REKLAMA

Portalspozywczy.pl - portal branży spożywczej i handlu

REKLAMA
REKLAMA
WYDARZENIA/KONFERENCJE
(fot. PTWP)

Ostatnie miesiące stanowiły kolejny trudny test dla branży mięsnej. Wykrycie ASF w Polsce i związane z tym zamknięcie ważnych rynków eksportowych odbija się wyraźnie na wynikach firm związanych z sektorem wieprzowiny. Tymczasem eksporterzy wołowiny tracą na zakazie uboju rytualnego. Mimo niesprzyjających warunków, część zakładów wciąż dynamicznie się rozwija - wynika z debaty "Sektor mięsny w Polsce - czas stagnacji czy cisza przed inwestycyjną burzą?" na VII Forum Rynku Spożywczego i Handlu 2014.

Halina Osińska, dyrektor generalny Pini Polonia rozpoczęła dyskusję przedstawieniem obecnej sytuacji na rynku wieprzowiny. - Afrykański Pomór Świń sprawia, że w sektorze wieprzowiny mamy teraz do czynienia z sytuacją bardzo trudną i niestandardową. Odczuwają to w przede wszystkim eksporterzy mięsa, ale pośrednio problem dotyka wszystkich uczestników rynku. Będąc w tak ciężkim położeniu, trzeba mieć dużo determinacji, aby przeprowadzać nowe inwestycje - powiedziała Osińska. - Jednak nasza firma w ostatnim czasie inwestuje w budowę nowego zakładu przetwórstwa mięsnego. U podstaw tej inwestycji leży troska o los hodowców żywca wieprzowego. Gdybyśmy zapytali dzisiaj rolnika dostarczającego nam polskie mięso, jakie są jego plany na najbliższe miesiące, to zapewniam, że trudno byłoby uzyskać jednoznaczną odpowiedź. Właściwie, można powiedzieć, że odpowiedź na to pytanie jest w naszych rękach - podkreśliła.

Przypomniała, że w bieżącym roku eksporterzy wieprzowiny stracili szereg bardzo istotnych rynków zagranicznych, takich jak Chiny, Japonia i Korea. - Mimo to, w naszym zakładzie kontynuujemy wysoki poziom uboju, na poziomie 15 tys. świń dziennie, co w obecnych realiach biznesowych jest ogromnie dużym wyzwaniem - zaznaczyła dyrektor Pini Polonia. - Wciąż połowę naszej produkcji wysyłamy za granicę. Udaje nam się to osiągnąć dzięki zmianie kierunków eksportu. Obecnie koncentrujemy się na Ameryce, Kanadzie, Hongkongu, Ukrainie i całej Europie. Niemniej, cały czas liczymy, że już niedługo będziemy znów mogli wysyłać towar na rynki, które płacą godziwą cenę za polskie mięso - dodała.

W sektorze wołowiny największym problemem jest zakaz przeprowadzania uboju rytualnego bez oszałamiania. - Od dwóch lat ubój bez ogłuszania jest w Polsce nielegalny, chociaż w większości krajów europejskich jest on dozwolony. Ostatnio Litwa zmieniła swoje prawo, wprowadzając zgodę na ten rodzaj uboju. Skutki zakazu są bardzo dotkliwe dla polskich eksporterów. Notujemy właśnie 8 proc. spadek cen wołowiny rok do roku, mimo że w Europie ceny są stabilne - tłumaczył Jerzy Wierzbicki, prezes Polskiego Zrzeszenia Producentów Bydła Mięsnego.

- W ramach poprawy sytuacji można podjąć dwa kierunki działania. Pierwszy z nich to zmiana prawa. Jednak mimo złożonego w sejmie obywatelskiego projektu zmian ustawy, szanse na legalizację uboju bez oszałamiania są w obecnym układzie nieduże. Drugi rodzaj działania opiera się na przekonaniu naszych odbiorców do uboju z tzw. ogłuszeniem odwracalnym. Jednak to rozwiązanie również stwarza różnego rodzaju komplikacje. Przykładowo, w Australii stosuje się metodę „uderzenia tępym narzędziem". Ta metoda nie penetruje kości czaszki, ale powoduje oszołomienie zwierzęcia. Dzięki opisanej metodzie Australijczycy sprzedają znaczącą część swojej wołowiny jako halal. Niestety, w UE możliwość jej wykorzystania została ograniczona do przeżuwaczy o masie ciała do 10 kg - wyjaśniał prezes PZPBM.

Tomasz Łączyński, prezes Zakładów Mięsnych Pekpol Ostrołęka powiedział, że związana z ASF blokada eksportu przełożyła się na spadek obrotów zakładów z branży o ok. 10-20 proc. rdr. - Zakłady mięsne musiały dostosować się do nowej sytuacji. W związku z tym konieczne stało się inne spojrzenie na profil produkcji i jej koszty. Firmy mięsne zaczęły wchodzić w nowe tematy, związane m.in. z mapowaniem procesów, oraz dokładnym analizowaniem wszystkich aspektów dotychczasowej działalności - zaznaczył Łączyński. - Jestem optymistą. Dlatego uważam, że jeżeli teraz zakładom mięsnym uda się usprawnić procesy, to kiedy rynek ruszy, nasze marże będą znacznie większe - zaakcentował.

Poza tym, kryzys sprzyja postępowi konsolidacji. - Zawsze warto szukać innowacyjnych sposobów na zwiększenie zysków, skupiać się na wartości dodanej, która może pojawić się w ramach współpracy pomiędzy kilkoma zakładami mięsnymi. Nie musi się to odbywać na bazie kapitałowej. Są inne rozwiązania - przekonywał Łączyński. - Kiepska sytuacja na rynku powoduje, że kooperacja może przynieść jej uczestnikom szczególnie wiele korzyści. Gdybyśmy przełamali niechęć niektórych właścicieli, pokazując im wartość dodaną, jaka mogłaby powstać w wyniku fuzji, to jest bardzo prawdopodobne, że osiągnęlibyśmy znakomite rezultaty. Dlatego moim zdaniem lepiej jest odrzucić politykę „skupiania się na przetrwaniu", na rzecz polityki nakierowanej na rozwój - podkreślił.

W ocenie prezesa Pekpolu na kryzys opłaca się patrzeć jak na wyzwanie. - Wszyscy wiedzą, że ruchy konsolidacyjne w branży mięsnej są blokowane przez mentalność właścicieli zakładów, którzy nierzadko traktują przedsiębiorstwa, jak własne dzieci. Czy jednak nie lepiej jest mieć 3 proc. udziałów w firmie, która dynamicznie się rozwija, niż 100 proc. w biznesie, który upada? - pytał retorycznie Łączyński. - Jeżeli dojdzie wreszcie do unormowania przez część firm mięsnych ich sytuacji formalno-prawnej, bo wiadomo, że znacznie łatwiej wykonuje się transakcje w przypadku spółek akcyjnych lub z o.o., procesy konsolidacyjne mogą nabrać rozpędu. Niewykluczone, że będą one przebiegać znacznie dynamiczniej niż się tego spodziewamy - dodał.

Natomiast Krzysztof Woźnica, prezes Zakładów Mięsnych Silesia ocenił, że z roku na rok entuzjazm menadżerów firm mięsnych coraz bardziej opada. - Można odnieść wrażenie, że branża mięsna znajduje się na równi pochyłej. W tym kontekście zasadne nie jest już pytanie o kąt nachylenia tej równi, ale o to - jak długa ona jest? Oczywiście, większość firm walczy o rzeczy takie jak ograniczenie kosztów, automatyzacja procesów czy optymalizacja zatrudnienia, niemniej to wszystko działa tylko do pewnego momentu - powiedział Woźnica. Jego zdaniem w najbliższych latach raczej nie należy się spodziewać znaczącego wzrostu marż na wędlinach i przetworach mięsnych.

Prezes Zakładów Mięsnych Silesia poruszył też temat współpracy firm w ramach branży. - Przez kilka lat próbowałem zachęcić kilku producentów mięsa do tego, aby próbować osiągnąć wspólne korzyści w obszarze logistyki. Jednak podejmowane rozmowy na temat współpracy nie przełożyły się na żadne konkretne działania - przyznał Woźnica.

Szef zakładów z Sosnowca zwrócił uwagę, że połączenie sił w zakresie transportu i logistyki mogłoby istotnie obniżyć koszty funkcjonowania zakładów mięsnych. - Zawsze lepiej jest jeździć 40 tonowym zestawem, niż 12 tonowym, bo z każdego kilograma odnosi się określoną korzyść. Dlatego do kilku firm z branży kierowaliśmy propozycje współpracy, ale niestety w tej sprawie zawsze „odbijaliśmy się od ściany" - powiedział.

- Postanowiłem sprawdzić, dlaczego nastawienie menadżerów do racjonalnego pomysłu ograniczenia kosztów jest tak bardzo negatywne. Odpowiedź okazała się prosta - „nie podoba nam się, że będziecie widzieli nasze ceny na fakturach". Warto zauważyć, że wiedza o wspomnianych cenach jest powszechnie dostępna, więc robienie z nich tajemnicy wydaje się absurdalne. Rynek nawzajem się przenika, kontroluje... taka jest specyfika prowadzenia działalności gospodarczej - zaznaczył Krzysztof Woźnica.

POLECAMY W SERWISACH