Portalspozywczy.pl - portal branży spożywczej i handlu

WYDARZENIA/KONFERENCJE

Mnogość agencji kontrolujących bezpieczeństwo żywności, powielanie się wymogów systemów certyfikacji żywności oraz niedostosowanie systemu nauczania do potrzeb pracodawców były głównymi tematami debaty "Biznes bez barier" podczas 1. dnia V Forum Rynku Spożywczego i Handlu.

Rozpoczynając debatę Andrzej Gantner, dyrektor Polskiej Federacji Producentów Żywności powiedział, że pomimo iż w Polsce działa pięć urzędów, które zajmują się kontrolą bezpieczeństwa żywności Polską wstrząsnęło ostatnio kilka afer spożywczych (solna, jajeczna oraz częściowo wódczana). Każda z nich podkopuje zaufanie konsumentów i zagranicznych partnerów do marki polskiej żywności. Prowadzący zapytał uczestników panelu, czy z fałszowaniem żywności łatwiej poradziłby sobie jeden skonsolidowany urząd czy pięć rozproszonych, tak jak działa to obecnie.

Zdaniem Marka Sypka, prezesa zarządu Agros Nova, ważniejsze od pytania o ilość agencji i urzędów jest pytanie o jakość ich pracy. - Obecnie tych urzędów jest za dużo, co wpływa na zbyt dużą ilość kontroli i wzajemne wykluczenie się ich decyzji. Niejednolitość ich decyzji i niejasność interpretacji powoduje, że żywność nie jest tak bezpieczna jak powinna być - powiedział prezes Sypek. Przy czym zaznaczył, że przestępstwa żywnościowe trzeba rozpatrywać w kilku wymiarach: wizerunkowym, finansowym i zdrowotnym.

Podobnego zdania był Marian Owerko, prezes zarządu Bakallandu. - Kluczowe nie jest ile jest agencji - 2 czy 3. Problemem jest dokładne zdefiniowanie problemu. Producenci są rozliczani m.in. z ustawy o fałszowaniu żywności. Jednocześnie inspektorzy nie mają prawa wejść na prywatną posesję, gdzie często odbywa się produkcja „po godzinach". To skutkuje tym, że w niektórych branżach szara strefa produkcji zajmuje 30 proc. rynku i stwarza zagrożenie dla bezpieczeństwa żywności - stwierdził Owerko.

Leszek Wiwała, prezes zarządu Związku Pracodawców Polski Przemysł Spirytusowy zauważył, że od 2008 roku skala sprzedaży nielegalnego alkoholu rośnie, co widać po liczbie ujawnień i liczbie osób zatrutych metanolem i glikolem. - Dzieje się tak, pomimo, że celnicy są na stałe w każdym zakładzie wytwarzającym alkohol. Dodatkowo raz na dwa lata inni celnicy sprawdzają celników, obecnych w zakładach. To duża uciążliwość dla firm, bo pracownicy muszą być w czasie takiej kontroli na każde skinienie kontrolerów. Pomimo tych wszystkich działań około 15 proc. rynku spirytusu należy do szarej strefy - zauważył Leszek Wiwała i skonkludował, że nie jest ważne, ile jest instytucji kontrolujących żywność. Problemem jest, że agendy rządowe przerzucają odpowiedzialność na producentów. Tymczasem nie ma zagrożenia nielegalnym alkoholem w sklepach. Problem istnieje poza rynkiem i obiegiem legalnym, np. na bazarach, których celnicy nie mogą kontrolować - dodał.

Grzegorz Grabka, dyrektor jednostki certyfikującej systemy zarządzania, TÜV Rheinland Polska stwierdził, że na pewno jeden urząd byłby lepszy, bo jego działania byłyby bardziej skoordynowane, kompetencje nie byłyby podzielone między różne agendy, tak jak jest teraz. Nie byłoby więc wewnętrznych niedomówień, kto i czym powinien się zająć. Skuteczniejsza mogłaby się okazać także współpraca z jednostkami, które kontrolują zakłady w terenie.

Andrzej Gantner zauważył, że 50 proc. wszystkich zafałszowań żywności wynika z braku jednolitej interpretacji przepisów, a nie ze względu na umyślne działania producentów.

Minister Dariusz Bogdan, podsekretarz stanu w Ministerstwie Gospodarki odniósł się do tego mówiąc, że w przypadku niejasności interpretacyjnych możliwe jest wystąpienie o wspólną interpretację do Ministerstwa Finansów. - Od lipca 2011 roku istnieje możliwość wystąpienia przez podatnika do Ministerstwa Finansów o ogólną interpretację przepisów, która jest wiążąca dla pytającego, ale także dla innych urzędów.

Andrzej Gantner zauważył, że żywność obwarowana jest specyficznymi wymaganiami dotyczącymi jakości, bo chodzi o zdrowie i bezpieczeństwo produktów. Poprosił panelistów o skomentowanie, czy aby na pewno kolejne certyfikacje służą konsumentom, czy są tylko dodatkowym kosztem dla firm.

Kamil Kliniewski, prezes zarządu firmy Hygienika powiedział, że jego zdaniem powielanie się certyfikatów nie powinno mieć miejsca. - Na terenie Europy obowiązuje jeden system i to wystarcza. W Polsce sieci handlowe starają się wymusić na dostawcach certyfikowanie w różnych miejscach, co powoduje, tylko zwiększanie kosztów produkcji, ale nie zwiększa bezpieczeństwa produktów - stwierdził.

Marek Sypek, prezes Agros Nova rozmarzył się, że byłoby cudownie, gdyby kwestia certyfikacji została ujednolicona, gdyż w fabryce w systemie ciągłym odbywają się audyty . Z drugiej strony, duża część producentów marek własnych jest mobilizowana przez sieci do spełniania wyższych norm, właśnie dzięki audytom. - To jest efekt certyfikatów. Jednak odbija się to na finalnej cenie produktu. Jedno mogę powiedzieć na pewno systemów certyfikacji jest za dużo - zakończył prezes Sypek.

Grzegorz Grabka z TUV Rheinhald Polska zauważył, że certyfikacja producentów przez sieci jest jak najbardziej sensowna, bo stawia wysokie wymagania firmom, także jeśli chodzi o traktowanie pracowników. - Oczywiście, gdyby udało się wzajemnie uznawać dwa najpopularniejsze certyfikaty BRC i IFS byłoby to z korzyścią finansową dla producentów. Dodatkowe certyfikowanie przez sieci handlowe nie byłoby wówczas konieczne i nie musiałoby być powielane - dodał Grabka.

Renata Juszkiewicz, prezes POHiD zauważyła, że w ramach sieci wielkopowierzchniowych istnieją porozumienia, na podstawie, których funkcjonuje wzajemne uznawanie audytów. - Jeżeli audyt był przeprowadzony przez jedną z sieci, zrzeszonych w POHiD u konkretnego producenta to inna sieć uznaje ten audyt i nie przeprowadza dodatkowej kontroli - zaznaczyła Juszkiewicz.

Minister Dariusz Bogdan zauważył, że rząd uregulował ilość kontroli, które mogą się odbywać w firmach ze strony agencji rządowych. - Widocznie teraz przyszedł czas, żeby producenci i sieci zgodziły się na samoregulację, która określi ile i jakie certyfikaty są potrzebne, a które są tylko powieleniem i utrudnieniem pracy.

Z kolei Marian Owerko, prezes Bakallandu stwierdził, że z każdej kontroli wynikają też wnioski. - Ja uważam, że niezapowiedziane kontrole pozwalają na spojrzenie na zakłada z dystansu, wyciągnięcie wniosków dotyczących pożądanych zmian, czyli można powiedzieć, że audytorzy wykonują część pracy, którą menedżerowie zakładów spożywczych i tak musieliby wykonać - uznał prezes Bakallandu.

Rozpoczynając kolejny wątek w dyskusji Andrzej Gantner, dyrektor Polskiej Federacji Producentów Żywności zasygnalizował, że w raporcie PKPP Lewiatan wyliczono 366 barier prawnych i administracyjnych, które utrudniają prowadzenie biznesu w Polsce. Minister Dariusz Bogdan, podsekretarz stanu w Ministerstwie Gospodarki wskazał z kolei, jak wiele barier w ostatnich latach zostało usuniętych.

Uczestnicy debaty jako największe utrudnienia w prowadzeniu swoich firm wymienili koszty pracy w tym koszty związane ze świadczeniami ZUS, urlopami macierzyńskimi i zwolnieniami lekarskimi, które w skrajnych przypadkach potrafią sięgać 2 lat. Drugą grupą problemów wskazywaną przez panelistów były kwestie związane z systemem szkolnictwa i kształceniem ustawicznym. Jak podkreśliła Renata Juszkiewicz, prezes POHiD przygotowanie zawodowe pracowników do pracy w handlu jest na bardzo słabym poziomie, bo programy nauczania, z których korzystają są przestarzałe. Dlatego sieci handlowe na własny koszt szkolą pracowników, tak by spełniali oni wymagania obecnego rynku pracy. Grzegorz Grabka, dyrektor Jednostki Certyfikującej Systemy Zarządzania, TÜV Rheinland Polska dodał, że koniczne jest tworzenie strategii nauczania i diagnozowanie potrzeb dla kierunków, które na rynku będą potrzebne za 10 lat.

Kolejna grupa barier wskazywana przez uczestników forum związana była z regulacjami prawnymi takimi jak określanie przez gminy umiejscowienia punktów sprzedaży alkoholu, o czym wspomniał Leszek Wiwała, prezes PVA oraz niewydolność polskiego systemu sądowniczego. - Nasze fabryki pracują na trzy zmiany, a sądy tylko do godz. 16. To powoduje, że wymiar sprawiedliwości nie nadąża za potrzebami biznesu - stwierdził Marian Owerko, prezes Bakallandu.

Odnosząc się do tak sformułowanych stwierdzeń minister Dariusz Bogdan powiedział, że misją Ministerstwa Gospodarki jest tworzenie w Polsce najlepszych warunków do prowadzenia działalności gospodarczej w porównaniu z innymi krajami europejskimi. - Deregulacja nie jest słowem pusty. Czynimy próby zmniejszania barier gospodarczych. Każdy kraj w czasach kryzysu stara się deregulować, by obniżyć koszty funkcjonowania biznesu i pobudzić go do działania. W unijnych standardach zapisano limit zmniejszenia obciążeń administracyjnych o 25 proc. - mówił minister Bogdan.

Jako przykłady działań, które zmniejszają utrudnienia w biznesie podał zastąpienie zaświadczeń oświadczeniami, zlikwidowanie konieczności przedstawiania niektórych oryginałów dokumentów, obniżenie kosztów sądowych, skrócenie okresu przechowywania dokumentów do kontroli, skrócenie czasu zakładania firmy z 1 miesiąca do 15 minut w systemie elektronicznym, a także wprowadzenie konsultacji projektów prawnych on-line od pomysłu aż do ich analizy ex-post. To są konkretne ułatwienia dla przedsiębiorców i szansa na kierowanie się ich opiniami przy tworzeniu prawa - zakończył minister Bogdan.

W debacie udział wzięli: Dariusz Bogdan - podsekretarz stanu, Ministerstwo Gospodarki; Grzegorz Grabka - dyrektor Jednostki Certyfikującej Systemy Zarządzania, TÜV Rheinland Polska; Kamil Kliniewski - prezes zarządu, Hygienika SA; Renata Juszkiewicz - prezes zarządu, Polska Organizacja Handlu i Dystrybucji; Marian Owerko - prezes Zarządu, Bakalland SA; Marek Sypek - prezes zarządu, Agros Nova; Leszek Wiwała - prezes zarządu, Związek Pracodawców Polski Przemysł Spirytusowy. Debatę moderował Andrzej Gantner, dyrektor generalny PFPŻ.

POLECAMY W SERWISACH