Wydruk strony Portalu Spożywczego - www.portalspożywczy.pl

WKG 2019: Debata "Przyszłość rynku spożywczego. Teraz innowacje!" (relacja + zdjęcia)

Podczas Wschodniego Kongresu Gospodarczego odbyła się debata "Przyszłość rynku spożywczego. Teraz innowacje!". Paneliści podzielili się swoimi spostrzeżeniami na temat łączenia tradycji z nowoczesnością, atutów branży rolno-spożywczej w Polsce Wschodniej, roli podlaskich rolników w łańcuchu produkcji żywności, innowacji produktowych oraz nowoczesnych technologii.


Autor: portalspozywczy.pl
Data: 30-09-2019, 11:49
Debata "Przyszłość rynku spożywczego. Teraz innowacje!" Fot. PTWP

Rolnicy są władzą naszej spółdzielni

Małgorzata Cebelińska, dyrektor Wydziału Handlu SM Mlekpol wskazała, że przewagą konkurencyjną Polski Wschodniej i jej wartością są gospodarstwa rolne, które inwestują cały czas w swój rozwój oraz wielkość produkcji mleczarskiej. – Na Podlasiu produkujemy więcej mleka niż na Litwie. Obserwujemy też zmianę pokoleniową, młodzi ludzie świadomie się rozwijają, myślą też o środowisku naturalnym. Współpraca z rolnikami ze wschodniej Polski jest dla nas dużym atutem. Doceniają to konsumenci nie tylko w Polsce – mówiła.

Małgorzata Cebelińska przypomniała, że kiedyś mleczarnie powstawały we wszystkich województwach, aby być blisko klienta, a obecnie skupiają się na wschodzie Polski. – Są tu trzy potężne mleczarnie wokół rolników. Specyfika i jakość tych ziem powoduje, że rolnicy nie mogą się przebranżowić, ziemia jest słaba, ale dobrze wykorzystana. Gospodarstwa nie są duże, prowadzone często przez rodziny. Rolnicy czują się bezpieczni i chętnie inwestują pieniądze w rozwój prowadzonych działalności – mówiła.

– Mlekpol posiada 12 wysoko wyspecjalizowanych zakładów produkcyjnych. Każdy z nich produkuje kilka kategorii asortymentowych. Naszą misją jest łączenie tradycji z nowoczesnością – dodała.

Tłumaczyła, że na nowoczesność w przemyśle rolno-spożywczym składa się m.in skala produkcji realizowana przez technologię o wysokich wartościach. – Ale wciąż są to naturalne produkty – zsiadłe mleko, jogurty, kefiry. Na rynku jest szeroki przekrój różnych producentów śmietan z zagęstnikami, jednak my zdecydowaliśmy się na wprowadzenie naturalnej śmietany. Konsekwentnie chcemy pokazywać konsumentom, że mamy proste, czyste i naturalne produkty – mówiła Małgorzata Cebelińska.

Podkreśliła również, że spółdzielnia bierze pod uwagę trendy związane ze zrównoważonym rozwojem, ochronę środowiska, redukcję emisji CO2 i redukcję plastikowych opakowań. 

Małgorzata Cebelińska poruszyła też temat dodatkowego wsparcia finansowego. – Środki przyznawane są zazwyczaj małym i średnim firmom, więc my jako duże przedsiębiorstwo najmniej skorzystaliśmy – tłumaczyła.

Dodała, że w mleczarstwie podstawą jest surowiec, a Mlekpol bardzo dba o jego jakość. – Obecnie skupujemy 18 proc. mleka w Polsce – mówiła.

– Jesteśmy spółdzielnią, naszymi właścicielami są rolnicy. Widzimy, że mają tego świadomość. Mleczarstwo to potęga narodową Polski. Mlekpol dociera do wielu krajów świata z asortymentem, który cieszy się bardzo dużym zainteresowaniem – podsumowała Małgorzata Cebelińska.

Przemysł spożywczy zaczyna się od rolnika

Andrzej Gąsiorek, wiceprezes zarządu Grupy Maspex podkreślił, że przemysł spożywczy zaczyna się od rolnika. – Obecnie rolnicy są wykształceni i mają dobry sprzęt. My łączmy ich kompetencje z wiedzą z wyższych uczelni i naszym doświadczeniem. Od kilku lat z powodzeniem współpracujemy z polskimi rolnikami uprawiającymi pszenicę durum – mówił.

Dodał, że przewagą polskich producentów żywności jest cena. – Krajowe firmy niczym nie odbiegają od zagranicznych, a nawet w niektórych segmentach je wyprzedzają – mówił.

Przedstawiciel Maspexu wskazał, że innowacje mogą być zarówno produktowe jak i technologiczne, ale nie można zapominać przy tym o kontrolowaniu jakości swoich produktów oraz o ochronie środowiska. – Nasza firma ma rozbudowane działy rozwoju. Pracujemy mocno nad jakością, dysponujemy specjalistycznymi sprzętami i to jest naszym plusem, dzięki czemu od lat konkurujemy z innymi – opowiadał.

– Największym naszym problemem jest zmieniająca się pogoda, ale nie mamy na nią wpływu i musimy sobie z tym poradzić. W przypadku mniejszych zasobów polskiej pszenicy, możemy ją importować z innych krajów, chociaż to podnosi koszty – tłumaczył.

Podlasie bywa nazywane Doliną Rolniczą 4.0. Andrzej Gąsiorek podkreślił, że umiejscowienie we wschodniej części Polski zakładu produkującego makaron Lubella ma zalety m.in. ze względu na bliski dostęp do rolników.

– Na wschodzie naszego kraju są mniejsze pola niż na zachodzie, ale rolnicy bardzo chętnie współpracują i słuchają wskazówek np. z wyższych uczelni. Każdy rolnik jest wyposażony we własne maszyny i zbiorniki na pszenicę. Rolnicy chcą się rozwijać, tylko my jako przemysł spożywczy musimy zapewnić im poczucie bezpieczeństwa, np. zagwarantować zakup minimalnych kwot. Przemysł rolno-spożywczy na Podlasiu idzie w dobrym kierunku i można mu trochę pomóc, ale najważniejsze, żeby mu nie przeszkadzać – podsumował Andrzej Gąsiorek.

Polacy są ciekawi nowych smaków i produktów

– Żyjemy w społeczeństwie, w którym preferencje w spożyciu alkoholu zbliżyły się do trendów w krajach Europy Zachodniej – widać m.in. wzrost sprzedaży wódek premium – mówił Krzysztof Kouyoumdjian, dyrektor ds. relacji zewnętrznych, CEDC International.

Dodał, że innowacje produktowe można tworzyć kreując potrzeby konsumentów. – Można łączyć tradycyjne, znakomite i rozpoznawalne marki z premiumizacją, czyli nie tylko sprzedawać żubrówkę z trawką, ale też różne warianty whisky – tłumaczył.

– Innowacją w alkoholach jest również pójście w wódki rzemieślnicze, kraftowe ale też i smakowe, które są fenomenem. W polskich supermarketach i hipermarketach doskonale to widać – na półkach z alkoholem jest wiele butelek z kolorową zawartością. Nowe alkohole smakowe odwołują się też do tradycji polskich nalewek – wyjaśniał Krzysztof Kouyoumdjian.

Zauważył, że Polacy są ciekawi nowych smaków, także w alkoholach, chcą eksperymentować i poznawać nowe produkty.

Przedstawiciel CEDC tłumaczył, że promując alkohol w Polsce, warto wzorować się na Szkotach, którzy spopularyzowali whisky. – To ambitna droga, ale chcemy, aby tą ścieżką podążała nasza krajowa wódka – mówił.

Przypomniał, że baza surowcowa do produkcji alkoholi jest w Polsce wystarczająca i CEDC czerpie z zasobów podlaskiego regionu, m.in. ręcznie zbiera trawę żubrową rosnącą w Białowieży.

– Wyzwaniem jest natomiast zmiana modelu konsumpcji w Polsce, którą obserwujemy od wielu lat. Polacy częściej piją piwo niż mocniejsze alkohole. My jako producenci wódki ubolewamy nad tym – mówił.

Wskazał, że transformacja zachowań klientów wiąże się z regulacjami prawnymi. – Nasza branża boryka się problemami legislacyjnymi. Dawna ustawa z czasów stanu wojennego obowiązuje do dzisiaj. Producenci alkoholi mocnych nie mają możliwości promowania się w otwartych kanałach komunikacji, ale muszą płacić dwie trzecie akcyzy, mimo, że piwo stanowi większość wszystkich kategorii alkoholowych spożywanych w Polsce – mówił.

– Mamy świetne polskie marki kojarzone na Zachodzie, mamy potencjał do rozwoju lokalnego, ale obecnie produkcja czystej wódki jest bardzo mało zyskowna, dlatego boli nas nierówność legislacyjna – podsumował Krzysztof Kouyoumdjian.

Nasz kraj jest potentatem w produkcji żywności

Dla branży skrobiowej ważna jest odpowiednia pogoda, ponieważ ziemniak jest wrażliwy na zmieniające się warunki atmosferyczne, m.in. na suszę – mówił Filip Hewelke, Development Manager w Przedsiębiorstwie Przemysłu Spożywczego Pepees S.A. 

Dodał, że z punktu widzenia branży skrobiowej Podlasie zmniejszyło nieco produkcję ziemniaka skrobiowego w porównaniu z innymi województwami. – W naszej długofalowej strategii jest odbudowa zaplecza ziemniaka na Podlasiu – tłumaczył.

Przedstawiciel Pepees odniósł się również do tematu innowacyjności w przemyśle rolno-spożywczym. – Jeśli dążymy do maksymalizacji plonów, wydajności z hektara i jak najwyższej skrobiowości, to trudno jest mówić o tradycyjnym pochodzeniu skrobi ziemniaczanej, natomiast mamy wiele możliwości w zakresie innowacji – mówił Filip Hewelke.

Dodał, że skrobia ziemniaczana może w trakcie procesów produkcyjnych podlegać licznym modyfikacjom – czy fizycznym czy chemicznym. – Można poddać skrobię działaniu kwasów lub zasad, skrobia może być utleniona lub acetylowana. Dzięki temu wychodzimy z produktem naprzeciw oczekiwaniom finalnego producenta żywności w zakresie zmiany funkcjonalności skrobi, np. skrobia modyfikowana może rozpuszczać się w zimnej wodzie. Tak powstają wszelkiego rodzaju kisiele – opowiadał.

Tłumaczył, że skrobię można modyfikować w taki sposób, aby w finalnym produkcie lepiej utrwalała smak czy przedłużała żywotność produktu. – Jest w tym zakresie wielkie pole do popisu, natomiast tak jak w przypadku wszelkich innowacji produkcyjnych, zawsze ograniczeniem będą koszty – wyjaśniał.

Filip Hewelke mówił również o ofercie firmy Pepees dla plantatorów ziemniaków. – Zapewniamy dla współpracujących z nami osób długoterminowe kontrakty dotyczące zaopatrzenia w nawozy i środki ochrony roślin. Zapewniamy im również szkolenia. Uważam, że współpraca z nami jest korzystna dla rolników, którzy chcieliby rozpocząć produkcję ziemniaka – zachęcał.

– Nasz kraj jest potentatem w produkcji żywności. Każda z naszych branż spożywczych z powodzeniem wdraża innowacje w produkcji, natomiast nie poradzimy sobie, jeśli nie będziemy mieć zaplecza surowcowego. A ono zależy również od zasobów wodnych, dlatego niezbędna jest regulacja wodna, aby odpowiednimi inwestycjami minimalizować ryzyko – podsumował Filip Hewelke.

Przewagą przemysłu rolno-spożywczego na Podlasiu są przede wszystkim ludzie

Henryk Wnorowski, kierownik Katedry Nauk o Przedsiębiorstwie na Wydziale Ekonomii i Zarządzania Uniwersytetu w Białymstoku tłumaczył, że przewagą przemysłu rolno-spożywczego na wschodzie Polski są przede wszystkim ludzie.

– Mleczarze przez 30 lat zbudowali tu wielkie przedsiębiorstwa. Część naszej specjalizacji mocno wiąże się z bazą surowcową. Nam na wschodzie chce się pracować, jesteśmy pracowici i zaradni. Widzimy słabość oferty konkurencyjnej wobec rolnictwa i przemysłu rolno-spożywczego, dlatego zajmujemy się tym, czym nasi ojcowie i dziadkowie, ale robimy to dużo lepiej niż oni – tłumaczył Henryk Wnorowski.

– Na przełomie lat 70. i 80. w ekonomice rolnictwa funkcjonował model indukowanego rozwoju rolnictwa. Powstało pytanie, na ile można indukować rozwój rolnictwa, konkretne specjalizacje? Odpowiadano, że można, ale muszą być punkty, w których indukowanie pobudzanie będzie się odbywało. Z modelu wynikało też, że większą siłę ma indukcja biznesowo-gospodarcza niż administracyjna. Ja bym zgodził się z tymi tezami, chociaż model ten jest obecne zapomniany – opowiadał.

Dodał, że jeśli pojawiliby się nowi, innowacyjni producenci w przemyśle rolno-spożywczym, którzy potrzebowaliby innych surowców, to z pewnością rolnicy z Podlasia byliby w stanie odpowiedzieć na takie zapotrzebowanie. – Ale obecnie nie ma takiej konieczności, więc rolnicy rozwijają się w tych produkcjach, na które jest popyt – mówił.

– Przemysł rolno-spożywczy działa na takich samych zasadach jak każdy inny biznes, czyli przeprowadza aktywa z niższej do wyższej wyceny. Na przykład mleko, skrobię, wódkę. Chodzi o taką wycenę, którą konsument zaakceptuje kupując żywność w sklepach. W naszym kraju handel detaliczny w szczególnym stopniu kreuje to, co my konsumenci możemy wybrać – tłumaczył.

Henryk Wnorowski odniósł się również do używanego od niedawna terminu „Dolina rolnicza 4.0”. – To jest konsekwencja czwartej rewolucji przemysłowej. Pierwszą rewolucję napędzała maszyna parowa, drugą – prąd elektryczny, trzecią – komputery. Obecnie nie do końca wiadomo, czym mogłaby być lub czym jest czwarta rewolucja. Może chodzi tutaj o bardziej przemysłowe wykorzystywanie internetu? – zastanawiał się ekspert.

– Widać natomiast nowe kierunki i ogniska innowacyjnych rozwiązań, ale jak się to potoczy i co z tego będzie, ciężko w tej chwili coś konkretnego powiedzieć. Ale jeśli się zdarzy, to z całą pewnością stanie się to na wschodzie Polski – prognozował.

© Portal Spożywczy 2020-01-24 03:56:17