"Obie kasacje są niezasadne w stopniu oczywistym" - uznał SN. Sędzia Henryk Komisarski wskazał w uzasadnieniu postanowienia SN, że ustalenia sądów I i II instancji w tej sprawie były "rozsądne i zgodne z zasadami prawidłowego rozumowania". Dodał, że podczas rozpatrywania tej sprawy przed sądem okręgowym i apelacyjnym nie doszło do uchybień.
Podkomisarz Struj służył w policji 15 lat. Pracował w wydziale wywiadowczo-patrolowym stołecznej komendy. 10 lutego 2010 r., na przystanku tramwajowym na warszawskiej Woli, 42-letni funkcjonariusz zwrócił uwagę dwóm młodym ludziom, a później interweniował, gdy rzucili w kierunku tramwaju koszem na śmieci, tłukąc szybę. Podczas interwencji doszło do tragedii - według ustaleń Piotr R. przytrzymał policjanta, a Mateusz N. zadał mu kilka ciosów nożem o 20-centymetrowym ostrzu.
Obrońca Piotra R. mec. Radosław Baszuk w swej kasacji argumentował, że sąd II instancji w uzasadnieniu swojego orzeczenia nie odniósł się do wszystkich zarzutów apelacji. Wyjaśnił, że chodzi przede wszystkim o ocenę wiarygodności poszczególnych zeznań świadków - przechodniów i pasażerów tramwaju, które potem stały się podstawą do ustalenia przebiegu zdarzeń.
"To, że między zeznaniami świadków w tej sprawie występują sprzeczności, szczególnie, gdy zdarzenie miało tak dynamiczny charakter, jest czymś naturalnym" - mówił sędzia Komisarski, odnosząc się do tych kwestii. Dodał, że rzeczą sądu I instancji była ocena tych zeznań, dokonanie w oparciu o te zeznania ustaleń faktycznych i wskazanie dlaczego dało się wiarę jednym zeznaniom, a nie dało innym. "Sąd I instancji swój obowiązek wykonał należycie, a sąd odwoławczy tę ocenę słusznie zaakceptował" - podkreślił SN.
Z kolei obrońca Mateusza N. mec. Jerzy Jerzmanowski argumentował m.in., że sąd oddalił jego wniosek o przesłuchanie niektórych spośród świadków zgłaszających się po zbrodni na policję, czym naruszył prawo jego klienta do obrony. SN wskazał jednak, że świadkowie ci nie mieli żadnego związku ze sprawą i mówili policji o innym incydencie, do którego doszło kilka kilometrów od miejsca zbrodni. "Po co sąd miał słuchać świadków, którzy nie mają nic do powiedzenia?" - pytał sędzia Komisarski.
SN w całości przychylił się do argumentacji prokuratury i pełnomocnika bliskich zamordowanego policjanta. Reprezentujący rodzinę Struja mec. Leszek Cichoń mówił przed SN, że ewentualne ponowne rozpoznanie sprawy niczego nowego by nie przyniosło, gdyż wszystkie kwestie zostały już wyjaśnione.


Prześlij»
Drukuj»
Komentuj»






