Handlem przetworami warzywno- owocowymi Józef Rolnik zajął się trochę przez przypadek. W 1989 roku, gdy po skończeniu studiów na wydziale handlu zagranicznego w Budapeszcie został na Węgrzech i zarabiał jako tłumacz, zadzwonił do niego jego teść, wówczas pracujący w Ośrodku Doradztwa Rolniczego.
Powiedział mu, że w Polsce jest wysyp ziemniaków i może ktoś na Węgrzech chciałby je kupić. Późniejszy założyciel firmy Rolnik postanowił sam znaleźć kupca. Po obdzwonieniu kilku węgierskich central handlu zagranicznego znalazł zainteresowaną zakupem całego pociągu ziemniaków.
Węgierskie początki
Z transakcją było sporo zamieszania - z powodu strajków pociąg najpierw stał na granicy, potem zagubił się w Czechach. Wreszcie, na końcu, okazało się, że z powodu zachodzących właśnie burzliwych zmian politycznych państwowy węgierski odbiorca nie jest w stanie zapłacić, tak jak to było umówione, gotówką. W zamian zaproponował barter - soki w kartonach, kukurydzę w puszkach...
Za pierwszym kontraktem poszły następne zamówienia. Początek lat 90. to był okres, kiedy większość produktów, które Józef Rolnik sprowadzał z Węgier, nie była jeszcze w Polsce powszechnie znana. Przykład: kukurydza w puszce - dzisiaj będąca jednym z najpopularniejszych produktów z tego segmentu i najczęściej używaną bazą do wszelkiego rodzaju sałatek. Podobnie było z wieloma innymi - ostrymi paprykami czereśniowymi czy z sałatką selerową, którą Rolnik właściwie od zera w Polsce wypromował.
W 1991 roku do firmy dołączył Krzysztof Gołębniak, który zgodził się, żeby wspólna firma przyjęła nazwę od nazwiska jego wspólnika. W krótkiej perspektywie dzięki temu łatwiej było podtrzymać już zdobyte przez Józefa Rolnika węgierskie kontakty handlowe. W dłuższej - to właśnie nazwa, wyjątkowo dobrze pasująca do produktów, którymi firma handlowała, zdaniem Józefa Rolnika, w bardzo dużym stopniu przyczynia się do tego, że przedsiębiorstwo odniosło sukces.
- Uważam, że to był uśmiech losu. Wszystkim mówię, że my mamy codziennie w każdym dzienniku telewizyjnym darmową reklamę - bo słowo "rolnik" pojawia się w nich po kilka razy - mówi Józef Rolnik.


Prześlij»
Drukuj»
Komentuj»








