Według szacunków prof. Romana Urbana z Zakładu Ekonomiki Przemysłu Spożywczego w Instytucie Ekonomiki Rolnictwa i Gospodarki Żywnościowej z 2000 r., w Polsce powinno być około 30 dużych, 80 średnich i 600 lokalnych ubojni zwierząt. Obecnie jest ponad 2500 ubojni różnej wielkości.
Ich zdolności ubojowe przynajmniej o 100 proc. przekraczają zapotrzebowanie na uboje.
Większość małych i średnich ubojni pracuje na jedną zmianę, nieraz tzw. przedłużoną. Często nie we wszystkie dni robocze.
Jak zwraca uwagę prof. dr hab. Andrzej Pisula z Zakładu Technologii Mięsa SGGW, na rynku funkcjonuje około 800 zakładów, które nie spełniają wymagań sanitarnych i technicznych UE. Miały dostosować się do końca 2009 r. Zdecydowana większość z tej grupy to małe ubojnie lokalne. - Powinny być one zamknięte jak najszybciej w interesie polskiego przemysłu mięsnego oraz całego sektora produkcji zwierzęcej - mówi Andrzej Pisula. - Wysokie koszty uboju, a zwłaszcza utylizacji odpadów, w tym ścieków, oraz ochrony środowiska wymuszą centralizację i koncentrację ubojni.
Koncentracja zaczyna być widoczna
Witold Choiński, prezes Związku Polskie Mięso, mówi, że w Polsce zaczyna być już widoczna koncentracja ubojów.
Kilkadziesiąt mniejszych i średnich ubojni przestało w ostatnim latach funkcjonować.
- Widać, że małe ubojnie szukają swojego miejsca na rynku. W tej chwili jest to chyba najtrudniejszy segment branży mięsnej.
Marże generowane na uboju są wręcz minimalne, jeśli nie zerowe - tłumaczy Witold Choiński. - Tylko dodatkowa działalność prowadzona przy ubojniach powoduje, że te firmy sobie radzą.
Czynnikiem, który może przyspieszyć konsolidację firm zajmujących się ubojem, jest też wejście na polski rynek dużego włoskiego inwestora Pini Polonia. Zbudowany w Kutnie zakład uboju trzody chlewnej jest trzecią co do wielkości rzeźnią w Europie.
Firma planuje sprzedaż na poziomie 350- 400 mln euro rocznie. Półtusze zamierza dystrybuować w kraju i na rynkach zagranicznych, ze szczególnym uwzględnieniem państw azjatyckich. Surowiec Pini Polonia ma skupować przede wszystkim od polskich hodowców. Zatrudni około 1,2 tys. osób.
Polskie zakłady mają niewiele czasu, żeby przygotować się do stawienia czoła takiej konkurencji.
Co prawda włoskiemu koncernowi jakiś czas zajmie dojście do planowanych zdolności ubojowych, czyli zapowiadanych 12 tys. sztuk na dobę. Jest jednak oczywiste, że będzie ostro walczył o zwierzęta z wieloma zakładami i kupcami, głównie w regionie kujawskim i wielkopolskim.


Prześlij»
Drukuj»
Komentuj»







