REKLAMA

Portalspozywczy.pl - portal branży spożywczej i handlu

REKLAMA
REKLAMA
WYDARZENIA/KONFERENCJE
Debat "Współpraca w branży spożywczej" podczas VIII Europejskiego Kongresu Gospodarczego w Katowicach. Fot. PTWP

Współpraca w branży spożywczej może przynieść wymierne korzyści dla wszystkich uczestników łańcucha żywnościowego. Tylko silne, dobrze zorganizowane i nastawione na kooperacje podmioty są w stanie skutecznie konkurować na rynkach zagranicznych oraz przeciwstawić się sile handlu. Ciągle jednak występują poważne bariery mentalnościowe zniechęcające firmy do realizowania wspólnych projektów – to główne wnioski płynące z debaty „Współpraca w branży spożywczej”, która odbyła się w trakcie VIII Europejskiego Kongresu Gospodarczego w Katowicach.

Wszyscy uczestnicy debaty byli zgodni co do tego, że branża rolno-spożywcza potrzebuje większej współpracy i to na każdym poziomie łańcucha żywnościowego. Jako pierwszy głos w dyskusji zabrał Łukasz Hołubowski, prezes Agencji Rynku Rolnego, który zwrócił uwagę na duże rozdrobnienie polskiego rolnictwa. Podkreślił również potrzebę współpracy pomiędzy rolnikami, a przetwórstwem.

- Współpraca pomaga w prowadzeniu biznesu (…) mówiąc o rolnictwie, czy każdej innej branży nie mówimy o jednostkach, tylko tak naprawdę o dużych grupach ludzi pracujących na wspólny cel – zauważył.

Zdaniem Hołubowskiego integracja w polskim rolnictwie została co prawda rozpoczęta, jednak przebiega stosunkowo wolno. Zdaniem prezesa Agencji Rynku Rolnego tworząc wiele podmiotów tworzy się jednocześnie wewnętrzną konkurencję, na której nikt nie zyskuje. Tym samym korzystniej jest tworzyć większe organizmy, które ze sobą kooperują.

Prelegent przypomniał, że w Polsce działa obecnie 1,3 tys. grup producentów, które skupiają 27 tys. podmiotów. W głównej mierze są to grupy działające w strukturze poziomej, czyli zrzeszające wyłącznie producentów danego towaru.

- Nie ma jeszcze trendu żeby łączyć się w struktury pionowe, w których producenci rolni współpracują z przetwórstwem. Jest potrzeba dalszych zmian legislacyjnych w tym zakresie. Jest też potrzeba informowania rolników i przetwórców. Tylko poprzez łączenie się i tworzenie wspólnie danego produktu tworzymy realną siłę, która będzie potrafiła zbilansować bardziej zintegrowany i silniejszy sektor handlowy - tłumaczył Łukasz Hołubowski, prezes ARR.

Standaryzacja dzięki współpracy

Na potrzebę większej integracji wśród polskich sadowników zwrócił uwagę Roman Jagieliński, prezes Grupy Producentów Owoców Roja, był wicepremier i minister rolnictwa.

Zdaniem Jagielińskiego mimo, iż polskie sadownictwo odniosło w ostatnich latach duże sukcesy, to jednak nadal jest zbyt słabo zintegrowane, aby móc skutecznie konkurować na rynkach zagranicznych.

- Trzeba powiedzieć o wielkim sukcesie produkcji borówki amerykańskiej. Jesteśmy jednym z największych producentów na świecie i potrafimy już eksportować. Mogę tylko zazdrościć, że ta branża jest intelektualnie jeszcze bogatsza niż sadownicy związani z jabłkami. Są już bowiem przesłanki do tego, aby się zintegrowali (…) To będzie wzorzec dla innych. Jeżeli będziemy mieli jednego lub dwóch operatorów, to na pewno będą na tym korzystać producenci, którzy będą mogli uzyskać wyższe ceny konkurując na rynkach światowych nie tylko ceną ale i jakością - tłumaczył Jagielińśki.

Prezes grupy Roja odniósł się do problemu standaryzacji produkcji w branży spożywczej. Jak zauważył poszczególne sektory muszą wprowadzać jeden wspólny standard produkcyjny, jednak ciągle musimy dojrzeć do odpowiednich zmian. Sam proces zmiany mentalnościowej, potrzebny do wypracowania odpowiednich płaszczyzn współpracy, będzie długotrwały, co najmniej kilkuletni.

- Będzie wygrywał ten, który albo uzyskał wsparcie, albo trafi na dobrą koniunkturę. Nie myślę, aby mentalnościowo udało się nas szybko przekonać do wypracowywania wspólnych działań – zauważył Roman Jagieliński. Zwrócił również uwagę, że do integracji potrzebny jest kapitał, którego branża rolno-spożywcza ciągle nie ma. Jest to istotna bariera ograniczająca powstawanie grup i organizacji producentów, która jednocześnie może przyczynić się do ich porażki.

- Jak nie ma kapitału, to nie ma produktu. Jak nie ma produktu, to wszystko zmierza w kierunku upadłości. Gdy zintegruje się biedny z biednym, to powstanie duża bieda. Integrować może się tylko biedny z bogatym – przekonywał były wicepremier.

Współpraca sposobem na kryzys branży mięsnej

Krzysztof Woźnica, prezes Zakładów Mięsnych Silesia, odniósł się do problemów obserwowanych na rynku wieprzowiny. Wyraził opinię, iż bez integracji kapitałowej, wchłaniania mniejszych hodowców bądź łączenia się w grupy producenckie sytuacja na rynku trzody nie ulegnie poprawie.

Mimo iż ceny wieprzowiny są bardzo niskie, to jednak polskie firmy przetwórcze są zmuszone do przywożenia zagranicznego surowca. Wynika to z faktu, iż oferta polskich producentów trzody oraz firm ubojowych nie jest wystandaryzowana. Brak jest surowca o odpowiednich parametrach nadającego się do dalszego przetwórstwa.

- Oczekujemy wystandaryzowanego surowca, ponieważ od nas klient oczekuje wystandaryzowanego przetworu. W przypadku, gdy przyjeżdża samochód półtusz i każda z nich jest inna, to trudno później mówić o jakimkolwiek standardzie (…) Bardzo chętnie jako przetwórcy kierowalibyśmy się patriotyzmem, natomiast surowca w takich ilościach na polskim rynku po prostu nie ma – tłumaczył Woźnica.

Odnosząc się do współpracy Zakładów Mięsnych Silesia z rolnikami i firmami ubojowymi podkreślił, że tak naprawdę niewiele z nich jest gotowych do budowania odpowiednich relacji. Wiele podmiotów nie spełnia nawet warunków koniecznych do przejścia audytu.

- Współpracujemy z kilkoma polskimi zakładami ubojowymi, które mają swoje zaplecze hodowlane. Umawiamy się na określone ilości surowca w ściśle określonej mięsności. Ta współpraca dobrze się sprawdza, ale są to raptem dwa-trzy zakłady w skali kraju, z którymi udało się taką kooperacje wypracować – podkreślił prezes ZM Silesia.

Jerzy Wierzbicki, prezes Polskiego Zrzeszenia Producentów Bydła Mięsnego, oceniając współpracę pomiędzy producentami, a przetwórcami w sektorze wołowiny zauważył, iż przypomina ona zasady, na których oparty był wczesny kapitalizm. Dużą rolę odgrywają pośrednicy, którzy przejmują znaczną cześć zysku. Wśród największych przetwórców jedynie od 10 do 20 proc. surowca pochodzi bezpośrednio od rolników, resztę dostarczają pośrednicy. Bezpośrednio w producentów uderza także strategia firm przetwórczych.

- Współpraca producentów jest jedynym rozwiązaniem na pewną taktykę, którą stosują zakłady mięsne. Nie interesuje ich strategia win-win, dbanie o zaplecze surowcowe. W zakładach mięsnych mamy bardzo płaskie cenniki. Nasi hodowcy nie są stymulowani do tego żeby wchodzić w lepszą genetykę, lepsze tusze. Hodowcy bydła mięsnego są pod presją - zaznaczył Wierzbicki.

Dodał również, że Rozwiązaniem trudnej sytuacji producentów miało być tworzenie przez nich grup, co jednak nie przyniosło jeszcze oczekiwanych rezultatów.

-Niestety na dziś tych grup w sektorze wołowiny jest 56. Ich udział w rynku możemy liczyć w promilach. 33 z nich działa w województwie wielkopolskim - mówił Wierzbicki.

Zaznaczył jednak, że współpraca producentów jest jedynym rozwiązanie na podniesienie ich konkurencyjności w stosunku do przetwórców, ale także pośredników.

- Większa oferta pozwala być bardziej konkurencyjnym w stosunku do pośredników. Dodatkowo w grupach producentów może w swobodny sposób dochodzić do transferu wiedzy, co jest korzystne dla producentów wołowiny. Grupy muszą się łączyć w związki grup producentów. Grupa producentów z założenia będzie miała charakter lokalny. Może się zorganizować w promieniu kilkudziesięciu kilometrów. Nie będzie zbyt liczna. Dodatkowo jest pewien problem zaufania (...) Tylko silne organizmy, które działają na odpowiednio dużą skalę mają szansę na bycie rzeczywiście konkurencyjnym w relacjach z silnymi pośrednikami, którzy są jednym z powodów, dla których dzisiaj grupy producenckie w sektorze wołowiny nie rozwijają się - przekonywał Jerzy Wierzbicki, prezes Polskiego Zrzeszenia Producentów Bydła Mięsnego.

Łańcuch żywnościowy pod presją

Ważnym elementem, na który zwracali uwagę prelegenci były problemy występujące pomiędzy poszczególnymi elementami łańcucha żywnościowego.

Łukasz Hołubowski, prezes Agencji Rynku Rolnego przypomniał, że na łańcuch żywnościowy możemy spojrzeć zarówno od strony producenta, jak i konsumenta, co determinuje ocenę jego funkcjonowania.

- W Polsce tylko kilka podmiotów dyktuje ceny produktów, które kupujemy w sklepach. Są to duże sieci handlowe, które są dobrze zintegrowane - mają zintegrowany cały łańcuch dostaw w tym pośrednictwo- zauważył Łukasz Hołubowski.

Prezes Agencji Rynku Rolnego podkreślił, że presja cenowa wywierana przez sieci handlowe na dostawców w niekorzystny sposób wpływa na jakość produktów spożywczych. Ostatecznie tracą na tym konsumenci.

- Dla nas, dla konsumentów, najważniejsza jest jakość. Szczycimy się tym, że naszą żywność cechuje wysoka jakość. Liczne badania dotyczące tego ile konsument jest skłonny zapłacić za produkt wskazują jednoznacznie, że nawet mniej zamożni klienci są gotowi zapłacić o wiele więcej, aby tylko dostać produkt wysokojakościowy - tłumaczył Łukasz Hołubowski.

Jak dodał, zarówno polski rząd jak i Komisja Europejska podejmują działania, które mają na celu wyeliminowanie nieuczciwych praktyk.

- Rządzący powinni skupić się na poszczególnych sektorach i stworzyć odpowiednie strategie razem z organizacjami branżowymi. Trzeba wzmocnić procesy integracyjne. Jedynie dzięki temu będziemy w stanie zaproponować klientowi bardzo dobrą cenę i jakość danego produktu, a producentowi rolnemu zapewnimy godny byt i godne wynagrodzenie za jego pracę – mówił prezes Agencji Rynku Rolnego.

Na nierównomierny rozkład korzyści w łańcuch żywnościowym zwrócił uwagę także Krzysztof Woźnica. Prezes Zakładów Mięsnych Silesia podkreślił, że każde z ogniw łańcucha chce uzyskać korzyści kosztem pozostałych. Ze względu na presję ze strony sieci handlowych zarówno przetwórcy, jak i producenci zmuszeni są do szukania oszczędności.

- W 2015 roku rentowność branży mięsnej nieznacznie wzrosła, jednak nadal jest na poziomie 2-3 proc. Biorąc pod uwagę konieczność odtworzenia majątku oraz inwestycje jest to naprawdę bardzo niewiele. Z tego powodu przetwórcy szukają w jaki sposób zaoszczędzić te kilka procent. Zwykle dociska się to ogniwo niższe. Cały czas trwa tego typu przepychanka – zauważył prezes Zakładów Mięsnych Silesia.

Jerzy Wierzbicki podkreślił, że są tak naprawdę dwa sposoby na poradzenie sobie z problemem nieuczciwych praktyk rynkowych. Pierwszym jest wypracowanie dobrowolnego porozumienia, które jednak jest stosunkowo mało prawdopodobne, drugim zaś wprowadzenie odpowiednich rozwiązań prawnych. Od dwóch lat sieci handlowe są pozywane przez dostawców na podstawie ustawy o zapobieganiu nieuczciwej konkurencji, dzięki czemu relacje udało się w znacznej części znormalizować. Obecnie resort rolnictwa pracuje nad kolejnymi rozwiązaniami, jednak nie jest znany ich ostateczny kształt. Ciągle istotną barierą pozostaje bariera strachu, która powstrzymuje wielu dostawców przed wychodzeniem na drogę sądową.

- Producenci nie zgłaszają spraw do sądu, ponieważ boją się, że zostaną wyrzuceni przez sieci handlowe z grona dostawców. Pozywają dopiero te podmioty, które zostały już wyrzucone. Nie mają nic do stracenia – wyjaśniał prezes Polskiego Zrzeszenia Producentów Bydła Mięsnego.

Pomimo trudnych relacji łączących dostawców z sieciami handlowymi należy zdawać sobie sprawę, iż stają się one głównym stymulatorem rozwoju branży spożywczej.

- Gdyby nie sieci z którymi handlujemy, typu Biedronka i Lidl, to nie osiągnąłbym dzisiejszego poziomu rozwoju. Możemy na to ogniwo narzekać, ale stanowi ono siłę sprawczą naszego rozwoju. Stwarzają dla nas – producentów – dobre możliwości odbioru– przekonywał z kolei Roman Jagieliński, prezes grupy Roja.

Pogłębienie współpracy w branży rolno-spożywczej konieczne jest również dla dalszego rozwoju polskieg eksportu – podkreślali prelegenci. Prezes Agencji Rynku Rolnego Łukasz Hołubowski zwrócił uwagę, że małe i średnie przedsiębiorstwa nie są jeszcze gotowe do ekspansji zagranicznej.

- Na rynki trzecie wchodzą duże przedsiębiorstwa. Będą również mogły wejść duże grupy producenckie, które będą w stanie dostarczyć odpowiednią ilość danego produktu na rynek. Żeby jednak wejść do danego kraju trzeba się nauczyć jego specyfiki. Pojedynczy podmiot z polski nie ma siły przebicia ze swoją marką. Jedynie budowa dużego brandu jakościowego stworzy odpowiednią siłę przebicia – zaznaczył prezes ARR.

Niestety ciągle występują poważne bariery o charakterze mentalnościowym, które utrudniają współpracę na rynkach zagranicznych. Zdaniem Krzysztofa Woźnicy każdy podmiot na własną rękę stara się zagarnąć określony wycinek danego rynku i nie kieruje się dobrem całej branży.

- Nie widzimy żadnej możliwości, połączenia się z naszymi krajowymi konkurentami w walce o podbój rynków eksportowych. Dlatego stawiamy na nisze, produkujemy marki własne, również półprodukty, które trafiaj za granicę – przyznał prezes ZM Silesia.

Jerzy Wierzbicki tłumaczył natomiast, że współpraca, tak w grupach producenckich, jaki na rynkach zagranicznych nie jest dla wszystkich. Jest ona szansą jedynie dla niektórych, ale może przynosić bardzo wymierne korzyści podmiotom, które biorą w niej udział.

- Jeżeli dobrze zostanie to zorganizowane, to mają szansę być mocniejsi od tych, którzy są od nich więksi, gdy porównujemy je jednostkowo. Kiedy zbierze się odpowiednia grupa, to będzie większa od tych wszystkich największych podmiotów – podsumował Jerzy Wierzbicki.

Pozytywnie do promocji polskiej żywności na rynkach zagranicznych odniósł się Roman Jagieliński mówiąc m.in. o zmianach, które zaszły w sposobie działania służb dyplomatycznych. Zwrócił także uwagę, iż wiele podmiotów wykazuje większą gotowość do łączenia swoich sił.

- Idziemy po rozum do głowy. Integracja następuje w branży mięsnej oraz innych branżach. Wreszcie zintegruje się także mleczarstwo. Osobiście liczę na to, że nasze jabłkowe imperium także przejdzie proces integracji. Zostanie kilka podmiotów przygotowujących towar do sprzedaży, a obok tego kilka podmiotów niespecjalizujących się w produkcji, ale zawierających dobre kontrakty. Eksport będzie rósł – konkludował Roman Jagieliński, prezes Grupy Producentów Owoców Roja, był wicepremier i minister rolnictwa.

POLECAMY W SERWISACH