Generalnie jednak opinie są w tej kwestii podzielone. Część rolników obawia się uwolnienia rynku, inni widzą w tym szansę dla siebie. Likwidacja tego systemu może początkowo spowodować znaczną nadprodukcję i część rolników będzie musiała zaniechać produkcji mleka. Nie można jednak oczekiwać wspólnego stanowiska, bowiem zależy ono od profilu prowadzonej działalności.
- Moim zdaniem, zniesienie kwot będzie sprzyjało dalszemu rozwojowi dużych specjalistycznych gospodarstw, choć może spowodować chwilowe obniżenie stawek. To może być też moment, w którym z produkcji zrezygnują te gospodarstwa, dla których hodowla krów mlecznych jest jednym z kilku kierunków działalności, a przychody z tego tytułu nie stanowią o być albo nie być. Łatwiej będzie też osobom, które chciałyby rozpocząć niewielką produkcję związaną z obecnością w którejś z rynkowych nisz - warzeniem serów tradycyjnych, rolnictwem ekologicznym, sprzedażą mleka niepasteryzowanego, a nawet agroturystyką - uważa Edward Bajko, prezes Spomleku.
Coraz większa grupa rolników przystosowuje się do rynkowych warunków. Stale wzrasta liczba gospodarstw specjalistycznych, koncentrujących się na produkcji mleka, inwestujących w rozwój stad, obiektów i wyposażenia. Ich właściciele dostrzegają nie tylko korzyści wynikające ze skali - w takich gospodarstwach łatwiej jest osiągnąć optymalne parametry mleka, co bezpośrednio przekłada się na poziom dochodów.
Wciąż niewielkie jest jednak zainteresowanie tworzeniem grup producenckich.
Trudno to zrozumieć, zważywszy na istotną pomoc finansową ze strony budżetu państwa i ewidentne korzyści z tytułu konsolidacji dostaw. Większość mleczarni premiuje przecież dodatkowo wielkość dostaw, a i znalezienie solidnego odbiorcy jest łatwiejsze. - Problem tkwi chyba w mentalności i braku liderów dla takich działań, bo związana z tym biurokracja nie jest przesadna - zastanawia się prezes Bajko.


Prześlij»
Drukuj»
Komentuj»







