- Skąd u ekonomistki-urzędniczki pomysł na biznes kawowy, a później herbaciany? Czy szukała Pani wówczas luk rynkowych? Czy ma Pani poczucie, że zmieniła zwyczaje konsumpcyjne rodaków?
- Obejmując w 1990 roku prowadzenie rodzinnej firmy, nie myślałam o kawie. Najpierw była śmietanka do kawy, wprowadzona do produkcji trochę z przypadku. Doskonale się sprzedawała. W tym czasie znalezienie luki rynkowej nie było problemem i nie wymagało badań; wystarczyło wejść do sklepu i popatrzeć na półki. Luk było więcej niż produktów. Cappuccino wprowadzone po dwu latach było konsekwencją tego pierwszego kroku, zakupu dokonałam za granicą u tego samego dostawcy.
Tyle że na początku sprzedaż nie mogła się rozkręcić, produkt okazał się zbyt mało znany. Sukces Mokate Cappuccino przyszedł dopiero po dość intensywnej kampanii w telewizji, jednej z pierwszych realizowanych przez polską firmę. Dziś Mokate i cappuccino to dla większości klientów pojęcia równoznaczne, a obecność tego napoju na polskich stołach jest oczywistością. To trwałe zjawisko w strukturze konsumpcji i świadomość tego jest dla mnie źródłem autentycznej satysfakcji. W Mokate pamiętamy, że byliśmy sprawcami tej zmiany.
- Pani firma intensywnie działa na rynkach zagranicznych - jakie ma sukcesy, trudności, perspektywy...
- W ostatnich latach w strukturze sprzedaży Mokate eksport rósł najszybciej. Dziś ponad 1/3 naszych produktów sprzedajemy poza granicami kraju. Pomaga w tym pięć zagranicznych przedsiębiorstw Mokate: dwa w Czechach i po jednym na Węgrzech, Słowacji i Ukrainie. Najbardziej satysfakcjonujący postęp osiągnęliśmy w Czechach, najwięcej do zrobienia w najbliższej przyszłości mamy na Ukrainie - to rynek dość trudny, ale bardzo obiecujący. Koncentrujemy się na Europie Środkowo-Wschodniej i Południowej, działamy jednak także poza tym obszarem. Produkty Mokate sprzedawane są do 55 krajów na całym świecie. Na pewno będziemy dbali o dalszy rozwój eksportu, to nasz strategiczny cel. Nadal też będziemy korzystali z akwizycji jako metody umocnienia pozycji za granicą. Być może jeszcze w tym roku.


Prześlij»
Drukuj»
Komentuj»








