Jak tłumaczy, sądy krajowe mają obowiązek stosować się do interpretacji przepisów wspólnotowych dokonanych przez Trybunał Sprawiedliwości. - Co także interesujące, polski rząd był jednym z
niewielu, który przedstawił swoje stanowisko w sprawie. Jak się okazało, było to stanowisko zgodne z późniejszym wyrokiem Trybunału Sprawiedliwości - dodaje mec. Marcin
Fijałkowski.
Jego zdaniem wyrok Trybunału Sprawiedliwości niewątpliwie zasmucił jednych i ucieszył drugich. - Dla właścicieli marek, szczególnie tych najpopularniejszych, wyrok oznacza ograniczenie możliwości
ochrony swoich praw. Dla tych przedsiębiorstw, które wykonują na zlecenie innych czynności czysto techniczne, np. napełniają cudze pojemniki, wyrok oznacza spokój. Dla zleceniodawców z kolei wyrok
stanowi wskazówkę, jak zorganizować produkcję tak, żeby zredukować ryzyko zapłacenia odszkodowania - tłumaczy ekspert z kancelarii Baker and McKenzie.
Dodaje, że dotychczas przedsiębiorcy wykonujący czynności czysto techniczne musieli się zabezpieczać przed ryzykiem naruszenia cudzych oznaczeń przy wykonywaniu zlecenia stosując odpowiednie
klauzule umowne gwarantujące, że zleceniodawca zwróci ewentualne odszkodowanie z tytułu naruszenia cudzych znaków towarowych. - Obecnie, wynegocjowanie takiej klauzuli nie będzie absolutnie
konieczne, gdyż Trybunał Sprawiedliwości przesądził, że podmiot napełniający opakowania dla osób trzecich na zlecenie nie używa znaków umieszczonych na tych opakowaniach i, w konsekwencji, nie może
naruszać cudzych praw - mówi mec. Fijałkowski.
Jego zdaniem wyrok ten też ogranicza możliwości, jakie mają właściciele znanych marek w walce z podmiotami naruszającymi ich prawa. - Dotychczas, w sytuacji opisanej w przedmiotowej sprawie, jedną
z opcji było uderzenie w podwykonawcę w celu zdezorganizowania łańcucha dostaw naruszyciela. Zaatakowanie podwykonawcy naruszyciela było tym bardziej zalecane im trudniej było skutecznie uderzyć w
samego naruszyciela. Tak też było w niniejszej sprawie. Red Bull postanowił zaatakować holenderską spółkę
Winters, która wyłącznie rozlewała napoje na zlecenie Smart Drinks, zamiast uderzyć bezpośrednio w Smart Drinks - tłumaczy.
- Można się domyślać, że Red Bull wybrał zaatakowanie podwykonawcy ulokowanego w Holandii, kraju znanym ze skutecznej ochrony praw własności przemysłowej, ze względu na obawę, że uderzenie w
naruszyciela zarejestrowanego na Brytyjskich Wyspach Dziewiczych nie przyniesie żadnych efektów. Pozwana spółka z Brytyjskich Wyspach Dziewiczych zapewne kontynuowałaby swoją działalność, tyle że
pod inną nazwą - podsumowuje mecenas z kancelarii Baker and McKenzie.
Czytaj także:
Trybunał Sprawiedliwości UE: Red Bull nie może oskarżać firmy rozlewającej napoje o łamanie prawa do znaków towarowych
Polecamy:
Zobacz także:
- Red Bull: Energetyki przynoszą atrakcyjne zyski detalistom przy niskich kosztach operacyjnych (25-05-2012, 14:03)
- Polskie energetyki jadą w świat. Osiągną sukces? (24-05-2012, 13:53)
- Przedsiębiorcy nie chronią skutecznie swoich znaków towarowych (23-05-2012, 14:51)
- Prezes Herbapolu: Kategoria energetyków jest coraz mniej atrakcyjna dla nowych graczy (23-05-2012, 10:41)
- Las Vegas Power Energy Drink inwestuje w segment napojów funkcjonalnych (17-05-2012, 16:28)
- FoodCare chce podbić USA (11-05-2012, 08:35)
- Michalczewski nie ma wyłącznych praw do oznaczenia Tiger? Sąd oddalił pozew boksera (10-05-2012, 14:44)
- Prezes PB Group Premium Beverages: Rynek energetyków jest nadal atrakcyjny marżowo a to pobudza konkurencję (09-05-2012, 14:11)


Prześlij»
Drukuj»
Komentuj»











