Portalspozywczy.pl - portal branży spożywczej i handlu

WYDARZENIA/KONFERENCJE
Na zdj. od lewej: Łukasz Stępniak, moderator panelu i redaktor naczelny Portalu Spożywczego, Krystyna Gurbiel, podsekretarz stanu w ministerstwie rolnictwa, Marek Moczulski, prezes Bakalland SA, Adam Mokrysz, członek zarządu Mokate, Józef Rolnik, prezes firmy Rolnik, Ryszard Tomaszewski, prezes Tesco Polska, Bronisław Wesołowski, przewodniczący Rady Gospodarki Żywnościowej, Roman Jagieliński, prezes Grupy Roja. Fot. PTWP

Perspektywy rozwoju eksportu w segmencie rolno-spożywczym są dobre - wciąż dysponujemy solidną bazą surowcową i zapleczem technicznym, które pozwalają podwoić eksport w ciągu kilkunastu lat. Także polska marka jest coraz bardziej uznana na świecie. Jednak podstawowym warunkiem zwiększania sprzedaży w eksporcie są: dywersyfikacja rynków zbytu oraz konsolidacja producentów - oceniali uczestnicy panelu "Ofensywa polskiej żywności na światowych rynkach", jaki odbył się w ramach Europejskiego Kongresu Gospodarczego.

Panel otworzyła Krystyna Gurbiel, podsekretarz stanu w ministerstwie rolnictwa. Zwróciła ona uwagę, iż sektor rolno-spożywczy bardzo rozwinął się przez ostatnie 10 lat, czyli od czasu naszego wejścia do UE. - Często mówi się o strategicznych gałęziach gospodarki, a zapomina się o rolnictwie i przetwórstwie, a niesłusznie. To się zmienia, powoli odchodzimy od stereotypu rolnictwa jako czegoś zacofanego. Po 10 latach w UE mamy dowody, że sektor spożywczy bardzo dobrze sobie poradził i możemy być z niego zadowoleni - mówiła Krystyna Gurbiel.

Wiceminister przypomniała, że w 2013 roku eksport sektora rolno-spożywczego osiągnął wartość około 20 mld euro, podczas gdy w roku 2003, na rok przed wejściem do UE, wynosił on 4 mld euro. - Nastąpił 5-krotny wzrost. Odpowiednio rosło też dodatnie saldo, co nie jest jednoznaczne dla całej gospodarki - mówiła wiceminister.

Jej zdaniem, o potencjale do dalszego wzrostu mogą świadczyć niskie ceny, które są wynikiem szeregu czynników. - Ceny żywności w Polsce, w porównaniu z 27 krajami UE, są najniższe. To ważne dla nas wszystkich jako konsumentów i oznacza to, że jest potencjał do dalszego wzrostu - mówiła Krystyna Gurbiel.

Uczestnicy panelu byli zgodni, iż eksport polskiej żywności może podwoić się w ciągu kolejnych kilkunastu lat, co w niedawnym wywiadzie dla serwisu portalspozywczy.pl sugerował minister rolnictwa Marek Sawicki.

- Zgadzam się, że jesteśmy w stanie podwoić eksport spożywczy. Nie ma już żadnej luki technologicznej, jeśli weźmiemy pod uwagę to, co było 10-15 lat temu i porównamy nasze firmy do światowej ligi. Wielu przedsiębiorców we Francji czy Niemczech wręcz marzy o takich maszynach jakie mają przedsiębiorcy polscy - mówił Marek Moczulski, prezes Bakallandu

Zwrócił uwagę, że wiele polskich firm jest zmuszana do importu surowców. Dotyczy to np. segmentu bakalii, w którym działa Bakalland, ale też np. producentów czekolady, czy kawy i herbaty. Po przetworzeniu surowców, wyroby tych firm są eksportowane na wiele rynków świata. - Mimo, że Bakalland importuje dużą część surowców, mamy też bardzo dobre dynamiki eksportu na niektórych rynkach europejskich i nie tylko. Eksportujemy też wyroby śniadaniowe, tu także rośnie nasza sprzedaż, nawet na rynki zupełnie egzotyczne, np. w Afryce - powiedział.

Także Roman Jagieliński, prezes Grupy Producentów Owoców Roja widzi szanse na dynamiczny wzrost eksportu. - Przez ostatnie 25 lat weszliśmy do światowej pierwszej ligi, a możemy wejść do superligi. Mamy spokojnie szanse podwoić eksport w ciągu 15 lat - mówił.

- Nauczyliśmy się handlować, zrobiliśmy też duży postęp w myśleniu. Z ponad 2 mln gospodarstw, które były uważane za ogromne obciążenie dla UE, pozostało około 150 tys. wysoko towarowych gospodarstw. To efekt dobrego przygotowania i innowacyjności - duże gospodarstwa używają na przykład techniki satelitarnej by zrobić dobry siew, nawożenie i zwiększyć plony. Kiedyś uczyliśmy się od producentów z Europy Zachodniej, a teraz oni przyjeżdżają do nas i przyglądają się jak my produkujemy - dodał.

Krystyna Gurbiel zwróciła uwagę, iż sektor spożywczy jest sektorem wrażliwym na szereg czynników zewnętrznych, co pokazał ostatni kryzys, związany z ASF, czy z sytuacją na Ukrainie. Jest to też sektor wrażliwy na klęski żywiołowe oraz kryzysy międzynarodowe. - Stąd ważna jest dywersyfikacja - obecnie ¾ naszego eksportu to rynki unijne, przede wszystkim do Niemiec, Wielkiej Brytanii, Czech. Z rynków pozaunijnych podstawowym jest Rosja, rośnie też eksport do Chin - wolumen nie jest duży, ale dynamika jest ogromna. Także rynki afrykańskie są obszarem, który chcemy rozwijać - mówiła wiceminister rolnictwa.

Zdaniem Adama Mokrysza, członka zarządu Mokate, w eksporcie ważne są takie czynniki jak: zespół ludzi, którzy rozumieją dany rynek, analiza konkretnego rynku, konsekwencja, wytrwałość. Niezbędna jest dywersyfikacja eksportu.

- Kilka lat temu mieliśmy duży kontrakt na Wschodzie i z dnia na dzień nie mogliśmy go realizować, bo zmieniły się przepisy. To nas nauczyło, że trzeba dywersyfikować rynki. Nie można dopuścić do sytuacji, by 20 proc. eksportu szło na jeden rynek - mówił Adam Mokrysz. - My budujemy eksport od lat 90-tych. Jest to proces żmudny, w którym jest więcej ryzyk niż na rynku lokalnym, np. ryzyko kursowe, czy polityczne, czego przykładem jest to co wydarzyło się na wschodzie Europy - dodał.

Jego zdaniem, istotnym elementem rozwoju eksportu jest kadra - grupa właściwych ludzi, która rozumie inne kultury. - Każdy projekt eksportowy powinien zaczynać się od ludzi, którzy rozumieją lokalny rynek, jego specyfikę i kulturę. My eksportujemy na 60 rynków świata, gdzie mamy własne struktury. Osiągnęliśmy sukces tylko dzięki zintegrowaniu lokalnych przedsiębiorców z firmą i naszym zespołem w Polsce - mówił Adam Mokrysz.

Z punktu widzenia producenta kawy i herbaty, interesującymi rynkami dla Mokate są rynki azjatyckie, gdzie rośnie popyt na produkty w saszetkach, bo konsumenci lubią testować kawy instant i wiele rynków herbacianych zamienia się w rynki kawowe. Jednak, zdaniem Adama Mokrysza, dziś rynki eksportowe zamieniają się w rynek globalny.

- Uważam, że każda firma, która chce eksportować, powinna poświęcić czas i pieniądze na badanie konkurencyjności, zrobić analizę wszystkich rynków i wybrać ten, na którym są przewagi konkurencyjne i możliwości budowy marki. Czy jakiś rynek jest gorszy lub lepszy - to wszystko zależy od specyfiki produktu i nie tyle wzrostu danego rynku, ale możliwości współpracy z lokalnym partnerem - mówił przedstawiciel firmy Mokate. Dodał, że nie można odpuszczać rodzimego rynku.

Podobnie uważa Józef Rolnik, który oceniał iż rodzimy rynek jest podstawą dla działalności polskich przedsiębiorstw. - Mamy to szczęście, że żyjemy w kraju, gdzie jest silny rynek wewnętrzny. Myślę, że zadaniem każdego producenta polskiego jest obrona status quo na rynku wewnętrznym, natomiast eksport jest wartością dodaną - mówił Józef Rolnik, założyciel i współwłaściciel firmy Rolnik.

Zauważył, że polscy przedsiębiorcy są coraz bardziej doceniani na Zachodzie jako partnerzy. - Pozytywnym zjawiskiem jest zmiana stosunku Niemców do Polaków. Zawsze to zaufanie było niepewne, a w tym roku po raz pierwszy otrzymaliśmy zaproszenie do przetargu bezpośredniego w sieciach niemieckich - mówił Józef Rolnik. - Polska żywność ma uznaną markę, o czym może świadczyć fakt, że jest fałszowana na innych rynkach. Obce przedsiębiorstwa sprzedają swoje produkty oznaczając je jako polskie - dodał.

Jego zdaniem, polskie firmy powinny kierować się głównie na Wschód, do takich krajów jak: Rosja, kraje kaukaskie (Azerbejdżan, Armenia, Kazachstan), a nawet Mongolia. Niekoniecznie docelowym rynkiem powinny być duże miasta.

- Moskwa, Petersburg to miasta-państwa, które rządzą się własnymi prawami i układami. Tymczasem my od roku współpracujemy z prywatną siecią 600 sklepów z Czelabińska. Tam spotkaliśmy się z typowymi negocjacjami handlowymi, do jakich producent jest przyzwyczajony. Myślę, że w tym kierunku warto iść - mówił Józef Rolnik.

Konflikt ukraiński i embargo Federacji Rosyjskiej na import wieprzowiny z Polski to przykłady zagrożeń, które czekają eksporterów na zagranicznych rynkach. Zdaniem Romana Jagielińskiego, polskim producentom jabłek trudno jednak dywersyfikować rynki zbytu.

- Owoce to produkt, który nie jest tak wysoko wartościowy w przeliczeniu na euro czy dolara, a wymaga dużych nakładów ze względu na masę. W poprzednim sezonie wyeksportowaliśmy łącznie 1,2 mln ton jabłek, drugie tyle albo więcej wywozimy w postaci koncentratów. Nie wyobrażam sobie, byśmy mogli taką ilość wywieźć np. do Chin, bo trzeba byłoby uruchomić kolej, transport samolotowy, morski. Jak na razie jesteśmy z tym daleko w tyle - mówił Roman Jagieliński.

Dlatego, jak tłumaczył, dla producentów owoców alternatywą jest bardzo wysoko rozwinięty przemysł przetwórczy, a także konsolidacja przetwórców. - Trzeba doprowadzić do koncentracji, szukać na to środków w ramach PROW. Zainwestowaliśmy w grupy producenckie, teraz trzeba doprowadzić do koordynacji tych grup, aby partner z rynku globalnego miał do dyspozycji minimum 250 tys. ton produktu. Wtedy dorównamy Włochom, Chilijczykom - mówił Roman Jagieliński.

Na szczęście, polskie jabłka bronią się jakością. Jak mówi Roman Jagieliński, może o tym świadczyć fakt, iż na wiosnę, po pół roku od zbiorów, nie słabną zamówienia z zachodnich sieci handlowych. - To tak, jakby nasze jabłka po tak długim okresie przechowywania były smaczniejsze jak chilijskie czy nowozelandzkie, które właśnie dopływają dużymi partiami do Zachodniej Europy. To świadczy o tym, że zrobiliśmy nie tylko duży postęp w produkcji pod gołym niebem, ale zainwestowaliśmy w bazę przechowalniczą. Dzisiaj baza przechowalnicza przekracza 1 mln ton w kontrolowanej atmosferze, gdzie możemy kontrolować wilgotność, skład powietrza i temperaturę - mówił prezes Grupy Roja.

Zdaniem Bronisława Wesołowskiego, przewodniczącego Rady Gospodarki Żywnościowej, obecnie nadszedł moment na to, by firmy zaczęły inwestować za granicą. - 30 proc. artykułów żywnościowych, które produkujemy w kraju, eksportujemy. Teraz trzeba wykonać kolejny krok - polski kapitał musi zacząć inwestować za granicą. Inaczej rynki trzecie też będą się powoli zamykały - tłumaczył.

Niestety, tu na przeszkodzie stoi brak dostępu do kapitału oraz niesprzyjające przepisy. - Przepisy prawne powodują, że firmy nie inwestują za granicą, bo się boją. Na przykład, Polska jest chyba jedynym krajem, gdzie z naruszeniem zasad konstytucji, bank może wystawić bez wyroku sądu tytuł egzekucyjny. To hamuje rozwój - mówił Bronisław Wesołowski.

Zwrócił on także uwagę na decyzje parlamentu i rządu, które miały negatywny wpływ na branżę mięsną. - Zakaz uboju rytualnego spowodował kilkakrotnie większe straty niż zakaz eksportu do Rosji - tłumaczył.

Dlatego wsparcie administracji rządowej wydaje się niezbędne, by firmy mogły osiągać sukcesy na rynkach zagranicznych. Uczestnicy panelu zastanawiali się, jakie formy mogłaby przyjąć taka pomoc i czego oczekują przedsiębiorcy od organów rządowych.

- Nie jest rolą rządu czy administracji wskazywanie przedsiębiorcom konkretnych rynków, to jest decyzja firmy, za którą firma ponosi odpowiedzialność - mówiła wiceminister Krystyna Gurbiel. Także polityka handlowa to nie obszar działalności polskiego rządu. - Główna rola przypada Komisji Europejskiej. My możemy wpływać na Komisje, by prowadziła rozmowy na forach międzynarodowych zgodnie z tym, jak postrzegamy interes polskich producentów - tłumaczyła Krystyna Gurbiel.

Jej zdaniem, podstawową rolą administracji jest otwieranie rynków poza-unijnych, na których mamy do czynienia z różnymi barierami, przede wszystkim poza-taryfowymi, do których należą wymogi związane z dopuszczeniem na rynek danych towarów.

- Proces zatwierdzania świadectw weterynaryjnych lub zatwierdzania poszczególnych zakładów mięsnych to procedury wielomiesięczne, a często kilkuletnie. Postęp jest jednak duży. Na przykład w 2012 roku zostały uzgodnione świadectwa weterynaryjne dla 28 krajów, kolejnych 6 krajów zostało otwartych poprzez zatwierdzenie zakładów mięsnych przetwórczych - wymieniała Krystyna Gurbiel.

Kolejną kwestią są ułatwienia dla przedsiębiorców, którzy chcą zacząć eksport. Potrzebują oni przede wszystkim informacji i tę rolę pełnią oddziały WPHI przy ambasadach w różnych krajach. Przedsiębiorcy mogą także liczyć na wsparcie kampanii promocyjnych na zagranicznych rynkach, poprzez środki unijne. Jak zauważyła Krystyna Gurbel, środki te będą znacznie większe w rozpoczynającej się perspektywie finansowej. Jednak Komisja Europejska kładzie tym razem nacisk na promocje towarów unijnych - ważna będzie umiejętność nawiązywania współpracy z innymi producentami z UE i przygotowywanie wspólnych promocji.

Ostatnia kwestia dotyczy organizacji rynku. - Poziom koncentracji polskiego przemysłu rolno-spożywczego jest niższy niż w krajach o silniejszym rolnictwie. Z punktu widzenia eksportu widzimy, jakie pociąga to za sobą negatywne skutki - na przykład powoduje to, że znacznie trudniej jest zapewnić wymagane standardy, jeśli są one inne niż standardy unijne. Tak jest w przypadku Rosji, która ma bardzo wysokie standardy dotyczące pozostałości środków ochrony roślin. W sytuacji, gdy eksporter skupuje jabłka od wielu producentów, jest mu bardzo trudne skontrolować zachowanie standardów. Byłoby to znacznie łatwiejsze gdyby poziom organizacji rynku był wyższy - mówiła Krystyna Gurbiel.

Ryszard Tomaszewski, prezes Tesco Polska widzi ogromną rolę polskiej administracji w tym, by eksponować polskich producentów podczas targów. - Byłem niejednokrotnie na targach w Szanghaju, gdzie było obecne polskie przedstawicielstwo, ale na małej powierzchni, dlatego spotykało się z małym zainteresowaniem. Często jeden producent z Europy Zachodniej czy USA zajmuje kilkukrotnie większą powierzchnię na tych targach - wskazywał prezes Tesco Polska.

Tymczasem, jak mówił, za niewielkie środki można zaprosić kilku-kilkunastu polskich producentów, którzy oferują wyroby łatwe do wyeksportowania i w ten sposób przecierać szlaki na takim rynku jak Chiny. - Tego bym oczekiwał jeśli chodzi o pomoc państwa. Mogę tu podać przykład - wysłaliśmy do Chin kontenery mleka, czy ciasteczek i te produkty sprzedały się dosłownie w kilka dni. Potem znowu rozpoczynała się cała procedura, miesiące czekania, uwalniania produktu, ceł, aby kolejny produkt mógł wejść na rynek - mówił Ryszard Tomaszewski.

Prelegenci zastanawiali się także nad możliwościami, jakie producentom daje współpraca z sieciami handlowymi. Dobrą stroną takiej współpracy może być dostęp do wielu rynków zagranicznych.

- Nowoczesny handel stał się także dla producentów motorem nowoczesności produkcji. My pierwsi uczyliśmy jak produkty oznaczać, pakować, dowozić, przechowywać. To wspólny sukces, dzięki temu polskie produkty żywnościowe są tam gdzie są. Produkcja polskiej żywności jest na bardzo wysokim poziomie - mówił Ryszard Tomaszewski.

Jego zdaniem, międzynarodowa sieć handlowa może spopularyzować polskie produkty brandowe za granicą. Przykładem jest Tesco w Wielkiej Brytanii, gdzie z początku Polacy kupowali rodzime produkty, ale z czasem polubili je także Brytyjczycy. - Eksport do Wielkiej Brytanii poprzez naszą sieć urósł w ubiegłym roku aż o 22 proc. - zapewniał prezes Tesco Polska.

Z drugiej strony, współpraca z siecią daje możliwość sprzedaży niemal w nieograniczonym zakresie pod marką własną tej sieci. - Wielu producentów produkuje dla nas pod naszą marką, zamieszczając na opakowaniach oznaczenia w czterech językach. Dzięki temu mogą sprzedawać te produkty w naszych sklepach od razu nie tylko w Polsce, ale też na Słowacji, Węgrzech i w Czechach - mówił Ryszard Tomaszewski. - Oczekujemy przede wszystkim jakości i odpowiedniej ceny za tę jakość, a zbyt mamy prawie gwarantowany. Są producenci, którzy w ciągu ostatnich kilku lat współpracy z nami rozwinęli się kilkakrotnie - dodał.

Jak zapewniał prezes Tesco Polska, sieć nie tylko ma kilkaset sklepów w Chinach, ale nawiązuje współpracę z największa siecią w tym kraju, co pozwoli na dostęp do około 5 tys. sklepów: średnich, dużych i bardzo dużych.

Prezes Tesco Polska poinformował, że grupa Tesco, kosztem kilku milionów złotych, buduje w Krakowie europejskie centrum rozwoju produktów. - To pierwsze takie centrum Tesco poza Wielką Brytanią. Zaprosimy wielu producentów do współpracy. Będziemy rozwijać produkty, które klienci chcą kupować w Europie, w oparciu o polską bazę produkcyjną - mówił Ryszard Tomaszewski. Jak poinformował, planowane jest zatrudnienie 50 specjalistów. Centrum powinno ruszyć na jesieni tego roku.

Ze współpracy z sieciami handlowymi jest zadowolony prezes firmy Bakalland. - Widzimy szanse we współpracy z takimi sieciami jak Tesco, które gros działalności prowadzą poza Polską. Jest to tylko kwestia, jakie produkty będziemy sprzedawać i po jakich cenach - mówił Marek Moczulski.

 

POLECAMY W SERWISACH