Znakomita większość lokalnych mleczarni to spółdzielnie z kilkudziesięcioletnią tradycją.
Były zakładane na początku XX wieku, gdy rodząca się spółdzielczość umożliwiała rozwój gospodarczy całego kraju. Minął wiek i sytuacja zmieniła się na tyle, że małe spółdzielnie mleczarskie muszą walczyć o przetrwanie. Albo odnajdą się w nowej sytuacji, albo upadną - innej możliwości nie ma.
Rynek lokalny
Małe mleczarnie muszą walczyć z konkurencją dużych grup mleczarskich. Wciąż najpopularniejszą metodą jest konkurencja cenowa. - W perspektywie długoterminowej jest to droga prowadząca do upadłości - przy minimalnych marżach producenci zmuszeni są do balansowania nad przepaścią. Coraz więcej mleczarni widzi jednak, że na dobrą sprawę mają dwa wyjścia: połączenie z inną spółdzielnią i budowa silniejszego podmiotu lub wzmocnienie pozycji swoich produktów na lokalnym rynku - mówi Edward Bajko, prezes Spomleku.
Pod tym względem polskie mleczarnie są w relatywnie dobrej sytuacji, bowiem konsumenci są stosunkowo silnie przyzwyczajeni do lokalnych marek i wyrobów.
Nie ciągną się za nimi negatywne opinie o jakości produktów, co było przekleństwem wielu nieistniejących już lokalnych browarów.
Dlatego część z nich stawia na dalsze wzmocnienie tych związków, czy to poprzez regionalne kampanie reklamowe, czy też sponsoring lokalnych wydarzeń kulturalnych i sportowych. Dobrym przykładem jest spółdzielnia z Białej Podlaskiej. - Na rynku lokalnym sprzedajemy pomiędzy 60 a 80 proc. swojej produkcji. Za rynek lokalny uważamy całe województwo lubelskie.
Nasze wyroby jednak można spotkać na całej ścianie wschodniej, a także np. w Wielkopolsce - mówi Jerzy Barański, prezes SM Biała Podlaska. Problemy małych mleczarni dotyczą zarówno współpracy z handlem, jak i z dostawcami.
Przy niewielkiej skali produkcji trudno myśleć o sprzedaży do wielkich sieci handlowych, które odgrywają coraz większą rolę w handlu produktami mlecznymi. Dotyczy to zarówno możliwości zapewnienia odpowiedniej ilości towaru, jak i kwestii logistycznych. Małym mleczarniom trudniej jest też zaakceptować przedłużone terminy płatności, czyli de facto kredytowanie części sprzedaży. Następuje także konsolidacja handlu, co doprowadza do tego, że małe, lokalne firmy upadają, bo nie mają gdzie sprzedawać. Tak było chociażby z mleczarnią w Ostrudzie czy z zakładem, który istniał w Łukcie - Łuk-Mił, a był nastawiony na produkcję konwencjonalną. Ten rynek cały czas zmniejsza się, wchodzą sieci supermarketów, dyskonty, które centralizują zakupy, współpracują tylko z największymi. Nakładają się na to jeszcze problemy z jakością produktów, która w wielu przypadkach pozostawia wciąż sporo do życzenia.


Prześlij»
Drukuj»
Komentuj»








