REKLAMA

Portalspozywczy.pl - portal branży spożywczej i handlu

REKLAMA
REKLAMA
WYDARZENIA/KONFERENCJE
fot. PTWP

Polacy chcą kupować nie tylko tanio, ale także blisko i szybko, oczekują też dobrej jakości. Wszystko wskazuje na to, że sektor convenience będzie się rozwijał - zarówno po stronie handlu, jak i przemysłu spożywczego - uznali eksperci podczas debaty "Convenience - globalny trend w Polsce" w ramach VI Forum Rynku Spożywczego i Handlu.

- Polacy mają dość zderzania się wózkami w hipermarketach w niedzielne popołudnie. Dlatego małe sklepy naładowane różnego rodzaju towarami - wraz z produktami premium - przetrwają czas zmian na rynku handlowym - powiedział Maciej Ptaszyński, dyrektor generalny Polskiej Izby Handlu.

Jak potwierdził Maciej Ptaszyński, część sklepów osiedlowych będzie ewoluowała w kierunku jeszcze więcej wygody klienta - w kierunku convenience, a pozostałe niezależne sklepy będą miały coraz trudniej utrzymać się na rynku. - Nadal, z punktu widzenia klientów, kluczowym obszarem jest cena towaru. Te sklepy, które nie będą w stanie wytrzymać cenowej konkurencji, będą skazane na niebyt - komentował.

Dyrektor PIH podał, że te sklepy, które przetrwają na rynku, muszą postawić na jakość i zmianę wyposażenia. - Trzeba koniecznie zrezygnować z lady i przejście na format samoobsługowy. Ponadto mniejsze sklepy powinny zainwestować także w rozwiązania gastronomiczne (kawa, ciepłe przekąski). Takie wyposażenie sklepu wiąże się z coraz dynamiczniejszym stylem życia konsumentów - dodał.

Jednak - jak przyznał - food-to-go to raczej domena większych miast. - Sklepy convenience nie mogą stawiać jedynie na gastronomię i gotowe rozwiązania, bo klient przyzwyczajony jest do szerokiego asortymentu spożywczego. Gdy nie będzie mógł zrobić podstawowych zakupów - gdzie indziej będzie musiał nabyć te produkty. Sklepy convenience muszą więc utrzymać szeroki asortyment - podsumował.

Jednocześnie podkreślił potrzebę integracji małych sklepów w duże, silne sieci. - Franczyza to realna szansa na przetrwanie małych sklepów, które nie są w stanie za własne środki przeprowadzić remodellingu, inwestycji w IT, w marketing i reklamę czy agresywnie negocjować warunków cenowych z dostawcami. Jeżeli mali nie będą wchodzili do sieci, to nie przeżyją, albo będzie im bardzo, bardzo ciężko - podsumował Maciej Ptaszyński.

Potencjał sektora sklepów typu convenience potwierdzili przedstawiciele sieci.

- Chcemy mieć 9 tys. sklepów na polskim rynku, zarówno Żabek, jak i Freshmarketów - powiedział Przemysław Kijewski, dyrektor strategii i marketingu, Żabka Polska.

Jak potwierdził, Żabka Polska to na dzień dzisiejszy niekwestionowany lider na rynku sklepów convenience. Obecnie spółka ma w Polsce ponad 3 tys. sklepów.

- Z naszej perspektywy rynek sklepów convenience jest niezwykle obiecujący patrząc choćby na rozwój organiczny naszych sieci - Żabka i Freshmarket. I tak w 2012 r. otworzyliśmy 366 nowych sklepów, co daje ponad jeden na dzień. Na ten rok zapowiadamy 400 otwarć i chcemy przyspieszyć w kolejnych latach. Rynek będzie wzrastał, więc my chcemy zająć na nim znaczącą pozycję - komentował Przemysław Kijewski.

Dyrektor Żabki powiedział, że od 7-8 lat sprzedaż w sklepach spółki wzrasta dwucyfrowo. - Pierwsze 9 miesięcy 2013 r. przyniosło nam wzrost sprzedaży o 18 proc., a like-for-like - zdecydowanie powyżej rynku - podał Kijewski.

Jak dodał, spółka stale inwestuje w swoje sklepy. - Wsłuchujemy się w potrzeby klientów i dostosowujemy do nich nasz layout, wyposażenie czy asortyment. W ostatnim czasie wprowadziliśmy do oferty choćby marki własne czy koncept Żabka Cafe. Zbliżamy się więc do klasycznego convenience, jaki znamy z rynków azjatyckich czy ze Stanów Zjednoczonych - komentował dyrektor Żabki.

Sklepy Żabka posiadają w swoim asortymencie ok. 400 produktów marki własnej. - Stanowią one dość istotny udział w strukturze sprzedaży. W ciągu najbliższych dwóch lat chcemy dojść do poziomu 18-20 proc. udziału marki własnej w sprzedaży - przyznał Przemysław Kijewski.

Wśród ekspertów zasiadł również Marc Dherment, menadżer ds. franczyzy, Makro Cash & Carry Polska SA, który opowiedział o marce Odido. - Nasza sieć dopasowuje koncept do otoczenia i rynku lokalnego. Mamy już 2 tysiące sklepów, z czego 15 proc. to prawdziwy convenience, ponieważ wyróżnia się określonym profilem, asortymentem czy godzinami otwarcia. Oprócz tego w sieci Odido działają sklepy osiedlowe i tzw. wiejskie. Nasza strategia jest prosta - chcemy być jak najbliższej klientów i wsłuchiwać się w ich potrzeby, dlatego równolegle rozwijamy te trzy rodzaje sklepów - komentował Marc Dherment.

- To co dla nas istotne to nie liczba sklepów, ale długotrwały rozwój. Zamierzamy utrzymywać bardzo wysoką dynamikę otwarć, ale stawiamy głównie na zasięg - dodał.

Głos w dyskusji zabrał także Mirosław Wawryszczuk, dyrektor ds. marketingu i sprzedaży sieci Stokrotka, która coraz bardziej zbliża się do segmentu convenience. Przyznał, że nowa strategia zrodziła się pod wpływem badań na klientach, którzy uznali, że sklepy sieci są blisko i wyróżniają się miłym personelem, ale trzeba poprawić asortyment, szybkość obsługi i atrakcyjność cen.

- Nasza nowa strategia zakłada kilka zmian. Pierwszą jest odświeżona wizualizacja. Drugą - nowe podejście do asortymentu, który jest dopasowany do lokalnego klienta. Ponadto postawiliśmy na rozwiązania operacyjne, które mają wpływ na lepszy komfort robienia zakupów, czyli szersze alejki, czy różne rodzaje wózków - wymieniał Mirosław Wawryszczuk. Dodał, że pierwszy sklep Stokrotka w nowej koncepcji został otwarty we wrześniu br. w Dąbrowicy k. Lublina.

Jego zdaniem bardzo istotną sprawą w prowadzeniu sieci sklepów typu convenience jest sprawna logistyka. - Firmy, które mają swój własny system logistyczny nie mają problemów z dystrybucją produktów convenience. Nasza sieć stawia na produkty świeże, warzywa i owoce, produkty mięsne oraz garmażerkę - powiedział dyrektor Stokrotki.

Do walki o "wygodę" klientów stanęły również inne formaty sklepów, także te wielkopowierzchniowe. - Złote czasy hipermarketów minęły i czego byśmy nie zrobili, to już nie wrócą. Jednak hipermarkety mają w swojej ofercie więcej produktów convenience niż sklepy typu convenience - powiedział Jarosław Moc, dyrektor organizacji sprzedaży i marek własnych sieci Real.

Jak podkreślił Jarosław Moc, sieci hipermarketów nie poddają się w walce o rynek handlowy i rozwijają wiele segmentu stając się coraz bardziej wygodnym dla klientów.

- Polski konsument mocno się wyedukował - cena to już nie wszystko dla niego. Dlatego hipermarkety chcą ostro konkurować jakością z dyskontami i małymi sklepami - potwierdził dyrektor Reala.

Dodał, że hipermarkety postawiły na działy obsługi oraz działy "owoce/warzywa". - Mimo olbrzymich problemów, jakie przysparzają nam dyskonty, to te segmenty naszych sklepów wciąż się bronią i wyniki like-for-like utrzymują na poziomie z ubiegłego roku. Dlatego chcemy inwestować w te działy - powiedział Jarosław Moc.

Jego zdaniem sieci hipermarketów będą rozwijały asortyment produktów convenience oraz ready-toeat i ready-to-cook - także w postaci nowych produktów marek własnych.

- Trend convenience będzie rozwijana w hipermarketach również poprzez inwestycje w kąciki kawowe i przekąskowe oraz wewnętrzne restauracje i rozbudowane punkty garmażeryjne - podsumował dyrektor sieci Real.

Koncepcja zakupów typu convenience sprawiła, że producenci żywności dostosowując się do tego trendu, muszą się rozwijać.

Jak potwierdził Marek Sypek, prezes zarządu Agros Nova, rynek dań gotowych, który jak najbardziej wpisuje się w koncepcję convenience dość stabilnie ewoluuje. Rósł on dwucyfrowo w 2011 r., około 6 proc. w 2012 r., a obecnie - w okolicy zera. - Rynek dań gotowych wart jest całościowo ok. 630 mln zł, z czego połowa to sosy; 40-30 proc. - tradycyjne dania gotowe; a 15 proc. - zupy. Te "typowe" dania gotowe tracą najbardziej - dodał.

- Trend convenience jest jednym z kierunków innowacji, w który inwestujemy. Na badania przeznaczamy kilka milionów zł rocznie. Obecnie testujemy 23 produkty. Wdrożymy kilka z nich - trzy, może pięć. Współpracujemy z instytutami badawczymi i planujemy stworzyć coś zupełnie nowego na rynku nie tylko polskim, ale także europejskim. Taki produkt powinniśmy wprowadzić na rynek w 2015 roku - potwierdził prezes Agros Novy.

Dodał jednak, że polskiemu sektorowi convenience daleko jeszcze do modelu ze Stanów Zjednoczonych czy Europy Zachodniej. - 50 proc. makaronów sprzedawanych w USA to tzw. pre-cook pasta - już zagotowany, który trzeba w domu zalać wrzątkiem. W Polsce niedawno pojawił się taki produkt, ale nie odniósł sukcesu. W Polsce jeszcze nie mamy jeszcze takiego wyczucia wartości czasu, co na Zachodzie i wiele dań gotowych będzie bardzo powoli wchodzić na nasz rynek. Przemysł spożywczy będzie dawał konsumentowi coraz więcej czasu wolnego, ale duże czasu upłynie zanim Polacy zmienią swoje przyzwyczajenia - komentował Marek Sypek.

Jego zdaniem, convenience to nie tylko innowacyjny produkt, ale także opakowanie. - W Polsce mamy coraz więcej singli i mniej osób w gospodarstwach domowych. Producenci powinni także inwestować w mniejsze gramatury - podsumował.

W rozwój produktów typu convenience wierzy Artur Rytel, prezes Green Factory Holding - spółki, która produkuje popakowane, "wygodne" warzywa i sałatki. Firma dostosuje inwestycje do zmieniających się trendów na rynku.

- Obecnie jesteśmy na finiszu nowego zakładu produkcyjnego. Zakładamy kolejne wzrosty sprzedaży w ciągu następnych lat - powiedział Artur Rytel.

Spółka Green Factory rozpoczynała działalność od produkcji i sprzedaży umytych, pociętych, spakowanych i gotowych do spożycia mieszanek sałat. - Ta kategoria nadal się rozwija, choć już nie tak dynamicznie, jak 2-3 lata temu - przyznaje Artur Rytel.

Jednak - jak dodał - kategoria ta stale się rozwija choćby przez rozszerzenie asortymentu. - Wprowadzamy na rynek coraz to nowe mieszanki sałat i w ten sposób nakręcamy wzrost sprzedaży. Wprowadzamy też tzw. kilku-paki, czyli kilka rodzajów mieszanek w tym samym kartonie, ponieważ w niektórych kanałach są ograniczenia asortymentu w sklepie, a nasze produkty należą do tych "ultra-świeżych" - mówił.

- Drugą kategorią, którą rozwijamy są sałatki z dodatkami serowymi już mięsnymi oraz z dresingiem i plastikowymi sztućcami, czyli tzw. lunch boksy. Nie udało nam się osiągnąć sukcesu z tymi produktami w sklepach przy stacjach paliw, ale z powodzeniem sprzedajemy je w dyskontach oraz w supermarketach. W hipermarketach ta sprzedaż jest niższa, co wynika ze specyfiki częstotliwości zakupów w tych placówkach - tłumaczył Artur Rytel.

Firma Green Factory dalej rozwija portfolio. - Właśnie wprowadzamy do sprzedaży gotowe do spożycia mieszanki warzyw - już obrane i umyte, np. świeże mieszanki do przygotowywania zup czy tzw. warzywa na patelnię - zdradził prezes.

Artur Rytel wierzy w potencjał sprzedaży świeżych warzyw. - W Holandii 50 proc. świeżych warzyw sprzedawanych jest formule "gotowe do spożycia". Taki jest też nasz cel na rynku polskim - dodał.

Zmieniają się trendy konsumpcyjne w naszym kraju. Polscy chcą z jednej strony żyć szybko, ale z drugiej - zdrowo i "smacznie" - podsumował prezes Rytel.

POLECAMY W SERWISACH