Wszystko wskazuje na to, że obecna, trudna sytuacja rynkowa, która przekłada się na kłopoty wielu firm mięsnych, wymusi korektę jednostkowych strategii. W ocenie wielu obserwatorów rynku, pojawia się szansa na przyspieszenie konsolidacji przedsiębiorstw - w kierunku szukania synergii oraz efektu skali bądź szukania specjalizacji. Jak zauważa Maciej Duda, prezes Polskiego Koncernu Mięsnego Duda, nieuchronne są również procesy upadłościowe, chociaż branża do tej pory opierała się im zaskakująco twardo.
Rynek się oczyszcza Marek Czerniej, prezes Food Service, zwraca uwagę, że problem przeinwestowania dotyczy większości zakładów w Polsce.
- Ich moce produkcyjne przewyższają możliwości sprzedaży. Część ma możliwości sprzedaży, a nie ma surowca w wystarczającej ilości. Jednakże same moce nie powodują wzrostu kosztów. Większość dostosowuje organizację pracy do możliwości zbytu oraz ogranicza następne inwestycje - tłumaczy szef zakładu mięsnego z Rawy Mazowieckiej.Według szacunków dra hab. Andrzeja Pisuli z Zakładu Technologii Mięsa SGGW, w branży mięsnej wykorzystywane jest w tej chwili około 50 proc. mocy ubojowych i około 80 proc. mocy przerobowych (liczone na jedną zmianę).
- Najwyżej kilkanaście zakładów pracuje na 2,5-3 zmiany. Wiele zakładów prowadzi uboje 2-3 dni w tygodniu. Oczywiście, że za trzecią zmianę nie można uważać dystrybucji produktów - zaznacza profesor.
Przeinwestowanie przekłada się na upadłości.
Proces ten postępuje stopniowo. Dotyczy głównie zakładów średniej wielkości.
Duże, wielozakładowe przedsiębiorstwa w wyniku konsolidacji specjalizacji radzą sobie dobrze. Małe zakłady przetwórcze działające regionalnie, w oparciu o własne sklepy firmowe, również stosunkowo zręcznie dają sobie radę w konkurencji z pozostałymi.
Zdaniem Marka Czernieja, ewentualny wzrost liczby upadłości firm mięsnych nie będzie związany bezpośrednio z kryzysem.
- Poziom konsumpcji mięsa i jego przetworów nie spada, więc trudno mówić tu o kryzysie. Natomiast zmiany kursów walut, duży napływ na polski rynek wyrobów z sąsiednich krajów, działania sieci handlowych, restrykcyjna polityka władz weterynaryjnych powodują zagrożenie upadłością dla wielu zakładów - wskazuje prezes Foodservice. Jest to naturalny proces, który w efekcie doprowadzi do zmniejszenia mocy produkcyjnych. Nie należy liczyć jednak na poprawę rentowności w najbliższym czasie. Nadwyżka produkcji mięsa w Europie i działania sieci handlowych uniemożliwią wzrost cen. Jedyna możliwość poprawy rentowności to obniżka kosztów produkcji poprzez lepszą organizację produkcji, specjalizację i robotyzację. Aby unormować sytuację na rynku mięsa, branża musi zwiększać marże, które ciągle są niższe od średniej w krajach Unii Europejskiej. - Drogą do tego będzie konsolidacja, a wyłanianiu się dużych podmiotów będą towarzyszyły procesy upadłościowe. Tak kształtował się rynek na Zachodzie i podobnie będzie u nas.


Prześlij»
Drukuj»
Komentuj»






