- Glinojeck, największa cukrownia w Polsce, został kupiony przez Niemców, a nie przez KSC. Co Pan na to?
- Jest to wydarzenie na rynku cukru w Polsce bardzo istotne. Pierwsza tak duża transakcja po przeobrażeniach, które miały miejsce wcześniej, i bardzo żałuję, że nie my jesteśmy nabywcami. Od początku, kiedy tu jestem, uważam, że była to znakomita okazja dla KSC. Położenie Glinojecka, skala produkcji, obszary plantacyjne - wszystkie te aspekty przemawiały za tym, żebyśmy to my byli właścicielami tej cukrowni. Sytuacja, w której z polskiego rynku wycofuje się taka firma, jak British Sugar Overseas (BSO), rzadko się zdarza i okazję t ę należało po prostu wykorzystać. Zwłaszcza że zdecydowanie twierdzimy, iż potencjał cukru, jaki mamy, czyli 550 tys. ton, jest zdecydowanie zbyt mały, aby KSC SA się rozwijała, aby wzmacniała swoją pozycję i aby w pewnym momencie nie została sprowadzona do pozycji małego lokalnego producenta, który będzie bardzo podatny na ogólnoeuropejskie działania grup producenckich, które niestety mogą doprowadzić do rzeczy najgorszej, czyli wyeliminowania nas z rynku.
- Jakie według Pana to przejęcie będzie miało bezpośrednie konsekwencje dla KSC SA?
- Myślę, że sprawa Glinojecka długo jeszcze będzie rozpatrywana w mojej firmie jako, nie powiem, że porażka, ale brak sukcesu, ponieważ kwota na sprzedaż 150 tys. ton cukru, który miała BSO, oraz zdolność rafinowania cukru trzcinowego, która wynosi 180 tys. ton, to jest potencjał, o którym my, jako zarząd KSC SA, marzymy - taki cel postawiliśmy sobie w strategii na najbliższe pięć lat. To była znakomita okazja do tego, żeby zrealizować strategię w pierwszym półroczu działania. Dodatkowo, w ramach reformy europejskiego rynku cukru, KSC została zmniejszona kwota na produkcję cukru o blisko 150 tys. Niestety, straciliśmy okazję do odbudowania naszego potencjału i wejścia w rafinację cukru surowego czy trzcinowego, ponieważ cukrownia Glinojeck kończy budowę instalacji do jego rafi nacji.


Prześlij»
Drukuj»
Komentuj»








