Produkty ekologiczne od konwencjonalnych są droższe o około 50 proc., stąd mieszczą się w segmencie premium.
- Nasza spółdzielnia uzyskała ekologiczny certyfikat, gdyż uważam, że za kilka lat żywność ekologiczna będzie prawdziwym przebojem w Polsce. Na razie popyt nie jest duży i nie pokrywa wszystkich naszych mocy produkcyjnych, ale się zwiększa około 5 proc. rocznie. Myślę, że za 2-3 lata całość zakupionego surowca ekologicznego przerobimy na produkty ekologiczne - zakłada prezes Bożena Załubska.
Znalezienie niszy rynkowej to jest jakieś wyjście dla małych podmiotów. Podejście do tej kwestii bywa różne - są na polskim rynku przykłady specyficznych produktów wytwarzanych jedynie przez kilku producentów, inni stawiają na ekologię, jeszcze inni koncentrują się na specyficznym odbiorcy, jakim może być np. sektor Ho- ReCa. Jeśli małe mleczarnie nie znajdą swojej niszy, czegoś co robią najlepiej lub jako jedyne w Polsce, to wcześniej czy później znajdą się na skraju bankructwa.
Na szczęście coraz więcej lokalnych zakładów mleczarskich specjalizuje się i tym samym odnajdują się w obecnych realiach rynkowych.
Hossa i bessa
Częstym błędem popełnianym przez małe mleczarnie jest nierozważne korzystanie z wahań rynkowych.
W sytuacji, gdy następuje hossa i rosną ceny mleka przerzutowego, znacznie zmniejszają one swoją produkcję i odsprzedają surowiec większym producentom. Pozwala im to co jakiś czas uzyskać jednorazowy zastrzyk gotówki. Jednak, gdy nadchodzi bessa i muszą samodzielnie przetwarzać skupione mleko, okazuje się, że straciły część rynku. Próbując go odzyskać, muszą obniżać ceny. Małe mleczarnie mają też kłopoty z pozyskiwaniem surowca. Na ogół są w stanie zaoferować niższe stawki za mleko, co naraża je na ciągłe ryzyko utraty dostawców oraz zmusza do przyjmowania surowca o nie najlepszych parametrach. Współpracując z wieloma małymi gospodarstwami, ponoszą też wyższe koszty transportu mleka.


Prześlij»
Drukuj»
Komentuj»








