REKLAMA

Portalspozywczy.pl - portal branży spożywczej i handlu

REKLAMA
REKLAMA
WYDARZENIA/KONFERENCJE

TTIP szansą czy zagrożeniem dla rozwoju eksportu polskiej żywności? I jeśli eksportować to gdzie – do Ameryki Południowej, Afryki, na rynki azjatyckie, czy może twardo trzymać się tylko rynków unijnych – na te i inne pytania próbowali odpowiedzieć prelegenci podczas debaty „Globalna konkurencja na rynku żywności", która odbyła się podczas Europejskiego Kongresu Gospodarczego w Katowicach.

- W ostatnich latach powiązanie polskiej gospodarki z rynkiem globalnym jest coraz silniejsze i przejawia się rosnącą intensywnością wymiany handlowej. Zdecydowanie bardziej rośnie eksport niż import, co widać chociażby po naszym dodatnim saldzie w obrotach handlowych. Polska od kilkunastu lat jest eksporterem netto żywności, a saldo – od momentu wejścia do UE do ubiegłego roku – wzrosło ponad 8-krotnie. Można mówić o sukcesie polskiej branży rolno-spożywczej na rynku globalnym. Rynku, który dawał wiele szans rozwoju w ostatnich latach, choć w ostatnich miesiącach przyniósł szereg wyzwań – komentowała Marta Skrzypczyk, koordynatorka analityków sektora rolno-spożywczego w Banku Zachodnim WBK, a jednocześnie moderatorka panelu.

POLSKIE PRZEWAGI W EKSPORCIE

- Wzrost polskiego eksportu żywności jest niewątpliwie sukcesem. I chociażby dlatego, że Polska ma pewne problemy strukturalne związane z rolnictwem, jak rozdrobnienie i niska efektywność. Mimo tego, polscy przetwórcy są zdolni produkować więcej niż się lokalnie konsumuje i sprzedawać to w Europie. Polski przemysł drobiarski stał się właśnie jednym z tych sektorów, który jest europejskim liderem. To powoduje, że polscy eksporterzy np. kurczaków mogą dyktować ceny w UE, a to z kolei powoduje, że te ceny są relatywnie niskie – powiedział Wojtek Boniaszczuk, Head of Agribusiness for Central Europe, the Baltic States, Ukraine, Belarus and Moldova, Europejski Bank Odbudowy i Rozwoju.

Ale czy tylko przewagi cenowo-kosztowe wpływają na tak dynamiczny eksport polskiej żywności? – Z pewnością przewaga kosztowa nie przeszkadza w rozwoju handlu międzynarodowego. Ale nie jest to jedyny czynnik sukcesu. Mamy istotnie dużą grupę wytwórców towarowych, skalę, wielkość produkcji. Branża spożywcza jest niedowartościowana – oprócz przewagi kosztowej, mamy ogromną przewagę technologiczną, której nie wszyscy są świadomi. Większość dużych przetwórców w branży spożywczej zainwestowało w swoje zakłady w ciągu ostatnich kilku lub kilkunastu lat. Są to fabryki wybudowane zgodnie z najwyższymi standardami technologicznymi – komentował Krzysztof Pawiński, prezes Grupy Maspex Wadowice. Podkreślił, że – polski eksport żywności rośnie – mimo rosyjskiego embarga. I to wywołuje obawy innych uczestników unijnego rynku, a stąd bierze się nagonka na polską żywność w UE.

Adam Mokrysz, prezes Mokate zaznaczył, że jedną z przewag polskiego biznesu spożywczego na rynkach zagranicznych są ludzie, którym chce się dążyć do celu. – Doskonałym przykładem są ekspansje globalnych firm, które często lokują swoje oddziały na nasz region Europy w Polsce, nie tylko ze względu na niższe koszty pracy, ale wykwalifikowaną kadrę i chęci do osiągnięcia sukcesu przez pracowników – większe niż w innych krajach europejskich – dodał.

Zdaniem Andrzej Gantnera, dyrektora generalnego Polskiej Federacji Producentów Żywności, rynek globalny na pewno będzie nam sprzyjał w najbliższych latach, ponieważ rośnie liczby ludności, czyli potencjalnych konsumentów.

TTIP - ZAGROŻENIE CZY SZANSA?

W ostatnich miesiącach głośna stała się sprawa porozumienia UE z USA o wolnym handlu, czyli tzw. umowa TTIP, która głośnym echem odbija się w branży spożywczej.

- Umowa TTIP budzi wiele emocji wśród producentów żywności, choć nikt nie zna szczegółów tego porozumienia. Cały obszar rolnictwa i żywności został zostawiony na koniec negocjacji – powiedział Andrzej Gantner.

Jego zdaniem, istnieje możliwość, że Komisja Europejska uznała, że branża rolno-spożywcza nie jest najbardziej istotnym elementem gospodarki unijnej i nie od niej uzależnione będzie porozumienie z USA. - Może być również tak, że różne kraje mają różne interesy. Dla przykładu, UE ma dużą nadwyżkę w handlu z USA. Jednak większość tej nadwyżki budują wina i inne alkohole oraz wyroby tytoniowe. Co więcej, do umowy TTIP podchodzą ostrożnie kraje, które eksportują głównie surowce rolne, a nie boją się jej – np. Włosi czy Francuzi, którzy wysyłają głównie przetwory i to o znanych, mocnych globalnych markach – dodał.

I podkreślił, że polskie jabłka, pieczarki czy maliny nie będą przewagą na rynku amerykańskim. – Naszą przewagą mogą być tylko produkty przetworzone i to najwyższej jakości! – przyznał Gantner. – Jeśli rozpatruje się całą umowę TTIP z poziomu surowców rolno-spożywczych to nie wygląda to ciekawie dla polskich firm. Ale jeśli spojrzymy na to jak na pewien impuls do rozwoju unijnej gospodarki, której Polska jest częścią, to widać pewne korzyści. Choć trzeba pamiętać, że w naszej gospodarce bardzo dużą rolę odgrywa produkcja rolno-spożywcza. I w momencie, kiedy Stany wejdą ze swoją ofertą z tej branży na rynki europejskie, to Polska będzie konkurować z USA na głównym i najważniejszym rynku eksportowym. Trzeba pamiętać, że do krajów UE trafia 80 proc. polskiego eksportu żywności – komentował Andrzej Gantner.

Dyrektor PFPŻ zaznaczył, że jednak to Unia Europejska dąży do podpisania umowy z USA, bo wie, że jeśli tego nie zrobi, nasz kontynent czeka kolejna fala recesji.

Zdaniem Piotra Kulikowskiego, prezesa Indykpol SA, umowa TTIP to spore zagrożenie dla polskiej i europejskiej branży drobiarskiej. Ale dlaczego nie potrafimy być konkurencyjni w stosunku do amerykańskiej produkcji drobiu? Jak tłumaczy prezes, w grę wchodzi kilka przewag. - Po pierwsze, USA posiada warunki naturalne sprzyjające taniej produkcji. Trzeba także wspomnieć o warunkach strukturalnych. W Polsce i w całej Europie jest kultura wspierania farm rodzinnych, a nie wielkoobszarowych, które produkują tańsze surowce rolne. Trzecią przewagą jest przewaga kosztowa – tańsza energia czy transport. Czwarta – to przewaga legislacyjna, czyli to, że sposób / model produkcji w Stanach Zjednoczonych nie jest dopuszczony w UE, i dlatego mamy wyższe standardy jakości. W ślad za tym idą wyższe koszty, więc nie jesteśmy konkurencyjni. Ostatnią jest kalkulacyjna przewaga – dodał.

I tłumaczył, że jest to związane z dzieleniem drobiu do sprzedaży. – Bogate społeczeństwo amerykańskie jest w większości konsumentem piersi drobiowych. A firmy mają taką strukturę kosztów i ceny tych piersi, że cała reszta wychodzi im praktycznie za darmo. W Europie – przez inne ułożenie rynku – mamy inaczej rozłożoną strukturę kosztową. W związku z tym, Amerykanie nie są zainteresowani, aby eksportować do Europy piersi, ale ćwiartkę drobiową. I są gotowi sprzedawać te „części” drobiu prawie w każdej cenie. Dla europejskich producentów to oznacza zabójstwo! – przyznał Piotr Kulikowski.

- Biorąc pod uwagę fakt, że żywność zawsze była dla nas zasobem strategicznym, Europa musi sobie odpowiedzieć na pytania, czy zależy jej bardziej na produkcji lokalnej w Europie, czy godzimy się na to, że będziemy bardzo dużym importerem żywności, a pewne branże zostaną zniszczone – podsumował prezes Indykpol SA.

Adam Mokrysz, prezes zarządu Mokate SA przyznał, że firma jest obecna ze swoimi produktami na rynku amerykańskim, ale jest to niszowa obecność. -  Negocjacje na szczeblu UE-USA są tajne, a rozmowy o konsekwencjach TTIP to spekulacje, ponieważ nie wiemy, jakie będą ostateczne zapisy tej umowy. Branży spożywczej zależy na ubezpieczeniu tak podstawowego segmentu gospodarki jakim jesteśmy – dodał Adam Mokrysz. Zauważył także, że w prostych, niskoprzetworzonych produktach będzie trudno konkurować na rynku amerykańskim.

- USA to nisza, wysyłamy tam żywność głównie dla Polonii. Na pewno Azja jest bardziej kuszącym rynkiem i kreuje więcej szans dla branży spożywczej – dodał Krzysztof Pawiński, prezes zarządu Grupy Maspex Wadowice.

Według niego, umowa TTIP nie jest zagrożeniem dla branż przemysłu spożywczego, w których działa Maspex. – Niemniej trzeba wsłuchiwać się w lęki całego rynku. Polityka zagraniczna to sztuka osiągania korzyści, a nie tylko bycia miłym. Jeśli mamy otworzyć rynek unijny na produkty ze Stanów Zjednoczonych, to musimy także na tym skorzystać. Na razie jednak wygląda na to, że ten skutek będzie bardziej neutralny – dodał Pawiński. Dla spółki głównym biznesem jest Europa Środkowa i ciągle właśnie tu chcemy się rozwijać, ponieważ osiąga wyższe zyski niż na innych rynkach.

Większych szans na sukces w USA nie widzi także branża ogrodnicza. Michał Lachowicz, prezes konsorcjum grupy producenckich Appolonia, podkreślił, że Stany Zjednoczone są jednym z liderów produkcji owoców na świecie, więc konsumpcję polskich jabłek trzeba rozpatrywać w kategoriach ciekawostki czy sentymentu. - Nie tak dawno otwarto rynek kanadyjski, ale wymiana handlowa jest znikoma - podkreślił Lachowicz.

PERSPEKTYWA DALEKICH RYNKÓW

O wiele więcej szans dla eksportu polskich jabłek generuje rynek chiński, choć na wstępie konsumentów w Chinach trzeba zapoznać z polską ofertą. – To właśnie rynki azjatyckie są przyszłością dla eksportu polskich owoców. Dopiero otwieramy te rynki i dostosowujemy się do przepisów fitosanitarnych – dodał Michał Lachowicz.

W ubiegłym roku otwarto dla naszych owoców rynek wietnamski, gdzie eksportujemy już sporo jabłek.

Dalekie rynki to także szansa dla branży słodyczowej. - Jeżeli chcemy dalej rozwijać się w takim tempie jak przez ostatnie lata, musimy wyjść za granicę, co konsekwentnie czynimy. Spoglądamy na dalekie rynki, poza unijne, ale musimy liczyć się tu z wysokimi kosztami logistycznymi oraz cłami. Dlatego długofalowo będziemy myśleć o otwieraniu produkcji na dalekich rynkach. Dla przykładu, wysokość cła na produkty czekoladowe w Brazylii przekracza 80 proc. kosztów produktu. Także otwarcie fabryki w tym regionie byłoby niesamowitą oszczędnością. Tym bardziej, że w Ameryce Południowej mamy do czynienia ze strefami wolnego handlu (Mercosur) – tłumaczył Adam Najbar, Export Project Manager, Grupa Colian.

Jego zdaniem, najbardziej perspektywiczne rynki dla słodyczy to Ameryka Południowa, głównie Brazylia. Konkurencja jest tam zdecydowanie mniejsza niż na rynku lokalnym. Podkreślił, że bardzo kuszące są także rynki Afryki Północnej, które niewiele produkują, a coraz częściej poszukują produktów wysokiej jakości.  

Co zrobić, aby zabezpieczyć swoje interesy w związku z nadejściem ery TTIP, i jak osiągać sukcesy na rynkach odległych? Zdaniem Piotra Kulikowskiego, prezesa Indykpol SA, „po prostu musimy być lepsi”.

- Zawsze jest dylemat, czy w eksporcie mamy szansę zbudować marki powszechnie znane na świecie, jak Coca-cola? Czy może ta szansa jest iluzoryczna? Nasze - polskie przewagi w eksporcie to jednak nie przewaga marki, której de facto nie mamy, ale przewaga dobrego serwisu. Polacy to zaangażowani przedsiębiorcy i menedżerowie, którym chce się pracować, i którzy reagują na potrzeby partnerów. I tym przyciągamy kontrahentów z różnych stron świata. Coraz więcej klientów zgłasza się  do nas z propozycją zlecenia produkcji pod ich brandem. I wybierają polskie firmy nie tylko dlatego, że produkujemy tanio, ale dlatego, że najszybciej potrafimy się dostosować – komentował prezes Kulikowski.

Jego zdaniem polskie firmy muszą aktywnie poszukiwać nowych rynków zbytu. Jednak nie wierzy w to, że np. polska branża drobiarska jest gotowa na inwestycje zagraniczne. – Najpierw musimy się wewnętrznie skonsolidować, a dopiero później myśleć o inwestycjach zagranicznych - dodał.

- Na rynku polskim Indykpol czy Maspex, czyli podmioty osiągające roczne przychody kilku miliardów złotych do ogromne firmy. Jednak na rynku globalnym jesteśmy firmami co najwyżej średnimi – dodał Piotr Kulikowski.

POLECAMY W SERWISACH