Portalspozywczy.pl - portal branży spożywczej i handlu

WYDARZENIA/KONFERENCJE
Od lewej: Krzysztof Koszela, członek zarządu Jutrzenki Colian; Ryszard Tomaszewski, prezes Tesco Polska (fot. PTWP)

Konsolidacja w sektorze spożywczym będzie nieuchronnie postępować. Efektem stanie się sytuacja, w której liderzy i wiceliderzy poszczególnych segmentów rynku będą mogli swobodnie się rozwijać, natomiast mniejsi gracze zostaną skazani na zmaganie się z wieloma trudnościami. Będą one wynikać m.in. z siły i rozmiarów sieci handlowych, oraz faktu, że wiele z nisz produktowych zapełniły one produktami pod markami własnymi - ocenił Krzysztof Koszela, dyrektor ds. rozwoju rynków zagranicznych i członek zarządu Jutrzenki Colian na panelu na panelu "Konsolidacja w przemyśle spożywczym i handlu w Polsce i regionie" podczas Europejskiego Kongresu Gospodarczego.

Piotr Grauer, dyrektor w KPMG w Polsce przypomniał, że od wstąpienia Polski do Unii Europejskiej branża przetwórstwa spożywczego nabrała dużego rozpędu. - Liczby mówią same za siebie. Biorąc pod uwagę udział sektora spożywczego w PKB, wielkość zatrudnienia czy rozwój eksportu polskiej żywności, łatwo zauważyć, że branża stała się jednym z kluczowych polskich przemysłów - podkreślił ekspert. Dodał, że akcesja Polski do UE oznaczała także potężne inwestycje w rozbudowę i modernizację zakładów przetwórstwa spożywczego, wymianę parku maszynowego i wdrażanie w firmach różnego rodzaju innowacji. - Można stwierdzić, że ostatnia dekada była dla branży spożywczej „dekadą prosperity" - zaznaczył Piotr Grauer, zaznaczając jednocześnie, że obecnie warto zadać sobie pytanie - czy pasmo sukcesów będzie nadal kontynuowane?

- Właściwością sektora spożywczego jest pewna acykliczność, przez co nie jest on mocno podatny na zmiany koniunktury makroekonomicznej. W szczególności czynniki takie jak np. wzrost PKB nie przekładają się w prosty sposób na kondycję branży spożywczej. Natomiast, znaczenie mają w tym przypadku inne czynniki, takie jak chociażby sytuacja polityczna za naszą wschodnią granicą, która obecnie wpływa negatywnie na klika branż sektora spożywczego, zwłaszcza mleczarską i mięsną. Niebawem skutki konfliktu może odczuć także sektor owocowo-warzywny - ocenił dyrektor KPMG. Zwrócił również uwagę, że sektor przetwórstwa spożywczego jest wrażliwy na wahania cen surowca. - Zmiany cen surowca są boleśnie odczuwalne w różnych sektorach branży spożywczej. Co więcej, nic nie wskazuje na to, aby w dającej się przewidzieć perspektywie ta „wahliwość" cen mogła się zmniejszyć - powiedział Grauer.

- Należy też uświadomić sobie, że na osiągnięte w ostatnich latach sukcesy sektora spożywczego w dużej mierze wpłynął dynamiczny rozwój handlu nowoczesnego w Polsce. Można dyskutować o plusach i minusach sieci handlowych, jednak nie zmienia to faktu, że pociągnęły one firmy spożywcze do przodu. Dzisiaj sektor handlu detalicznego osiągnął już pewne bariery wzrostu. To powoduje, że jego ekspansja przebiega obecnie w innych segmentach niż miało to miejsce w ostatnich latach. Sytuacja może kreować napięcia między dostawcami a odbiorcami produktów - dodał. Zauważył też, że nadchodzące lata mogą być dla sektora spożywczego trudniejsza niż można być sądzić analizując wyłącznie dane czysto ekonomiczne. - Nie należy oczekiwać, że ogólne ożywienie gospodarcze automatycznie przełoży się na wzrost sektora spożywczego - ostrzegł dyrektor KPMG.

Krzysztof Koszela, członek zarządu Jutrzenki Colian stwierdził, że mimo zagrożeń na przyszłość rynku żywności patrzy z optymizmem. - Kondycja sektora spożywczego ma się dobrze. Nawet jeśli dynamika rozwoju branży nie utrzyma się w najbliższych latach na dwucyfrowym poziomie, to wzrost oscylujący w okolicach 7-8 proc. jest jak najbardziej realny. Warto zwrócić uwagę, że polscy przedsiębiorcy w ostatnim czasie znacząco zaktywizowali się w eksporcie, co może mieć duże znaczenie zważywszy na ograniczenia rozwoju popytu wewnętrznego, wynikające z osiągniętego poziomu nasycenia rynku sieci detalicznych. Myślę, że eksport naszej żywności nadal będzie rósł - powiedział.

Wskazał również na potencjał konsolidacji sektora spożywczego. - Istnieje jeszcze wiele niewykorzystanych kierunków rozwoju rynku żywności, dlatego z optymizmem patrzę w przyszłość. Oczywiście, jak w każdym sektorze przemysłu, także w branży spożywczej pojawiają się utrudnienia, np. związane z sytuacją geopolityczną. Przedsiębiorcy nie mają na to wpływu. Musimy się do nich dostosowywać - przyznał Krzysztof Koszela. - Tym, na co mamy wpływ jest poszukiwanie nowych form sprzedaży naszych produktów, bycie aktywnym na rynku wewnętrznym i rynkach zagranicznych. Na tym powinniśmy się skupić - podkreślił.

Tymczasem w ocenie Zenona Daniłowskiego, prezesa Makaronów Polskich w branży spożywczej konsolidacja nie istnieje. - Wydaje się, że większość transakcji na tym rynku stanowią sprzedaże, np. z powodu zmiany pokolenia w przedsiębiorstwie rodzinnym, albo restrukturyzacje, pozbywanie się zbędnego majątku. Nie widać świadomego procesu konsolidacji w skali masowej, choć oczywiście pojedyncze przypadki się zdarzają - zaznaczył Daniłowski.

- Większość polskich firm spożywczych stanowią przedsiębiorstwa rodzinne, założone na początku lat dziewięćdziesiątych. W tej chwili są to już w przeważającej części dojrzałe zakłady a ich właściciele zdobyli doświadczenie w biznesie. Większość z nich nie jest nastawiona na konsolidację, w skutek czego cały sektor przetwórstwa spożywczego jest mocno rozdrobniony. Moim zdaniem dalszy rozwój rynku będzie oznaczał coraz wyraźniejszą polaryzację. Utrzymają się małe i średnie firmy rodzinne o lokalnym lub regionalnym znaczeniu i duże zakłady przemysłowe, przygotowane do produkcji ogromnych wolumenów - powiedział.

Jego zdaniem wbrew pozorom, w poszczególnych częściach Polski można zauważyć duże rozbieżności, jeśli chodzi o preferowane smaki i receptury, również w zakresie makaronu. - Dla wielu małych i średnich producentów zaadaptowanie się do lokalnych warunków może być kluczem do sukcesu. Jednocześnie warto zauważyć, że jest kilku dużych, działających w skali masowej producentów, którzy w obecnych warunkach muszą zastanowić się nad jakiegoś rodzaju ruchem - podkreślił prezes Makaronów Polskich. - Konsolidacja rynku makaronów jest trudnym tematem. Lider rynku (Maspex - przyp. red.) dominuje w kategorii produktów brandowych. Nasza firma zajmuje drugą pozycję, ze sprzedażą makaronów na poziomie ok. 100 mln zł rocznie. Połowę naszej sprzedaży stanowią produkty private label. Kolejne miejsca zajmuje jeszcze pięciu producentów, z roczną sprzedażą na poziomie po ok. 40-50 mln zł - dodał.

Mimo, że w ocenie Zenona Daniłowskego konsolidacja sektora spożywczego jest na niskim poziomie, sytuacja może się zmienić. - Warto pamiętać, że duży może więcej. Dla firm o wielkości zbliżonej do Makaronów Polskich istnieją w obecnej sytuacji dwie drogi - albo zostaniemy konsolidatorem rynku, albo będziemy musieli znaleźć alternatywny kierunek rozwoju, np. poprzez odnalezienie się w innej grupie. Dzisiaj firmy spożywcze najczęściej realizują rozwój poprzez wzrost organiczny, ale to rozwiązanie nie pozwala na "skokowe" zwiększenie sprzedaży. Dlatego konsolidacja jest dla branży wielkim wyzwaniem - akcentował prezes Makaronów Polskich.

Zastrzegł jednak, że często rozumiemy pojęcie konsolidacji zbyt dosłownie. - Konsolidacja nie musi przecież zawsze oznaczać zmian właścicielskich, przekształceń prawnych i całkowitej reorganizacji. W polskiej mentalności taki proces urasta wręcz do formy "wywłaszczenia". Wielu średnim przedsiębiorcom bardzo źle się to kojarzy. W mojej ocenie, na obecnym etapie szanse na sukces mają luźniejsze formy konsolidacji, takie jak chociażby: związki branżowe, wspólne grupy zakupowe czy współpraca w obszarze eksportu. Średnie firmy są zbyt słabe, żeby samodzielnie planować ekspansję na rynkach takich jak np. Chiny. Dlatego grupowanie się ma w tym obszarze głęboki sens, a jednocześnie może być wstępem do dalszej konsolidacji, która na jakimś odległym etapie mogłaby się zakończyć utworzeniem nowego, silnego podmiotu gospodarczego - powiedział Zenon Daniłowski.

- Taka inicjatywa musiałaby być zbudowana na podstawie wzajemnego zaufania a nie prostego dodawania EBITDA poszczególnych uczestników tego typu grupy. Potrzebna byłaby również precyzyjna wizja celu, do którego te firmy chciałyby zmierzać. W związku z tym uważam, że aby procesy konsolidacyjne na polskim rynku spożywczym były skuteczne, potrzebne jest podejście delikatne i wieloetapowe - podsumował.

Renata Dutkiewicz, dyrektor zarządzająca sektorem FMCG w ING Bank Śląski przyznała, że motorem konsolidacji przemysłu spożywczego będą raczej inwestorzy branżowi a sektora handlu i dystrybucji fundusze inwestycyjne. - Fundusze inwestycyjne są bardziej zainteresowane firmami z branży handlowej niż z sektora spożywczego. Zapewne wynika to m.in. z faktu, że przejęcie spółki handlowej jest prostsze. Łatwiej jest w tym przypadku przeprowadzić due diligence i sprawdzić jak dana spółka funkcjonuje. W przypadku produkcji żywności procedury znacząco się komplikują - powiedziała.

- Większość przejęć w przemyśle spożywczym ma na celu nie zwiększenie mocy produkcyjnych, ale rozszerzenie oferty firmy o nowe kategorie produktów. Jest to odpowiedź na zmieniające się trendy konsumenckie, które stwarzają okazje do poszerzenia udziałów rynkowych - wskazała Renata Dutkiewicz. - Warto też wspomnieć o przejęciach, bądź połączeniach firm, które zostają w pewien sposób wymuszone przez rynek. Tak było chociażby w zeszłym roku, kiedy koncern British American Tobacco wprowadził nowy model sprzedaży i dystrybucji swoich produktów tytoniowych. Jako odpowiedź Eurocash przeprowadził przejęcie segmentu dystrybucji tytoniu od firmy Kolporter - dodała.

- Czasami akwizycja oznacza wejście w zupełnie nowe obszary działalności biznesowej. Tak było w przypadku Hygieniki, która zdecydowała się na przejęcie sieci drogerii Dayli Polska. To zupełnie inny koncept, zupełnie inna strategia. Myślę, że trend przejęć mających na celu dywersyfikację, poszerzanie działalności będzie się w najbliższych latach pogłębiał - oceniła dyrektor ING Bank Śląski.

Natomiast, jak skonstatował Krzysztof Woźnica, prezes Zakładów Mięsnych Silesia, hasło "konsolidacja" w odniesieniu do branży mięsnej jest słowem magicznym. - Co najmniej od pięciu lat jest ono odmieniane przez wszystkie przypadki przez prezesów spółek giełdowych, media i różnego rodzaju organizacje branżowe. Tymczasem w ostatnich latach nie mieliśmy do czynienia z żadną znaczącą fuzją - powiedział.

Krzysztof Woźnica podkreślił, że branża od kilku lat pogrążana jest w kryzysie. - Większość firm osiąga bardzo niskie rentowności. Jak wiadomo, po części wynika to z bardzo dużego rozdrobnienia sektora mięsnego. Poza "ekstra ligą", którą stanowią firmy z obcym kapitałem, czyli Grupy Animeksu i Sokołowa, funkcjonuje "pierwsza liga", do której można zaliczyć przedsiębiorstwa o poziomie przychodów między 300 a 600 mln zł, m.in. nasze zakłady kwalifikują się do tej kategorii. Oprócz tego na rynku działa znaczna ilość małych i średnich podmiotów. W zdecydowanej przewadze są firmy rodzinne. Właściciele tych biznesów zazwyczaj nawet nie dopuszczają myśli o tym, że ich zakład mógłby zostać przejęty - tłumaczył prezes Zakładów Mięsnych Silesia.

- Fundusze inwestycyjne obchodzą branżę mięsną szerokim łukiem. Głównym powodem jest oczywiście niska rentowność sektora. Drugim odstraszającym ewentualnych inwestorów czynnikiem są wybuchające często afery, nawet jeśli ich podłoże stanowią wydarzenia czysto medialne lub polityczne - dodał.

Zdaniem Krzysztofa Woźnicy proces konsolidacji w przemyśle mięsnym będzie musiał przyspieszyć, ale stanie się to raczej nieprędko. - Nie podejrzewam, aby konsolidatorem rynku zostali obecni liderzy, Animex i Sokołów, ponieważ już teraz mają potężne nadwyżki mocy produkcyjnych. Jest to zresztą problem całej branży, jeden z głównych hamulców konsolidacji. Według różnych szacunków, nadwyżka mocy produkcyjnych w sektorze mięsnym wynosi ok. 20-30 proc. - wskazał prezes Zakładów Mięsnych Silesia. - Ten stan skutkuje inną formą konsolidacji, poprzez eliminację. Na przestrzeni ostatnich lat byliśmy świadkami kilkunastu głośnych upadłości wśród średniej wielkości zakładów mięsnych - zaznaczył.

- Nasza spółka prowadziła wstępne rozmowy z trzema firmami, które wydawały się potencjalnie ciekawymi obiektami przejęcia. Pierwsza z nich miała przychody na poziomie 300 mln zł, druga - 150 mln zł, trzecia - 50 mln zł rocznie. Wszystkie trzy były w naprawdę katastrofalnej sytuacji finansowej. Niestety, przywiązanie właścicieli do swoich firm zaowocowało tym, że transakcje nie zostały sfinalizowane. Nasi rozmówcy postanowili sami zmierzyć się z rynkiem, chociaż dla obiektywnego obserwatora było jasne, że nie mają żadnych szans wobec gigantycznej spirali zadłużenia. Zakłady podjęły jednak walkę. Dzisiaj pozostały po nich jedynie grupy wierzycieli z nieuregulowanymi należnościami - dodał.

W ocenie prezesa zakładów z Sosnowca fuzjom i przejęciom w branży mięsnej nie sprzyja także niestabilność rynku. - To również zniechęca do podejmowania ruchów konsolidacyjnych. Trudno przekonywać inwestorów o wspaniałych perspektywach rozwoju eksportu, kiedy ważne rynki eksportowe w I kw. tego roku zostały przed polskimi zakładami mięsnym pozamykane. Co więcej, nie zanosi się na to, aby w najbliższym czasie sytuacja się zmieniła - przyznał Krzysztof Woźnica.

POLECAMY W SERWISACH