REKLAMA

Portalspozywczy.pl - portal branży spożywczej i handlu

REKLAMA

(...) wszyscy tak robią?

  • Autor: Andrzej Faliński, dyrektor generalny Polskiej Organizacji Handlu i Dystrybucji (POHiD) dla portalspozywczy.pl
  • Data: 27-06-2013, 11:16

Aktualnie sytuacja ma się tak, że popyt wewnętrzny traci wigor (jego dynamika jest wprawdzie dodatnia, ale minimalna, co widać choćby po najnowszych danych o sprzedaży detalicznej, którą GUS ocenił na 0,5 proc. r/r). Rośnie za to rola eksportu (I kwartał 2013 do takiegoż w roku 2012, to kilkunastoprocentowy wzrost, w czym żywność wiedzie prym, nie tylko święcąc tryumfy w Unii (chociaż - dynamika tutaj zwalnia), ale i poza nią, głównie na rynkach Rosji, krajów Azji - dalekiej i środkowej, krajów arabskich, ba - Stanów Zjednoczonych i Kanady.

REKLAMA

W kategoriach makro i w sytuacji recesyjnej Polska radzi sobie, tym bardziej, że tania waluta sprzyja sprzedaży, a sukces jej moderuje niekorzystny efekt "kursowego" wzrostu zadłużenia. Wielka w tym zasługa sektora żywnościowego i baczmy, by incydentalne niepowodzenia nie zachwiały względną stabilnością gospodarki narodowej.

Sektor żywnościowy to dalece więcej niż rolnictwo i przetwórstwo, to również szeroko rozumiana dystrybucja, pojmowana szeroko - od logistyki po handel detaliczny. Na tym tle zresztą, handel odgrywa coraz ważniejszą rolę sektora podnoszącego efektywność i produktywność obrotu.

Pamiętajmy, że handel sieciowy, to w stosunku do eksportu twórca najefektywniejszego kanału sprzedaży na inne rynki. To kanał, który otwiera drogę do konsumenta zagranicznego bezpośrednio, świadcząc swoją reputacją i wsparciem sprzedaży, do której dochodząc tradycyjną droga trzeba byłoby ponieść wielkie koszty i poznać gorzki smak początkowych prób i błędów. Konkurencyjność naszej żywności ( i nie tylko0, to w znacznym stopniu nie tylko niższe koszty pracy, czy niektórych surowców, to także gigantyczna, obejmująca bardzo gęsty rynek firm handlowych konkurencja, obniżająca ceny. Ma to swoje przykre dla niektórych konsekwencje, ale ma tez pewien efekt błogosławiony - produkt z rynku niskich cen stosunkowo szybko znajduje rynek i czerpie zeń korzyści komparatywne. Tym szybciej i więcej zażywa tych korzyści im lepiej spełnia warunki jakościowe i im jego kraj, firma, system nadzoru (sanitarnego, weterynaryjnego, dowolnego innego) nad rynkiem cieszą się lepszą reputacją.

I tu docieramy do istoty problemu ostatnich dni, czyli do kolejnej fali incydentów i ujawnień faktów Tym razem z antybiotykami i innymi substancjami podawanymi poza systemem nadzoru zwierzętom hodowlanym w roli głównej. One godzą w reputację i zaufanie do polskiego produktu i polskiego systemu gospodarowania i administrowania gospodarką, nie mówiąc o nadzorze weterynaryjnym i pochodnych, np. o obrocie lekami, paszami, itd. Stawka jest ogromna - to pokazuje krótki opis wyjściowych zależności ekonomicznych. I albo utrzymamy z trudem uzyskaną pozycję zaufanego eksportera, albo utrata reputacji pozycji tej nas pozbawi - pośrednich wyjść i rozwiązań nie będzie. Rynek nie toleruje nierzetelności, tym bardziej, gdy godzi w zdrowie i obnaża działanie w złej wierze - po prostu działanie przestępcze. Sektor żywnościowy, szeroko zakreślony, bo wraz z handlem i logistyką, to perła w koronie polskiego sukcesu gospodarczego. Nie rzucajmy jej przed... byle gdzie.

Jest dobrym prawem dziennikarza znaleźć fakty, opisać je i ocenić - im fakty te są bardziej gorszące i szkodliwe, tym skorzystanie z tego prawa jest lepsze i godne pochwały. I to w przypadku antybiotyków i sposobu ich pozyskiwania poza oficjalnym systemem stało się. Znaleziono i napiętnowano nie tylko „spryt" hodowców, ale i wskazano na korupcyjny w swej istocie mechanizm przymykania oka, „lewej" sprzedaży, tworzenia dokumentów poświadczających nieprawdę urzędową pieczątką itp. Tyle co do dobrego prawa mediów, ale... oprócz praw są też obowiązki - główny z nich to obowiązek rzetelnego wskazania skali zjawiska i odniesienia go do porównywalnych zjawisk na innych rynkach. Oczywiście konwencja pisarska reportażu, czy też konwencja scenariuszowa reportażu telewizyjnego, dopuszcza skupienie się na przypadku i dokonanie na nim wiwisekcji - i jeśli boli, to dobrze, bo sprawa jest bolesna. Ale... jeśli powstać może wrażenie, ze „wszyscy tak robią", a rzecz dotyczy standingu i reputacji ogromnej części gospodarki narodowej, jej eksportowego „być albo (wkrótce) nie być", to „licentia artistica" dziennikarza oraz wybór przenikliwej formy dziennikarskiej, rażącej konkretem przestaje być kryterium jedynym, czy nawet najważniejszym. Pojawia się, podobnie jak dobre prawo do krytyki, moralny i obywatelski obowiązek wskazania na proporcje lub choćby proporcji tych zażądania od stosownych instytucji lub środowisk i ich organizacji. „Schadenfreude" z udanego napiętnowania przypadku, czy nawet przypadków, nie powinna być radością nie równoważoną przez odniesienie do skali zjawiska i sytuacji. Tu nie chodzi o relatywizację ocen, ale o publiczną odpowiedzialność za skutki informacji i interpretacji.

 Środowisko biznesu żywnościowego - od rolników, po handel i logistykę żywności - potępiając ujawnione świństwa, ma moralne prawo do nie bycia w całości pod nie podpisywanym, a takie wrażenie można odnieść, bez wyraźnej relatywizacji zdarzeń do realnej skali działania tego mega-sektora.
Powiedzonko „Na układy niema rady"- to produkt, bodajże, prześmiewczego sarkazmu autorów warszawskiego STSu, fenomenu kabaretowego lat 60tych. To wyraz bezsiły wobec realiów - zakładowych, lokalnych, rodzinnych. Lata 60te minęły, ale „układy' gdzieniegdzie zostały, znajdując ciche habitaty w środowisku lokalnym. Dlatego też pomysł sprzed czterech bodaj lat, by "zdepionizować" inspekcje urzędowej kontroli żywności (weterynaryjna, sanitarną, IJHARS, PIORIN,...) był pomysłem fatalnym. Do tego doszło jeszcze uzależnienie ich, jako służb publicznych, od władzy lokalnej (głównie powiat, województwo) oraz - w jakiejś części - ich finansów od zapłaty ze strony kontrolowanych podmiotów (za wykonywane czynności urzędowe). Nie mogło to pomóc przyzwoitości ani skuteczności działania.

Szef takiej inspekcji ma z jednej strony zadanie kierować nią w sposób właściwy dla administracji specjalnej, czyli de facto dowodzić nią, co ma swoje konkretne znaczenie w budowaniu dyscypliny pracy i autorytetu służby. Z drugiej jednak strony, jego podwładni, szefowie jednostek terytorialnych i ich podwładni podlegają w zakresie zadań stawianych i rozliczania (oraz są w części przynajmniej finansowani) przez wojewodę, starostę, wójta. Nie ma czego takiemu szefowi zazdrościć - z jednej strony zadania służby, z drugiej potrzeby lokalne, a z trzeciej pokusy podwładnych o charakterze prestiżowym i nie tylko. Wniosek -ta reforma to był błąd. Dlatego też łatwe dziś domaganie się „auto da fe" w stosunku do szefa tej lub innej inspekcji nie jest do końca uczciwe. Nie mnie ani środowisku biznesowemu rozstrzygać zawinienia, ale niech chociaż będzie nam wolno wyrazić wątpliwości. Czynimy to w duchu, w jakim kilka lat temu wątpiliśmy w słuszność rozwiązań „depionizujących", dyskutując i pisząc opinie do prac i dokumentów komisji parlamentarnych.

W konkluzji więc. Nie ulegajmy łatwym anatemom, ani nie biczujmy środowiska i sektora w całości. Wyważmy racje i spójrzmy na polską żywność i oplatające ją systemy nadzoru krytycznie, ale sprawiedliwie. Sprawiedliwe i surowo ukarzmy też winnych, ale nie stosujmy kategorii odpowiedzialności zbiorowej. Polska jest nowoczesnym krajem i z prostackim oszustwem, korupcją, zaparciem się przysięgi lekarskiej i innymi rzeczami złymi poradzi sobie. I nie ma teraz większego znaczenia, czy będzie jedna wielka inspekcja , czy też dwie, trzy lub np. siedem.

Sformułujmy cel i konsekwentnie okresly warunki jego realizacji - srodki, czyli rozwiąznia strukturalne znajda się niemal same (choć tak w duchu sadzę, że jeden poważny twór, oparty o państwo tak jak NIK, nie byłby najgorszym rozwiązaniem). Nie warto jednak potępiać dla samego potępienia, a tym bardziej generalizować, choćby na podstawie jak najbardziej dojmujących przykładów, by nieopatrznie nie podważyć reputacji wszystkich. Stawka jest zbyt wysoka, by nie płacić jej rozsądnie, bo koszty będą i to dla wszystkich, ale niech najwięcej zapłacą winni. W końcu chodzi o gospodarkę narodową i jej konkurencyjność, a nie o łatwy poklask.

WIĘCEJ INFORMACJI

KOMENTARZE

Artykuł nie posiada jeszcze komentarzy! Twój może być pierwszy. Wypowiedz się!

PARTNER SERWISU
REKLAMA

SUBSKRYBUJ PORTALSPOZYWCZY.PL

NEWSLETTER

Najważniejsze informacje portalu portalspozywczy.pl prosto do Twojej skrzynki pocztowej

Portal Spożywczy: polub nas na Facebooku


Portal Spożywczy: dołącz do nas na Google+


Obserwuj Portal Spożywczy na Twitterze


REKLAMA
Oferty pracy (26 202) + DODAJ OFERTĘ



Polecane oferty


Nasi partnerzy

  • hrk.pl
  • monsterpolska.pl
  • jobs4sales.pl
  • przedstawiciele.pl
  • jobexplorer.pl
  • jobexpress.pl
  • infopraca.pl
  • praca.pl
  • praca.pl
Oferty przetargów (2 782 331)


Polecane oferty


Oferty nieruchomości


Polecane oferty


Nasi partnerzy

  • www.industrial.pl
  • www.nportal.pl
  • tabelaofert.pl
Oferty komunikatów (397 664)


Polecane oferty

Nasz partner

  • www.komunikaty.pl
Obiekty konferencyjne

» Wyszukiwanie zaawansowane

REKLAMA

POLECAMY W SERWISACH