Partnerzy portalu
partner portalu partner portalu partner portalu partner portalu partner portalu
WYDARZENIA/KONFERENCJE
Uczestnicy debaty "Wielkie przyspieszenie. Przyszłość rynku spożywczego" na EEC 2019, fot. PTWP

Choć dzisiejszy konsument chce próbować nowości i odżywiać się zdrowo, jest też bardzo tradycyjny i niechętnie płaci dodatkową premię za bardziej ekologiczny produkt lub opakowanie. Nowe sposoby dystrybucji i nisze są szansą dla start-upów, które zaczynają podgryzać pozycję dużych graczy. Ci z kolei odpowiadają przejęciami i wejściem w nowe kategorie produktowe - to główne wnioski z debaty "Wielkie przyspieszenie. Przyszłość rynku spożywczego" na Europejskim Kongresie Gospodarczym EEC 2019.

Wstępem do debaty była prezentacja Artura Marszałkiewicza, partnera zarządzającego, Corporate Finance, CRIDO

- Mamy trend na ekologię, młodsze pokolenie nie gotuje, kupuje mniej i zgodnie z zasadą "im mniej, tym lepiej". Liczy się jakość. Polski rynek żywności ekologicznej jest wciąż niewielki, ale będzie rósł. Będziemy jeść mniej mięsa, choć dzisiejsze poziomy spożycia są wysokie. Wszystko, co jemy powinno mieć coraz niższy wpływ na środowisko, jeśli opakowanie to najlepiej biodegradowalne, zwłaszcza, że na horyzoncie szykuje się zakaz wykorzystywania butelek PET - mówił.

Pierwsza części dyskusji była poświęcona konsumentowi, jego oczekiwaniom i próbie odpowiedzi na pytanie czy jest on faktycznie świadomy i wymagający czy wciąż tradycyjny i konserwatywny w swoich preferencjach.

Michał Czerwiński, prezes zarządu Purella Food, jest zdania, że należy obserwować trendy i odwoływać się do młodych ludzi, ale myśląc o szerokiej dystrybucji i budowaniu silnej marki, mówimy o rynku wciąż tradycyjnym, który będzie się zmieniał bardzo powoli.

- Rynek polski nadal jest bardzo tradycyjny. Polacy chcą próbować nowości i odżywiać się zdrowo, ale z drugiej strony są bardzo tradycyjni. Cena wciąż jest niezwykle istotna, co nie jest proste w połączeniu z wysoką jakością. To wszystko trzeba połączyć żeby nasze produkty sprzedawały się nie tylko w Wilanowie, ale i w innych miastach Polski - dodał.

Maciej Herman, dyrektor zarządzający Lotte Wedel zauważył, że wiele firm obecnych na rynku tak długo jak Wedel wpada w pułapkę bycia "oldschoolową" marką.

- My też w nią wpadliśmy i wygrzebujemy się z niej. Na szczęście czekolada i słodycze to produkty, który jedzą wszyscy. Tak więc był to głównie problem komunikacyjny i marketingowy. (...) O ile dziadkowie cały czas oglądają telewizję i jest to dla nich główne źródło marketingu, młodzi stawiają głównie na social media i internet. Dlatego nasz kontent na Facebooku, Instagramie czy YouTube jest inny i dostosowany do każdego z tych mediów. (...) Staramy się połączyć elementy tradycyjne z nowoczesnymi. Jest to lawirowanie, które nie jest łatwe, ale w przypadku produktu masowego kupowanego przez wszystkich trzeba się mocno starać żeby nie stracić starszych, a jednocześnie zyskiwać młodych konsumentów - dodał.

Agnieszka Kubera, dyrektor zarządzająca odpowiedzialna za sektor dóbr konsumenckich w Accenture, wskazała, że młodzi ludzie świadomie wybierający produkty będą mieć duży wpływ na ofertę producentów żywności.

– Na rynku spożywczym zmieni się więcej przez najbliższe 10 lat niż zmieniało się przez ostatnie 50. Obecnie na rynek wchodzi pokolenie młodych ludzi, które ma inne sposoby zachowania, jeśli chodzi o dobór produktów do swoich potrzeb. Konsument będzie dużo bardziej świadomie patrzyć co i jak jeść. (...) Przy obecnym rynku pełnym dużych możliwości, konsument musi ufać producentom, ponieważ sam nie jest w stanie zweryfikować wszystkiego, dlatego ze strony producentów jest ważne, żeby pokazać cały łańcuch powstawania produktu. Wszystkie te globalne trendy nie przyjdą do nas w ciągu najbliższego półrocza, ale będą pojawiać się i wymuszać zmiany na producentach żywności – dodała.

Artur Marszałkiewicz w pierwszej części dyskusji powtórzył swoje tezy, mimo że inni prelegenci wskazywali, że polski rynek żywności jest mocno tradycyjny i zmienia się bardzo powoli.

- Oczywiście, czasami patrzymy z perspektywy Wilanowa, gdzie wszyscy czytają etykiety i zastanawiają się czy produkt jest "fair trade". Natomiast w całej Polsce decydującą rolę zaczyna odgrywać pokolenie 25-30 latków, które nie jest przywiązane do tradycyjnych marek i sposobów dystrybucji. To na pewno wymusi zmiany w tradycyjnym prowadzeniu biznesu i produkcji. Uważam, że te zmiany będą szybsze, a w dodatku mogą się pojawić nowe czynniki, o których dzisiaj nawet nie myślimy. Być może w przyszłości okaże się, że część produkcji spożywczej będzie miała kłopoty z pozyskaniem finansowania. Już dziś duże korporacje bankowe nie finansują inwestycji związanych z węglem. Być może na skutek decyzji finansowych lub wymuszonych przez aktywistów za chwilę nie będą finansować produkcji mięsa. Trudno to przewidzieć, ale na pewno przyszłość będzie się zmieniać bardziej niż nam się wydaje - dodał.

Marek Moczulski, prezes Bakallandu przyznał, że firma widzi wiele sprzeczności jeśli chodzi o deklaracje konsumentów oraz różnice między tym co deklarują a co wybierają.

- Oczywiście jest pewne, że dzisiejszy konsument ma coraz większą świadomość i o tym nikt nie powinien dyskutować. Nie jest natomiast prawdą, że konsumenci nie patrzą już na cenę. W jakichkolwiek badaniach 80 proc. mówi, że jest to pierwsza rzecz, na którą patrzy. Jednak oprócz ceny pojawia się inne czynniki, w tym jakość, która zaczyna dorównywać cenie. Konsumenci chcą jakości, ale nie chcą za nią płacić albo przepłacać. Chcą wygody, ale absolutnie nie chcą płacić premii za wygodę, co nie znaczy jednak, że tylko niska cena będzie akceptowalna - dodał.

Krzysztof Pawiński, prezes Grupy Maspex wskazał, że główną funkcja żywności jest dziś dostarczanie przyjemności.

- Postrzeganie żywności jako sposobu na zaspokojenie głodu i pragnienia jest już passe. Musimy dostarczać przyjemności, dobrego samopoczucia i spełniać marzenia. Gdy spojrzymy na rzeszę produktów na półce, chyba już tylko papierosy nie mają witamin. Mamy naturalną skłonność żeby ekstrapolować dzisiejsze trendy na przyszłość, ale to błąd. Trendy nie są liniowe w dłuższym czasie, dlatego z bardzo dużego wzrostu w niektórych kategoriach nie wyciągajmy wniosków że za 10 lat będziemy w takiej czy innej sytuacji. Producenci żywności są dedykowani do tego żeby zaspokajać potrzeby konsumentów, które trzeba dobrze odczytywać. Natomiast przepaść między deklaracją a działaniem jest ogromna. Czasami świat marzeń jest zupełnie inny niż "real" i trzeba umieć zarządzać tą niewiedzą - dodał.

W drugiej części dyskusji prelegenci rozmawiali na temat plastiku oraz tego czy polski konsument jest gotowy płacić więcej za opakowania wykonane z alternatywnych surowców.

Michał Czerwiński wskazał, że w badaniach konsument chciałby mieć opakowania, które są wygodne, biodegradowalne i zdrowe, ale nie jest w stanie za to więcej zapłacić.

- Dopóki opakowania nie staną się mniej istotnym elementem kosztu, dopóty będzie problem z rozwojem opakowań bio. Być może jeżeli pojawią się dotacje lub wsparcie, ten rynek będzie się szybciej rozwijał. Na koniec dnia wciąż cena czyni cuda i są trendy, ale masowy konsument nie jest w stanie za to zapłacić - dodał.

Maciej Herman przyznał, że mniej wierzy w konsumenta, a bardziej w Unię Europejską, która wymusi pewne zmiany na rynku.

- Cena jest i będzie czynnikiem decydującym w mainstreamie. Problem związany z degradacją środowiska istnieje i musimy coś z tym zrobić żeby przynajmniej przyhamować jego negatywne efekty. Moim zdaniem kluczowa jest edukacja konsumenta na temat segregacji śmieci. My też staramy się iść zgodnie z tymi regulacjami i odpowiedzialnością społeczną. Przykładem była rezygnacja z opakowania foliowego na Ptasim Mleczku 2 lata temu. Obecnie nasze opakowanie jest bardziej przyjazne środowisku z uwagi na to, że zarówno wypraski, jak i samo opakowanie kartonowe w pełni można poddać recyklingowi. Na firmowej stołówce wprowadziliśmy politykę "zero plastiku", w myśl której plastikowe słomki czy sztućce zostały wyeliminowane na rzecz słomek wykonanych z materiałów biodegradowalnych. Wierzymy, że przez takie proste zabiegi można edukować pracowników - dodał.

Agnieszka Kubera wskazała, że choć w badaniach konsument mówi, że jest w stanie zapłacić więcej to nie zapłaci więcej i dodatkowy koszt musi wziąć na siebie producent.

- Wiemy doskonale, że jest to olbrzymi problem dla całej branży. Mówimy o nowych typach opakowań, ale gdyby nagle wszyscy przeszli na nie to po pierwsze oznaczałoby to koszty, ale również ograniczoną dostępność tych produktów. Opakowania biodegradowalne nie zawsze spełniają odpowiednie standardy i normy dla rynku spożywczego. Obecnie opakowania stanowią ok. 10-12 proc. wartości produktu. Jeżeli koszt zmiany wyniesie 20-30 proc. to jest już dramatyczna zmiana, która w wielu przypadkach wymaga również wymiany całych linii, co jest drogie i skomplikowane. Na pewno trend bardziej ekologicznych opakowań będzie postępował, a regulator będzie naciskany przez konsumentów - dodała.

W ocenie Artura Marszałkiewicza producenci muszą pogodzić kwestie wizualne - aby opakowanie przyciągało wzrok - z wymaganiami ekologicznymi.

- Wraz ze wzrostem zamożności osób młodszych kwestie ekologiczne będą miały coraz większe znaczenie, a CSR będzie coraz mocniej akcentowany w raportach spółek publicznych. Duzi inwestorzy instytucjonalni z krajów anglosaskich czy skandynawskich będą wymuszali inną politykę związaną z ekologią. Podobnie instytucje finansujące będą zmuszały producentów żywności do tego żeby prowadzić bardziej odpowiedzialną ekologicznie politykę ekologicznie. Rola aktywistów w Polsce nie jest jeszcze zbyt istotna, ale na Zachodzie potrafią oni już dokonywać poważnych zmian w politykach biznesowych dużych, globalnych koncernów i pewnie nasz biznes też będzie musiał się z tym zmierzyć - dodał.

Marek Moczulski przyznał, że kwestia opakowań była przedmiotem refleksji Bakallandu.

- Obecnie nasze opakowanie nie jest biodegradowalne, bo dziś standardem jest folia. Zastanawiamy się czy i jak pójść o krok dalej - dodał.

W ocenie Krzysztofa Pawińskiego nie tyle mamy problem z plastikiem co jego recyklingiem i zamknięciem w cyklu.

- Plastik użyty wielokrotnie i poddany przetworzeniu jest doskonałym tworzywem akceptowanym przez konsumenta. Litrowa butelka szklana waży 480 gram, a plastikowa kilkadziesiąt gram. Kobieta, która wybiera produkt wybiera także jego wagę i inne cechy użytkowe. Nie walczmy z plastikiem. Zamknijmy obieg i cieszmy się jego użytecznością. Żeby zamknąć obieg plastiku w dużym cyklu gospodarczym potrzebne są przepisy i pieniądze, bo to samo się nie zrobi. My jako branża nie uciekamy od tego, ale potrzebujemy efektywnego systemu. Sądzę, że wiele fajnych rzeczy może się zdarzyć kiedy nie będziemy musieli redukować użyteczności. Uważam, że to szansa którą możemy wykorzystać. Jest to element zmiany, który musimy zaakceptować. Nikt nie ma z tym problemu, bo nie byłby w tym biznesie. Patrzę na te nowe wymogi jako na element budowania rynku od strony wartościowej, za którą konsument docelowo będzie płacił - dodał.

W trzeciej części debaty rozmawialiśmy na temat start-upów i ich roli na rynku żywności w Polsce.

Michał Czerwiński wskazał, że Purella jest na rynku od 3 lat i od trzech lat cały czas się uczy. 

- To jest chyba najważniejsza cecha, którą powinien mieć start-up na tak konkurencyjnym rynku: uczenie się i wyciąganie prawidłowych wniosków. Stworzenie produktu i ulokowanie go na rynku jest łatwiejsze niż stworzenie produktu, który utrzyma się na nim dłużej niż rok. Mieliśmy wiele ciekawych i innowacyjnych, nagradzanych produktów, których nikt ich nie kupował. Na szczęście wyciągamy wnioski. Dobry start-up analizuje rynek i podejmuje ryzyko w obszarze innowacji, ale muszą być one dobrze przemyślane i zbadane. Potrzeba na to czasu i pieniędzy, a start-up często nie ma jednego ani drugiego. Nie chodzi o to żeby nie popełniać błędów, ale popełniać je raz i wyciągać odpowiednie wnioski - podsumował.

Maciej Herman przyznał, że Wedel swoje otoczenie rynkowe widzi jako płynną magmę, która dynamicznie się zmienia.

- Nie wiemy jak będzie wyglądała jutro, ale na pewno inaczej niż wczoraj. Widzimy jak na rynku słodyczy pojawiają się firmy z zewnątrz jak turecka ETI. Bardziej powszechne jest jednak wchodzenie w nowe kategorie rynkowe i segmenty. Jesteśmy tego przykładem, ponieważ w tym roku wprowadzamy portfolio lodowe. Mamy też start-upy. Jest to na pewno ciężka robota, której nie zazdroszczę, zwłaszcza w początkowej fazie rozwoju. Większość z nich zapewne nie utrzyma się na rynku, ale są takie, które to robią i to w spektakularny sposób. Przykładem jest Oshee. Jestem także pełen podziwu dla firmy Bracia Sadownicy, których podziwiam za robotę marketingową i produktową. Ciekawym przykładem z mojej branży przekąskowej jest malutka firma Zmiany Zmiany. Jestem pełen podziwu dla założycieli, którzy są pełnymi pasji ludźmi. W małym zespole firma z okolic Wrocławia wytwarza batony w cenie 8-9 zł z kilku zdrowych składników dla specyficznego konsumenta. Opiera się to na social mediach, jestem pełen podziwu dla takich osób. Przykładem, że start-upy mogą zamieszać na rynku jest np. firma Sir Kensignton's, która strąciła z pierwszego miejsca Heinza na brytyjskim rynku keczupu - podsumował.

Agnieszka Kubera zauważyła, że start-upy powstają najczęściej w miejscach gdzie są nisze lub gdzie zmienia się model biznesowy.

- Chodzi tu w szczególności o dopasowanie do nowych wymagań konsumentów. Produkt może być dostarczany w nowym modelu biznesowym np. przyprawy dostarczane do klienta jako miesięczny kosz dopasowywany do potrzeb. Wiele firm zaburza tradycyjny łańcuch dystrybucji żywności łącząc bezpośrednio farmera z końcowym odbiorcą. Nie są to masowe przykłady, więc miejsce dla innowacji istnieje, ale potrzebny jest pomysł, który wynika z nowego produktu np. laboratoryjne hodowanie komórek mięsnych lub innego modelu biznesowego, który będzie odpowiedzią na potrzeby klienta, które nie są adresowane przez firmy komercyjne - podsumowała.

W ocenie Artura Marszałkiewicza start-upy muszą się wpisywać w trendy i spełniać oczekiwania nowych konsumentów.

- Przykład to segment piw kraftowych, który w USA ma już 20 proc. udziałów w rynku. Ostatnio dwa największe kraftowe browary w USA połączyły się w transakcji wartej 300 mln dolarów. W Polsce też mamy już tysiące małych browarów, praktycznie w każdej miejscowości czy przy restauracjach, które oferują inną jakość, ale i inną cenę oraz docierają do klientów przez social media. Być może dziś jest to 1-2 proc. rynku, ale może za 5-10 lat będzie to 20 proc., a duże korporacje będą połykać te browary, które staną się dla nich realną konkurencją - podsumował.

Marek Moczulski przypomniał, że każda firma kiedyś była start-upem.

- Należy pamiętać, że niewielkie nisze zawsze będą dobrym polem działania dla start-upów. Czasami start-upy stają się bardzo duże, nawet w stabilnych kategoriach. Firma Chobani w USA pobiła lidera i dziś ma grubo ponad 1 mld obrotów i w ciągu kilku lat stała się gigantycznym graczem. To jest piękne i to znaczy, że nawet ci, którzy maja ustabilizowane kategorie muszą uważać, bo start-upy potrafią namieszać - podsumował.

Krzysztof Pawiński wskazał, że gdyby miał się zajmować start-upami, stworzyłby inkubator dla ponad stu projektów ze wspólnymi funkcjami centralnymi (np. księgowość i rozliczenia). 

- Zrobiłbym wszystko żeby mogli się skupić na projektach. Skupiłbym się na tym żeby motywować te osoby i żeby to powstało, nieważne czy będzie dobre czy nie i czy się przyjmie. Uważam, że zajmowanie się start-upami to oddzielna linia biznesowa. To nie może być robienie czegoś przy okazji. Tych podmiotów musi być na tyle dużo, aby kilka sukcesów pokryło kilkadziesiąt nieudanych - dodał.

wyszukiwarki

  • praca
  • nieruchomości
  • komunikaty
  • obiekty konferencyjne
* wyszukiwanie zaawansowane

subskrybuj portalspozywczy.pl

Portal Spożywczy: polub nas na Facebooku



Obserwuj Portal Spożywczy na Twitterze


NEWSLETTER

Zamów newsletter z najciekawszymi i najlepszymi tekstami naszego portalu.

Drodzy Użytkownicy!

W związku z odwiedzaniem naszych serwisów internetowych przetwarzamy Twój adres IP, pliki cookies i podobne dane nt. aktywności lub urządzeń użytkownika. Jeżeli dane te pozwalają zidentyfikować Twoją tożsamość, wówczas będą traktowane jako dane osobowe zgodnie z Rozporządzeniem Parlamentu Europejskiego i Rady 2016/679 (RODO).

Administratora tych danych, cele i podstawy przetwarzania oraz inne informacje wymagane przez RODO znajdziesz w Polityce Prywatności pod tym linkiem.

Jeżeli korzystasz także z innych usług dostępnych za pośrednictwem naszych serwisów, przetwarzamy też Twoje dane osobowe podane przy zakładaniu konta, rejestracji na eventy, zamawianiu prenumeraty, newslettera, alertów oraz usług online (w tym Strefy Premium, raportów, rankingów lub licencji na przedruki).

Administratorów tych danych osobowych, cele i podstawy przetwarzania oraz inne informacje wymagane przez RODO znajdziesz również w Polityce Prywatności pod tym linkiem. Dane zbierane na potrzeby różnych usług mogą być przetwarzane w różnych celach, na różnych podstawach oraz przez różnych administratorów danych.

Pamiętaj, że w związku z przetwarzaniem danych osobowych przysługuje Ci szereg gwarancji i praw, a przede wszystkim prawo do sprzeciwu wobec przetwarzania Twoich danych. Prawa te będą przez nas bezwzględnie przestrzegane. Jeżeli więc nie zgadzasz się z naszą oceną niezbędności przetwarzania Twoich danych lub masz inne zastrzeżenia w tym zakresie, koniecznie zgłoś sprzeciw lub prześlij nam swoje zastrzeżenia pod adres odo@ptwp.pl.

Zarząd PTWP-ONLINE Sp. z o.o.