Musiałem dać ten napis - mówi właściciel Sławomir Piechorowski, żeby nie odpowiadać bez przerwy na pytania, co się tutaj mieści.
Nic dziwnego, że się turyści tutaj zatrzymują - budynek jest pięknie odrestaurowany, a ceglany komin z ciemnej cegły dodaje mu uroku. Obraz psuje nieco wielka kupa trocin, które szufl ą dorzuca do
pieca pracownik gorzelni. Ale trociny to i tak lepsze paliwo niż węgiel, tańsze i mniej zanieczyszczające środowisko.
Pruskie czasy
Gorzelnię założyła w 1904 roku rodzina Hildebrandtów, która w posiadanie majątku we wsi Osieki (ponad 500 ha) weszła w połowie poprzedniego wieku.
Tutaj była główna siedziba rodu, choć mieli też Hildebrandtowie swoje posiadłości w okolicznych wsiach. W budynku gorzelni mieszkał kierujący gorzelnią jeden z członków rodziny. W roku 1939
właścicielem majątku był Karl Hildebrandt, major w stanie spoczynku. Po 1945 roku gorzelnię, ocalałą z wojennej zawieruchy, przejęło państwo, a na ziemiach po Hildebrandtach
powstał PGR. Potomkowie właścicieli do dziś przyjeżdżają do Osieków. Pierwsi właściciele gorzelnię traktowali głównie jako wytwórnię pasz dla bydła - interesował ich przede wszystkim wywar
pozostały po wyprodukowaniu surowego spirytusu, tzw. surówki. A spirytusem płacili chłopom należność za dostarczone kartofl e.
Z gorzelniczej rodziny
- Przyszedłem do Osieków na kierownika gorzelni w 1980 roku - wspomina Sławomir Piechorowski. - Miałem wtedy 20 lat. Wcześnie zacząłem, ale to rodzinna tradycja. Ojciec kierował gorzelną w
Sierakowie, tam się urodziłem. Siostra mamy także kierowała gorzelnią, a moje siostry też są po kursach dla kierowników gorzelni.
Jedna z nich prowadziła tę w Osiekach, gdy ja poszedłem do wojska.
Kiedy po 1989 roku zaczął się rozpad PGR-ów, Sławomir Piechorowski postanowił pójść na swoje i gorzelnię wydzierżawić.
W 1993 roku startował do przetargu na dzierżawę gorzelni w Sierakowie, tej, w której się urodził. Ale przetargu nie wygrał. Zaproponował kwotę równą 3,5 proc. od wartości brutto firmy, a konkurent
dał w ofercie 3,6 proc. Nie liczyły się sentymenty, rodzinne związki z Sierakowem, tylko te 0,1 proc. więcej. I w tym samym roku wygrał przetarg na Osieki - mniejsze, starsze, ale cały czas na
chodzie. No i na przetargu była mniejsza konkurencja.
- Za samą koncesję 30 mln starych złotych trzeba było zapłacić, na dzierżawę musiała się rodzina zapożyczyć - wspomina Sławomir Piechorowski. - Problemem nie była wtedy produkcja, bo technologia
jest znana i sprawdzona, ale umiejętność sprzedania spirytusu i cena, jaką mogłem zaproponować za niego.
W latach 80. Osieki dostarczały spirytus do Polmosu w Starogardzie Gdańskim.
Cena była stała, uzgadniało się jedynie terminy dostaw tych 200 tysięcy litrów rocznie. Wywar na paszę brał PGR, który był właścicielem gorzelni. Wszystko zaplanowane, przewidziane, kierownik
musiał tylko pilnować produkcji. Polmos płacił za transport, Polmos ubiezpieczał.
Dzierżawca w latach 90. był już w zupełnie innej sytuacji. PGR-y padły. Wsie, które były do tej pory przy PGR-ach, znalazły się w rozsypce. Skończyła się stała praca, deputaty, działki
przyzagrodowe, wywóz szamba, darmowe ogrzewanie mieszkań itp. Zawalił się stary bezpieczny świat.
Dzierżawca musiał sam kupić surowiec i to nie od jednego PGR-u, ale od indywidualnych rolników, znaleźć odbiorcę spirytusu, wynegocjować z nim cenę, pilnować kosztów.
W 2002 roku Sławomir Piechorowski wykupił gorzelnię i jest teraz jej jedynym właścicielem.
2,21 za litr stuprocentowego
- Udało mi się dogadać z Polmosem w Starogardzie, żeby nadal kupował mój spirytus - mówi Sławomir Piechorowski.
- Na 96 gorzelni, z którymi współpracuje Starogard, dwie tylko produkują spirytus w klasie N - najczyściejszy i najdroższy. To jest mój rodzinny Sieraków i Osieki. Dziś mam umowę długoterminową,
ale przez pięć lat kontrolerzy z Polmosu sprawdzali wszystko, zanim mnie jako stałego dostawcę zaakceptowali. Jakość, jakość i jeszcze raz jakość.
Ta najwyższa jakość jest teraz (czyli w początku grudnia ub.r., gdy rozmawiamy) warta 2 złote 21 groszy za litr stuprocentowego spirytusu. To znaczy, że dostawa nieco ponad 22 tysięcy faktycznych
litrów jest przeliczana na ponad 20 tysięcy tych stuprocentowych i za tyleż Polmos płaci.
To jest towar w klasie N, gdyby spadł do klasy K, litr wart byłby 1,8 złotego. Warto więc walczyć o te 40 groszy. Każda dostawa jest badana w laboratorium. Cysterna ma 4 komory i z każdej jest
pobierana próbka do zbadania - na obecność metylu, kwasów, aldehydów. No i badanie organoleptyczne.
Degustują wyłącznie panie - rozcieńczają, oglądają, wąchają, próbują. Od nich zależy ostatecznie ta różnica pomiędzy klasą N i K.
A jak już jest klasa N, to czy gorzelnia wychodzi na swoje?
Oszczędności trzeba szukać
- Szukać oszczędności mogę tylko w surowcu i kosztach produkcji - mówi Sławomir Piechorowski. - Palę trocinami, które wprawdzie podrożały, ale nadal są najtańsze, choć jest na nie coraz większe
zapotrzebowanie, albo łuską owsianą, którą trudno kupić. Węgiel się nie kalkuluje - jest droższy i bardzo wysokie są opłaty środowiskowe.
A opału potrzeba niemało - w przeliczeniu na węgiel 2,4 kg na litr spirytusu.
A przecież trzeba jeszcze kupić żyto, zapłacić za wodę, prąd, enzymy, ubezpieczenia, pensje 5 pracownikom wypłacić. Ceny zboża to jest huśtawka - w początku 2008 roku żyto było po 800 zł, po
żniwach po 600-700 zł, ale spirytus Polmos kupował wtedy po 3,04 złotego, gdyż cena za surówkę jest funkcją ceny zboża na giełdach towarowych. Osieki przy obecnej skali produkcji potrzebują rocznie
2 tysiące ton żyta.
Skala produkcji mała nie jest. Za czasów PGR Osieki produkowały 130-150 tysięcy litrów spirytusu rocznie. Od 1 stycznia do 5 grudnia 2008 roku (pan Piechorowski sprawdza w papierach) z gorzelni
wyjechały 582 tysiące litrów. Koncesja opiewa na 700 tysięcy litrów rocznie i właściciel Osieków mówi, że będzie występować o jej rozszerzenie. Tak znaczne zwiększenie wydajności było możliwe m.in.
dzięki rozbudowie instalacji o dodatkowe kadzie fermentacyjne, pracy na dwie zmiany i utrzymaniu dyscypliny produkcji. Cykl produkcyjny trwa trzy doby.
W czasach PGR priorytetem, tak jak za Hildebrandtów, była produkcja paszy.
Dziś wysokobiałkowy wywar jest dla pana Piechorowskiego raczej odpadem i 70-80 proc. zabierają nieodpłatnie rolnicy na paszę, a resztę na pola jako nawóz. Chętnych nie brakuje.
Tak zwane szersze tło
W Polsce z gorzelnictwa żyje, według Stowarzyszenia Polska Wódka, 100 tysięcy osób, a zapleczem surowcowym dla gorzelni jest 60 tysięcy gospodarstw rolniczych. Sławomir Piechorowski mówi, że za
PRL-u było w kraju 900 gorzelni, w latach 90. zostało 300, a dziś jest ich 156. A i one mają problemy ze zbytem surówki. Osieki dzięki umowie ze Starogardem mają na kilka lat spokój, ale wiele
gorzelni nie jest pewnych jutra.
Od roku gorzelnicy alarmują, że firmy paliwowe kupują tańszy spirytus z importu, korzystając z ulgi w podatku akcyzowym, a krajowy przemysł spirytusowy jest na skraju bankructwa. Zapotrzebowanie
Polmosów jest mniejsze niż krajowa produkcja surówki, a rządowy pomysł podniesienia akcyzy na alkohol może jeszcze bardziej zaszkodzić branży.
Tę niepewność czuje się także w Osiekach.
Ile jeszcze lat uda się w miarę spokojnie przeżyć? Sławomir Piechorowski zyski inwestuje w rozwój gorzelni i liczy, że jakość pozwoli mu zapewnić firmie kolejne lata pracy.


Prześlij»
Drukuj»
Komentuj»







