REKLAMA

Portalspozywczy.pl - portal branży spożywczej i handlu

REKLAMA
REKLAMA
WYDARZENIA/KONFERENCJE
Uczestnicy panelu Made in Poland fot. PTWP

Polska dobrze wykorzystała w ostatnich latach swoje szanse na zwiększenie obecności produktów rolno-spożywczych na rynkach zagranicznych, ale jest jeszcze sporo do zrobienia, by polskie produkty mogły stać się markami globalnymi - mówili uczestnicy panelu zatytułowanego Made in Poland podczas VII Forum Rynku Spożywczego i Handlu (FRSiH).

Polska odniosła sukces, bo wzrost eksportu produktów rolno-spożywczych w ostatnich latach jest imponujący dzięki udanemu wykorzystaniu otoczenia makroekonomicznego. Polski eksport ma wciąż jeszcze szanse rosnąć dalej.

- Konsumenci w UE mieli w ostatnich latach do czynienia z osłabieniem siły nabywczej, więc poszukiwali produktów tańszych, a przynajmniej cena zaczęła odgrywać dla nich ważniejszą rolę niż wcześniej i nasze polskie produkty na tym wygrywały - mówił podczas panelu Michał Koleśnikow, kierownik wydziału analiz Banku BGŻ.

- Tańsze było też finansowanie działalności, bo stopy procentowe były obniżane i teraz są rekordowe niskie, więc inwestycje były tańsze i łatwiej było zwiększać produkcję oraz eksport. Warunki były sprzyjające, ale te warunki trzeba było umieć dobrze wykorzystać i to nam się udało - dodał.

Od roku 2004 odkąd Polska weszła do Unii Europejskiej nastąpił czterokrotny wzrost eksportu - z 5 mld euro w 2004 roku do niemal 20 mld euro w 2013 r. W 2009 roku nastąpiło małe załamanie na skutek kryzysu, ale w każdym innym roku eksport wyraźnie rósł. W ostatnich czterech latach wzrost polskiego eksportu produktów rolno-spożywczych wyniósł 50 proc.

Koleśnikow powiedział, że czynnikami, które sprzyjały wcześniej rozwojowi polskiego eksportu rolno-spożywczego był np. kryzys gospodarczy, ponieważ osłabiła się polska waluta przez co nasze produkty stały się cenowo konkurencyjne. Poza tym tańsze stało się finansowanie działalności i inwestycje, bo spadły stopy procentowe.

Podkreślił, że zwiększa się też udział eksportu rolno-spożywczego w polskim eksporcie ogółem. W roku 2004 eksport produktów rolno-spożywczych stanowił ok. 9 proc. polskiego eksportu ogółem, natomiast w 2013 roku było to już 13 proc.

Są szanse na dalszy wzrost eksportu

Polska nie jest jednak graczem globalnym w tym sektorze. Tylko 13,2 proc. polskiego eksportu ogółem to eksport rolno-spożywczy. Spośród krajów UE osiem ma ten udział większy niż Polska np. Łotwa 21,3 proc., Dania 20 proc., Litwa prawie 20 proc., a Grecja, Hiszpania czy Holandia ponad 15 proc.

Polska kieruje też tylko 22 proc. eksportu żywności na rynki pozaunijne, podczas gdy średnia w UE to 26 proc., a zatem Polska nadal jeszcze jest nastawiona na eksport do krajów UE.

Warto jednak wyjść poza Unię Europejską i poszukać nowych rynków jak np. azjatyckich czy afrykańskich. Tam tkwi potencjał, bo rośnie tam liczba ludności, a co za tym idzie popyt na żywność. Polska i jej sektor rolno-spożywczy ma więc wciąż szanse na dalszy rozwój eksportu.

- Podstawą polskiego eksportu jest silna pozycja branży na rynku krajowym i rynku unijnym. Dzięki temu mamy możliwości wychodzenia na rynki innych krajów. W najbliższych latach polski eksport rolno-spożywczy ma szanse rozwoju. Mamy nowoczesny przemysł rolno-spożywczy, który dzięki środkom z UE przeskoczył poziom technologiczny krajów Europy Zachodniej - mówił Lucjan Zwolak, zastępca prezesa Agencji Rynku Rolnego.

Lucjan Zwolak, ocenia, że Polska i jej sektor rolno-spożywczy ma szanse na dalszy rozwój eksportu mimo, że wisi nad nami embargo rosyjskie na niektóre produkty rolno-spożywcze. Podstawą rozwoju jest silna pozycja branży na rynku krajowym i unijnym, a poza tym mamy nowoczesny przemysł rolno-spożywczy, który dzięki środkom z UE przeskoczył poziom technologiczny krajów Europy Zachodniej.

- Światowy rynek rolno-spożywczy nie jest w pełni konkurencyjny, bo czy ktoś słyszał o embargu na samochody albo na lodówki? Podstawą polskiego eksportu jest silna pozycja branży na rynku krajowym i rynku unijnym. Dzięki temu mamy możliwości wychodzenia na rynki innych krajów - mówił Lucjan Zwolak.

Koleśnikow z BGŻ ocenił zaś, że mimo sporego prawdopodobieństwa, że rok 2015 może być pierwszym od kilku lat, gdy polski eksport produktów rolno-spożywczych spadnie, to jednak w dłuższym terminie - w ciągu najbliższych lat - eksport produktów rolno-spożywczych może wzrosnąć aż kilkukrotnie z obecnych 20 mld euro.

- Według naszych prognoz w 2014 roku eksport rolno-spożywczy może osiągnąć 20 mld euro, ale może wzrosnąć nawet dwukrotnie do roku 2020 - mówił Michał Koleśnikow z Banku BGŻ.

Podkreślił, że największym zagrożeniem dla polskiego eksportu w krótkim okresie jest rosyjskie embargo.

- Z całkowitego polskiego eksportu ok. 30 proc. owoców szło do Rosji, czyli to było bardzo duże uzależnienie od jednego rynku. Rok 2015, może być to pierwszy rok od czasu chwilowego spadku w 2009 roku, kiedy wartość eksportu w euro po wielu latach wzrostu spadnie, z powodu embarga i umacniającego się złotego, a także niższych cen surowców na świecie, co powoduje, że wartość eksportu jest mniejsza - powiedział Koleśnikow.

- Na razie jednak uważam, że jest 50 proc. prawdopodobieństwa, że tak się stanie. W długim okresie jednak eksport będzie rósł. I bardziej prawdopodobnym scenariuszem jest jednak wzrost w 2015 roku, bo popyt na żywność w wielu regionach świata rośnie dynamicznie - dodał.

Zwolak z ARR podkreślał zaś, że Polska dopiero odczuje skutki embarga Rosji.

- Embargo rosyjskie uczy nas, że musi być dywersyfikacja eksportu, ale skutki embarga dopiero będziemy odczuwać . Np. jabłka - ze zbiorów ubiegłorocznych - w większości już w tym roku sprzedaliśmy, natomiast te jabłka, które są obecnie w sadach, będziemy sprzedawać od lutego 2015 roku. Wtedy dopiero okaże się jaki jest ten wpływ właściwy embargo - mówił Zwolak.

Koleśnikow zapewniał natomiast, że Bank BGŻ, który obsługuje firmy z sektora rolno-spożywczego w Polsce, na razie nie odnotowuje istotnego pogorszenia sytuacji klientów banku w związku m.in. z embargiem Rosji, chociaż uległa ona pogorszeniu.

Dodał, że istnieją możliwości, aby poradzić sobie z embargiem Rosji.

- Szacujemy, że embargiem objęte są towary, które w 2013 roku stanowiły około 65 proc. polskiego eksportu rolno-spożywczego do Rosji. Czyli 35 proc. to nadal eksport, który może być swobodnie do Rosji kierowany. Embargiem nie są objęte np. przetworzone owoce i warzywa, przetwory mięsne i rybne - powiedział Koleśnikow.

- Skoro np. nie można wyeksportować tam jabłek, to eksportujmy tam więcej soków, więc nadal istnieją możliwości i na tym można się skoncentrować - dodał.

Kierunki eksportu

W tych nieco trudniejszych czasach, gdy Rosja nałożyła embargo na niektóre nasze produkty rolno-spożywcze warto pomyśleć o nowych rynkach zbytu poza Europą. Rynkami eksportowymi, na które Polska powinna zwrócić uwagę w obecnych czasach są dalsze regiony takie jak Azja i Afryka. W nich tkwi spory potencjał, ponieważ gospodarki krajów azjatyckich czy afrykańskich rosną dynamicznie, rośnie tam też liczba ludności, a co za tym idzie popyt na żywność.

- Na tych rynkach powinni skupić się polscy przedsiębiorcy i wysyłać tam swoje produkty rolno-spożywcze. Popyt na żywność w wielu regionach świata nadal bardzo dynamicznie rośnie. Azja jest dość oczywistym kierunkiem, ale jest też Afryka. Ponad miliard ludzi i bardzo szybki wzrost liczby ludności, czyli popyt na żywność będzie rósł - mówił Koleśnikow.

- W Azji np. przybędzie 400 mln ludzi w ciągu 10 lat, a w Afryce 200 mln. To są rynki mocno rozwijające się pod względem liczby ludności. W Chinach natomiast przyrost liczby ludności jest nadal, ale zwalnia. Ważne jest, żeby patrzeć dalej, bo Europa jest właściwie jedynym regionem, gdzie liczba ludności zmaleje - dodał.

Dodał, że gospodarki Azji i Afryki szybko rozwijają się i rośnie dochód na jednego mieszkańca, a to oznacza dla rynku spożywczego wzrost wydatków na żywność.

- Dodatkowo następuje tam szybki wzrost dochodów na głowę mieszkańca. Dla przykładu w dziesięciu krajach afrykańskich w 2013 r. był wyższy niż na Ukrainie. 10 krajów w Afryce ma liczbę ludności większą niż Polska np. Nigeria to siódmy najludniejszy kraj świata. Z kolei wzrost gospodarczy w Afryce to ok. 5,5 proc., zaś w Azji 5,0 proc. Stosunkowo duża część społeczeństwa chińskiego może sobie pozwolić na wydatki na żywność na poziomie zbliżonym do europejskiego. Ta grupa może liczyć około 200-300 mln ludzi. - mówił Koleśnikow.

- Produkcja żywności nie nadąża za popytem w Afryce, dlatego rośnie tam mocno import żywności, a postępująca urbanizacja stymuluje rozwój tamtejszych rynków żywności. Świat w coraz większym stopniu włącza Afrykę do międzynarodowego obrotu - dodał.

Okno na świat, efekt skali i konsolidacja

Na dalekie rynki, takie jak Azja czy Afryka, polscy producenci produktów rolno-spożywczych mogą wejść rożnymi drzwiami. Przy zdobywaniu nowych rynków mogą się liczyć na pomoc nie tylko polskich placówek dyplomatycznych czy rządu.

- To o czym mówi się mało, to to, że na rynki afrykańskie można też wejść poprzez sieci handlowe, takie jak np. Shoprite. Jeśli mówimy o wykorzystaniu rynków dalekich, to pomóc też może integracja, czyli np. tworzenie grup producenckich, bo żeby eksportować np. do Chin to trzeba mieć dużą skalę produkcji, więc zrzeszanie się i integracja na pewno mogą w tym pomóc - mówił Michał Koleśnikow.

Czesław Grzesiak, wiceprezes Tesco Poland, zgadzał się z tym, że właśnie firmy handlowe są oknem na świat dla producentów produktów rolno-spożywczych, którzy chcą eksportować swoje produkty.

- Na pewno my, jako duże firmy handlowe stajemy się oknem eksportowym na świat - mówił Czesław Grzesiak.

Do rozwoju eksportu mogą przyczynić się nie tylko duże firmy handlowe, ale i sami producenci powinni się o to starać poprzez osiąganie np. efektu skali.

- Sieciom handlowym zależy na tym, żeby zaspokajać oczekiwania klienta i chcemy sprzedawać towary różnorodne, ale musimy zmierzyć się z ogromnym problemem, który mamy, a mianowicie zdobycie określonego wolumenu produktów od dostawców, a żeby to osiągnąć, dostawcy musza się zjednoczyć w jakikolwiek sposób. Dużo łatwiej byłoby przedsiębiorcom gdyby byli pogrupowani w różnego rodzaju grupy producenckie - mówił Grzesiak.

- Przez okienko, które nazywa się Tesco sprzedajemy 1,6 mld funtów żywności. Sprzedajemy np. 7 tys. ton pomidorów, 500 ton jabłek, więc sieci są oknem czy też kanałem, poprzez który można sprzedawać swoje produkty, a my zrobiliśmy wiele, żeby zachęcić polskich przedsiębiorców do tego, aby chcieli z nami sprzedawać - dodał.

Podkreślił, że można to robić pod marką własną, czy pod marką Tesco, ale trzeba zdobyć ten wolumen produkcji, który daje swobodę w budowaniu własnej strategii.

Zdaniem Zwolaka z ARR pojawia się w tym momencie także kwestia konsolidacji branży, ponieważ nie można wchodzić na wszystkie rynki indywidualnie.

- Rzeczywiście niekoniecznie wszystko trzeba robić samemu i liczy się efekt skali - wtórował mu Andrzej Kowalski, dyrektor IERiGŻ.

Wtórował im Bartosz Marcinkowski, partner Praktyka Prawa Spółek, Fuzji i Przejęć DZP, który mówił, że polscy producenci produktów rolno-spożywczych, którzy chcą mocniej wyjść na rynki zagraniczne powinni postawić na efekt skali, ale oprócz samego eksportu inną możliwością postawienia nogi na dalekich rynkach są inwestycje kapitałowe i właśnie konsolidacja.

Jego zdaniem inwestycje kapitałowe i przejmowanie głównie istniejących firm stanowi - przynajmniej teoretycznie - metodę skokowego rozwoju i przyrostu masy krytycznej.

- Nabycie gotowych struktur stanowi metodę, która umożliwia skokowe zaistnienie na rynku obcym, co jest alternatywą dla żmudnego rozwoju organicznego - mówił Marcinkowski.

- Mówiąc o inwestycjach kapitałowych i konsolidacyjnych, to rozumiem też jednak i potrafię docenić działania, co do nabywania spółek i wchodzenia do krajów bliższych nam geograficznie czy kulturowo, niż wychodzenia z tego typu inwestycjami do krajów odległych, których dopiero się uczymy - dodał.

Przy eksporcie liczy się efekt skali, czemu może dopomóc konsolidacja zarówno w kraju jak i w aspekcie regionalnym, a także np. grupowanie się producentów.

- Konsolidacja czy to krajowa czy w szerszym zakresie regionalnym niewątpliwie pomaga, ale jestem ostrożny, jeśli chodzi o przecenianie tego aspektu i osiągania tego za wszelką cenę. Czasami zła alokacja środków czy też działania pozbawione strategii mogą szkodzić i zamiast budować potencjał to mogą powodować utratę potencjału, który już istnieje - mówił Marcinkowski.

- Konsolidacja może mieć zaś rozmaite przejawy, nie tylko jako budowanie grup kapitałowych w produktach przetworzonych, ale może mieć też przejawy miękkiej konsolidacji, czyli tworzenia struktur klastrowych i struktur spółdzielczych. Może też być efektem różnych zdarzeń np. sukcesji w brany spożywczej, po tym, gdy osoba tzw. spiritus movens przedsięwzięcia osiąga swój wiek i przestaje kierować przedsiębiorstwem - dodał.

Zmiana sposobu myślenia

Dyrektor Bahlsen Polska Bartłomiej Sędłak podkreślał też, że aby odnieść sukces w eksporcie na dalekie rynki pozaunijne polskie firmy powinny przedefiniować swój sposób myślenia. Istotnym źródłem przyszłej przewagi polskich firm powinno być dobre zrozumienie rynku, na który firmy będą chciały eksportować.

- Cały czas myślimy jak można sprzedać towary, a nie myślimy o dobrym zrozumieniu rynku, do którego eksportujemy. W tym należałoby szukać przewagi. Każdy producent wchodząc na poszczególne rynki, musi sobie odpowiedzieć na jedno pytanie: co jest czynnikiem znaczącym z punktu widzenia danego rynku. Jeśli nie zrozumiemy struktury kanału sprzedaży na poszczególnych rynkach, czy są te kanały i czy są dominujący klienci, wtedy nie osiągniemy znaczącego efektu - mówił Sędłak.

Jedyna możliwość to stworzenie strategicznego podejścia do każdego rynku, z którym producenci współpracują lub chcą współpracować.

- Kiedyś postrzeganie Polski w USA było takie, że Polska to taki sam kraj jak Ukraina, czy Białoruś. Takie było myślenie. I jeśli my też będziemy w ten sposób myśleć i tak znać się na innych rynkach, to nie będziemy mieli szans. Musimy zastosować strategiczne myślenie do swoich planów na rynkach eksportowych - mówił Sędłak.

I oceniał, że Polski rynek handlu na jeszcze swoje pięć minut przed sobą, choć zmienia się już mocno charakterystyka konsumenta, ponieważ nie chce on już spędzać dużo czasu w hipermarkecie i wybiera sklep blisko domu.

Grzesiak podkreślił natomiast, że Polska i polskie firmy mają jeszcze sporo pracy przed sobą, aby przekonać Europę i świat do naszych polskich marek.

- Mam wrażenie, że osiągnęliśmy pewien wolumen sprzedaży przy tych 20 mld euro i chcielibyśmy, żeby to ciągle rosło nie wkładając w to zbyt wiele wysiłku (...) jednak musimy przekonać Europę i świat do naszej polskiej marki i tu jest do wykonania ogromna praca u podstaw, żeby ten eksport dalej rósł - mówił Grzesiak.

Polski sektor rolno-spożywczy to ok. 16 tys. firm. Sektor ten generuje ok. 20 proc. wartości sprzedaży całego krajowego przemysłu i ma 7 proc. udziału w polskim PKB.

POLECAMY W SERWISACH