Z początkiem kwietnia Ministerstwo Rolnictwa alarmowało, że grozi nam 10-15-procentowy wzrost cen żywności. W lipcu mieliśmy widowiskową awanturę w Sejmie pod hasłem: jest drożyzna, niech rząd coś z tym zrobi. Czy to była tylko histeria, czy też obecne uspokojenie cen żywności jest chwilowe, a hasło: żywność jest droga - wciąż aktualne?
Doc. Jadwiga Seremak-Bulge: - Jeżeli porównamy ceny żywności w długim okresie, to okaże się, że żywność staniała - i to znacznie. Od 2000 r. wzrost jej cen nie przekroczył wskaźnika inflacji. Od 2004 r.
na skutek tzw. syndromu pointegracyjnego oraz bardzo dużej różnicy cen w Polsce i "starych" krajach członkowskich UE ceny ruszyły u nas mocno w górę. To były dwa lata - drugi raz w 2007 roku - kiedy żywność drożała w Polsce szybciej niż inne towary konsumpcyjne. W pozostałych latach mieliśmy do czynienia z relatywnym tanieniem żywności i do tej tendencji wracamy w roku 2008.
Według Eurostatu, od kwietnia 2007 r. do kwietnia roku 2008 żywność zdrożała o 6,8 proc., a inflacja była na poziomie 4,3 proc.
Doc. Jadwiga Seremak-Bulge: - Inflacja za cały rok 2007 wyniosła 2,5 proc., a żywność zdrożała o 4,9 proc. Z podobną sytuacją mieliśmy do czynienia w roku 2004. Teraz wracamy do normalnego stanu, gdy żywność relatywnie nieco tanieje. To, co działo się w pierwszej połowie tego roku, gdy żywność drożała szybciej niż towary nieżywnościowe, wynikało z tego, że zastosowano wskaźniki rok do roku - bo de facto od początku 2008 r. mamy do czynienia z malejącym tempem wzrostu cen żywności. Duży przyrost cen skończył się w 2007 roku. A teraz mamy ich sezonową obniżkę. W 2008 roku żywność na pewno nie będzie elementem przyspieszającym inflację, a raczej będzie ją stabilizować.
Będziemy mieli do czynienia ze stabilnym rynkiem żywnościowym.
Dr Mateusz Szczurek: - Przez ostatnie trzy lata - a nawet zaryzykowałbym twierdzenie, że chodzi o okres od 1999 do 2000 roku - coś się jednak zmieniło. Być może w Polsce rzeczywiście ceny żywności rosły nieco wolniej niż inflacja, ale w świecie nastąpiła zmiana. Przez całe dekady, od lat 50. aż do lat 70. minionego wieku - kiedy to nastąpił pierwszy powojenny wstrząs na rynkach żywnościowych - ceny żywności niemal zupełnie się nie zmieniały, a realnie malały i to bardzo znacząco. Później mamy skok cen pod koniec lat 70. - a potem znów przerwa, okres cen płaskich do 2000 r., kiedy na świecie zaczęły one rosnąć i w zeszłym roku osiągnęły dość zastraszające tempo tego wzrostu. W odpowiednio długiej perspektywie, rzecz jasna, to nie jest nic nadzwyczajnego, bo żywność zajmuje coraz mniej miejsca w potrzebach konsumpcyjnych...


Prześlij»
Drukuj»
Komentuj»








