REKLAMA

Portalspozywczy.pl - portal branży spożywczej i handlu

REKLAMA
REKLAMA
  • Sponsor
  • Sponsor
  • Partner
  • Partner
  • Partner
  • Partner
  • Partner
  • Partner
  • Partner
  • Partner
  • Partner
  • Partner
  • Partner
  • Partner
  • Partner
  • Partner
  • Partner
  • Patronat medialny
  • Patronat medialny
  • Patronat medialny
  • Patronat medialny
  • Obsługa PR

Na IV Forum Rynku Spożywczego spotkało się około 500 przedstawicieli kadry zarządzającej najważniejszych firm sektora, producenci i przetwórcy, naukowcy oraz przedstawiciele dystrybucji i handlu. W siedmiu debatach i dyskusjach wzięło udział ponad 60.polityków, menadżerów, przedstawicieli organizacji branżowych i naukowców.

Inauguracyjny panel IV Forum Rynku Spożywczego i Handlu "Polska branża żywnościowa i handel pod presją globalnych zmian" zdominowała dyskusja na temat relacji sieci handlowych z producentami. Uczestnicy panelu zwracali także uwagę na zagrożenia kryzysem oraz ostrzegali przez bankructwami w sektorze.

Minister rolnictwa Marek Sawicki, otwierając IV Forum Rynku Spożywczego i Handlu 2011 oraz pierwszy panel podkreślił, że przez cztery lata, od kiedy Forum zostało zorganizowane po raz pierwszy, sektor rolno-spożywczy działał w warunkach kryzysu.

- Pomimo to, w sektorze rolnym mieliśmy stabilny rozwój. Problemy udawało się rozwiązywać w gabinetach a nie na ulicach. Potrafiliśmy podnieść polskie rolnictwo i handel do roli partnera europejskiego i światowego, o czym świadczy fakt, że polskie produkty podbijają świat - mówił minister.

Minister rolnictwa zastanawiał się, jak chronić producentów przed zatorami płatności. - Myślę, że po 20 latach samodzielnego podejmowania decyzji możemy pokusić się o utworzenie funduszu gwarantowanych płatności, z którego na wypadek bankructw, niewypłacalności, można by było zapłacić za produkty tym, którzy uczciwie go dostarczyli - mówił.

Minister zachęcał także producentów, by szukać porozumienia tak, by stawić czoła wielkim międzynarodowym sieciom handlowym. - Wykorzystują one swoją dominującą pozycję na rynkach światowych. Pomimo powołania różnych zespołów, problem nadal jest nie rozwiązany. Wierzę, że w najbliższym czasie w tej sprawie pojawią się i zostaną przyjęte stosowane rozwiązania prawne - mówi Marek Sawicki.

Marek Sawicki wywołał dyskusję na temat relacji handlu z producentami.

Ryszard Smolarek, prezes Zakładów Mięsnych Łmeat-Łuków SA oceniał, że zarówno firmy przetwórcze, jak i sieci handlowe, popadli w korkociąg niskich cen: handel po niskich cenach kupuje produkty od przetwórców, a producenci starają się sprostać tym oczekiwaniom. Efektem są liczne bankructwa, wiele firm ma kłopoty z płynnością.

Podobnego zdania był Marek Sypek, prezes Agros Nova SA. Zwrócił on uwagę na słabą pozycję małych firm przetwórczych w stosunku do silnych sieci handlowych. Do tego dochodzi trudna sytuacja na rynkach surowcowych.

- Ilość surowców, które podrożały w 2011 r. jest ogromna. Jeżeli nie doprowadzimy do takiej koncentracji, jaka ma miejsce na rynkach zagranicznych, mali producenci żywności za kilka lat nie będą mieli na rynku racji bytu - powiedział Marek Sypek.

Marek Sawicki, zabierając głos w tej dyskusji zwracał uwagę, iż brakuje wzajemnej odpowiedzialności - handlu za przetwórstwo i na odwrót: przetwórstwa za handel. - Ściślejsze i długotrwałe związanie przetwórcy z jednym dostawcą surowca może przeciwdziałać spekulacjom czy gwałtownym wzrostom cen - tłumaczył.

Podkreślał on, że naciskając na obniżanie cen, sieci handlowe wymuszają produkcję gorszej jakości czy nawet niezgodną z przepisami. - Po aferze dioksynowej i bakterii e.coli wiemy już, że dobra żywność nie może być tania - mówił minister rolnictwa. I dodał, że przetwórcy mogą bronić się przed tym zjawiskiem konsolidując się lub szukając innych rynków zbytu.

Przedstawiciele handlu oponowali - Kryzysu nie wywołały sieci handlowe, które wpływają do obniżanie cen produktów. Skoro 65 proc. wyborów konsumentów to produkty z promocji, a ważnym czynnikiem przy wyborze produktów jest jakość, to w takim kierunku powinniśmy podążać - powiedział Czesław Grzesiak, wiceprezes Tesco Polska.

Dodał, że badania konsumenckie pokazują, iż rodziny mają coraz mniej pieniędzy na żywność i dobra codzienne, bo więcej wydają na dobra socjalne. - Jesteśmy zobowiązani, by za tym trendem podążać - tłumaczył Czesław Grzesiak.

Jak zaznaczył wiceprezes Tesco, nie da się zatrzymać zjawiska kryzysu. - Trzeba się więc dostosować i szukać najlepszych rozwiązań. Zarówno producenci jak i handel jadą na jednym wózku. Dlatego Tesco nawiązuje kontakty z jak największą liczbą małych firm - powiedział Czesław Grzesiak.

- To nieprawda, że sieci handlowe poprzez niskie ceny zabijają osiedlową sprzedaż - wtórowała Renata Juszkiewicz, prezes Polskiej Organizacji Handlu i Dystrybucji. - Prawie 60 proc. polskiego rynku mają małe sklepy z polskim kapitałem a tylko 40 proc. należy do zagranicznych sieci. To zupełnie inna sytuacja, niż w innych krajach. Na przykład we Francji sieci handlowe mają 80 proc. rynku - mówiła Renata Juszkiewicz.

Piotr Grauer wicedyrektor w firmie doradczej KPMG zwrócił uwagę na bardziej optymistyczne aspekty rynku spożywczego.

- Od momentu wejścia Polski do UE eksport polskich produktów spożywczych na Zachód wzrósł z 5 do 15 mld. Polska jest postrzegana jako kraj, gdzie produkcja surowców ma znaczenie dla przemysłu europejskiego - mówił.

Zauważył, iż polskie firmy mają dużą szansę na rozwój na rynkach zagranicznych poprzez oferowanie swoich produktów pod markami własnymi. - Mamy bardzo dużą szansę wygrać w produkcji private label. Kryzys nam w tym pomaga, bo zachodnie firmy szukają oszczędności - ocenia.

Zdaniem uczestników panelu, konsolidacja rynku jest niezbędna, jednak nie powinna postępować poprzez upadłości. - Nie należy tego puszczać na żywioł, bo koszty społeczne będą duże, wszyscy na to zapłacimy - ostrzegał Ryszard Smolarek.

Andrzej Gantner, dyrektor generalny Polskiej Federacji Producentów Żywności pytał, czy firmy spożywcze i sieci są przygotowane na zmiany zachodzące na rynku. Zwracał uwagę, że konsumenci wycofują się w kierunku produktów tańszych i gorszej jakości.

- Czy jesteśmy przygotowani na te zmiany? Wydaje mi się, że nie, nikt się nie spodziewał, że konsumenci tak silnie zwrócą się w kierunku tańszej żywności - oceniał. Jego zdaniem, duże firmy poradzą sobie, dzięki swojej skali, także małe firmy, które są silne na lokalnych rynkach.

- Najbardziej zagrożone są średnie firmy o obrotach 100-200 mln zł. Wiele z nich upadnie, inne będą przejęte. Musimy pamiętać, że to właśnie średnie i małe firmy zatrudniają większość ludzi w przemyśle żywnościowym i zapewniają przychody dla rolnictwa. Jeśli nie zainterweniujemy, może powstać efekt domina - ostrzegał.

Pomimo to, jak ocenia Marek Sawicki, rynek spożywczy będzie wzrastał. - Rynek spożywczy to jeden z nielicznych, który będzie się rozwijał nawet w kryzysie, dzięki wzrostowi populacji na świecie - ocenił minister rolnictwa.Zawsze jest czas na oszczędności

Podczas panelu "Efektywne zarządzanie produkcją w zakładach spożywczych " w trakcie IV Forum Rynku Spożywczego eksperci reprezentujący firmy spożywcze, informatyczne, certyfikujące i energetyczne dyskutowali m.in. o sposobach na obniżanie kosztów, usprawnienie zarządzania czy optymalizację produkcji.

- Powoli zanika różnica w rentowności branż pomiędzy Polską i Europą zachodnią. Obecne jeszcze różnice wynikają głównie ze struktury surowcowej - mówił Roman Górny, prezes Herbapol-Lublin S.A. Podkreślał, że bilans handlowy pomiędzy Polską a Niemcami po raz pierwszy jest dodatni dla naszego kraju. - To wielki sukces. Trzeba pamiętać, że znacząca część naszego eksportu to właśnie żywność. Powinniśmy być z tego dumni, zwłaszcza, że udało się nam utrzymać znaczącą ilość małych i średnich firm rolno-spożywczych - mówił.

Podkreślał także, że firmy zaczynają oszczędzać dopiero gdy są w tarapatach finansowych. - Wówczas najczęściej jest już za późno. Trzeba myśleć o racjonalizacji kosztów, gdy sytuacja jest dobra. Chcę przypomnieć, że jesteśmy stale narażeni na zmiany cen surowca, kursu walut itp. - mówił prezes Herbapolu.

Także o ograniczaniu kosztów mówił Bogusław Kowalski, prezes Graal S.A. - Nie ma jednego idealnego miejsca czy sposobu na obniżanie kosztów. Trzeba je ciąć zawsze i wszędzie gdzie jest to możliwe. Stale trzeba podnosić wydajność pracy, trzeba oszczędzać wodę, energie i inne media - mówił prezes Graala. Podkreślał także, że nie można oszczędzać na szkoleniach pracowników. - To sie zawsze zwraca - dodał.

Wiceprezes i dyrektor finansowy Tarczyński S.A. podkreślał, że aż 70 proc. kosztów to materiały i energia. Około 15 proc. kosztów stanowią wynagrodzenia. - W takim rozkładzie kosztów największe pole do oszczędności jest w kupowaniu surowca i mediów. Dzięki wstąpieniu do grupy zakupowej udało sie nam energie elektryczną kupić 15 proc. taniej, niż wcześniej - mówił Krzysztof Wachowski.

Rosnące znaczenie zielonej energii podkreślał Janusz Kudłaciak, senior menadżer RWE Polska. - Firmy spożywcze domagają się, aby coraz większa część energii jaką dostarczamy pochodziła ze źródeł odnawialnych. To ważne dla ich wizerunku, jako firm prośrodowiskowych. - mówił Janusz Kudłaciak.

Natomiast na znaczenie dobrze dobranego oprogramowania w skutecznym zarządzaniu przedsiębiorstwem, a także jakie oszczędności można uzyskać dzięki systemom IT mówiła Maria Kucharska, dyrektor BPSC SA. - Dobrze dobrany system IT pozwala znaleźć miejsca w firmie gdzie są jakieś braki, co źle działa w firmie i przeprowadzić odpowiednie działania naprawcze. Należy pamiętać jednak, że IT to tylko narządzie - mówiła Maria Kucharska.

W trakcie panelu dyskusyjnego pod hasłem „Mięso: Zarządzanie, technologie i produkt a kłopoty z bazą surowcową" Dariusz Formela przekonywał, że stoimy przed konsolidacją branży mięsnej. - To nieuniknione. Jednak postęp tego procesu będzie bardzo trudny. Myślę, że branża finansowa nam w tym zakresie nie pomoże. Bardziej niż fundusze inwestycyjne, branży mięsnej mogą pomóc jej wewnętrzne relacje. Potrzebne są dyskusje na poziomie właścicieli zakładów mięsnych. Sądzę, że kiedy właściciele poszczególnych firm dojdą do wniosku, że warto stworzyć duży podmiot, to wtedy on powstanie - powiedział prezes CM Makton.

Stwierdził również, że branża mięsna jest najbardziej nieskonsolidowaną ze wszystkich gałęzi przemysłu spożywczego. - Cztery największe podmioty, czyli Animex, Sokołów, PKM Duda i Pini Polonia mają tylko między 22 a 24 proc. rynku - wskazał.

- Wartość rynku mięsa czerwonego to 22-23 mld zł. Warto się po te pieniądze schylić - dodał.

Bogusław Strześniewski, prezes Peklimaru zwrócił uwagę, że przez ostatnie lata wiele się mówi na temat konsolidacji pionowej i zacieśniania więzów między producentami a przetwórcami. - Staramy się nad tym pracować, ale jak dotąd nie udało nam się osiągnąć takiej lojalności, aby powiedzieć, że proces się powiódł. Oczywiście, po drodze mieliśmy różne okresy, dołki i górki surowcowe. Bywały okresy bardzo trudne ekonomicznie. To niestety powoduje, że rodzą się różne napięcia pomiędzy odbiorcami a dostawcami surowców - powiedział Strześniewski.

Dodał, że mimo przeciwności rośnie świadomość potrzeby współpracy, po obu stronach: wśród producentów i przetwórców. - Jest to proces, którego nie da się przyspieszyć środkami formalnymi, bądź administracyjnymi. Do konsolidacji trzeba po prostu dorosnąć - ocenił prezes Peklimaru.

- Jeśli chodzi o współpracę zakładów mięsnych z rolnikami i grupami producenckimi, to ona istnieje. I ciągle się poprawia. Widać to chociażby po jakości dostarczanego surowca, który trafia do przetwórstwa. Jest on coraz lepszy - podkreślił Józef Konarczak, właściciel Zakładów Mięsnych Konarczak. - Wynika to zarówno z działań zakładów mięsnych, jak i rolników. Jak współpraca będzie się rozwijać? To w dużym stopniu zależy od sytuacji w rolnictwie. Wiadomo, że polskie hodowle są mocno rozdrobnione. Tego nie da zmienić się z dnia na dzień. Potrzeba na to czasu. W polskich warunkach: nawet dużo czasu - akcentował.

- Proces konsolidacji będzie miał charakter ewolucyjny - prognozował.

Anna Olewnik-Mikołajewska, prezes Zakładów Mięsnych Olewnik-BIS stwierdziła, że koncentracja na poziomie zakładów przetwórczych również zachodzi powoli. - Jednak współpraca rozwija się, na różnych płaszczyznach. Tworzone są grupy zakupowe. Koncentracja odbywa się też na poziomie dystrybucji, w ramach różnego rodzaju platform - tłumaczyła Anna Olewnik-Mikołajewska. - Myślę, że wcześniej czy później branża dojrzeje do koncentracji na dużą skalę - dodała.

Podczas panelu poświęconemu branży mleczarskiej w trakcie IV Forum Rynku Spożywczego eksperci reprezentujący środowisko mleczarskie dyskutowali m.in. o strategiach marketingowych, markach własnych sieci i markach wspólnych oraz o konsolidacji mleczarstwa.

Znaczenie polskiego rynku dla naszego mleczarstwa podkreślał Grzegorz Gańko, prezes OSM Sierpc. - Uważam, że na polskiego mleczarstwa najważniejsze znaczenie ma rynek krajowy. Natomiast wkrótce zabraknie miejsca dla średnich zakładów produkujących średnie produkty. O przetrwaniu w branży będzie decydowała dostępność surowca i możliwość rozwoju tej bazy surowcowej. Bez tego każdy, nawet najlepszy zakład będzie skazany na porażkę - mówił Grzegorz Gańko.

Podczas dyskusji rację przyznał mu Edward Bajko, prezes Spomleku. - Przyszłość mają te zakłady, które albo będą miały efekt skali, albo będą umiały znaleźć swoją niszę czy to w postaci unikalnych produktów czy też lokalnego rynku - mówił prezes Bajko.

- Uważam, że polskie mleczarnie zbyt dużo uwagi poświęcają sprawom produkcji i modernizacji linii, a zbyt mało inwestycji w działy takie jak IT, które wspomagają zarządzanie i marketing. Zbyt mało uwagi poświęca się sprawom rynku, a zbyt dużo produkcji - podkreślał Edward Bajko.

Tę samą kwestię poruszył Władysław Łukasik, prezes Agencji Rynku Rolnego. - Nasze mleczarstwo jest nastawione zbyt mało prorynkowo, a zbyt wiele uwagi poświęca się sprawom techniki i produkcji. Często inwestycje nie przekładają się na wielkość produkcji i wzrost wydajności. Działania marketingowe naszego mleczarstwa cechuje chaos, a kadrę zarządzającą brak skłonności do współpracy - mówił szef ARR-u.

Rację przyznał mu Andrzej Szczepański, dyrektor ZUH Robico. - Jesteśmy świetni w konkurowaniu ze sobą, natomiast gdy trzeba zawalczyć o wspólną sprawę to wygląda to dużo gorzej - twierdzi dyrektor Robico.

Wiele uwagi poświęcono także relacjom z sieciami handlowymi. - Sieci starają się zawłaszczyć coraz to nowe dziedziny. Kiedyś sieci zajmowały się tylko handlem. Obecnie zawłaszczają marki, które są wartością dla firm produkcyjnych. Może marki wspólne byłyby odpowiedzią na rosnącą siłę marek sieci handlowych - pytał Andrzej Szczepański.

Andrzej Grabowski, przewodniczący rady nadzorczej Grupy Polmlek, podkreślał rolę zarządzania. - Nawet mała firma sobie poradzi na rynku jeśli jest odpowiednio zarządzana. - Przykładem może być tu spółdzielnia Lazur, która jest nie wielka, ale doskonale sobie radzi na rynku - mówił Andrzej Grabowski.

Uczestnicy panelu „Rynek fuzji i przejęć w przemyśle spożywczym i handlu" zastanawiali się, jakie czynniki determinują procesy konsolidacyjne w tych segmentach. Zwracali też uwagę, że dostęp do finansowanie inwestycji przejęć jest dość dobry i w najbliższym czasie raczej nie pojawią się tu żadne zagrożenia. Dlatego można spodziewać się kolejnych transakcji w sektorze spożywczym.

Piotr Grauer wicedyrektor w firmie doradczej KPMG zwrócił uwagę w swojej prezentacji, iż konsolidację w tym sektorze stymuluje kilka czynników. Są to: zmiany następujące w sektorze handlu detalicznego, zawirowania na rynku surowców oraz stała presja na koszty operacyjne.

- Na przykład stały wzrost cen paliw, który przekłada się na koszty transportu, logistyki. Małym przedsiębiorstwom bardzo trudno optymalizować koszty, więksi gracze łatwiej przenoszą koszty na końcowego odbiorcę - zwrócił uwagę.

Uczestnicy panelu próbowali zdiagnozować sytuację na rynku finansowym. - Dostęp do finansowania nie jest jeszcze istotnie ograniczony, co pomaga w transakcjach fuzji i przejęć. Dlatego w segmencie spożywczym możemy spodziewać się dalej ciekawych transakcji, które będą budowały wartość firm - mówił Krzysztof Rudnik, wicedyrektor w dziale fuzji i przejęć Deloitte.

Jego zdaniem, inwestorzy dalej są zainteresowani, by wchodzić na polski rynek. Interesują się nim z powodu dużej liczby konsumentów, dlatego im większy udział w rynku ma spółka, tym wyższa jest jej wycena.

- Inwestorzy interesują się także dostępem do surowców i mocy przetwórczych. To przyciąga grono inwestorów poszukujących bazy surowcowej w Polsce - mówi Krzysztof Rudnik.

Zdaniem Michała Popiołka, dyrektora departamentu finansowania strukturalnego i mezzaine, BRE Banku, problemy finansowe niektórych państw europejskich nie powinny krótkoterminowo wpłynąć na polski sektor finansowy.

- Rynek jest dość dobry jeśli chodzi o finansowanie. To co się dzieje na świecie, np. w Grecji, krótkoterminowo nie ma na nas wpływu, bo jesteśmy dosyć zamkniętym rynkiem i nie mamy tam aktywów. Nie ma to wpływu na sektor finansowy. Nie widzę żadnych zagrożeń, by coś się mjiało zmienić do końca roku - mówił Michał Popiołek.

Zdaniem Kazimierza Marsa, prezesa spółki Tradis, firmy powinny zadać sobie pytanie, czy jej działalność jest opłacalna i czy jest w stanie rozwijać się dalej samodzielnie. - Jeśli nie, to rozsądny właściciel dojdzie do wniosku, że najwyższy czas pomyśleć o połączeniu - mówił.

Prezes Makaronów Polskich Paweł Nowakowski zwrócił uwagę, iż motorem konsolidacji powinno być dążenie do zwiększania efektywności. - Niestety tak nie jest. Podstawowe dążenie do konsolidacji jest wówczas, kiedy pojawia się istotne zagrożenie - kiedy firmy rozumieją, że nie są już w stanie funkcjonować same, wtedy akceptują konsolidację. Często jest już za późno i pojawiają się kłopoty z płynnością finansową - mówił.

Piotr Grauer ocenia, że na rynku fuzji i przejęć w sektorze spożywczym jest miejsce zarówno dla inwestorów finansowych, jak i branżowych. Jednak branżowi inwestorzy zagraniczni często odkładają decyzję o przejęciu na polskim rynku. To sytuacja sprzyjająca dla inwestorów finansowych.

- Myślę, że nieprzypadkowo na liście największych przejęć w sektorze w ostatnich dwóch latach jest sporo inwestorów strategicznych i takich, których nie było dotąd w Polsce. To cecha charakterystyczna dużych transakcji, które pojawiają się na dużych dojrzałych rynkach. Taki inwestor jest gotowy zapłacić premię za synergie, bo od razu zdobywa pozycję na rynku - mówił Piotr Grauer.

Debatę nt. innowacyjności i specjalizacji rynku przetwórstwa owocowo-warzywnego zdominowały takie tematy jak: wyzwania związane z wahaniami cen surowców, konsolidacja oraz perspektywy rynku produktów ekologicznych.

Debatę ekspertów oraz prezesów i właścicieli firm przetwórczych poprowadził doradca i niezależny ekspert rynku spożywczego Marek Moczulski, który zauważył, że branża dobrze radzi sobie w kryzysie, a producenci mają pole do działania w kilku kategoriach, które nie notują spadków.

Są to m.in. dżemy. - Moja firma reprezentuje produkty dżemowe, a jest to dobra kategoria na ciężkie czasy, ponieważ jest stabilna. Nie odczuwamy spowolnienia sprzedaży i kryzysu - potwierdził Robert Kowalkowski, właściciel POW Lubawa.

Bożena Nosecka, ekspert z Instytutu Ekonomiki Rolnictwa i Gospodarki Żywnościowej, dodała, że jest jedna kategoria, która stale wzrasta - mrożonki warzywne. - Spożycie i zapotrzebowanie konsumentów, niezależnie od tego, jak kształtuje się sytuacja ekonomiczna rodzin, bardzo szybka rośnie - tłumaczy ekspertka.

Przyznał to także Stanisław Sulima, prezes Eskimosa zaznaczając, że mimo kryzysu jego spółka notuje wzrost zamówień od odbiorców biznesowych (spółka działa w sektorze B2B). - Niezależnie od tego, czy firma działa w segmencie detalicznych, czy w tym co Eskimos, najważniejsza jest jakość. Myślę, że ta strategia jest właściwa i poprzez jej urzeczywistnianie można zdobywać kolejne rynku i kolejnych klientów - dodał.

Tu głos zabrał Wojciech Radomski, prezes zarządu Zakładu Produkcji Spożywczej w Krzętlach - firmy, która postawiła właśnie na jakość i produkty premium. - Można budować wartość firmy poprzez zwiększanie udziałów w rynku z punktu widzenia dystrybucyjnego i powiększania półki, ale można też budować wartość firmy poprzez jej faktyczna wartość księgową - czyli sprzedawanie określonych produktów po określonych cenach, jeżeli mamy pewność, że jeżeli klient spróbuje tych produktów, będzie do nas wracał. I to jest strategia, którą nasza firma przyjęła. Oczywiście będziemy starali się walczyć o udziały w rynku, ale na dzień dzisiejszy skupiamy się na jakości, a ona w dobie kryzysu kosztuje - zaznaczył.

- Udziały i kondycja naszych firm są wprost proporcjonalne do rozwoju dystrybucji. Mamy o tyle szczęśliwą sytuację, że rynek jest poukładany dosyć dobrze - mamy silne sieci dyskontowe, mocne supermarketowe i hipermarketowe, ale mamy też - co jest bardzo ważne w kontekście jakości - dobrze prosperujące sieci delikatesowe dedykowane produktom luksusowym. I te sieci odgrywają dużą rolę, ponieważ one ułatwiają nam prezentację innowacyjności i ułatwiają wprowadzenie na rynek produktów jakościowych - powiedział Józef Rolnik, prezes firmy Rolnik. Jednak jak zaznaczył, silna marka daje możliwość dwutorowego działania. Jego zdaniem, trzeba być także graczem w private labels, ponieważ to pozwala na sprzedaż dużej ilości produktów i zmniejszenie kosztów produktów - komentował.

Zaproszeni paneliści przyznali zgodnie: trzeba zapomnieć o tym, że surowce będą tanie. Jak zauważyła Bożena Nosecka z IERiGŻ, problem najbliższych lat jest rosnący popyt na owoce konsumpcyjne. - Za kilka lat zakłady mogą mieć spore problemy z pozyskaniem surowca - przyznała. Jak dodała ekspertka, jeśli chodzi o warzywa, ten problem może wystąpić w późniejszym czasie.

Michał Górniak, właściciel POW Gomar z Pińczowa tłumaczył, że trudną sytuacją jest to, że niektóre owoce (maliny, truskawki) wciąż są zbierane ręcznie. - Wieś się starzeje, wiele małych plantacji, które były siłą naszego zakładu, nie ma następców i jest likwidowana. Taka sytuacja powoduje to, że cena np. truskawek może w najbliższych latach znacznie wzrosnąć - dodał.

Tu głos zabrał Stanisław Sulima, który podkreślił, że jedną z głównych przyczyn niestabilnej sytuacji cenowej surowców jest rozdrobienie w branży. - Musimy pogodzić się ze wzrostem cen surowców rolnych. Problemem jest jednak nie tyle tendencja wzrostowa, co drastyczne skoki cen. Chciałbym zwrócić uwagę na to, że te wahania są często nieadekwatne do ilości plonów. Przyczyniają się do tego sami skupujący producenci oraz ich nieracjonalne zachowanie się na rynku - podkreślił prezes Eskimosa.

Jednak - jak zauważyli prelegenci - budowanie dużych firm nie zawsze jest opłacalne. Józef Rolnik podkreślił, że szczególnie widać to w przetargach niektórych podmiotów na dostawę produktów pod markami własnymi. Jak tłumaczył są to małe ilości, które taka firma jak Rolnik może wyprodukować w ciągu nawet jednej zmiany.

Zdaniem zaproszonych gości, mniejsze firmy mogą skutecznie działać na rynkach lokalnych, ale też konkurować z innymi graczami na polu innowacyjności.

Robert Kowalkowski podkreślił, że małe firmy mają rację bytu i będą rozwijały się, mimo wysokich cen surowców. - Stosujemy sprawdzoną politykę - posiadamy dobrze prosperującą markę, produkujemy pod markami własnymi sieci, a także dla klientów branżowych. Jesteśmy firmą elastyczną i szybko reagujemy na potrzeby rynkowe - tłumaczył właściciel POW Lubawa. Dodał, że takie właśnie firmy wyjdą obronną ręką z kryzysu i unikną przymusu konsolidacji. - Przejąć się nie damy, chyba że będziemy tego chcieli - podsumował.

Podczas sesji handlowej w trakcie IV Forum Rynku Spożywczego, przedstawiciele największych sieci najwięcej uwagi poświęcili relacjom z producentami i przetwórcami żywności. Zdaniem Pedro Martinho, członka zarządu Eurocash, producentom powinno zależeć na konsolidacji sektora hurtowego. - Półka niezależnych sklepów jest znaczenie szersza niż u dyskontów. Ponadto, udział marki własnej w tych sklepach jest bardzo mały. Dlatego też producentom powinno zależeć, aby transakcja Eurocashu z Tradisem doszła do skutku.

- Producenci muszą sobie odpowiedzieć na pytanie, w jakiej cenie oraz na półce jakiego sklepu znajdzie się ich produkt. Jak budować cennik, aby dotrzeć wszędzie ze swoim produktem - dodał Kazimierz Mars, prezes zarządu Tradisu.

Zdaniem Tomasza Waligórskiego, dyrektora działu zakupów Jeronimo Martins Dystrybucja SA, polskim producentom brakuje strategicznego przywództwa. - Elastyczność i dostosowanie się do rynku oraz oczekiwań konsumentów powinny być dla tego sektora kwestiami priorytetowymi. Na sklepowych półkach jest miejsce dla nowych, innowacyjnych produktów. Sieć handlowa jest dla nich doskonałym poligonem doświadczalnym, czego przykładem jest nasza współpraca z Mlekovitą.

Pedro Martinho radzi skupić się producentom na tych towarach, które najlepiej się sprzedają. - Nie można zbudować dobrej pozycji rynkowej dla kilkuset produktów. Polscy przetwórcy mają zbyt szeroką ofertę, ponadto powstaje za dużo "kopii" produktów, nowych wersji dobrze znanych towarów.

Prezes Lewitan Holding, Wojciech Kruszewski, przewiduje, że wkrótce na sklepowych półkach znajdzie się miejsce dla trzech topowych marek oraz produktu private label w danej kategorii. - Sieci będą szukać oszczędności poprzez optymalizację asortymentu. Ilość fejsów na półce musi ulec zmniejszeniu, aby produkty lepiej rotowały i nie zalegały w magazynach.

Prezes Lewiatan uważa, że szansą dla przetwórców jest postępująca konwergencja dyskontów oraz super- i hipermarketów. - Mniejsze i średnie zakłady właśnie w produkcji marki własnej mogą upatrywać swojej szansy, ponieważ udziały sprzedaży private label dynamicznie rosną.
- Producenci muszą się konsolidować. Jeżeli chcą dyktować warunki, muszą się łączyć. Tylko wtedy będą mogli wykorzystać efekt synergii - dodał Kazimierz Mars.

- Na polu konsolidacji jest dużo do zrobienia - potwierdza Wojciech Kruszewski z Lewiatana. - Fuzje muszą mieć jednak ograniczenia. Powinien zostać wypracowany pewien model struktury handlu.

Jako przykład potencjalnego zagrożenia przywołał sytuację na rynku w Stanach Zjednoczonych, gdzie monopolistą jest Wal-Mart. - W przypadku kryzysu, lub chociażby strajków, można by zapytać co wówczas stanie się z producentami, a nawet klientami? Wszystko powinno mieć swoje granice. Aktualnie handel to około 20 proc. PKB, więc trudno sobie wyobrazić, że w Polsce pozostanie tylko kilka największych sieci.
- Trzeba się zastanowić jakie formaty będą dominowały - uważa Czesław Grzesiak, wiceprezes Tesco Polska. Jego zdaniem większość z obecnych w Polsce, utrzyma się na rynku. A aktywność funduszy inwestycyjnych w handlu tylko zakonserwuje aktualny podział.

Andrzej Faliński, dyrektor generalny Polskiej Organizacji Handlu i Dystrybucji w wielkoformatowości handlu detalicznego upatruje stabilność dla rynku producentów i przetwórców, zwłaszcza lokalnych. - Ponadto handel tworzy nowe formy konkurowania kooperacyjnego. Na rynku działają firmy takie jak Tesco, które wchodzą w kontrakty z producentami. Konkuruje się całym łańcuchem dostaw -wszyscy zyskują w tym układzie. Rynek jest bardzo konkurencyjny i coraz mocniej wiąże ze sobą współpracujące podmioty - mówił prezes POHiD-u na Forum.

POLECAMY W SERWISACH