REKLAMA

Portalspozywczy.pl - portal branży spożywczej i handlu

REKLAMA
REKLAMA
WYDARZENIA/KONFERENCJE
Dyskusja podczas panelu "Biznes i technologie - innowacje w zarządzaniu przedsiębiorstwem branży FMCG"

Innowacje są kluczowe dla długotrwałego rozwoju i podnoszenia konkurencyjności polskiego sektora spożywczego, jednak w niektórych branżach czy konkretnych przypadkach mogą zaszkodzić. Rodzimy sektor spożywczy znacznie zmienił się od momentu wejścia Polski do Unii Europejskiej, a jeśli chcemy w najbliższych latach pozostać konkurencyjni na rynku unijnym, musimy stawiać już nie tylko na modernizację, ale też na innowacje produktowe i procesowe. Warto również inwestować w zintegrowanie łańcucha dostaw oraz optymalizować koszty związane z energią elektryczną - to najważniejsze wnioski płynące z panelu "Biznes i technologie - innowacje w zarządzaniu przedsiębiorstwem branży FMCG", który odbył się we wtorek w ramach VI Forum Rynku Spożywczego i Handlu.

- Lata 2001-2010 to była zdecydowanie dekada, w której doskonaliliśmy produkcję. Można było produkować coraz więcej i coraz szybciej, żeby nadążyć za rosnącym zapotrzebowaniem - rozpoczął swoje przemówienie Jakub Wika z SSI Schaefer. Jak tłumaczył, dekada, w której się w tej chwili znajdujemy, to okres, w którym trzeba zacząć wykorzystywać możliwości, jakie daje zintegrowany łańcuch dostaw. - Gdzie widzimy szanse na dostarczenie tej wartości dodanej? To są innowacje, to jest integracja procesów, podniesienie poziomu obsługi. - przekonywał Wika.

- Bardzo zmienił się na przykład rynek napojów. Pojawiają się wody smakowe, wchodzą napoje odżywcze, energetyzujące. Zmieniają się również opakowania, to już nie są tylko butelki litrowe czy półtoralitrowe, ale chociażby downsizing w przypadku Biedronki. Kiedyś była bardzo ograniczona liczba indeksów, a w tej chwili jest ich coraz więcej. Kiedyś był duży odsetek opakowań zwrotnych, a teraz jest ich mniej. Kiedyś serie produkcyjne były duże, a teraz coraz krótsze - wyliczał zmiany przedstawiciel SSI Schaefer. Wika zwrócił też uwagę na to, że na rynku dostawców mamy do czynienia z coraz większą konsolidacją.

Bartłomiej Janik¸ zastępca dyrektora pionu sprzedaży w PKP Energetyka przekonywał, że przedsiębiorstwa z branży FMCG powinny zainteresować się optymalizacją kosztów związanych z energią elektryczną. - Każdy z nas, czy to gospodarstwo domowe, czy branża spożywcza, czy inne firmy, ma do czynienia z energią elektryczną. Nie da się tego odłączyć od naszej codziennej rzeczywistości - mówił. - Wszystkim energia PKP kojarzy się z energią trakcyjną, jednak na dzień dzisiejszy energia nietrakcyjna stanowi ponad połowę tego, co firma PKP Energetyka sprzedaje i dostarcza do swoich klientów. Naszymi klientami są zarówno duże centra handlowe, jak i producenci żywności oraz elementów, które są związane z branżą spożywczą - komentował Janik.

Na pytanie, jak od momentu wejścia Polski do Unii Europejskiej zmienił się polski sektor spożywczy, starała się odpowiedzieć Marta Skrzypczyk z Departamentu Analiz Makroekonomicznych i Sektorowych BGŻ SA. - Od momentu wejścia Polski do Unii Europejskiej przyspieszył rozwój naszego przemysłu spożywczego. Rośnie wartość produkcji sprzedanej oraz rośnie eksport. Jeszcze przed przystąpieniem Polski do UE udział eksportu w przychodach w branży sięgał kilkunastu procent, a w ubiegłym roku było to już ponad 30 proc. - komentowała ekspertka BGŻ.

- To, co dzieje się na rynkach światowych, coraz bardziej wpływa na wyniki krajowych firm, na uzyskiwane zyski, a także na wszystkie wskaźniki efektywnościowe. To, że w tym kierunku poszliśmy, to oczywiście w dużym stopniu zasługa tego, że mieliśmy dostęp do rynku unijnego, bo to właśnie na nim sprzedajemy najwięcej produktów. Z drugiej strony, musieliśmy się dostosować do standardów unijnych, wymogów sanitarnych i weterynaryjnych, w związku z czym chwilę przed wstąpieniem i po wstąpieniu do UE było widać bardzo wyraźne zwiększenie nakładów inwestycyjnych. W 2003 roku było widać, że te nakłady w przemyśle spożywczym zwiększyły się prawie o 30 proc. w ciągu jednego roku, podczas gdy w całej gospodarce właściwie były stabilne - to był ok. dwuprocentowy wzrost - mówiła Skrzypczyk.

Jak komentowała ekspertka, pierwsze inwestycje w polskiej branży spożywczej to były przede wszystkim inwestycje w modernizację, natomiast w późniejszych latach coraz częściej inwestowano w rozbudowę mocy produkcyjnych. Dlaczego? - Ponieważ się okazało, że jednak odnosimy sukcesy na rynku unijnym, możemy sprzedawać więcej. To stymulowało przedsiębiorstwa do zwiększania mocy i wartości produkcji - podkreśliła Skrzypczyk.

Z dotacji unijnych w swoim biznesie nie korzystał Marek Jakubiak, prezes Browarów Regionalnych Jakubiak. - Niestety jestem producentem używki, a prawo unijne wyklucza jakąkolwiek pomoc ich producentom. Te akrobacje naokoło w pozyskiwaniu środków unijnych są tak skomplikowane, że po prostu odstąpiłem. Znam parę przypadków, gdzie browary takowe środki otrzymały, natomiast to jest taka ekwilibrystyka, na którą ciężko pracujący ludzie po prostu nie mają czasu. Dodatkowo rozwinięcie biurokratyczne naokoło tych dotacji jest - żeby delikatnie nazwać - wręcz absurdalne. Dlatego też odpuściłem, powiedziałem "temu państwu dziękujemy, my się zajmujemy poważną pracą" - mówił Jakubiak.

Poseł Mirosław Maliszewski, prezes Związku Sadowników RP przekonywał o tym, jak ważne dla polskiego sektora spożywczego jest wsparcie dla grup producenckich. - W ubiegłym roku Komisja Europejska zlikwidowała jeden ze skutecznych mechanizmów rozwoju wspólnych form gospodarowania przez grupy producenckie, czyli wsparcie inwestycyjne. Dzisiaj wsparcia na takim poziomie już nie ma. Niewątpliwie ten proces wyhamuje, bo ilość środków w ramach Programu Rozwoju Obszarów Wiejskich na kolejny etap do 2020 roku będzie gwarantowała jakąś jego kontynuację, ale nie na tę skalę, która była.

- Powiem to z satysfakcją, że z całej puli środków skierowanych na wszystkie kraje UE w ramach tego mechanizmu, gdzie koperta nie była określona na poszczególne kraje, tylko była ogólnounijna, Polska dostała blisko 80 proc. środków. Byliśmy więc w tym okresie największym inwestorem w całej Europie. Dzisiaj ten proces na pewno nie będzie na taką skalę, ale myślę, że trzeba się liczyć z tym, że jeszcze sporo inwestycji jest do dokończenia i środki się na to znajdą, czy to środki pomocowe, czy też środki własne - mówił prezes Związku Sadowników RP.

Piotr Kapinos, dyrektor finansowy Morpolu przekonywał, że innowacje produktowe są absolutnie priorytetowe dla rozwoju przetwórstwa ryb. - My jako Morpol czujemy się odpowiedzialni i mamy ambicję, aby pełnić wiodącą rolę i rozwijać całą kategorię łososia. Innowacje produktowe są główną częścią tego planu. Są one istotne z punktu widzenia rentowności biznesu. Filozofią Morpolu jest optymalizacja marży z każdej części procesowanej ryby i rozwój produktów z części głównej, tzw. by-products, jest najistotniejszą częścią realizowania tej strategii - tłumaczył przedstawiciel rybnej spółki.

- Wydaje nam się, że branża rybna odznacza się dość sporym zapóźnieniem wobec innych sektorów rynku spożywczego. Jesteśmy w tej szczęśliwej sytuacji, że możemy kopiować najlepsze rozwiązania z innych segmentów rynku. W branży rybnej, a nawet ogólnie w branży spożywczej, jest jeszcze sporo pracy do wykonania. Stwarza to duże pole do popisu dla rodzimych przetwórców - ocenił Kapinos.

O tym, jak ważna jest innowacyjność nie tylko produktów, ale także ich opakowań, przekonywał Włodzimierz Kotaniec, właściciel GPH Folwark. - W przypadku takiej firmy, jak moja, gdzie produkcja jest nastawiona na obsługę indywidualnych odbiorców, dla których szyje się na miarę, znalezienie odbiorców poza tym sektorem musi się wiązać z koniecznością pozyskania nowych rozwiązań, przede wszystkim wizualnych. Na rynku detalicznym, na którym do tej pory nie funkcjonowaliśmy, one muszą się pojawić i zainteresować klienta, gdyż, jak wiadomo, "kupują pierwsze oczy". Dlatego od jakiegoś czasu znaczna uwaga w mojej firmie jest kierowana w tym celu, aby uatrakcyjnić wizualnie produkty przeznaczone do sprzedaży detalicznej. Niedawno nastąpiła wyraźna zmiana w tym kierunku i to zostało zauważone na rynku - podkreślił Kotaniec.

Marta Skrzypczyk podczas swojego drugiego wystąpienia w panelu zwróciła uwagę na fakt, że polska branża spożywcza do tej pory koncentrowała się raczej na modernizacji, niż innowacyjności. - Branże spożywcze do tej pory inwestowały przede wszystkim w maszyny, nowe linie technologiczne. Z naszej ankiety, którą przeprowadziliśmy w przedsiębiorstwach wynika, że w ponad 80 proc. przypadków to był ten główny kierunek. Natomiast jeżeli chodzi o innowacje produktowe czy procesowe, to jest kilka procent. Dane te potwierdza GUS, który w swojej publikacji pokazał, że tylko 26 proc. firm spożywczych wprowadziło nowe lub ulepszone produkty, a w przemyśle to było ok. 36 proc. Widać, że ta branża bardziej koncentrowała się na razie na modernizacji, a w mniejszym stopniu na jakiejś innowacyjności. Natomiast jeżeli chodzi o plany, to widać, że firmy chcą iść w tym kierunku - tłumaczyła.

Jak dodała, na razie polska branża spożywcza jest konkurencyjna na rynku unijnym, natomiast w krótkim czasie może stracić swoje przewagi, więc wzrost produktywności pracy jest bardzo ważny. - Jest też trochę tak, że czasami inwestycje są nadmierne czy nietrafione. Firmy konkurują ze sobą, ponoszą wysokie nakłady na inwestycje, natomiast to nie przynosi odpowiedniej stopy zwrotu. Nam się wydaje, że inwestycje są koniecznym kierunkiem, żeby mówić o poprawie efektywności, jednak wcale nie jest to warunek wystarczający. Trzeba czegoś więcej, żeby odnieść sukces na rynku - podkreśliła ekspertka BGŻ.

A jak rozwój sektora spożywczego wygląda z punktu widzenia dostawcy rozwiązań magazynowych? - Firmy już umieją produkować i sprzedawać, natomiast żeby zyskać przewagę konkurencyjną, muszą inwestować w rozwiązania logistyczne i usprawnianie łańcucha dostaw. Na dzień dzisiejszy rozwój w tym kierunku jest dosyć niemrawy. Tych inwestycji za dużo nie ma, ale ich liczba rośnie z roku na rok. Pozytywne jest to, że jeżeli już się pojawiają, to są realizowane głównie przez firmy polskie - tłumaczył Jakub Wika.

O temacie przyszłości, a mianowicie zwiększaniu efektywności energetycznej, wypowiedział się Bartłomiej Janik. - Optymalizuje się to, co przynosi największe koszty dla każdej firmy. Myślę, że po optymalizacji procesu produkcyjnego, łańcucha dostaw, każdy z przedsiębiorców dojdzie do takiego momentu, że pozostaje mu tylko i wyłącznie optymalizowanie tych rzeczy, które do tej pory nie zostały zoptymalizowane. Tak na pewno będzie, jeżeli popatrzymy na efektywność elektroenergetyczną. Jeżeli chodzi o energetykę odnawialną, to myślę, że mamy jeszcze taki okres, w którym wielu przedsiębiorców czeka na uregulowania prawne, których na tę chwilę jeszcze nie ma. Lada chwila jednak się pojawią i będą determinowały wszystkich do poczynienia inwestycji - mówił przedstawiciel PKP Energetyka.

Marek Jakubiak w kolejnym swoim wystąpieniu starał się odpowiedzieć na pytanie, na czym polega innowacyjność małych browarów. - Nasza innowacyjność polega na mówieniu „stop!". Nie pędźmy! Walczmy o powrót Polaków do korzeni piwnych, nie wódkowych. Gdzie jest ta nowoczesność w małych browarach? Warto było się zatrzymać, obejrzeć do tyłu i zadać sobie pytanie: to w końcu co ja mam robić, piwo, czy produkty piwopodobne. - komentował prezes BR Jakubiak.

- Wyobraźcie sobie państwo, że Ciechan musi 10 dni użyć, żeby wyprodukować 800 palet piwa, a duże koncerny robią to w ciągu jednej godziny. Oczywiście pojawia się pytanie retoryczne: gdzie jest piwo w tym zagadnieniu? Bo żeby piwo było prawdziwym piwem, musi minąć 40 dni. Duże firmy na to nie są przygotowane. Gdzieś w tym pędzie koncernów do miliardów zginął produkt, filozofia przemysłu piwowarskiego, a zaczął wielki, kolosalny przemysł, który zajmuje się polityką i wszystkim, tylko nie produktem - sugerował Jakubiak.

A jakie perspektywy pod względem rozwoju innowacyjności stwarza ewolucja polskiego sektora HoReCa? - HoReCa to nie tylko te produkty, które trafiają na zaplecze kuchenne, czy też do wykorzystania do konstrukcji potraw, ale coraz częściej są to produkty, które widzą konsumenci. Inwestycje w wygląd, w estetykę, oczywiście też i jakość produktów mają ogromne znaczenie i innowacyjność w tym zakresie z całą pewnością wpływa też na konkurencję, która stara się wypełniać każdą lukę powstającą na rynku - komentował Włodzimierz Kotaniec.

Jakub Wika w swojej następnej wypowiedzi powrócił do tematu logistyki. - Nowoczesne magazyny automatyczne nie istnieją w zasadzie bez współpracy z systemem WMS (magazynowy system informatyczny). Z racji tego, że producenci mają linie produkcyjne, zazwyczaj nie ma problemów z oprogramowaniem również części magazynowej. Jeśli jednak nie posiadamy sprawnego systemu WMS, który nam potrafi obsłużyć nie tylko przyjęcia, ale i zarządzanie stockiem, to inwestycje w jakąkolwiek automatykę powinniśmy rozpocząć właśnie od zaawansowanych systemów magazynowych - przekonywał.

Piotr Kapinos wyraził przekonanie, że systemy wspomagające zarządzanie nie są już przewagą konkurencyjną, a raczej standardem. - Przy skali działalności Morpolu absolutnym wymogiem jest posiadanie sprawnie wdrożonych systemów transakcyjnych, obsługujących bieżący biznes. Uważam, że jest to warunek absolutnie konieczny, aczkolwiek niewystarczający. Trendy rozwoju rynku, jakie obserwujemy w skali europejskiej, to wzrost znaczenia rynku nowoczesnego, w tym dyskontów i również wzrost sprzedaży private label na koszt produktów brandowych. W związku z takim rozwojem rynku oczywiście zwiększa się znaczenie rachunku kosztów krańcowych. Potrafię sobie wyobrazić, że w firmach średnich lub małych brak systemów wspomagających zarządzanie może stanowić barierę do dalszego rozwoju - tłumaczył dyrektor finansowy Morpolu.

W kolejnej części debaty Marta Skrzypczyk zwróciła uwagę na to, że produktywność pracy mierzona jako wartość sprzedaży przemysłu spożywczego na jednego zatrudnionego w Polsce jest około o połowę niższa od średniej unijnej, a czterokrotnie niższa, niż w Holandii czy Belgii. - Pod tym względem rzeczywiście odbiegamy od innych państw. Póki co posiadamy jednak przewagę konkurencyjną w postaci niższych kosztów pracy. W kolejnych latach spodziewamy się jednak umocnienia złotego i wzrostu kosztów pracy i niewykluczone, że wkrótce stracimy naszą przewagę.

Mirosław Maliszewski wyraził przekonanie, że polskie sadownictwo wcale nie musi zrównywać się technologicznie z Europą Zachodnią i produkować tak samo wydajnie taki sam produkt. - Wydaje mi się, że dzisiaj naszą przewagą na rynku, poza możliwością sprzedaży po niższych cenach, jest posiadanie swoistego produktu, innego niż posiadają inni. Najlepszym przykładem są jabłka, ale dotyczy to również innych owoców i warzyw, a nawet przetworów z nich. Dziś trzeba zastanowić się, co należy robić. Czy zwiększać wydajność z hektara, co oznacza więcej chemii, czy też postawić na produkt. Może to jest moment, aby zacząć wygrywać informacją o jakości produktu, a nie tylko niższą ceną - przekonywał poseł.

Z takimi propozycjami nie zgodził się Piotr Kapinos. - Z przykrością stwierdzam, że niestety na ten moment na Zachodzie coś takiego jak brand Polska nie istnieje. Z perspektywy rynku łososia mogę powiedzieć, że jeszcze bardzo długo nie będzie istniał. Morpol w tym momencie inwestuje w fabryki przetwórcze w Niemczech i we Francji właśnie aby obejść miejsce pochodzenia produktu. Niestety kupcy w sieciach handlowych to są konkretne osoby. Może consumer nie jest nacjonalistyczny, natomiast kupcy absolutnie tacy są - tłumaczył dyrektor finansowy Morpolu.

Marek Jakubiak skomentował, na czym jego zdaniem powinna polegać polska innowacyjność. - Myślę, że ona powinna polegać na tym, że skoro straciliśmy 50 lat, to my już ich nie nadgonimy. Zostawmy to w spokoju i rzetelnie róbmy swoje. Mamy najlepsze jabłka, najlepsze piwo i kilka różnych narodowych brandów, których trzeba bronić - zaznaczył. Panelista narzekał też na brak działań władz państwowych w zakresie ochrony polskich przedsiębiorców. - Musimy się bronić przed inwazją złych, nieprawdziwych wieści na temat polskiego biznesu, które napływały ostatnio z Czech czy Rosji. Rząd musi zapewnić parasol ochronny, którego aktualnie nie ma. Trzeba stanąć na nogi i zacząć więcej wymagać od władz. Tej sprawy nie da się zamieść pod stół - mówił prezes BR Jakubiak.

O tym, czy europejskie normy produkcji żywności - najbardziej restrykcyjne na świecie - nie przeszkadzają producentom w konkurowaniu na światowym rynku, wypowiedział się Włodzimierz Kotaniec. - Normy produkcji żywności są bardzo istotne i nie muszę do tego nikogo przekonywać. Myślę jednak, że nie stanowią one ograniczenia. Należy przede wszystkim zwracać uwagę na jakość, bo ona jest najważniejsza i zawsze się sama wybroni. Pomimo tego odnoszę wrażenie, że my czasami chcemy być świętsi od papieża i wielokrotnie próbujemy wdrożyć normy zbyt restrykcyjne - ocenił właściciel GPH Folwark.

W ostatniej fazie dyskusji poseł Mirosław Maliszewski zachwalał jedną z niedawnych innowacji na rynku alkoholi, a mianowicie cydry. - Jeszcze kilka lat temu nie można było w Polsce ich produkować. Niedawno jednak uchwaliliśmy odpowiednią ustawę i nastąpił gwałtowny rozwój tego segmentu. Dzisiaj możliwości inwestycji w cydry ze strony sadowników są niewielkie, dlatego póki co inwestują duże winiarnie. To na nich będzie się opierał ciężar rozwoju cydru w Polsce - zaakcentował prezes Związku Sadowników RP, dodając przy tym, że nie widzi zagrożenia, aby cydr mógł zabrać ważną część rynku piwa.

POLECAMY W SERWISACH