Portalspozywczy.pl - portal branży spożywczej i handlu

Obszerny wywiad z posłem na Sejm RP Mirosławem Maliszewskim

  • Autor: Paulina Mroziak, portalspozywczy.pl
  • Data: 01-03-2013, 11:15
Obszerny wywiad z posłem na Sejm RP Mirosławem Maliszewskim
Mirosław Maliszewski, prezes Związku Sadowników RP i Poseł z ramienia PSL // Fot. P.Pawłowski / ŻelaznaStudio

- Jeżeli w stosunkach przetwórcy - plantatorzy/grupy nic się nie zmieni, to zakłady będą miały do czynienia z notorycznym brakiem surowca. Być może za kilka lat produkcja owoców do przetwórstwa przesunie się do Europy Wschodniej, Chin czy Indii, gdzie jest tańsza siła robocza, a Polska stanie się silnym producentem owoców deserowych - mówi serwisowi portalspozywczy.pl, Mirosław Maliszewski, poseł z ramienia PSL, prezes Związku Sadowników RP.

- Jak wygląda struktura grup producenckich owoców i warzyw w Polsce? W jakich częściach kraju działa ich najwięcej i w czym się one najczęściej specjalizują?

Najwięcej grup specjalizuje się w produkcji owoców, a wśród nich dominują podmioty zrzeszające producentów jabłek. Tam organizacja rynku sięga poziomu nawet powyżej 20 proc. Grupy działają głównie tam, gdzie skoncentrowana jest produkcja, czyli głównie na Mazowszu, Lubelszczyźnie i w województwach - łódzkim i świętokrzyskim.

Gorsza sytuacja jest w sektorze owoców miękkich, gdzie obserwujemy pilną potrzebę organizacji rynku.

Najsłabsza organizacja występuje jednak w sektorze warzywnictwa - utrzymuje się na poziomie zaledwie kilku procent. Bardzo niewielu plantatorów zorganizowało się w grupy. Być może nie ma odpowiednich organizacji branżowych, które by zachęciły do tworzenia grup i pomogły podmiotom przebyć drogę do uzyskania wsparcia. Redukcja unijnych dotacji zatrzyma więc to, co dopiero ledwo ruszyło.

Wyjątkiem w sektorze warzywnictwa są producenci warzyw szklarniowych, którzy są dość dobrze zorganizowani.

- Jakie są największe problemy grup producenckich w Polsce?

Grupy mają szereg problemów. Największe dotyczą dokończenia rozpoczętych inwestycji. Jest to następstwo decyzji KE, która zapadła wiosną br., a która zredukowała poziom finansowania, co znacząco zatrzymało proces inwestycji w całej Polsce.

Jednak problemy mają też grupy, które już funkcjonują. Po pięciu latach dochodzą one bowiem do uznania i kończy się refundacja kosztów związanych z ich inwestycjami, wchodzą w wolny rynek z pełnymi obciążeniami. A te obciążenia to m.in. podatek od nieruchomości, sprawy płac pracownikom czy choćby obsługa kredytów wcześniej zaciągniętych na inwestycje. A są to spore kwoty.

Ponadto obserwujemy brak współpracy między poszczególnymi grupami - są to zazwyczaj osobno działające podmioty, które cechuje często konkurencja polsko-polska. Przy braku współpracy przy obsłudze odbiorców - niezależnie czy są to podmioty za granicą czy sieci handlowe w kraju - grupy nie są w stanie dostarczyć bardzo dużej ilości towaru - a działając w pojedynkę brakuje im mocy. Dlatego grupom zaczyna brakować marży handlowej na obsługę tych wszystkich zobowiązań, jakimi są kredyty czy podatki. Istnieje więc zagrożenie, że zacznie im brakować funduszy na to, aby przetrwać następne lata. Szczególnie zagrożone są grupy, które prowadzą duże obiekty, ponieważ obsługa podatku od nieruchomości kosztuje je nawet kilkaset tysięcy złotych rocznie.

Jest to pierwszy czynnik, który powinien zachęcić grupy do współpracy, choćby przy realizacji dużych kontraktów. Nawiązując takie porozumienia handlowe, grupy producenckie mają szansę na uzyskanie wyższych cen za polskie owoce i warzywa na rynkach światowych.

- Jakimi innymi działaniami - poza wsparciem unijnym - można pomóc rozwojowi grup producenckich w Polsce?

Największa pomoc dotyczyła 5-letniego okresu dochodzenia do uznania dla grup wstępnie uznanych, czyli 75-proc. refundacja na dokonywane inwestycje. Było to wsparcie na poziomie europejskim, z którego Polska bardzo intensywnie korzystała. Niestety ten mechanizm został już zmodyfikowany i określono limit środków na ten cel, ale grupy, które rozpoczęły już inwestycje i weszły w proces dochodzenia do uznania, dokończą je na takich właśnie preferencyjnych warunkach.

UE zakłada także dofinansowanie rozwoju grup producenckich w nowej perspektywie finansowej po 2013 roku. Będzie istniało dofinansowanie do tzw. programu operacyjnego. Grupy będą określały jakie cele chcą osiągnąć i jakimi metodami, a jednocześnie będą odprowadzały niewielki procent swoich obrotów na specjalny fundusz. Z tego właśnie funduszu rozdysponowane będą środki na działalność grup - im większa grupa, im wyższe osiąga obroty i im większą ma ilość członków, tym może liczyć na wyższą dotację. Grupy i spółdzielnie na zachodzie Europy chętnie korzystają z tego rodzaju wsparcia.

Ponadto dla tych grup, które chcą inwestować w nowe obiekty i zwiększenie mocy produkcyjnych chcielibyśmy przeznaczyć fundusze z Programu Rozwoju Obszarów Wiejskich. Tu jednak będzie trudno uzyskać wsparcie wyższe niż 40-50- procentowy zwrot kosztów.

- Jak wygląda sytuacja grup, które dopiero są w trakcie inwestycji? Kto najbardziej stracił na modyfikacji unijnego finansowania rozwoju grup?

Te grupy, które zgłosiły wnioski na "starych" zasadach finansowania, czyli te już są w okresie dochodzenia do uznania, otrzymają wsparcie unijne na poziomie 75 proc. Takich grup jest obecnie kilkadziesiąt w całej Polsce i one mogą na razie spokojnie patrzeć w przyszłość.

Najwięcej stracił niezagospodarowany rynek. W Polsce mogłoby jeszcze powstać wiele grup producenckich, zarówno owocowo-warzywnych, jak i ogólnie rolnych. Ci, którzy zdecydują się na zawiązanie grupy teraz, wejdą w zupełnie inny mechanizm finansowania, gdzie na rozwój tego typu podmiotów będzie przeznaczona określona kwota pieniędzy - 10 mln euro rocznie. Wcześniej nie było takiej górnej granicy i z tego korzystały polskie grupy, które spełniały wymogi unijne klasyfikujące je do otrzymania wsparcia. Dlatego też w Parlamencie Europejskim mówiło się, że „polscy producenci owoców i warzyw rozbili unijny bank!". Rodzime grupy przekroczyły budżet zaplanowany na nasz kraj kilkadziesiąt razy. Trzeba się cieszyć, ponieważ te inwestycje zostały w Polsce i będą pracowały na rzecz naszej gospodarki.

- Czy Polska musiała znowelizować ustawę o rynkach owoców i warzyw, która wdrażała te właśnie nowe przepisy unijne?

Gdybyśmy nie znowelizowali tej ustawy, grupy, które zgłosiły wnioski na "starych" zasadach finansowania, i które są obecnie w fazie inwestycji nie dostałyby tego 75-proc. wsparcia unijnego, więc nie mieliśmy innego wyjścia.

- Czy Polska potrzebuje zwiększenia ilości grup producenckich, czy - jak proponował komisarz Ciolos - zwiększenia liczby członków w ramach już działających podmiotów?

Nie zawsze możliwe jest przyjęcie do grupy nowych członków, choćby dlatego, że inwestycje np. w magazyny czy nowoczesne sortownie owoców, zostały wykonane na miarę - czyli na potrzeby określonej liczy plantatorów.

Inną przeszkodą jest aspekt finansowy. Przypomnę, że cały proces powstawania grup opierał się o kredytowanie i pomysłodawcy założenia grupy brali na siebie ciężar tych kredytów - zastawiając często dorobek całego życia. A nowy członek wchodząc do już istniejącej grupy nie bierze na siebie tego ciężaru, a jest często przyjmowany na takich samych zasadach jak reszta. Nie wszyscy chcą się na to godzić. Dlatego ci nowi wchodzą do grup zazwyczaj na zasadzie spółek kapitałowych i na o wiele gorszych warunkach niż pionierzy.

Komisarz Ciolos pokazał nam jakiś kierunek, ale nie do końca się z nim zgadzamy. W Polsce istnieje potrzeba powoływania nowych grup w miejscach, gdzie ich jeszcze nie ma.

- Panie Pośle, jak Pan ocenia współpracę grup producenckich z przetwórcami?

Kiedy dyskutowaliśmy z zakładami przetwórczymi w minionych latach, szczególnie w ostatnich, które cechowały niskie ceny owoców, przetwórnie narzekały, że po stronie plantatorów nie mają partnerów, którzy byliby im w stanie zapewnić duże, jednolite partie towaru. Plantatorzy deklarowali wtedy, że uruchomią proces organizacji.

Trzeba zaznaczyć, że owoce na przetwórstwo były i wciąż są skupowane przez zakłady lub przez firmy, które później odsprzedają surowiec przetwórniom. Ten mechanizm jest jednak zawodny, ponieważ punkty skupu kreują ceny wykorzystując sytuacje rynkowe - czy to nadpodaży czy dużego popytu - i wpływają niekorzystnie na cały rynek.

Obecnie - kiedy rynek jest w fazie organizacji - zakłady przetwórcze powinny wyjść z inicjatywą do grup producenckich i widzieć w nich partnera dostarczającego duże jednolite partie towaru. Wtedy można też rozmawiać o cenach w dłuższym przedziale czasowym. Grupy są do tego przygotowane.

Obserwujemy jednak, że ze względu na niskie ceny owoców kierowanych do przetwórstwa, plantatorzy, a także grupy, ukierunkowują się na produkcję i handel owocami deserowymi - zwłaszcza, że dysponują nowoczesną bazą przechowalniczą. Uciekają od przetwórstwa, ponieważ większe zyski przynosi dziś produkcja owoców deserowych, których duże partie kierowane są na eksport.

Klasycznym przykładem są jabłka i truskawki, których ceny do przetwórstwa są nawet kilkakrotnie niższe niż owoców deserowych. Przy niewielkiej różnicy pomiędzy kosztami produkcji, plantatorzy wybierają - i słusznie - produkcję tych drugich.

Jeżeli w stosunkach przetwórcy - plantatorzy/grupy nic się nie zmieni, to zakłady będą miały do czynienia z notorycznym brakiem surowca.
Być może za kilka lat produkcja owoców do przetwórstwa przesunie się do Europy Wschodniej, Chin czy Indii, gdzie jest tańsza siła robocza, a Polska stanie się silnym producentem owoców deserowych. Takie zjawisko na przestrzeni ostatnich 40 lat obserwowaliśmy w Europie Zachodniej, która była swego czasu znaczącym producentem owoców do przetwórstwa.

W Polsce na razie występuje równowaga - 50 proc. owoców trafia do przetwórstwa, ale sukcesywnie zwiększa się udział owoców deserowych.

- Czy zasadna jest teoria, że redukcja funduszy na powstawanie nowych grup producenckich to działanie europejskiego lobby, które obawia się wzrostu obecności polskich owoców dobrej jakości na arenie międzynarodowej?

Na pewno nie jedyną przyczyną redukcji tej dotacji były względy finansowe. Widzimy drugie dno. Nasi partnerzy czy konkurenci w krajach Europy Zachodniej zauważyli, że rynek zaczął się konsolidować, a grupy producenckie osiągają coraz większy udział w sprzedaży owoców na rynkach międzynarodowych. Polska staje się coraz silniejsza w dystrybucji owoców w Europie oraz na bardzo chłonnym rynku rosyjskim. Tam udział polskich owoców w sprzedaży wciąż wzrasta, natomiast udział pozostałych krajów UE - spada.

Obserwujemy też, że na rynkach Europy Zachodniej spada też produkcja jabłek i innych owoców, a lukę na rynku zapełniają właśnie owoce z Polski.

Ponadto zauważamy, że są kraje - np. Holandia, które mają bardzo dobrze rozwiniętą dystrybucję i handel i chciałyby handlować polskimi owocami. Tylko, że wtedy przedsiębiorcy zagraniczni pobierają wartość dodaną z tytułu sprzedaży polskich owoców, a nie polskie grupy czy plantatorzy! A przypomnijmy, że polskie owoce są bardzo cenione na świecie i handlowcy potrafią je sprzedać po wysokich cenach, o których polscy producenci mogą jedynie pomarzyć. Przed tymi właśnie zjawiskami zaczęły bronić się kraje europejskie.

- Czy to oznacza, że cena jaką otrzymują producenci owoców jest za niska do sytuacji na rynkach międzynarodowych?

Polskie grupy/plantatorzy nie mogą się jeszcze bezpośrednio przebić do międzynarodowych kanałów dystrybucji, dlatego sprzedają taniej - pośrednikom. Ale - z drugiej strony - tym sposobem wypieramy naszych konkurentów. Musimy jednak pracować nad tym, aby polskie owoce sprzedawały się na świecie nie tylko dlatego, że są tanie, ale głównie dlatego, że są smaczne. Wysoka jakość wymaga atrakcyjnych cen.

W mojej ocenie podwyżki nie spowodowałyby utraty rynku czy zmniejszenia pozycji polskich owoców. Nawet przy wzroście cen, byłyby one konkurencyjne na międzynarodowych rynkach.

Jednak, aby poprawić tę sytuację potrzebna jest np. współpraca między plantatorami oraz grupami producenckimi i szeroka promocja polskich owoców w świecie.

- A jak wygląda sytuacja cenowa polskich owoców do przetwórstwa na tle międzynarodowym?

Wielu specjalistów wykazuje, że polskie owoce do przetwórstwa są nadal jednymi z najtańszych już nie tylko w Europie, ale i na świecie. Np. w Chinach jabłka są droższe niż w Polsce, a przecież koszty choćby siły roboczej są niewspółmiernie niższe.

Dziwi nas ta sytuacja, zwłaszcza, że cena koncentratu jabłkowego na świecie osiąga bardzo wysokie ceny i rośnie zapotrzebowanie na ten produkt. A koncentrat z polskich jabłek ma ceniony smak, gdyż nie jest słodki, jak np. ten z Chin. Ponadto kraje europejskie zanotowały znaczący spadek zbiorów tych owoców.

W tym sezonie cena kilograma jabłek przemysłowych oscyluje w granicach 40-50 gr. Moim zdaniem ta cena może być wyższa.

- Plantatorzy, na mocy ustawy o produkcji i obrocie wyrobów winiarskich, mogą produkować i wprowadzać do obrotu napój niskoalkoholowy cydr - z własnych owoców i nie większej ilości niż 10 tys. litrów rocznie. Czy to dużo? Czy jest to opłacalny biznes?

10 tys. litrów to nie jest mała ilość. Oczywiście można wprowadzić poprawki w ustawie, ale na razie nie widzę takiej potrzeby. Moim zdaniem są inne, większe bariery, które hamują produkcję cydru w gospodarstwach indywidualnych, ale będziemy je stopniowo likwidowali.
Jedną z nich jest kwestia stawki akcyzowej, która jest o wiele wyższa niż w przypadku piwa. To powoduje, że cydr ma miano produktu "elitarnego". Środowiskowi sadowniczemu udało się jednak wpłynąć na Ministerstwo Finansów i tym momencie przyjmowane są tzw. ustawy okołobudżetowe, w których zawarto przepis, że „akcyza na cydr zmniejszona zostanie do takiego samego poziomu, jak akcyza na piwo". W tym przepisie upatrujemy rozwój rynku cydru w Polsce.

Indywidualni plantatorzy mogą produkować cydr we własnych gospodarstwach bez prowadzenia składu podatkowego czy spełniania surowych wymogów technologicznych, którym podlegają duże zakłady. Można rozpocząć produkcję w tzw. domowych warunkach. Ułatwieniem też jest to, że nie trzeba zakładać specjalnej firmy - gospodarstwo musi jedynie uzyskać formalną zgodę na produkcję od resortu rolnictwa.
Obserwujemy duże zainteresowanie cydrem ze strony producentów przemysłowych. W tego typu działalność na szerszą skalę chcą wchodzić sami plantatorzy jabłek czy grupy producenckie, które zakładają specjalne firmy produkcyjne. Oni będą pierwsi, którzy utorują cydrowi drogę i stworzą podwaliny rynku cydru w Polsce.

Obserwuję spore zapotrzebowanie na cydr w naszym kraju. Sygnały, które płyną z branży piwowarskiej pokazują, że konsumenci oczekują nowych owocowych i orzeźwiających smaków alkoholi niskoprocentowych. Cydr może więc zgarnąć sporą część kategorii piw smakowych.
Jedyną obawą związaną z zainwestowaniem przynajmniej kilkuset tysięcy złotych w produkcję cydru to właśnie dotychczasowy brak rynku i zainteresowania konsumenta. Podobnie było z mętnymi sokami tłoczonymi, które jeszcze niedawno były nikomu nieznane, a dziś 3- i 5-litrowe worki z tym produktem ma w swojej ofercie prawie każda sieć handlowa, a produkt stale podbija serca nowych konsumentów. W mojej ocenie, tak samo będzie z cydrem.

- "Od rolnika do pośrednika 3000 procent znika"... Jakie są pomysły na skrócenie łańcucha dystrybucji i promowania rodzimych produktów?


Trudno będzie poradzić sobie ze zjawiskiem istnienia dużej liczby pośredników, którzy zabierają producentom marże. Ponadto wiele sieci handlowych wymusza na dostawcach niskie ceny owoców czy warzyw, a ceny dla konsumentów są już znacząco wyższe.

Jednak środowisko sadownicze prowadzi działania mające na celu poprawę warunków handlu owocami i warzywami. Takim mechanizmem są choćby grupy producenckie, które dostarczają swoje produkty bezpośrednio do odbiorców, eliminując w łańcuchu dostaw m.in. hurtownie. Był też pomysł, aby zwiększyć ilość rynków hurtowych w miastach, ale on nie do końca rozwiązuje ten problem, ponieważ tam handel odbywa się najczęściej pomiędzy pośrednikami - dla grup czy plantatorów jest to zazwyczaj zbyt mała skala sprzedaży.

Dobre praktyki stosowane są w sieciach handlowych we Francji, gdzie na etykiecie z ceną dla konsumenta widnieje także cena, jaką za produkt otrzymał plantator. Handlowcy mają więc presję, aby ta różnica nie była zbyt duża.

Sytuacja „znikających marż" nie podoba się także na poziomie unijnym, dlatego czekamy na uregulowania wspólnotowe.

- Czy współpraca z sieciami handlowymi to tylko przysłowiowe "krew, pot i łzy"?

Oczywiście, że nie! Widzimy wiele pozytywnych stron współpracy z sieciami handlowymi. Cechuje je m.in. stałość dostaw, terminowość odbiorów czy płatności. Dostawca ma tę pewność, że za dany produkt zawsze otrzyma pieniądze - choć czasem czeka na nie kilkanaście tygodni, bo tyle jest zapisane w kontrakcie. Taka pewność nie zawsze towarzyszy eksportowi owoców.

Sieci mają także duży wpływ na jakość, ponieważ wymusiły dobre opakowania czy terminowość dostaw. Wypracowano więc standardy, które ułatwiły także rozwój eksportu.

Minusem takiej współpracy są jednak różnego rodzaju opłaty - marże z tytułu obrotu, opłat półkowych, za udział w akcjach promocyjnych czy gazetkach. Ponadto podczas tego typu promocji trzeba dostarczyć tańszy produkt i więcej zapłacić w przypadku sprzedaży większej ilości towaru.
Ostatnio dostawcy skarżyli się na proceder jednej z zagranicznych sieci, że trzeba zapłacić za to, że kupcy sieci zaproszą na rozmowy handlowe.

- Czy w Polsce przybywa sadów owocowych?

Tak, od kilku lat obserwujemy proces zwiększania powierzchni sadów w Polsce - ciągu ostatnich 10 lat ten wzrost sięgnął nawet kilkanaście procent. Zwiększa się także ich wydajność.

Jest to ewenement na skalę europejską, ponieważ żaden unijny kraj nie zwiększa w tej chwili ilości nasadzeń. W Polsce dzieje się tak, ponieważ sadownicy otrzymują coraz wyższe ceny za jabłka. Obserwujemy więc też, że plantatorzy, którzy zajmowali się uprawą malin czy porzeczek - widząc spadek dochodowości - przekształcają swoje plantacje w sady jabłkowe, które są stabilniejszym źródłem dochodu.

Można zauważyć, że uprawa tych gatunków owoców, które można przeznaczyć na cele deserowe, czyli np. śliwek, gruszek, jabłek, czereśni czy truskawek, będzie się rozwijać w naszym kraju. Spadek nasadzeń czeka takie gatunki jak wiśnie, maliny czy porzeczki, które są przeznaczane głównie do przetwórstwa i, za które trudno obecnie uzyskać godziwe ceny.

- Jak wygląda sytuacja w przypadku brzoskwiń czy moreli?

W sektorze moreli sytuacja jest dość stabilna - uprawiamy te owoce, ale na arenie międzynarodowej znacząco przegrywamy z plantatorami z południa Europy, gdzie uprawom sprzyja klimat. W przypadku brzoskwiń wypracowaliśmy uprawy kilku odmian, które z powodzeniem uprawiamy.
Zarówno uprawa moreli i brzoskwiń, ma jedną znaczącą wadę - są to gatunki ciepłolubne. Dodatkowo przemarznięciom ulegają nie tylko zawiązki podczas wiosennych przymrozków, ale także drzewa w czasie długich i mroźnych zim. Taka sytuacja miała właśnie miejsce w ostatnich latach. Choć był już taki moment sprzed kilku lat, kiedy Polska była znaczącym eksporterem brzoskwiń na rynek rosyjski.

Należy się spodziewać, że te plantacje zostaną odbudowane.

- Są kraje na wschodzie Europy i na Bałkanach, które masowo inwestują w rozwój sadownictwa. Czy w najbliższym czasie możemy spodziewać się z ich strony poważnej konkurencji?

Na razie nie mamy się czego bać, ponieważ wyróżnia nas jeden z najbardziej preferencyjnych do uprawy sadów jabłkowych, klimat w Europie. Ponadto mamy tradycję i techniki uprawy, których niektóre kraje mogą nam pozazdrościć.

Konkurencja na pewno będzie rosła, ale zapowiedzi, że Rosja czy Ukraina będą za 5 lat samowystarczalne jeśli chodzi o produkcję jabłek, są błędne. Kraje te cechuje szybko rosnące spożycie tych owoców i na pewno jeszcze przez wiele lat będziemy tam z powodzeniem eksportować.

KOMENTARZE

Artykuł nie posiada jeszcze komentarzy! Twój może być pierwszy. Wypowiedz się!

PARTNER SERWISU

SUBSKRYBUJ PORTALSPOZYWCZY.PL

NEWSLETTER

Najważniejsze informacje portalu portalspozywczy.pl prosto do Twojej skrzynki pocztowej

Portal Spożywczy: polub nas na Facebooku


Portal Spożywczy: dołącz do nas na Google+


Obserwuj Portal Spożywczy na Twitterze


Oferty pracy (22 138) + DODAJ OFERTĘ



Polecane oferty


Nasi partnerzy

  • hrk.pl
  • monsterpolska.pl
  • jobs4sales.pl
  • przedstawiciele.pl
  • jobexplorer.pl
  • jobexpress.pl
  • infopraca.pl
  • praca.pl
  • praca.pl
Oferty przetargów (2 782 270)


Polecane oferty


Oferty nieruchomości


Polecane oferty


Nasi partnerzy

  • www.industrial.pl
  • www.nportal.pl
  • tabelaofert.pl
Oferty komunikatów (397 662)


Polecane oferty

Nasz partner

  • www.komunikaty.pl
Obiekty konferencyjne

» Wyszukiwanie zaawansowane

POLECAMY W SERWISACH