Portalspozywczy.pl - portal branży spożywczej i handlu

WYDARZENIA/KONFERENCJE
Debata „Rynek spożywczy Polski Wschodniej. Efektywna współpraca przemysłu i producentów rolnych”; fot. PTWP

Niska świadomość ekonomiczna rolników oraz brak zaufania doprowadziły do dużego rozdrobnienia producentów rolnych w Polsce, szczególnie na ścianie wschodniej. Brak odpowiedniego poziomu organizacji rynku utrudnia współpracę z przetwórcami – wynika z z debaty pt. „Rynek spożywczy Polski Wschodniej. Efektywna współpraca przemysłu i producentów rolnych”, która odbyła się w ramach Wschodniego Kongresu Gospodarczego w Białymstoku.

  • Debata „Rynek spożywczy Polski Wschodniej. Efektywna współpraca przemysłu i producentów rolnych” została podzielona na dwie części. W pierwszej poruszona tematy dotyczące problemów, a także przewag konkurencyjnych ściany wschodniej, a druga była poświęcona grupom producentów rolnych oraz współpracy producentów z przetwórcami.

    - Unijne fundusze strukturalne nie zmniejszyły różnic pomiędzy Polską Wschodnią, a innymi regionami. Sprawiły tylko, że te różnice nie rosły – powiedziała Krystyna Gurbiel, wiceprezes Agencji Rynku Rolnego. - Odmiennym tematem są fundusze w ramach Wspólnej Polityki Rolnej. Bez tych środków polskie rolnictwo i przetwórstwo żywności nie wyglądałoby tak dobrze jak teraz wygląda. Trzeba także zauważyć, że te środki w postaci dopłat zmieniły poziom dochodów rolników – mówiła Krystyna Gurbiel. Zaznaczyła równocześnie, że jesteśmy dopiero 10 lat w Unii Europejskiej i dopiero nachodzi czas podsumowań i analiz poszczególnych działań. - Pamiętajmy, że przez pierwsze cztery lata, tych środków było mnie. Trzeba wszystko przeanalizować i wyciągnąć wnioski – mówiła wiceprezes Agencji Rynku Rolnego.

    Edward Bajko, prezes Spółdzielczej Mleczarni Spomlek zaznaczył, że fundusze unijne w ogromnym stopniu zmieniły gospodarstwa mleczne w Polsce Wschodniej. Dodał, że w niektórych przypadkach widać nawet, że rolnicy „przeholowali” z inwestycjami. – To się mści w sytuacji gdy cena mleka jest niska, a kredyty trzeba stale spłacać – mówił.

    Zdaniem Witolda Boguty, prezesa Krajowego Związku Grup Producentów Owoców i Warzyw, nastąpił znaczny rozwój Polski Wschodniej w ostatnich latach. - Postawy rolników na ścianie wschodniej są takie same jak w innych częściach kraju. Wykazują determinację i chęć rozwoju. Niestety nie wykorzystano wszystkich szans na organizowanie się chociażby w grupy producenckie. Większość rolników działa samodzielnie – podkreślił Witold Boguta.

    Potwierdził to Stanisław Trzonkowski, prezes Super Fruit Group podając, że małe, samodzielne gospodarstwa odpowiadają za 92 proc. produkcji czarnej porzeczki w Polsce. A warto podkreślić, że Polska odpowiada za 53 proc. europejskiej produkcji tych owoców oraz 91 proc. produkcji światowej. Zaznaczył także, że to rozdrobnienie powoduje problemy we współpracy producentów z przetwórcami.

    Zdaniem Witolda Boguty, tak duże rozdrobnienie  związane jest z brakiem zaufania i to jest główna przeszkoda w budowaniu wspólnych grup producentów. Do tego dochodzi niska świadomość ekonomiczna społeczeństwa, w tym także rolników.

    - Grupa producentów jest podstawowym elementem na zorganizowanym rynku, i wszystkim ogniwom uczestniczącym w łańcuchu produkcji żywności, na tworzeniu takich grup powinno zależeć - mówił prezes Krajowego Związku Grup Producentów Owoców i Warzyw.

    - Świat nie jest miejscem dla indywidualistów, to miejsce dla zespołów. Tylko w ten sposób można rozwiązywać problemy i się rozwijać - dodaje.

    Jego zdaniem między producentem a przetwórcą dzisiaj jest wojna. - Przetwórcy mówią, że jedziemy na jednym wózki – bo hipermarkety są naszym wspólnym wrogiem. Jednak różnica jest między nimi taka, że przetwórca ma na kogo przerzucić swoje nieszczęście związane z wysokimi kosztami produkcji, a producent rolny zostaje z tym problemem sam. Bardzo dużo jest do zrobienia po stronie producentów, bo podaż z popytem musi się spotkać na oczekiwanym, przez obie strony, poziomie - zapewniał ekspert.

    Inaczej jest w sektorze mleka. - Związek producentów i przetwórców w mleczarstwie jest chyba najsilniejszy ze wszystkich branż. Nie bez znaczenia, że największy przetwórcy w Polsce i na świecie to spółdzielnie – powiedział Edward Bajko prezes Spomleku.

    Zaznaczył, że choć związek producentów i przetwórców jest bardzo ścisły, to jednak jak wszędzie, współpraca nie zawsze jest łatwa. - Rolnicy swoją współpracę z daną spółdzielnią oceniają przede wszystkim, jeśli nie wyłącznie, przez pryzmat ceny mleka. A na cenę mleka patrzą nie przez pryzmat rynku na produkty gotowe, ale z perspektywy własnych kosztów – mówił prezes Bajko. Dodał, że chociaż to nie jest słuszne podejście, jest w pewnym stopniu zrozumiałe.

    Zaznaczył, że w gospodarce rynkowej, nie jest możliwa sytuacja, aby wszystko opłacało się zawsze wszystkim. - To po prostu niemożliwe. Bardzo trudno jest przekonać rolników, do myślenia nie tylko kategoriami własnymi, ale także rynkowymi i spółdzielni, której jest przecież współwłaścicielem. Mleczarnia jednak musi zadbać nie tylko o wysoki poziom cen, ale również o rozwój owych produktów, inwestycje w park maszynowy czy zdobywanie nowych rynków – podkreślił prezes Spomleku.

    Podczas debaty omówiono także sytuację na rynku bydła oraz produkcji mięsa w Polsce Wschodniej. Ten sektor ściśle powiązany jest w mleczarstwem, ponieważ ogromną ilość cieląt pochodzi właśnie od krów mlecznych. – Alternatywą dla mniejszych gospodarstw mlecznych, które tracą na obecnym dołku, może być właśnie produkcja żywca wołowego – mówił Jerzy Wierzbicki, prezes Polskiego Zrzeszenia Producentów Bydła Mięsnego. Podkreślił także, że już od kilku lat planowane jest powstanie dużej inicjatywy w regionie Polski Wschodniej, jaką jest dom aukcyjny bydła – na pograniczu północnego Mazowsza i Podlasia - regionu, który obfituje w gospodarstwa mleczarskie. Takie miejsce połączone z areną mogłoby służyć nie tylko aukcjom, ale także licznym imprezom (np. kulturalnym). – Będzie to pierwsze miejsce w Polsce, gdzie rolnicy będą mogli sprawdzić, jakie są rynkowe ceny cieląt do opasu – dodaje Wierzbicki.

    Dyskusję podsumował Waldemar Guba, Zastępca Dyrektora Departamentu Strategii, Analiz i Rozwoju w Ministerstwie Rolnictwa i Rozwoju Wsi, który przyznał, że w dotacjach na rozwój grup producenckich w Polsce jest pewne zagrożenie. – Przyzwyczajono się do pewnych inicjatyw, form finansowania, a to prowadzi do swoistego lenistwa – dodaje. Jego zdaniem, powstawanie grup producenckich nie można uzależniać od dotacji, ale od realnych potrzeb ich tworzenia, od tego co można zyskać poprzez organizowanie się. 

POLECAMY W SERWISACH