Portalspozywczy.pl - portal branży spożywczej i handlu

WYDARZENIA/KONFERENCJE

Odległe rynki eksportowe stają się coraz bardziej atrakcyjne dla polskich producentów żywności, jednak na takich rynkach mogliby oni zaistnieć tylko po skonsolidowaniu się w duże grupy producenckie - oceniali uczestnicy panelu "Eksport i inwestycje zagraniczne polskich firm spożywczych", który odbył się w ramach V Forum Rynku Spożywczego i Handlu.

- Nasze możliwości eksportowe są jeszcze daleko niewykorzystane. To co nam jest potrzebne w najbliższych latach, to promocja i kwestia samoorganizowania się rolników i przetwórców. Na dalekie rynki azjatyckie małe firmy przetwórcze nie mają możliwości wejścia - są to rynki, które potrzebują dużej ilości jednorodnej żywności - mówił Marek Sawicki, wiceprzewodniczący sejmowej komisji rolnictwa i minister rolnictwa w latach 2007-2012.

Podobnego zdania była Bożena Czaja, członek zarządu ds. współpracy regionalnej Polskiej Agencji Informacji i Inwestycji Zagranicznych.
- Coraz bardziej atrakcyjne dla naszych producentów są rynki azjatyckie. Jednak tam większą siłę przetargową miałyby firmy, które występowałyby w konsorcjach - mówiła Bożena Czaja.

Jej zdaniem, wiele małych firm nie do końca zdaje sobie sprawę ze swoich możliwości eksportowych. Funkcjonuje wśród nich przeświadczenie, że można wysyłać swoje towary do Rosji lub Europy, mają natomiast wątpliwości co do dalszych rynków. - Brak świadomości, że w dobie globalizacji można bardzo dużo. Jednak w przypadku małych firm niezbędna jest konsolidacja - dodała.

Roman Jagieliński, przewodniczący rady nadzorczej Krajowego Związku Grup Producentów Owoców i Warzyw oraz minister rolnictwa w latach 1995-1997 przypomniał, że jego grupa producencka została powołana właśnie po to, by sadownicy mogli przystąpić do większego eksportu.
- Zbudowaliśmy dużą konkurencję dla dużych podmiotów za granicą. Niestety, Komisja Europejska obcięła nam możliwości finansowania zewnętrznego. Teraz zastanawiamy się, czy nasza grupa za rok będzie jeszcze konkurencyjna - mówił Jagieliński.

- Jeśli moja grupa będzie w stanie dostarczyć 50 tys. ton do detalu, to czy będzie jeszcze wystarczającym podmiotem na rynku? Bo będziemy musieli wyprodukować 60-70 tys. ton. Tymczasem niektóre zagraniczne grupy i konsorcja dysponują podażą na poziomie 400-500 tys. ton. Okazuje się, że nasza skala już jest za mała, być dobrym operatorem na rynku międzynarodowym - dodał.

Zdaniem Bożeny Czai, Azja to dla nas priorytetowy kierunek, a szczególnie perspektywiczne są takie kraje jak: Korea, Japonia, Singapur. - Najwięcej kontraktów jest zawieranych w Korei, Rosji i Chinach. Mamy też pierwszą jaskółkę - pierwszy kontrakt w segmencie spożywczym podpisany z Emiratami Arabskimi - mówiła wiceprezes PAIiIZ. Jej zdaniem, będzie bardzo trudno polskim spółkom wejść na rynki arabskie.

Paneliści wskazywali kraje BRIC (Brazylia, Rosja, Indie Chiny) jako te, które mogą być dobrym kierunkiem eksportowym dla polskich producentów żywności. - Te kraje pokazują bardzo duży wzrost gospodarczy, w przeciwieństwie do innych krajów. Ponadto, następuje tam szybki wzrost zamożności społeczeństwa. Są to rynki, które wręcz wchłaniają produkty spożywcze. Można tam eksportować towary mocno zaawansowane i surowce - każdy eksporter może zatem znaleźć kawałek rynku dla siebie - wymieniał zalety krajów BRIC Piotr Soroczyński, główny ekonomista Korporacji Ubezpieczeń Kredytów Eksportowych.

Andrzej Szumowski, prezes Stowarzyszenia Polska Wódka zwrócił uwagę, że do grona BRIC dołączyła Republika Południowej Afryki (South Africa). - Można mówić już o krajach BRICS. Obecność polskich produktów na tych rynkach wyznacza pewne trendy, sprawia, że produkt staje się modny, a za chwilę cały świat pójdzie za modą wypromowanej kategorii. Na wszystkich tych rynkach, za wyjątkiem Indii, polska wódka już jest - mówił Andrzej Szumowski.

Jednak zanim produkt polski pojawi się na przykład w Chinach, musi przejść długotrwałe procesy kontroli i dopuszczeń. Krzysztof Koszela, dyrektor ds. eksportu i rozwoju rynków zagranicznych w spółce Colian SA podkreślił, że nie da się także łatwo ominąć różnic kulturowych.
- Nie wszystkie produkty, które są w Polsce znane i akceptowane są dopasowane do tamtego rynku. Nie wszystkie produkty znajdują tam konsumentów - zauważył. Jego zdaniem, kluczem do sukcesu jest znalezienie dobrego i lojalnego partnera. - Rynek chiński wymaga cierpliwości i konsekwencji. Polska żywność jest jednak w stanie tam zaistnieć, jest to kwestia kilku lat, by eksport do Chin był znacznie większy - oceniał dyrektor spółki Colian.

Piotr Soroczyński zwrócił uwagę, że bardzo dobrym stymulatorem eksportu naszych produktów spożywczych są sieci handlowe. Podkreślał, że wielu producentów zaistniało na światowych rynkach dzięki temu, że sieci zaprezentowały ich produkty.

Czesław Grzesiak, wiceprezes Tesco Polska poinformował, że obroty pomiędzy Tesco a polskimi przedsiębiorcami wynoszą rocznie około 300 mln funtów, czyli około 1,5 mld zł. Jest to około 1700 linii towarowych i około 60 przedsiębiorców sprzedających do sklepów Tesco w Wielkiej Brytanii, Irlandii, Czechach, Słowacji, Węgier. Obecnie, wśród produktów pochodzących z Polski w sieciach Tesco sprzedawane są głównie słodycze, mięso, przetwory, nabiał, napoje.

- Duże sieci handlowe są w stanie otwierać eksporterom nowe drzwi. Potrafimy przeprowadzić przedsiębiorcę: małego, średniego, dużego, przez wiele raf, na które napotykają chcąc eksportować. Jest to dla nich szansa, bo przedsiębiorca rośnie razem z wolumenem eksportu, który jest możliwy do przesłania - mówił Czesław Grzesiak.

Tesco jest obecny w Chinach od dwóch lat i posiada już na tym rynku 125 sklepów i dużych centrów handlowych. W Polsce jest to 436 sklepów w różnych formatach. - To co jest najtrudniejsze, to zrozumieć ten rynek. My zatrudniamy Chińczyków, pytamy ich, przywozimy do Polski i staramy się zrozumieć, jakie cechy powinien mieć produkt, by mógł znaleźć się na półce w Chinach i by klient po niego sięgał - mówił Czesław Grzesiak. Dodał, że wśród takich produktów mogą znaleźć się: owoce, soki, czekolada.

Wiceprezes polskiego oddziału Tesco ostrzegał, że przy wejściu na ten rynek czeka wiele barier. - Wszyscy mówimy, jak wielki to jest rynek i jak duży ma potencjał, ale warto zwrócić uwagę na to, jak trudno przedostać się przez kordon graniczny. Jak już przetrzemy ten szlak, to mam nadzieję, że będziemy rośli tak jak na rynku polskim i będziemy rozszerzali gamę naszych produktów - mówił Czesław Grzesiak.

Marek Sawicki zwrócił jednak uwagę, że sieci niechętnie przyjmują produkty markowe, a częściej zlecają sprzedaż pod własną markę. - Nic dziwnego, że potem sprzedawane polskie produkty na rynkach chińskim, arabskim, czy także wielkiej Brytanii nie mają polskiej nazwy - trudno, by konsument skojarzył z producentem dobry polski produkt - mówił wiceprzewodniczący komisji rolnictwa.

Jednak wiceprezes Tesco Polska ripostował, że są firmy, które sprzedają w sieciach pod swoją marką, jak Jutrzenka, Dawtona, Maspex. - Są też producenci, którzy godzą się, by sprzedać swoje produkty pod marką własną Tesco. Zawsze jednak produkt ma oznaczony kraj pochodzenia - mówił Czesław Grzesiak.

- Popełniamy błąd, kiedy staramy się promować marki a nie produkty - oceniał natomiast Andrzej Szumowski. Jako przykład podał wołowinę pochodzącą z Argentyny. - Wszyscy wiemy, że wołowina z Argentyny jest najlepsza, ale nikt nie jest w stanie podać jednej marki argentyńskiej - powiedział. Dodał, że równie rozpoznawalna na rynkach świata jest polska wódka. - Jest ona na ponad 110 rynkach na całym świecie. Jesteśmy w zasadzie na wszystkich rynkach, na których spożywa się alkohol - powiedział Andrzej Szumowski.

Uczestnicy dyskusji zastanawiali się także nad tym, czy firmy spożywcze mają potencjał inwestycyjny na obcych rynkach.

- Potencjał jest ogromny, bo rosną potrzeby żywnościowe świata. Niezależnie od tego jak wygląda Wspólna Polityka Rolna, rosnące potrzeby żywnościowe świata dają nam szansę, ale tylko wtedy, kiedy będziemy zorganizowani - w grupy i organizacje producentów - mówił Marek Sawicki.

Zdaniem Krzysztofa Koszeli, w niektórych krajach jest już zbyt późno na inwestycje pośrednie - czyli na przykład na eksport i budowanie świadomości marki. - Koncernom międzynarodowym się udaje, bo mają doświadczenie, my dopiero się tego uczymy. Polska przedsiębiorczość rozwija się krótko - zauważył Koszela.

Pomimo to, uważa on, że polski przemysł spożywczy ma potencjał eksportowy, bo może się pochwalić dobrą jakością. - Dlaczego więc nie odnosimy sukcesów? Być może brak odwagi i konsekwencji. Większość eksportu to kraje UE, co wynika z bliskości rynku i kulturowej. Przedsiębiorcy mają obawy zainwestować na nieznanych rynkach. Dlatego nasze instytucje powinny pomagać nam, jak się poruszać na nowych rynkach - oceniał Koszela.

Wtórował mu Andrzej Szumowski. - Jeżeli do działań naszych przedsiębiorstw dołączymy skoordynowane działania agentów rządowych i resortów, to sukces polskich produktów eksportowych będziemy mieli zapewniony - powiedział prezes Stowarzyszenia Polska Wódka.

POLECAMY W SERWISACH