Tradycja jest długa, ale obecna wiedza o miodach pitnych, ich sposobie produkcji, rodzajach, jakości jest mizerna. A i miód jest trunkiem z marginesu, pijanym przez znawców, czasem kupowanym na prezent. Daleko mu do dawnej popularności, kiedy obok węgrzyna, był głównym napojem, za pomocą którego szlachta (ale także zamożne chłopstwo) przenosiła się w stan upojenia.
- Termin "wino" nie powinien być zarezerwowany jedynie dla trunków gronowych. Miód pitny jest winem otrzymanym z miodu w drodze naturalnej fermentacji alkoholowej - mówi prezes i współwłaściciel Wytwórni Win i Miodów Pitnych "Miody Polskie" z Nidzicy Zdzisław Bukowski.
Miód pszczeli jest rozrzedzany wodą w odpowiedniej proporcji. Jeśli do litra miodu dodamy pół litra wody - otrzymamy półtorak, jeśli proporcja będzie jeden do jednego - dwójniak, dwie części wody na jedną miodu dają trójniak. Zamiast wody można dać sok owocowy, wtedy otrzyma się miód smakowy, na przykład maliniak.
Brzeczkę, czyli tak właśnie rozrzedzony miód, ogrzewa się, nie za mocno, żeby nie zabić naturalnych substancji się w nim znajdujących, odszumowuje i poddaje fermentacji, dodając specjalny szczep drożdży , przystosowanych do pracy w obecności cukrów prostych.
- Ta k przygotowany nastaw fermentuje w zbiorniku. Im dłużej, tym lepiej - mówi Grażyna Sobotko, technolog po SGGW, pilnująca w Nidzicy jakości produkcji miodu. - Po miesiącu czy półtora fermentacji ściąga się miód do zbiorników, w których leżakuje.
Leżakowanie musi trwać długo - od kilku do kilkunastu lat. W ostatniej fazie w Nidzicy odbywa się ono w dębowych beczkach. Wtedy miód kupażuje się - dodaje się mieszanki ziołowe i miód pszczeli w celu dosłodzenia. Najkrócej leżakuje trójniak - do 2 lat, dwójniak od 2 do 5 lat, półtorak powyżej 5.
- Nasz półtorak leżakuje kilkanaście lat - mówi prezes Bukowski. - W odpowiedniej beczce miód może leżeć nawet kilkadziesiąt lat. Wtedy się w naturalny sposób klaruje. Mamy dwadzieścia beczek po 5 tys. litrów, co pozwala nam trzymać duży zapas miodu.


Prześlij»
Drukuj»
Komentuj»






