Jerzy Safader
prezes Polskiego Stowarzyszenia Przetwórców Ryb i właściciel słupskiej firmy Stanpol-
Rekiny i płotki
Przetwórstwo ryb jest częściowo rozdrobnione i mocno zróżnicowane. Związane to jest m.in. ze specyfiką różnych specjalności produkcyjnych w tej branży - jedne wyroby da się robić metodami niemal chałupniczymi, inne wymagają nowoczesnej technologii i urządzeń. więcej
W naszej branży działa ok. 250 przetwórni mających uprawnienia do obrotu na rynku krajowym i rynkach Unii Europejskiej. To nie jest duże rozdrobnienie. Ok. 80 proc. tych zakładów mieści się w regionach nadmorskich, na terenach województw pomorskiego i zachodniopomorskiego. Firmy te zatrudniają łącznie 15 tys. ludzi. Różnią się wielkością - są takie, w których pracuje 10 osób, takie - tych jest najwięcej - które zatrudniają 150-300 pracowników, wreszcie takie, gdzie jest ich półtora tysiąca. Łączna wartość ubiegłorocznej produkcji branży to 4,5 mld zł - w tym 2,8 mld zł to wartość eksportu.
Jeśli idzie o łączenie zakładów - trzeba pamiętać o tym, że w przetwórstwie ryb jest daleko posunięta specjalizacja: jeśli ktoś robi przetwory z łososia czy filety z dorsza, to jest zupełnie inna produkcja niż makreli wędzonej lub konserw rybnych czy prezerw. To są zupełnie różne produkty, choć powstające z tego samego surowca. Nie da się więc zmieniać profilu na zasadzie: dziś robię makrelę, a jutro wyprodukuję marynaty śledziowe. Wymaga to całkowitego przeprofilowania produkcji, wyuczenia ludzi.
Są wyspecjalizowane grupy przetwórni, które przetwarzają ściśle określone gatunki ryb i robią ściśle określone rodzaje produktów. Polskie przetwórnie ryb są dziś bardzo nowoczesne, pachnące farbą; ich właściciele włożyli w modernizację zakładów własne fundusze, łącznie kilkaset milionów złotych, ale przede wszystkim skorzystaliśmy z funduszy pomocowych Unii Europejskiej. W tym miejscu trzeba jeszcze wspomnieć o grupie bodaj 30 małych przetwórni, które doinwestowują i starają się o zdobycie europejskich rynkowych uprawnień - ale ich dni są już policzone, mają jeszcze czas tylko do końca tego roku i jeśli nie zdążą, to przestaną istnieć.
Specyfiką naszej branży jest duży import surowca - do 95 proc. sprowadzamy z zagranicznych rynków, 5-10 proc. surowca, zależnie od warunków pogodowych i kwot połowowych, daje nam rybołówstwo krajowe, Bałtyk i akwakultura. Inny element naszej specyfiki to wpływ na funkcjonowanie branży, jaki ma Ministerstwo Gospodarki Morskiej i jego Departament Rybołówstwa - to tam zapadają decyzje, gdzie polscy rybacy będą łowić i ile mogą złowić. W dodatku zmiany następują tam jak w kalejdoskopie: w ciągu dwóch lat piąty minister...


Prześlij»
Drukuj»
Komentuj»







