inwestycji z lokalnym partnerem, ten będzie górą - podsumowuje.

© Portal Spożywczy 2019-09-17 21:16:09