Portalspozywczy.pl - portal branży spożywczej i handlu

WYDARZENIA/KONFERENCJE
fot. PTWP

Przemysł mleczarski, ale także handel oczekują z nadzieją zniesienia systemu kwotowania produkcji mleka. Dla przetwórstwa liczy się surowiec, a dla handlu jego cena - wynika z debaty "Przemysł mleczarski w Polsce - wyzwania w nowych realiach gospodarczych" zorganizowanej w ramach VI Forum Rynku Spożywczego i Handlu.

Dyskusja rozpoczęła się od omówienia ogólnej sytuacji polskiego mleczarstwa na tle Europy przez Bartosza Urbaniaka, Dyrektora Zarządzającego ds. Agrobiznesu, BGŻ SA. Jego zdaniem w sprawie konsolidacji mleczarstwa nic nie jest przesądzone. - Patrzymy na rynek duński, gdzie są tylko dwa zakłady. Warto jednak także spojrzeć na południe Europy, gdzie działają tysiące przetwórców i rynek także funkcjonuje przy agresywnej i kapitalistycznej gospodarce - powiedział dyrektor Urbaniak. Jego zdaniem konsolidacja sektora mleczarskiego nie będzie następowała szybko. - Wynika to z faktu, przy dużej liczbie producentów mleka, którzy nie chcą i nie widzą konieczności łączenia się, to musi ich obsługiwać stosunkowo duża liczba podmiotów skupujących - mówił. Zaznaczył, że nie ma większego znaczenia czy wszystkie zakłady będą w rękach jednego, trzech czy też w rękach kilkudziesięciu właścicieli. Ze względu na rozdrobnienie dostawców, zakłady muszą być rozlokowane stosunkowo gęsto. - Jako przykład chce pokazać Włochy, gdzie trzech największych producentów ma także poniżej 50 proc. udziałów w rynku, natomiast oprócz tego działa tam dwa tysiące zakładów, które przetwarzają mleko. Wszystkie te zakłady są w stanie funkcjonować na rynku - powiedział Bartosz Urbaniak.

Sporo emocji wzbudziła sprawa zniesienia systemu kwotowania produkcji mleka, jaki nastąpi w 2015 roku oraz dostępności do surowca. Zdaniem Edwarda Bajko, prezesa Spomleku, dzisiaj dostęp do surowca stanowi większą przewagę konkurencyjną niż dostęp do półki sklepowej. To kwestia ostatnich tygodni, zwłaszcza że w tej chwili nie ma w ogóle problemu ze zbytem - powiedział prezes SM Spomlek. Podkreślił, że w obecnej sytuacji, jaka panuje na rynku produktów mleczarskich, dostęp do surowca jest kluczowym czynnikiem przewagi. - Obecnie między mleczarniami toczy się walka na śmierć i życie o dostęp do mleka - powiedział Edward Bajko.

W podobnym tonie wypowiedział się Jacek Migrała, prezes zarządu Hochland Polska.- Hochland należy do grona firm, które oczekują z niecierpliwością końca tego kuriozum, które nazywamy kwotowaniem. Chcemy, aby pojawienie się nowego gracza po stronie przetwórców powodowało normalna reakcję, czyli zwiększenie podaży surowca - powiedział Jacek Migrała. Nawiązał w ten sposób do niedawnego pojawienia się na polskim rynku nowego, wcale nie bardzo znaczącego gracza zza wschodniej granicy, co spowodowało ogromne perturbacje na rynku mleka. Jego zdaniem, zupełnie nieadekwatne do możliwości skupu i produkcji tej firmy.

- Obecna cena mleka jest za wysoka, w wyniku czego trwa bardzo ostra walka o surowiec. Zwiększenie ceny o każdy grosz przekłada się na miliony złotych wyniku finansowego. W wyniku tej walki straciliśmy w ostatnim czasie kilkunastu stałych dostawców. Konkurencja zaproponowała im 25 groszy więcej na litrze mleka. Mimo wieloletniej współpracy zdecydowali się odejść. Nasza firma stara się budować trwałe relacje z naszymi dostawcami, ale rynek ma swoje prawa. Powyżej pewnej ceny jest granica - mówił Jacek Migrała. Podkreślał, że firma Hochland z utęsknieniem czeka na zniesienie kwotowania. Jego zdaniem, w ciągu dwóch lat od zniesienia kwotowania wzrost produkcji mleka może mieć nawet wskaźnik dwucyfrowy.

Z tą wypowiedzią zgodził się Edward Bajko, który potwierdził, iż jego firma także czeka na zniesienie kwot. - Dziwię się, że jest środowisko mleczarskie, które nie chce ich zniesienia. Tak, jak kiedyś byliśmy przeciwni ich wprowadzeniu, tak teraz nie chcemy ich zniesienia - powiedział prezes Spomleku. Podkreślił, że nie widzi żadnych racjonalnych przesłanek, aby bronić systemu kwotowania. Chyba tylko chodzi o lęk przed zmianą i o poczucie bezpieczeństwa. - Głównym argumentem stosowanym w obronie kwot mlecznych jest to, że stabilizują rynek. Przecież to jest nieprawda. Na przestrzenie ostatnich pięciu lat, ceny mleka wahały się o kilkadziesiąt procent. To pytam - gdzie jest ta stabilizacja? Kwoty mogłyby stabilizować rynek pod warunkiem zamknięcia Europy, niewpuszczania towarów z innych państw i sztucznego zrównoważenia popytu z podażą - mówił Edward Bajko.

Podobną opinię wyraził także kolejny przedstawiciel przetwórców mleka. - Nie mogę mieć innej opinii niż poprzednicy. Jeśli popyt na mleko jest potężny, a podaż nie może za nim nadążyć z powodu regulacji, to nie jest to normalna sytuacja - powiedział Dariusz Zieliński, prezes Ceko. - Dochodzi do sytuacji, że spółdzielnie, które nie potrafią utrzymać swojego miejsca na półce sklepowej, funkcjonują tylko i wyłącznie dzięki sprzedaży mleka przerzutowego. Myślę, że kwoty pomagają działać tym, który nie są w stanie sami utrzymać się na rynku. Dodatkowo przerzucają też duży wysiłek utrzymania jakichkolwiek sensowych marż na tych, który są obecni na półkach. W wyniku tego firmy, które mają podpisane długo terminowe kontrakty z handlem, muszą naprawdę walczyć o przetrwanie - mówił Dariusz Zieliński.

Przedstawiciel handlu był miło zaskoczony prorynkowym nastawieniem mleczarzy. - Jestem bardzo miło zaskoczony, gdyż myślałem, że większość branży mleczarskiej jest za utrzymaniem kwot. Bardzo mnie cieszy to nastawienie prorynkowe. Utrzymywanie kwot mleka, cukru itp. to coś niebywałego. Gdy nastąpi uwolnienie rynku, to nie będzie wzajemnego podbierania mleka, a produkcja będzie rosła, gdyż rezerwy są jeszcze przeogromne. Skutek będzie bardzo pozytywny. Także dla handlu - powiedział Wojciech Kruszewski, prezes Lewiatan Holding. Zaznaczył, że mleko jest ważne nie tylko dla przetwórców, ale i dla handlu, gdyż należy do koszyka podstawowych produktów jak np. chleb. - Rzeczywiście jest ważną rzeczą, aby jego cena była przyzwoita i porównywalna w różnych sieciach. Nie powinno być tu istotnych różnic - konsumenci nie powinni szukać miejsc, gdzie litr mleka jest 40 groszy tańszy. Jeśli będzie jego dostatek, to przełoży się to na rynek detaliczny - uważa prezes Kruszewski.

Podobna opinię wyraził Andrzej Faliński, dyrektor generalny Polskiej Organizacji Handlu i Dystrybucji. - Po zniesieniu kwot ceny mleka pójdą na dół we wszystkich ogniwach łańcucha: u producentów, przetwórców i w handlu - powiedział dyrektor POHiD. Nawiązał także do obecnych trendów, jakie są obserwowane w polskim handlu. - Przede wszystkim to, co dzieje się dobrego w handlu, ma miejsce na powierzchniach poniżej tysiąca metrów - ekspansja dyskontów, odbicie supermarketów i rozwój mniejszych placówek. Przyczyną tych sukcesów jest niska cena, ale także nowoczesne zarządzenie, obniżanie kosztów. Rozwój mniejszych formatów przełoży się na zawężanie asortymentów w tych głównych kanałach dystrybucji. Powstanie pewnego wyzwanie polityczne, co zrobić z produktami przymiotnikowymi jak ekologiczne, regionalne itp. To wiąże się z pojęciem konsolidacji. Cena produktów spadnie, równocześnie będzie zawężanie asortymentów, co uderzy w mniejszych i lokalnych producentów. Małe powierzchnie, które funkcjonują na rynkach lokalnych, będą powodowały przeniesienie specyficznych produktów z handlowego mainstreamu na rynki lokalne - uważa Andrzej Faliński.

Obecny podczas dyskusji Radosław Szatkowski, prezes Agencji Rynku Rolnego, bronił systemu kwotowania. - Dziś mówimy, że kwotowanie mleka jest złe, gdyż ceny są wysokie, a podaż ograniczona. Rozumiem wszystkich producentów mleka i przetwórców, bo cena mleka faktycznie jest wysoka. Mówi się, że kwotowanie nie załatwiło sprawy stabilności cen - to także prawda. Warto jednak pamiętać, że w 2004 roku mieliśmy ponad 400 tysięcy gospodarstw mlecznych, a obecnie jest ich 155 tysięcy. Wydajność wzrosła dwukrotnie. Z tego widać dużą specjalizację tych gospodarstw, gdzie średnia wydajność wynosi teraz 68 ton. Przy krajach starej Unii, szczególnie Holandii, nie wypadamy może rewelacyjnie, ale mimo to zrobiliśmy ogromny skok. Nie byłoby tego, gdyby nie kwotowanie - podkreślał Radosław Szatkowski.

Kolejną omawianą sprawą była współpraca przetwórców mleka z szeroko rozumianym handlem. Zdaniem Andrzeja Falińskiego, Polska jest na przedprożu ucywilizowania rynku, a właściwe rynków. - Czym innym jest główny mainstream, a czym innym lokalne rynki. Czy się to komuś podoba czy nie, jesteśmy społeczną gospodarką rynkową. Obowiązkiem Państwa Polskiego jest ochronić to, co się dzieje na rynkach lokalnych. W skrócie chodzi o to, aby produkt przymiotnikowy nie zderzał się na półce w super- czy hipermarkecie z produktem masowym. Jest to kwestia pewnej polityki. Może być ona robiona głupio, gdy popiera się małe firmy, osłabiając przy tym duże, a może być robiona mądrze, jak robią np. Austriacy, gdzie produkty z wyższej półki sprzedaje się we wszystkich formatach, ale robi się to w specjalny sposób. Jest to wynikiem porozumienia producentów, przetwórców i handlu - mówił dyrektor Faliński. Podkreślił przy tym, że dorobek firm mleczarskich obecnych prezesów jest niewątpliwy. - To te przedsiębiorstwa zrobiły z Polski pełnoprawny kraj Unii, który wdarł się na najlepsze rynki eksportowe - dodał i zaznaczył, że jest to też dorobek rozdrobionych producentów.

Prezes Kruszewski powiedział, że handel oczekuje od swoich dostawców tego, czego od niego oczekują konsumenci, czyli dobrych produktów, w relatywnie przyzwoitych cenach. - Myślę, że ważną rzeczą jest fakt, że 50 proc. konsumentów wyraża chęć kupowania nabiału w pobliżu miejsca zamieszkania. Stąd też nic dziwnego, że mleko czy galanteria spożywana na co dzień, nie jest kupowane w wielkim i oddalonym centrum handlowym. Konsument oczekuje także, aby w handlu nie były zaniechane produkty lokalne. W Polskim społeczeństwie jest mocno zakorzenione przyzwyczajenie do marek lokalnych, szczególnie do produktów mleczarskich - uważa Wojciech Kruszewski. Zaznaczył przy tym, iż nie można powiedzieć, że produkty najbardziej wypromowanych marek się nie sprzedają, bo to nieprawda. Sprzedają się także marki własne - tu chodzi o ceny. - Na podstawie danych sieci Lewiatan wiemy, że nasze mleko marki własnej jest u nas numerem jeden pod względem wielkości sprzedaży. Na drugim miejscu jest najbardziej znana marka mleka. Z naszych danych wynika, że ciągle cena jest najważniejsza przy wyborze konsumentów - powiedział prezes Lewiatan Holding. Dodał przy tym, że handel oczekuje na zniesienie kwotowania, bo wówczas mogą spaść ceny produktów nabiałowych. - Handel oczekuje także coraz większego asortymentu. Obecna szerokość asortymentu jest bardzo szeroka i polski konsument coraz bardziej się do tego przyzwyczaja. Już nie kupuje tylko mleka, twarogu i masła. Szeroki asortyment jest bardzo pożądany nawet w mniejszych sklepach - uważa prezes Kruszewski.

Do kwestii ceny odniósł się dyrektor Polskiej Organizacji Handlu i Dystrybucji. - Klient poszukuje dobrej ceny, ale dobra cena nie zawsze już oznacza najtaniej. Cena w przestała być już kryterium absolutnym - uważa Andrzej Faliński. Z badań wynika, że tylko mniej niż 10 proc. konsumentów wybiera najtańsze produkty z powodu ceny. Około 10 lat temu towary najtańsze wybierało około 40 proc. polskich konsumentów. Teraz nikt nie kupi produktu złej jakości, nawet jeśli będzie najtańszy. Wniosek jest prosty: cena nie jest już głównym kryterium wyboru naszych konsumentów - powiedział Andrzej Faliński. Podkreślał przy tym, że obecnie rynek rozwija się przez jakość i to dobrze widać.

Z kolei do zagadnienia marek własnych nawiązał prezes Hochland Polska. - Handel oczekuje od Hochlandu marek własnych. I ich nie dostaje. Chcę podkreślić, że warto być na rynku konsekwentnym, zawsze na żądanie marki własnej odpowiadamy stanowcze nie, dzięki czemu wyrobiliśmy wśród naszych partnerów pewien rodzaj szacunku. Nie spotykamy się już z szantażem - albo - albo. Mamy produkty, które są numerem jeden na rynku, więc każdy chce je mieć na swojej półce - mówił Jacek Migrała. Podkreślał przy tym, że silna pozycja marek firmy sprawia jednak, że są w każdym koszyku cenowym, więc jest silna presja na cenę. Nawiązując do dwóch wcześniejszych wątków, prezes Migrała odniósł się do sprawy produktów lokalnych. - Widzę, że produkty lokalne są jak najbardziej pożądane przez rynek. Tymczasem coraz częściej obserwuję ucieczkę w marki własne. Spółdzielnie mają wolne moce produkcyjne, muszą zapłacić swoim rolnikom dobrą cenę, więc wchodzą w marki własne. Problem jest załatwiony na rok. Potem wraca - powiedział szef Hochlandu. W jego opinii marki własne są także ryzykowne dla części sieci handlowych. - Dla lokalnych sieci supermarketów marki własne, to bardzo ryzykowny biznes. To pole działania dla największych sieci. Dla mniejszych to samobójstwo. Ten segment powinien mieć w ofercie produkty liderów rynkowych, jak mówiąc nieskromnie nas, oraz brandy lokalnych spółdzielni mleczarskich. Produkt lokalny, rozsądnie promowany w lokalnej sieci handlowej ma jak najbardziej rację bytu i dla tej sieci on przyniesie znacznie większą wartość dodaną niż marki własne - uważa Jacek Migrała.

Zdaniem Edwarda Bajko, aby być obecnym w sieciach handlowych, trzeba mieć przede wszystkim dobrą ofertę oraz dobrą relację. - Wbrew powszechnemu narzekaniu, można zarobić na współpracy z sieciami handlowymi. Spomlek zarabia - prezes SM Spomlek. Podkreślił jednak, że warunkiem tego jest posiadanie silnej marki i uporządkowanych kosztów. - Dobra marka się broni - dodał. Zaznaczył, że sieci są i zawsze będą silniejsze od producentów, ale dobre relacje są możliwe. - Dobre relacje wynikają ze zrozumienia i poszanowania wzajemnych potrzeb. Sieci potrzebują towaru dobrej jakości w rozsądnej cenie, a producenci potrzebują handlu. Dobre relacje są możliwe, ale ich budowanie to długotrwały proces, nad którym trzeba stale pracować - powiedział Edward Bajko. W odniesieniu do współpracy z sieciami handlowymi podkreślił, że na rynku jest także miejsce dla małych graczy, ale nie mogą oni próbować konkurować z dużymi. - Każda próba konkurencji z większymi firmami musi skończyć się dla małych podmiotów źle. Jest dla nich miejsce na rynku, ale muszą znaleźć swoją niszę - uważa szef Spomleku.

- Problem mniejszych mleczarni polega na tym, że próbują walczyć na tym samym polu z dużymi graczami. Moim zdaniem lokalny ser czy jogurt powinien być sprzedawany drożej niż produkty Hochlandu, Spomleku czy Danone. Wówczas okazałoby się czy liczy się marka, czy cena. Fakt, że wyroby lokalne są sprzedawane taniej, niż mainstreamowe jest jakimś nieporozumieniem. One muszą być droższe. Mniejsze mleczarnie nie mają prawa z nami wygrać. To nie może się im udać - podkreślał prezes Bajko.

Z kolei w opinii prezesa Ceko, obserwujemy stałe przenoszenie marży od procenta do handlu. - To bardzo niebezpieczne zjawisko. Marża powinna być równo dzielona - powiedział Dariusz Zieliński. - Intermarche we Francji posiada własne zakłady produkcyjne. Jestem przekonany, że gdyby w Polsce Biedronka posiadała własne zakłady, to natychmiast by je zamknęła, gdyż nie byłaby w stanie wyprodukować tak tanio, jak kupuje obecnie na rynku - mówił prezes Ceko. Podkreśla, że potrzebne jest odejście od argumentu ceny. W jego opinii żywność powinna być droższa. - Nie można stale dążyć do obniżenia kosztów. Nie ma obecnie korelacji pomiędzy cenami na półce sklepowej, a kosztami jej wytworzenia - uważa Dariusz Zieliński.

Do kwestii konsolidacji branży mleczarskiej poruszonej na początku dyskusji przez Bartosza Urbaniaka, nawiązał szef Hochland Polska. W jego opinii koncentracja branży mleczarskiej jest bardzo prosta. - Nie ma tu praktycznie fuzji kapitałowych. Firmy takie jak Hochland, jak Zott, jak Bakoma - firmy brandowe, chcą uczestniczyć w konsolidacji i powiększaniu skali swojego biznesu. Jest wiele marek mleczarskich na polskim rynku, które nie rozwijają się. Brakuje im środków, planów. Czasem potrzebny jest duży inwestor z kapitałem, wizją, a także z tradycją prowadzenia marek. Firmy sprzedaje się, gdy są na topie, gdy mają określona wartość. Tymczasem w Polsce firmy są gotowe się połączyć z kim innym, gdy stoją nad krawędzią. Apeluję do kolegów z branży: nie czekajcie - wzywał Jacek Migrała.

Z kolei Wojciech Kruszewski wyraził pogląd, że sprawę konsolidacji najlepiej ureguluje rynek. - Giganty, które powstały Mlekpol czy Mlekovita, powstały w sposób zupełnie naturalny. Nie należy nic tu sztucznie przyspieszać. Na rynku jest także miejsce dla małych producentów - uważa szef sieci Lewiatan. W dalszej części swojej wypowiedzi odniósł się do kwestii jakości produktów i relacji jakość - cena. - Uważam, że obecnie jakość jest już sprawą fundamentalną. Jeżeli ktoś nie dotrzymuje jakości, to praktycznie wypada z rynku. Sprawą, której nie można lekceważyć, jest cena. Dyskontyzacja handlu poszła tak daleko, że ceny są obecnie na najniższym możliwym poziomie. Co więcej, dalsza dyskontyzacja będzie nadal miała miejsce. W naszej sieci przede wszystkim sprzedają się marki własne. Handlując nimi, nie chcemy wyręczać innych, ale robimy to z konieczności - podkreślał prezes Kryszewski. Dodał także, że nawet jeśli oficjalnie mówi się, że cena nie jest ważna, to jest to nieprawda.

Prezes Agencji Rynku Rolnego podniósł sprawę promocji. - Aby zwiększyć spożycie mleka w kraju, to należy stale się promować. Jako Agencja Rynku Rolnego mamy kilka działań, które są kierowane do szkół i młodzieży, aby zmienić ich nawyki żywieniowe. Nie mam tu na myśli działań interwencyjnych. Trzeba bardziej patrzeć w przyszłość. W obecnej dobrej sytuacji, należy przygotować sobie grunt pod dekoniunkturę oraz na promocję na rynkach zagranicznych. Dzięki różnym prowadzonym działaniom w ostatnich latach nastąpił wzrost eksportu polskiej żywności. Coraz częściej także eksportujemy nie produkty masowe, ale finalne wyroby pod naszymi markami - powiedział Radosław Szatkowski.

Jako ostatni zabrał głos Bartosz Urbaniak. W swojej wypowiedzi nawiązał do współpracy przetwórców z sieciami handlowymi i pomysłów dotyczących jej uregulowania. - Dylemat sprzedawać ceną czy jakością jest bardzo stary i w zasadzie nie rozwiązywalny. Oczywiście są potrzebne regulacje na rynku. Bez regulacji rynek w ogóle by nie istniał. Zaczynając od regulacji higienicznych, przez znakowanie itd. Regulacje są złe, gdy jest ich za dużo, ale gdy są właściwe, to są zbawieniem dla rynku - uważa dyrektor BGŻ. Jego zdaniem rozwój branży mleczarskiej możliwy był właśnie dzięki regulacjom i normom. Ich wdrożenie pozwoliło osiągnąć obecny poziom jakości, co przełożyło się na dzisiejszy stan branży. - Regulacje są potrzebne, ale muszą mieć racjonalne rozłożone - puentował dyrektor Urbaniak.

POLECAMY W SERWISACH