Pierwszą w Polsce spółdzielnię mleczarską założono w Pawłówku w Wielkopolsce w 1882 roku i tę datę uznaje się za początek mleczarstwa spółdzielczego w naszym kraju.
Do wybuchu I wojny światowej udział spółdzielni w skupie mleka nie był zbyt duży i wynosił od 1,5 proc. na południu Polski do 7 proc. w Wielkopolsce i na Pomorzu. Na terenach wszystkich trzech zaborów istniało około 600 spółdzielni mleczarskich, które prowadziły przetwórstwo mleka w 770 zakładach. Dystrybutorzy artykułów mleczarskich produkowanych przez polskie mleczarnie pokusili się o zdobycie zagranicznych rynków zbytu. Produktami eksportowymi były masło, śmietana i kazeina.
Na rok przed wybuchem II wojny światowej działało w Polsce 1475 spółdzielni mleczarskich, które zrzeszały około 700 tys. członków. W roku 1945 zdołano uruchomić 685 zakładów mleczarskich - 590 spółdzielczych i 95 prywatnych.
W ostatnich latach nastąpiły poważne zmiany w polskiej spółdzielczości mleczarskiej. Dziś większość spółdzielni to dobrze i nowocześnie zarządzane, wyposażone w nowoczesne linie technologiczne przedsiębiorstwa, które skutecznie zdobywają rynki zagraniczne.
Polska specyfika
Spółdzielczość na całym świecie rządzi się podobnymi prawami. Dominuje zasada jeden właściciel - jeden głos. Waldemar Broś, prezes Krajowego Zrzeszenia Spółdzielni Mleczarskich, podkreśla, że ta zasada obowiązuje wszędzie. - Pod tym względem nie ma różnic pomiędzy naszą spółdzielczością a tą w innych krajach. Zdecydowanie różnimy się natomiast, jeśli chodzi o skalę produkcji i siłę producentów. W Danii, gdzie sektor spółdzielczy jest najbardziej rozwinięty w Europie, przeciętna dostawa wynosi około 950 tys. litrów mleka, u nas dla porównania około 50 tys. Siła poszczególnych gospodarstw jest inna i to przede wszystkim rozdrobnienie różni nas od spółdzielczości w innych krajach - mówi Waldemar Broś.


Prześlij»
Drukuj»
Komentuj»












