Portalspozywczy.pl - portal branży spożywczej i handlu

WYDARZENIA/KONFERENCJE
Dyskusja podczas panelu na temat współpracy na linii dystrybucja-dostawcy i ograniczania strat w łańcuchu dostaw

Pomyślna współpraca na linii dystrybucja-dostawca jest możliwa, choć wszystko zależy od partnerów po obu stronach. Trzeba wspierać nadzór nad logistyką, a równocześnie nie pomijać jej podczas negocjowania kontraktów handlowych. Przedstawiciele wielu firm nie są świadomi własnych strat, jakie występują w łańcuchu dostaw. Tego typu strat nie da się do końca uniknąć, ale za pomocą kilku konkretnych rozwiązań można je przynajmniej zmarginalizować - to główne wnioski wypływające z panelu "Współpraca na linii dystrybucja-dostawcy. Ograniczanie strat w łańcuchu dostaw", jaki odbył się w ramach VI Forum Rynku Spożywczego i Handlu.

Janusz Liber, doradca ds. zapobiegania stratom w łańcuchu dostaw w Alma Market, rozpoczął dyskusję od stwierdzenia, że w zależności od partnera sieci handlowej dostawa towaru może być mniej, lub bardziej udana. - Tak naprawdę głównym problemem współpracy, jeśli on występuje, jest brak świadomości strat. Ja miałem możliwość prowadzenia badań łańcuchów dostaw w Polsce na realnym organizmie. Jaki jest wpływ zapobiegania stratom na dostępność towaru na półkach? Przedstawiciele małych firm transportowych stwierdzili w blisko 100 procentach, że jest to wpływ niski, pomijalny, a raptem sześć proc. z nich stwierdziło, że średni. Natomiast jeśli chodzi o sieci handlowe, to 93,4 proc. ich przedstawicieli stwierdziło, że jest to wpływ wysoki lub średni - tłumaczył Liber.

Jak dodał, pokazuje to, że współpraca na linii dystrybucja-dostawca jest możliwa, natomiast głównym elementem, który tak naprawdę może ją utrudniać, jest brak świadomości, wręcz edukacji. - Właściwie żadna polska uczelnia nie kształci w tym zakresie. Nie ma pełnego programu szkoleniowego w zakresie zapobiegania strat, który byłby dostępny dla szerszej grupy - podkreślił przedstawiciel Alma Market.

Dariusz Kierski, dyrektor logistyki w ITM Polska przypomniał, że sieci mogą negocjować nie tylko ceny, ale i warunki logistyczne, jak również posiadają w swoich organizacjach takie działy, które zajmują się logistyką. - Współpraca między siecią a dostawcą może się układać fantastycznie na poziomie kupców, natomiast niekoniecznie musi się świetnie układać z logistycznego punktu widzenia, ponieważ występuje tutaj zupełnie oczywista różnica interesów. Interesem dostawcy jest jak najwięcej towaru sprzedać jak najdrożej, interesem kupca kupić jak najwięcej towaru jak najtaniej, natomiast dla logistyka, który dysponuje pewnymi środkami logistycznymi, czyli powierzchnią magazynową, ludźmi i środkami transportu jest to niekoniecznie w tym momencie najlepsze rozwiązanie - mówił Kierski.

- Wszyscy wiemy doskonale, że w momencie, kiedy kończą nam się periody, zaczynają się różne dziwne ruchy na linii kupcy-dostawcy i rozpoczynają się dyskusje wewnątrzfirmowe. Nie zawsze logistyka jest zadowolona z tego, jak się kształtują kontakty na linii dostawca-sieci. To jest bardzo długi i żmudny wewnątrzfirmowy proces szukania kompromisu tak, aby wszyscy byli zadowoleni. Biorąc pod uwagę, że jako sieć prowadzimy rozmowy z kilkuset, jak nie więcej dostawcami, musimy z każdym z tych dostawców szukać najlepszego rozwiązania pod względem logistycznym - powiedział przedstawiciel ITM Polska.

Jak zauważył Tomasz Kosik, główny logistyk w Colian SA, logistyka w kontraktach handlowych często jest zapominana, lub przynajmniej marginalizowana. - Kontrakty handlowe często są szybko dopinane, a logistyka musi gasić pożar, który jest gdzieś z tyłu i zawsze jest na końcu - mówił. Jego zdaniem współpraca logistyczna na linii dostawca-sieć wygląda bardzo różnie, w zależności od tego, jacy partnerzy zasiadają po obu stronach. - Można zaobserwować, że rzeczywiście ta współpraca zacieśnia się, są dostępne coraz lepsze rozwiązania informatyczne, systemowe, narzędzia umożliwiające współpracę na poziomie transakcyjnym czy na poziomie procesowym - tłumaczył Kosik.

Główny logistyk w Colian SA wyraził jednak przekonanie, że mamy w Polsce za mało współpracy w zakresie zarządzania dostępnością. - O skuteczności czy efektywności możemy mówić wtedy, jeśli obie strony zaangażują się w ten proces dość mocno, dlatego że pozwala to na zoptymalizowanie kosztów, obniżenie zapasów, poprawienie dostępności i realizacji zamówień i dostępności na półkach, tak aby ostateczny klient wchodząc do sklepu miał produkt na półce. Za mało jeszcze zrobiliśmy pod tym względem, choć są odpowiednie narzędzia. Być może są jeszcze jakieś opory, ale warto jest zbudować zaufanie po obydwu stronach - zaproponował Kosik.

Mateusz Boruta, dyrektor zarządzający ECR Polska przekonywał, że straty w łańcuchu dostaw są politycznie trudnym tematem. - Nikt nie chce się tym chwalić, natomiast nie znam firmy, która rzeczywiście ich by nie miała, raczej po prostu one nie chcą o tym mówić. Jest to coś, co doskwiera w mniejszym lub większym stopniu każdej firmie, która na tym rynku działa i w tym sensie jest to bardzo dobry obszar do współpracy. Wiele osób, które rzeczywiście weszły głębiej w obszar identyfikacji i ograniczania strat, zdaje sobie sprawę, że ileś rzeczy można zrobić własnym sumptem, na własnym odcinku łańcucha dostaw, ale żeby te działania miały lepszy skutek i były efektywniej prowadzone, współpracować ze sobą musi cały łańcuch dostaw - tłumaczył Boruta.

- Nie chodzi tylko o straty, ale ogółem o optymalizację łańcucha dostaw. Należy robić to wspólnie, a później dzielić się korzyściami, bo to ma sens. Straty ewidentnie są takim przykładem, że dopiero dobra współpraca producenta, dystrybutora czy detalisty, ale również tych podmiotów stanowiących uzupełnienie łańcucha dostaw, dostawców usług logistycznych, dostawców systemów logistycznych i innych usług wspierających ten obszar działania, dopiero taka współpraca przynosi szybkie skutki. Walka ze stratami w pewnym zamkniętym podwórku to jest trochę taka walka z wiatrakami - ocenił dyrektor zarządzający ECR Polska.

Maciej Stawicki, właściciel spółki Sagittarius tłumaczył, że do strat dochodzi najczęściej wskutek kradzieży. - Zajmuję się doradztwem i dostarczaniem rozwiązań służących zabezpieczaniu tego wąskiego elementu łańcucha dostaw, jakim jest transport. Na tym wąskim odcinku transportu najczęściej dzieją się cuda. Skala problemu strat, które się tutaj pojawiają, jest olbrzymia - mówił.

- Rynek dość wysoko postawił poprzeczkę wymagań i trzeba było szukać rozwiązań, które pozwalałyby reagować na działania niezgodne z prawem w zasadzie w momencie, w którym do kradzieży dochodzi. Stąd też od dłuższego czasu pracujemy nad zabezpieczeniem wielokrotnego użytku, plombą, która sygnalizuje naruszenie przestrzeni ładunkowej w czasie rzeczywistym, wysyłając wiadomość do decydenta o tym, że tego typu zdarzenie ma miejsce. Dodatkowo system ten jest połączony z urządzeniami monitorującymi temperaturę przestrzeni ładunkowej - oznajmił Stawicki.

Piotr Pietrzykowski, prezes Green Factory Logistics rozpoczął wystąpienie od stwierdzenia, że w firmach logistycznych mamy coraz nowsze systemy informatyczne. Czasami są takie produkty czy takie usługi, które na początku wydaje się, że będą do czegoś innego służyć, a później wykorzystujemy je w codziennej pracy. Takim przykładem jest GPS, który kojarzy się tylko i wyłącznie z nadzorowaniem naszych naczep. Okazuje się, że można ten system zainstalować także do wózków widłowych. GPS może też się przydać nawet przy sałacie! Nasza spółka matka jest w trakcie wdrażania tego systemu na zwykłym polu w gospodarstwie. Na bezpośredniej główce sałaty, którą klient kupi w sklepie, będzie oznaczenie, które pomoże zidentyfikować, z którego pola ta sałata pochodzi, gdzie została ścięta, będzie można odczytać dokładnie długość i szerokość geograficzną - powiedział Pietrzykowski.

Na pytanie, czy obie strony - dostawcy i handel - są skłonne do wzajemnej wymiany informacji, starał się odpowiedzieć Tomasz Kosik. - W moim odczuciu współpraca ciągle nie jest dostateczna. Z partnerami, z którymi współpraca jest bardziej zaawansowana, udaje się osiągnąć lepsze rezultaty, niż gdy mamy do czynienia z niskim poziomem zaufania - mówił główny logistyk w Colian SA. - Ważne jest, abyśmy stosowali kalendarz swoich działań, najlepiej z rocznym wyprzedzeniem. Natomiast rynek jest niestety zmienny i zawsze pozostaną jakieś akcje niespodziewane - tłumaczył prelegent. Dodał też, że utracona sprzedaż często jest zamiatana w różnych firmach pod dywan.

Zdaniem Dariusza Kierskiego, w planowaniu dostaw dostępne są coraz bardziej zaawansowane narzędzia, które pozwalają na śledzenie wszystkiego. - Dzięki takim narzędziom możemy sobie ułożyć plan na cały rok, jednak zawsze będzie w nim brakować kilku parametrów, nie uwzględnimy bowiem pogody i konkurencji. Nasza konkurencja nie śpi, tylko cały czas szuka nowych rozwiązań. Co z tego, że my sobie zaplanowaliśmy jakąś promocję, hit cenowy, jak po tygodniu się okaże, że konkurencja zaplanowała na ten czas promocję lepszą? Musimy na takie zdarzenia bieżąco reagować. Ale gdyby nie to, bylibyśmy niepotrzebni i pobieralibyśmy zasiłki dla bezrobotnych - komentował Kierski.

- Konkurencję wygrywa ta sieć, która nie będzie mieć dziur na półkach. Intermarche nie jest obecne w Warszawie, ale w mniejszych ośrodkach i tam jeżeli mamy taką konkurencję, że cztery czy pięć sieci ma swoje sklepy w obrębie kilkuset metrów, to tak naprawdę klient potencjalnie może się przejść po wszystkich i dużo czasu mu to nie zajmie. Jeżeli zobaczy pustą półkę, to wyjdzie, bo jego to nic nie kosztuje i znajdzie produkt gdzie indziej - zaznaczył dyrektor logistyki w ITM Polska.

- Trzeba umieć rozróżnić ubytek od straty, co jest problemem natury quasi-akademickiej - przekonywał Janusz Liber. - Ubytek związany jest z brakiem towaru, podczas gdy stratę należy rozumieć jako utraconą wartość. Z punktu widzenia menedżerskiego powinniśmy rozważyć przynajmniej patrzenie na straty w inny sposób, na przykład poprzez pryzmat utraconego klienta. Z danych, które mam, wynika, że tylko dwa proc. respondentów generalnie rozważa w tej chwili liczenie strat na rynku w niestandardowy sposób. Świadomość tego problemu jest dość specyficzna. Niektóre sieci handlowe na przykład liczą koszyki pozostawione z towarami na sali sprzedaży - mówił przedstawiciel Alma Market.

Mateusz Boruta wyjaśnił zmiany zachodzące na rynku europalet i ich konsekwencje dla dystrybutorów i dostawców. - Od 1 sierpnia na rynku obecne są dwa tak zwane otwarte standardy palet. Jedne i drugie palety produkowane są w oparciu o te same normy, różnią się jednak oznaczeniami i różnią się formalnie. Dla laików to zamieszanie jest jednak absurdalne - ocenił.

Na temat zrównoważonego transportu wypowiedział się Piotr Pietrzykowski. - Zrównoważony transport to jest bardzo szerokie pojęcie. Chciałbym powiedzieć, że czasami ekolodzy przesadzają i niektóre przepisy są oderwane od rzeczywistości. Widzimy to w naszych samochodach osobowych, gdzie ważna jest emisja spalin, która tak samo tyczy się samochodów ciężarowych, tylko jaka jest żywotność tego samochodu, który jest tak naszpikowany elektroniką? Nikt się nie zastanawia nad tym, że ten samochód trzeba będzie wkrótce zutylizować - zasugerował prezes Green Factory Logistics. Panelista podkreślił także, że jego zdaniem w Polsce zaniedbywany jest transport kolejowy, choć najbardziej przyszłościowy w jego opinii pozostaje transport drogowy.

- Wydaje się, że transport jest takim obszarem biznesu, w którym ekonomia jest powiązana z ekologią - zwrócił uwagę Mateusz Boruta. Tam, gdzie możemy oszczędzić paliwo, jesteśmy również bardziej ekologiczni i równolegle lepsi kosztowo. Ekologiczność jest od razu zauważana przez księgowych, bowiem słupki zaczynają się przesuwać - przekonywał dyskutant. Jak dodał, warto dokładać wszelkich starań, żeby obszary logistyki współpracowały ze sobą lepiej, na przykład żeby samochody nie stały przez wiele godzin przy rozładunku. - Zachęcam do współpracy przy trywialnych drobiazgach. To przynosi fenomenalne zyski przy bardzo małym nakładzie - mówił dyrektor zarządzający ECR Polska.

Janusz Liber w swoim kolejnym wystąpieniu mówił na temat wyzwań logistycznych, jakie stwarza upowszechnienie się e-handlu. Wyliczał, że problemem logistycznym może być kompletacja zamówienia, gdyż już na tym etapie można zrazić do siebie klienta, zwłaszcza, jeśli ma on zupełnie inną wizję zamówionego towaru od tego, co zostanie mu przywiezione do domu. Problemem logistycznym może być też forma płatności, zawsze można bowiem trafić na klienta, który zechce zapłacić fałszywymi banknotami czy też podrobioną kartą płatniczą. - Żadne systemy techniczne nie zapobiegną stratom, jeśli nie zostanie wykształcona odpowiednia świadomość pracowników. Z mojego punktu widzenia elementem kluczowym dla redukcji strat wydaje się być zaangażowanie kadry pracowników, wdrażanie odpowiednich procedur, jak również delegowanie odpowiedzialności na jak najniższy poziom - przekonywał przedstawiciel Alma Market.

Rolę czynnika ludzkiego przy zapobieganiu stratom docenił także Marek Stawicki z Sagittariusa. - Przeciwdziałanie kradzieżom to temat szeroki jak rzeka. Chciałbym zwrócić szczególną uwagę na jedną rzecz, a mianowicie na czynnik ludzki. Wszystkie wymyślne technologie i regulacje będą niczym, jeżeli firma nie zaangażuje się jakoś w edukację swoich pracowników. Wiele spółek wydaje pieniądze na plomby, ale nie edukuje pracowników, jak z nich mają korzystać. Istnieje potrzeba opracowania procesu zarządzania tym wszystkim w organizacji. Trzeba zaangażować ludzi i wyposażyć ich w odpowiednią wiedzę - sugerował dyskutant.

- Kierowcy firm transportowych to dość specyficzna grupa ludzka. Powiedziałbym, że każdego dnia zadziwia mnie swoją kreatywnością i dążeniem do poszerzania wiedzy, edukowania się w zakresie tego, w jaki sposób poradzić sobie ze stosowanymi zabezpieczeniami zakładanymi na transport samochodowy przez zatrudniające firmy bądź też przez klientów, dla których jeżdżą - komentował Stawicki, podkreślając przy tym, że kradzieże podczas transportu to znacznie trudniejszy do opanowania temat, niż kradzieże w magazynach.

Ze Stawickim zdecydowanie zgodził się Dariusz Kierski. - Jeżeli ktoś mówi, że nie ma strat w takim biznesie, jak dystrybucja, to znaczy, że albo ma zły plik excelowski i powinien dobrze się przyjrzeć formułom, albo nie potrafi liczyć. Nie ma bowiem takiej możliwości i oczywiście kradzieże były, są i będą. Zawsze złodziej jest o pół kroku albo o krok przed nami. My nie wiemy, co on jest w stanie wymyślić, możemy to sobie tylko wyobrazić, a on już wie, jaki my mamy system - podkreślał dyrektor logistyki w ITM Polska.

Kierski zachęcał też do stosowania proporcjonalnych środków. - Jeżeli chcemy stworzyć Alcatraz, by zabezpieczyć jogurt, to mam wrażenie, że wtedy nakłady finansowe nie byłyby rozsądne. Istotne natomiast jest, żeby straty na tyle zmarginalizować, aby one nie wykraczały poza dopuszczalny poziom. Jeżeli jednak nie dopilnujemy łańcucha dostaw, to straty mogą pójść w miliony i w niektórych przypadkach tak się zdarza - mówił prelegent.

W swoim ostatnim wystąpieniu Tomasz Kosik tłumaczył, że plomby powinny być jedynie dodatkowym zabezpieczeniem. - Potrzebny jest cały zbiór narzędzi. Procesy zewnętrzne i wewnętrzne muszą być opisane, oprócz tego trzeba stawiać na szkolenia i dobre relacje. Straty nie znikną, ale w jakiś sposób możemy je zminimalizować - mówił główny logistyk w Colian SA.

Jak zauważył Dariusz Kierski, część firm mówi, że ma wszystko pod kontrolą i nie posiada żadnych strat, a potem okazuje się, że jednak nie do końca jest to prawdą. - My nigdy nie kryliśmy tego, że takie problemy występują i dzięki temu udało nam się je bardzo, bardzo mocno ograniczyć. Nie zgodziłbym się natomiast z tym, że nie da się zidentyfikować miejsc, w których coś wycieka. Da się to zrobić. Dzisiejsze systemy informatyczne są skarbnicą wiedzy. Musimy jedynie popatrzyć na odpowiednią ilość danych i ją zanalizować - oznajmił dyrektor logistyki w ITM Polska, narzekając przy tym, że poziom odpowiedzialności za straty jest póki co w Polsce bardzo niski.

Zbliżając się do końca debaty, Piotr Pietrzykowski próbował odpowiedzieć na pytanie, czy lepiej postawić na outsourcing, czy też na prowadzenie logistyki we własnym zakresie. - Na to, czy wydzielić logistykę do oddzielnej firmy, czy też zostawić ją wewnątrz spółki, nie ma dobrej i jasnej odpowiedzi. Trzeba w tym celu przeanalizować swoją sytuację i swoje potrzeby, porozmawiać z różnymi operatorami i zobaczyć, czy dany operator będzie w stanie zapewnić nam takie usługi, jakich my oczekujemy - mówił Pietrzykowski.

- W przypadku firmy, która produkuje, dajmy na to, dania gotowe, proces dystrybucji jest tak łatwy, że można to zlecić firmie zewnętrznej, więc jak najbardziej powinno się to w pierwszej fazie rozważyć z prostych przyczyn. Każda firma ma bowiem jakieś piki sprzedażowe, a budowa większego magazynu tylko po to, aby obsłużyć taki pik jest nieopłacalna. W tym momencie lepiej dojść do porozumienia z operatorem i ustalić koszt jednostkowy za obsługę pojedynczej palety - zakończył prezes Green Factory Logistics, dodając, że dobrze jest, aby każda firma zajmowała się tym, na czym się najlepiej zna, a resztę pracy zostawiała fachowcom w innych dziedzinach.

POLECAMY W SERWISACH