-
Uwe Hoelzer
prezes Makro Cash & Carry
Słaba złotówka i bardzo wysokie ceny opakowań blaszanych -przez to giełdowe spółki z branży rybnej weszły w 2009 rok z dużym niepokojem.
Była wojna cenowa?
- Początek roku był ciężki, bo pod wpływem wahania waluty podrożało wszystko. Nie tylko surowiec, ale i opakowania. Do tego pierwsze miesiące roku upłynęły pod znakiem wojny cenowej. My nie wzięliśmy w niej udziału i podwyższyliśmy ceny swoich produktów od kilku do kilkunastu procent - mówi Robert Wijata, członek zarządu Graala.
Tego samego zdania jest prezes konkurencyjnej spółki. - Pierwsze półrocze 18 było bardzo trudne, głównie ze względu na wahania waluty. Importerzy wykazali straty, gdyż sprowadzają rybne surowce zza granicy, a za towar płacą w euro lub w dolarach. Do tego wzrosła nie tylko cena surowca, ale i opakowań. Blaszane opakowania były drastycznie droższe, aż o około 40 proc, ponadto poza walutą wzrosła cena samej blachy - mówi Leszek Stypułkowski, prezes Wilbo. W wojnie cenowej nie wzięliśmy udziału i konsekwentnie podnieśliśmy ceny produktów o 12 proc, mimo że część konkurentów oferowała podobne produkty po znacznie niższych cenach - mówi prezes Wilbo. Ta i tak wysoka podwyżka nie skompensowała znacznego, w porównaniu z ubiegłym rokiem, spadku rentowności. Jedynie władze Seko zapewniają, że bolączki całej rybnej branży - droga waluta i opakowania, ich nie dotyczą. Spółka kupuje bałtyckie ryby, za które płaci w złotówkach i korzysta z plastikowych opakowań. - Można powiedzieć, że kryzys nas nie dotknął. Osiągamy rentowność zbliżoną do zeszłorocznej - mówi Kazimierz Kustra, prezes Seko.
Koniec kryzysu?
W pierwszym półroczu Graal miał 212 mln zł przychodów i 2 mln zł straty. Wilbo miało 86 mln zł przychodów ze sprzedaży i 0,8 mln zł straty netto. Spółka Seko miała 51,8 mln zł obrotów i 1,4 mln zł zysku netto. Na szczęście wygląda na to, że przetwórcy ryb najgorsze mają już za sobą i mogą powoli zapominać o słabym początku roku, kiedy ich rentowność malała. - Nastroje w branży rybnej są umiarkowane, euforii nie ma, ale nie ma też powodów do paniki, bo najgorsze już za nami. Spodziewamy się, że przyszły rok będzie lepszy niż bieżący. Ustabilizuje się kurs waluty, wojna cenowa się osłabi, a branża będzie się konsolidować - mówi Leszek Stypułkowski.


Prześlij»
Drukuj»
Komentuj»








