- Jakie jest dziś, pięć lat po wejściu do Unii, polskie rolnictwo w porównaniu z zachodnioeuropejskim?
- Ono jest przede wszystkim bardzo zróżnicowane. Nie ma jednego rolnictwa. Kiedy pytają mnie, ile jest gospodarstw rolnych w Polsce, odpowiadam - nie wiem. W roczniku statystycznym są dwa miliony gospodarstw - to są ci, którzy mają akty własności i powyżej hektara ziemi. Po dopłaty bezpośrednie z Unii zgłasza się co roku około półtora miliona rolników. Oni nie muszą niczego sprzedawać na rynek, wystarczy, że mają ziemię niezapuszczoną. Z rynkiem jest związanych siedemset tysięcy gospodarstw, a konkurencyjnych, mających przed sobą przyszłość, jest trzysta, czterysta tysięcy.
Zupełnie inna jest sytuacja dochodowa rolników, jeśli liczy się średnią dla dwóch milionów gospodarstw, a inna tych siedmiuset czy czterystu tysięcy. Dobierając odpowiednio przykłady, można więc udowodnić każdą tezę dotyczącą stanu polskiego rolnictwa.
- Mówmy o tych gospodarstwach, które produkują na rynek.
- Dla nich bilans lat po wstąpieniu do Unii jest na pewno lepszy, niż można się było spodziewać. Rolnicy najbardziej kontestowali przystąpienie do Unii. Był moment, że 70 procent z nich było temu przeciwnych, bało się, mówiło, że będzie głosować na nie. Po pięciu latach rolnicy nadal narzekają, ale ponad 60 proc. z nich przystąpienie do Unii ocenia pozytywnie.
- Jeśli rolnicy - jak to się w ostatnim roku zdarzyło - pytają, kiedy wreszcie wejdziemy do strefy euro, to znaczy, że zmiany w ich podejściu do UE są olbrzymie.
- Rolnicy najbardziej bali się, że dotowana żywność z Unii zaleje polski rynek.
- Przed wstąpieniem do Unii byliśmy netto importerem żywności.
- Od 1974 roku były tylko dwa lata, kiedy mieliśmy w handlu żywnością nadwyżki. Teraz z roku na rok podwajamy dodatnie saldo handlu żywnością.
- To jest jakaś odpowiedź na pytanie o stan i konkurencyjność polskiego rolnictwa i przetwórstwa.
- Zmieniła się też geografa eksportu. Dawniej były to głównie rynki RWPG, teraz blisko 80 proc. eksportu idzie na jednolity rynek unijny, bardzo trudny i bardzo wymagający. Kiedyś eksportowaliśmy głównie surowce rolne i na przykład kazeinę oraz mleko w proszku. Teraz wysyłamy duże ilości galanterii mleczarskiej oraz sery dojrzewające do Francji i Holandii. Kto by się tego 20 lat temu spodziewał?


Prześlij»
Drukuj»
Komentuj»







