REKLAMA

Portalspozywczy.pl - portal branży spożywczej i handlu

REKLAMA
REKLAMA
  • Sponsor główny
  • Partner
  • Współpraca
  • Patronat medialny
  • Patronat medialny
  • Patronat medialny
  • Patronat medialny
  • Organizator
  • Organizator

Zdobywanie nowych rynków zbytu, konieczność konsolidacji branży mięsnej oraz poprawa konkurencyjności branży zdominowały dyskusję na konferencji "Polskie mięso - europejski rynek. Wyzwania, możliwości, bariery", którą 13 czerwca br. w Warszawie zorganizowała redakcja "Rynku Spożywczego" oraz portalu spożywczego.pl. Uczestnicy konferencji zwrócili też uwagę na dyktat cenowy, który jest coraz bardziej widoczny w kontaktach supermarkety - producenci.

Ostatnie lata były bardzo dobre dla branży mięsnej. Po wejściu do Unii Europejskiej polscy producenci wykorzystali fundusze na rozwój przewidziane we wspólnotowym budżecie. Teraz jednak pojawiają się problemy, których branża nie rozwiąże jedną wspólną deklaracją, czy ciągnącymi się miesiącami konsultacjami z resortem rolnictwa. Potrzebne są szybkie działania i zwarcie szeregów, w przeciwnym razie niemieckie, czy duńskie firmy wykorzystają chaos i brak koordynacji działań polskich producentów i przetwórców.

Pionowo, czy poziomo, ale koniecznie razem

Witold Choiński, prezes zarządu Związku "Polskie Mięso" podkreślił na konferencji, że dla branży zbliżają się ciężkie czasy, które wymuszą przyśpieszenie konsolidacji, szczególnie koncentracji pionowej pomiędzy producentami żywca a przetwórcami. - Musi nastąpić ściślejsze współdziałanie tych dwóch grup, jakkolwiek główną przeszkodę dla tego procesu stanowi rozdrobnienie branży mięsnej - tłumaczył Witold Choiński.

Polska jest obecnie ewenementem w skali europejskiej - produkcją trzody zajmuje się u nas około 600 tys. gospodarstw, a ubojem - ponad 800 zakładów. W Danii, która ma porównywalny do naszego kraju poziom ubojów, produkcją trzody zajmuje się zaledwie 7 tys. gospodarstw, a jej ubojem - zaledwie dwie firmy dysponujące kilkunastoma oddziałami lokalnymi. Nie da się efektywnie konkurować na rynku europejskim wybierając alternatywę: albo produkcja ekologiczna albo koncentracja gdyż oba są ważne i potrzebne.

- Mamy doskonałe warunki, aby postawić jednocześnie na te dwa kierunki - uważa prezes Choiński. Dlatego. Jego zdaniem, należy rozwijać produkcję ekologiczną tam gdzie jest to możliwe i racjonalnie uzasadnione, nie zaniedbując równocześnie towarowej produkcji rynkowej. Dotyczy to zarówno sektora rolnego jak i przetwórstwa. Część zakładów - zwłaszcza ubojowych - powinna się konsolidować tworząc wielkie grupy przemysłowe zajmujące się produkcją masową, natomiast pozostałe mogą wybrać niszową działalność w segmencie wyrobów ekologicznych i tradycyjnych - podkreślił.

Ryszard Smolarek, prezes zarządu ZM Łmeat-Łuków uważa, że konsolidacja pomogłaby zaradzić problemom małych i średnich firm wynikającym z obecnej trudnej sytuacji rynkowej - Niestety obecne prawo nie zachęca do koncentracji, gdyż łączące się firmy narażają się na utratę prawa do dotacji unijnych - powiedział prezes Smolarek, który ocenił sytuację nie tylko z pozycji przetwórcy i rolnika, ale także z perspektywy polityka i byłego posła czterech kadencji Sejmu. Jego zdaniem ważną kwestią jest też innowacyjność, która jest wspierana z funduszy unijnych. Jednak, średnie i małe firmy raczej nie będą w stanie wykorzystać tych środków, tak jak duże - dlatego potrzeba konsolidacji branży jest jeszcze bardziej nagląca - dodał.

W Polsce mamy do czynienia z rekordowym rozproszeniem produkcji. Według statystyk stado trzody polskiego producenta liczy ok. 26 sztuk, a dla przykładu w Danii jest to ok. 1,5 tys. sztuk. W tej sytuacji nie może być mowy o wysokiej jakości surowca i jego niskiej cenie. - Rozwiązaniem tego problemu mogłaby być budowa własnej bazy surowcowej przez zakłady. Dzięki niej firma zyskuje gwarancję jakości i stabilność produkcji. Jednak w przypadku branży mięsnej jest to największa z możliwych inwestycji i nie wszystkich na to stać, dlatego Polsce potrzebna jest konsolidacja producentów i ujednolicenie norm produkcji mięsa - podkreśla Bogdan Noga, dyrektor generalny ZM Skiba.

Andrzej Faliński, dyrektor generalny Polskiej Organizacji Handlu i Dystrybucji uważa, że punktu widzenia handlu mocną stroną sektora mięsnego jest to, że 90 proc. dostaw pochodzi z Polski. - I to jest fakt. Słabością jest rozdrobnienie w jego ramach silna konkurencja. O ile dla reszty graczy taka sytuacja może być dobra, to dla reszty może być problemem - powiedział. Inną kwestią - zdaniem Andrzeja Falińskiego - jest słaba współpraca w łańcuchu dostaw. - Konsolidacja oznacza przede wszystkim siłę producentów z punktu widzenia pozyskiwania źródeł zaopatrzenia a z drugiej strony jest to sytuacja która może się przeciwstawić na złemu importowi, który w sytuacji trudności na rynku mogą realizować sieci handlowe - dodał.

Nowe rynki - trudne wybory

Problemem branży mięsnej jest niska jakość surowca wyjściowego na polskim rynku oraz brak jasnych norm związanych z jego produkcją. To bariera, która zamyka przed firmami drogę na światowe rynki. O ile w Unii Europejskiej wypracowaliśmy sobie dobrą pozycję niska ceną wołowiny, to na rynkach dalekowschodnich wciąż podkreśla się, że normy nie są odpowiednie. Brakuje standaryzowanych wyrobów. - Trudno jest mówić o ekspansji lokowaniu się na rynkach Japonii czy Chin jeśli nie mamy standaryzowanych produktów schabów, szynki czy polędwiczek. Pojawia się pytanie jak z tego wybrnąć? - mówił Jerzy Wierzbicki, prezes Polskiego Zrzeszenia Producentów Bydła Mięsnego.

Podkreślił, że Zrzeszenie od 3 lat prowadzi rozmowy z resortem rolnictwa w sprawie uruchomienia wsparcia finansowego dla sektora wołowiny, który w Polsce jest sektorem pobocznym. - Wypracowaliśmy program Euro Stek 2012. Chcemy, aby sprzedaż wołowiny standaryzowanej w systemach jakości osiągnęła do 2012 roku poziom 30 tys. ton, czyli około 8 proc. produkcji w Polsce. Poświęciliśmy wiele czasu na analizę rynków. Ostatecznie adoptowaliśmy szkocki system jakości oparty o standardy w produkcji żywca , pasz, transportu zwierząt , w uboju i rozbiorze mięsa i przedłożyliśmy Ministrowi Rolnictwa do akceptacji. Obecnie trwają uzgodnienia z resortem rolnictwa. Uważamy, że jakość wołowiny buduje się w oparciu o standardy zarówno dla żywca jaki i dla pasz, transportu, zakładu przetwórczego. Jest to ten kierunek, w którym powinniśmy iść - powiedział Jerzy Wierzbicki.

Witold Choiński uważa, że trzeba zabiegać o wszystkie rynki zbytu. - Mamy już sukcesy w eksporcie na rynki azjatyckie, choć organizacja tego eksportu to ciężka praca. Kontrahenci są bardzo wymagający. Coraz więcej mięsa eksportujemy do Korei Płd., trudniej jest w szerszym zakresie wejść do Japonii, choć pierwsze próby mamy za sobą. Japończycy chcą kupować polskie mięso, ale muszą to być setki kontenerów jednorodnego produktu - powiedział.

Tymczasem Inspekcja weterynaryjna narzeka, że nie ma od branży mięsnej informacji o potencjalnych rynkach zbytu po to, żeby mogły rozpocząć się rozmowy z partnerami zagranicznymi dotyczące ustalenia weterynaryjnych warunków eksportu. - Obecnie nie mamy wiedzy na temat potencjalnych rynków zbytu. Związki branżowe powinny nam wskazywać z kim mamy prowadzić rozmowy żeby było wiadomo pod jakim kątem trzeba będzie przygotowywać surowiec - powiedział Krzysztof Jażdżewski, zastępca Głównego Lekarza Weterynarii. Podkreślił, że jeżeli chodzi o ekspansję Polska powinna brać przykład z Danii.

- Duńskie firmy bardzo precyzyjnie określają, gdzie chcą wysyłać swój towar. Po takiej informacji pracownicy instytutu weterynarii ustalają dalsze warunki eksportu. Dzięki temu Duńczycy mogli szybko zareagować na kryzys rynku japońskiego. Obecnie przenoszą się do Australii - powiedział. Jako przykład podał nóżki drobiowe. U nas są one utylizowane, a z powodzeniem można byłoby eksportować je do krajów azjatyckich, ponieważ tam uchodzą za przysmak. - Ten scenariusz nie jest realizowany, nie tylko dla tego, że producentom brakuje wiedzy, ale przede wszystkim z powodu powszechnej przypadłości drobiu polskiego, czyli zapalenia podeszwy, które eliminuje ten surowiec - dodał Krzysztof Jażdżewski.

Jednak z drugiej strony polskie przedsiębiorstwa nie dońca potrafią sprostać wymaganiom jakościowym stawiany przez partnerów handlowych. W dyskusji podkreślano wagę wschodnich sąsiadów Rosji, Ukrainy Białorusi. To potencjalnie duży rynek, ale nie łatwy do zdobycia. - Firmy nie są zainteresowane ekspansją dalekowschodnią. Nie wiem, czym jest to spowodowane? Pewnie nie do końca potrafimy sprostać wymaganiom technologicznym, ale o kwestie jakości zdrowotne obawiać się nie musimy - powiedział Jażdżewski.

Artur Ławniczak, wiceminister rolnictwa nie jest przekonany, czy intencje jego resortu są dobrze odbierane przez przedstawicieli branży. - Postawiliśmy sobie za zadanie, aby wspierać eksport, wspierać szukanie nowych rynków zbytu. Myślę że przedstawiciele związków branżowych mogą to potwierdzić, czyli nie są to tylko deklaracje, ale realna praca na kilku rynkach, choćby ostatni na rynku chińskim - powiedział wiceminister. Dodał, że resort dobrze spełnił swoją rolę i niedługo będzie można powiedzieć, że ten rynek jest otwarty dla polskich producentów. - Chcemy rozmawiać o konkretach - podkreślił.

Promocji nadal nie ma

Podczas konferencji szeroko poruszana była też kwestia strategia konkurencyjności firm. Powróciła też spraw kontrowersyjnego projektu ustawy o funduszu promocji. Zbigniew Nowak prezes ZM Nowak i prezes Stowarzyszenia Rzeźników i Wędliniarzy RP uważa, że problemem jest brak pomysłu na finansowanie stowarzyszeń, które najlepiej zadbałyby o promocję. - Problem polega na tym, że z jednej strony administracja popiera działania stowarzyszeń, a z drugiej strony ruchów żadnych nie ma. Mówimy o funduszu promocji, ale kiedy to dojdzie do skutku? Przecież dopiero Sejm ma zając się ustawą i miną co najmniej dwa lata zanim system zacznie działać. A co będzie w międzyczasie? - zastanawiał się Nowak. - Tylko wspólnie jesteśmy w stanie utrzymać się na zagranicznych rynkach - dodał.

Łukasz Andraszak, wiceprezes ZM Salus zwrócił uwagę, że podstawą sprawą jest dywersyfikacja pionowa i pozioma rynków zbytu. Surowca jest zbyt dużo i nie ma możliwości, żeby sprzedać go na polskim rynku. - Jesteśmy bardzo dobrze przygotowani do konkurencji np. z zakładami niemieckimi. Polskie zakłady mają wdrożone nowoczesne technologie, ale problemem są koszty pracy. Sytuacja zaczyna się poprawiać. Z jednej strony nie podoba nam się kurs euro, bo nie możemy eksportować, ale z drugiej strony stajemy się coraz bardziej konkurencyjni jeśli chodzi o koszty pracy - powiedział Łukasz Andraszak. Nie ma firmy, która nie odczułaby problemu braku dobrych fachowców.

Bogdan Noga dyrektor naczelny ZM Skiba zwrócił uwagę, że istotnym ograniczeniem konkurencyjności jest problem materiału wyjściowego. - O ile działania z zakresie genetyki trzody chlewnej dały pewne efekty, nadal są problemy ze standaryzacją. - Jak można zaproponować partnerowi handlowemu z Japonii dużą partię polędwiczek wieprzowych, jeśli mamy tak różne standardy półtusz. Powód jest jasny - rekordowe rozproszenie stad trzody chlewnej - dodał. Bogdan Nowa jest przekonany, że trzeba lepiej budować bazę surowcową i zacieśniać powiązania z producentami rolnymi. - To wymaga czasu a budowanie własnej bazy surowcowej jest najdroższą inwestycją w branży mięsnej - powiedział.

Innym czynnikiem, który decyduje o sile konkurencyjnej polskich produktów mięsnych jest promocja a raczej jest brak. - Nie ma promocji polskiego mięsa na świecie. Podejmowane są próby, ale ilość pieniędzy jest niewystarczająca. Nawet jeśli fundusz promocji na polskie mięso, który ma wynieść około 20 mln zł zwiększymy czterokrotnie o potencjalne dopłaty z grantów unijnych, to nadal mówmy o pieniądzach, którymi nie można zrobić promocji - podkreślił Bogdan Noga. Jego zdaniem nie warto spierać się o to, kto ma finansować promocję. - Płacić powinni wszyscy uczestnicy rynku - dodał. Podkreślił, że Polska utraciła istotny atrybut, dzięki któremu budowała przewagę konkurencyjną polskich firm na rynkach zagranicznych czyli cenę. Barierą w budowaniu przewagi konkurencyjnej jest też mentalność właścicieli małych zakładów. - Właścicielom średniej wielkości firm, którzy budowali je praktycznie od zera przez 15-20 lat i w tej chwili trudno pozbyć się tożsamości właścicielskiej - dodał. Ale - jego zdaniem - mamy też atuty, czyli wysoki poziom technologicznych fabryk.

Co zrobić z dyktaturą?

Kończą się dobre czasy dla branży mięsnej. Powodem jest nie tylko rozdrobnienie na rynku ale i dyktat cenowy stosowany przez hipermarkety. Sieci handlowe wymuszają na producentach ocieranie się barierę jakości na dolnym poziomie. De facto dyktat sieci handlowych oznacza psucie jakości szczególnie wędlin. - Od dawna prowadzimy z sieciami rozmowy na ten temat. Trzy lata temu zwracaliśmy uwagę, że jeśli nadal będzie dyktat cenowy o zepsujemy jakość. Dzisiaj mamy tego efekt - powiedział Witold Choiński. Podkreślił, że supermarkety same sobie strzelają gola, bo dalsza polityka opierająca się wyłącznie na cenach, a nie poparta jakością, prowadzi do eliminacji sprzedaży mięsa w sieciach handlowych.

Bogdan Noga jest przekonany o dobrej jakości polskiego mięsa i polskich wędlin. - Nie możemy się poddać temu dyktatowi. Wiadomo, że najciężej jest firmom całkowicie uzależnionym od sieci, ale wydaje mi się, że to co się w tej chwili dzieje czyli np. nastrzykiwanie świeżego mięsa spowoduje jeszcze mniejsze zainteresowanie konsumentów - powiedział Zbigniew Nowak. Zwrócił uwagę, że rynek będzie skierowany na żywienie zbiorowe. W Polsce nie na jeszcze tradycji - tak jak to ma miejsce na świcie - do stołowania się poza domem. Na świecie nie zależnie od statusu majątkowego każdy korzysta z żywienia zbiorowego. Zbigniew Nowak dodał, że stosowanie nowoczesnych technologii w produkcji wędlin zaprowadziły do nikąd. - Udział mięsa w mięsie jest coraz mniejszy a efektem są alarmujące publikacje w mediach o fatalnej jakości produktów mięsnych - powiedział.

Warto podkreślić, że na tle tanich wędlin produkowanych dla supermarketów rośnie udział znacznie droższego sektora premium. Jerzy Wierzbicki uważa, że producenci powinni wziąć pod uwagę prognozy, z których wynika, że Polacy przeznaczą w tym roku około 6,5 mld zł na produkty premium. - Producenci wędlin powinni uwzględnić tę tendencję, ponieważ nie jest to jedynie specyfika polskiego rynku, ale tendencja światowa. Coraz więcej jest świadomych i zamożnych konsumentów, dla których cena nie jest najważniejszym kryterium podczas zakupu - podkreślił Jerzy Wierzbicki.

Andrzej Faliński przyznał, że po stronie sieci handlowych w kontaktach z dostawcami widoczna jest arogancja, a także sztywne trzymanie się litery kontraktu, związane z obecnym układem sił, w którym sieci mają dominującą pozycję. Wspólnie ze Związkiem Polskie Mięso i Polską Federacją Producentów Żywności, POHiD utworzył platformę dialogu, która ma łagodzić wzajemne tarcia i dążyć do ucywilizowania współpracy na linii sieci-dostawcy.

Ranking Branży Mięsnej

Tegorocznym laureatem Rankingu Branży Mięsnej zorganizowanego przez miesięcznik "Rynek Spożywczy" i portalspozywczy.pl przy współudziale Związku "Polskie Mięso" została firma Krzyżanowscy z Radomia, która zwyciężyła wynikiem 3,813 uzyskanych punktów.

Drugie miejsce w rankingu przypadło Zakładom Przetwórstwa Mięsnego Mróz z Borka Wielkopolskiego (3,681 pkt., 52,6 proc.), a trzecie - Zakładom Mięsnym Nowak z Gdańska (3,675 pkt. 52,5).

Poza wymienionymi zakładami w pierwszej dziesiątce znalazły się firmy: ZM Zakrzewscy z Kosowa Lackiego, Agro-Handel z Mościszek, Polski Koncern Mięsny DUDA, Wytwórnia Salami Igloomeat-Sokołów z Dębicy, ZM Skiba z Chojnic, ZM Salus z Bojanowa oraz ZPM JAF Sp. z o.o. z Pilicy.

POLECAMY W SERWISACH