- Czy handlując winem, poza tym, że trzeba się na nim znać, należy też być jego pasjonatem? Czy można to robić, uważając, że to tylko biznes, taki jak sprzedawanie farb czy rozpuszczalnika w butelkach?
- Z moich obserwacji wynika, że 99 proc. sprzedawców wina działa tak jak ja - z zaangażowaniem - i robi to dosyć skutecznie. Nie mogę powiedzieć, że to się nie uda bez pasji i ten bakcyl musi być tak rozwinięty, jak u mnie, ale to bardzo pomaga.
Ja tę pasję znalazłem po wielu latach zajmowania się czymś innym. To był wybór bardzo świadomy, znalezienie zupełnie innego środowiska, spokoju, miejsca, gdzie człowiek może być sam. Oczywiście, sprzedaż wina nie jest pracą w samotności, ale jest to robione tak, jak ja chcę - z przekazywaniem klientom wielu informacji. I nie chodzi tu o informację o zawartości butelki, ale o miejscu, w którym wino powstaje, a przede wszystkim o ludziach, którzy je robią. To jest moja idea.
Biznes pozwala mi działać w sferze innej niż dotychczas, ponadto zmusza mnie do rannego wstawania z łóżka, dyscyplinuje.
Traktuję to, co robię, bardzo osobiście.
- Znawca wina, prawdziwy koneser, nie rodzi się w ciągu roku-dwóch. Do tego się dochodzi latami, zwłaszcza w kraju nie mającym tradycji winiarskich. Kiedy się ta pasja zrodziła?
- Nie mam siebie za konesera. Ja po prostu wino lubię. W równym stopniu, jak smak, lubię klimat, jaki się wokół wina tworzy. To jest też sprawa tradycji, pewnej ciągłości, której nie znajduję w Polsce.
- No właśnie, u nas robi się biznes na wódce, na Dorato-Spumante, nic nie ujmując posłowi Palikotowi, byłemu właścicielowi firmy Ambra.
Czy można się dorobić dużego majątku, handlując winem?
- Polska jest krajem raczkującym w tej dziedzinie, ale mamy talent do szybkiego nadrabiania zaległości i ten rynek prędko się rozwija. Jesteśmy na poziomie Danii w 1952 roku, jeśli chodzi o tzw. spożycie wina gronowego importowanego. To jest przestrzeń, która nas dzieli od cywilizacji.
Promując wino, opowiadając o nim tak dużo, używam siebie, swego nazwiska i twarzy po to, żeby zmniejszać ten dystans.
Nie po to, żeby zmieniać swój status materialny, bo on się specjalnie z tego powodu nie poprawi. Nie mam zresztą takiej potrzeby. Chodzi mi o pewną ideę.
Ale jestem przekonany, że w niedalekiej przyszłości da się przyzwoicie zarabiać na handlu winem.


Prześlij»
Drukuj»
Komentuj»






