Choć w czwartym kwartale ubiegłego roku polska gospodarka już odczuwała skutki kryzysu, to sytuacja nie wyglądała jeszcze najgorzej. Po pierwsze przedsiębiorstwa ciągle jeszcze odcinały kupony od
wyników wypracowanych w okresie trwającego w poprzednich latach wzrostu gospodarczego. Po drugie spowolnienie gospodarki dopiero zaczęło być odczuwalne. Po trzecie wreszcie, dla wielu branż - w tym
dla branży spożywczej - koniec roku i czas przedświąteczny są zawsze okresem lepszej koniunktury.
W tym czasie działają dodatkowe siły napędowe, więc kryzys jest słabiej widoczny.
Natomiast pierwsze miesiące roku, nawet w tych lepszych latach, są nieco słabsze.
Trzeba obserwować, co pokaże pierwszy kwartał, ale nie ma się co łudzić - w następnych miesiącach musimy liczyć się z wyraźnym spowolnieniem gospodarczym.
W jakim stopniu dotknie ono przemysł przetwórczo-spożywczy? Czy dość sztywny popyt wewnętrzny na artykuły spożywcze wystarczy, aby zrekompensować producentom wpływy utracone w wyniku załamania się
eksportu? Rok 2008 był przełomowy, jeśli chodzi o nastroje panujące w branży przetwórczo- spożywczej, ponieważ zmieniały się warunki, budujące silną pozycję polskiej żywności na rynkach unijnych.
One to były podstawą dynamicznego rozwoju eksportu.
Sprzedaż towarów za granicę stała się dla wielu firm spożywczych ważnym elementem działalności. Jednak spowolnienie zachodnich gospodarek i spadek popytu oraz utrzymujący się do końca września
mocny złoty spowodowały, że eksporterzy żywności musieli wrócić na rynek polski, co w konsekwencji wpłynęło na zaostrzenie konkurencji. Część przedsiębiorstw jej nie wytrzyma. Wiele z nich już
zaczęło zmniejszać produkcję, redukować zatrudnienie i ograniczać planowane inwestycje.
Niepewność powoduje, że przedstawiciele firm z coraz większą ostrożnością wypowiadają się o planach na kolejne lata. I nie można im się dziwić, bo poza zauważalnym zmniejszeniem popytu zewnętrznego
i wewnętrznego na ich towary i usługi, realne stało się także inne zagrożenie. Jest nim wzrost kosztu pieniądza i utrudniony dostęp do finansowania.
Przedsiębiorstwa napotykają coraz większe trudności przy pozyskiwaniu finansowania w bankach ze względu na zwiększenie przez nie restrykcji przy udzielaniu kredytów.
Dotyczy to szczególnie firm działających w sektorach o podwyższonym ryzyku, które muszą się liczyć ze wzrostem kosztów finansowania, wynikającym z narzucanych przez instytucje finansowe zmian
warunków. Niestety, nie wszyscy kredytobiorcy są w stanie poradzić sobie z obsługą rosnącego zadłużenia. Trudności z finansowaniem wraz z wynikającymi z dekoniunktury zatorami płatniczymi w wielu
branżach zwiększają ryzyko utraty płynności finansowej dostawców.
Ci z kolei, chcąc zabezpieczyć się przed tym niebezpieczeństwem, muszą liczyć się z rosnącym kosztem ryzyka. Czasami jednak jedynym wyjściem jest ogłoszenie niewypłacalności.
Finansowanie kredytem kupieckim
Warto przyjrzeć się sposobom krótkoterminowego finansowania firm. W jakiej części działalność firmy jest finansowana przez kredyt kupiecki, a w jakiej przez inne formy finansowania - kredyt
bankowy, leasing czy faktoring? W Europie na 5 euro finansowania zewnętrznego firm 1 euro pochodzi z kredytu bankowego, a 4 euro to kredyt kupiecki. Polskie przedsiębiorstwa w około 70 proc.
finansują swoją działalność poprzez korzystanie z odroczonych terminów płatności, udzielanych przez dostawców. To zmusza przedsiębiorców do zwrócenia uwagi na fakt, jak ważne jest monitorowanie
przepływów pieniądza między firmami, wynikających z tak dużego udziału kredytu kupieckiego w procesie finansowania.
Nie mówmy zatem tylko o finansowaniu poprzez kredyty bankowe, a zwróćmy uwagę na finansowanie kredytem kupieckim, które odbywa się na większą skalę, a często pozostaje niezabezpieczone.
Należności te stanowią znaczący procent majątku obrotowego firmy. Zauważmy, że firmy powszechnie ubezpieczają majątek.
Zapominają jednak o ubezpieczaniu należności.
Przedsiębiorstwa duże i stabilne nie upadają z powodu problemów z majątkiem trwałym. Główną przyczyną jest brak płynności, spowodowany zatorami płatniczymi.
Ograniczać ryzyko
- Przedsiębiorcy nie powinni poddawać się fali niepewności, bo to nakręca spiralę braku zaufania i nie pomaga rozwojowi biznesu i gospodarki - twierdzi Katarzyna Kompowska, prezes
Coface Poland. - O ile w przypadku dostępu do kredytu bankowego rozwiązania proponowane przez rząd i inne instytucje państwowe mogą wspomagać przedsiębiorstwa i sprzyjać zwiększaniu wzajemnego
zaufania - o tyle w dziedzinie zabezpieczenia kredytu kupieckiego od samych firm w dużej mierze zależeć będzie, jak mocno dotknie je kryzys. Powinny one szukać wsparcia w instytucjach, które pomogą
ograniczyć zwiększone ryzyko transakcji handlowych w ciężkich czasach.
Z pewnością w obszarze zainteresowań powinny znaleźć się firmy zajmujące się zarządzaniem należnościami i ryzykiem kredytowym, takie jak ubezpieczyciele kredytów kupieckich, firmy windykacyjne czy
wywiadownie handlowe. Wspomagają one przedsiębiorstwa, weryfi kując kontrahentów, oceniając i przejmując ryzyko transakcji, monitorując płatności i poprawiając bilans poprzez windykację opóźnionych
należności. Szczególna rola przypada tu ubezpieczycielowi należności, który powinien amortyzować wpływ kryzysu na działalność przedsiębiorstw.
Przeprowadzić firmę przez kryzys
Zadaniem ubezpieczyciela należności jest ułatwianie i zabezpieczanie działalności firm funkcjonujących w oparciu o fi - nansowanie kredytem kupieckim. Swoją misję realizuje poprzez dwa podstawowe
działania. Rola prewencyjna ubezpieczyciela jest niezwykle ważna. Wskazuje on bowiem klientom, jak uniknąć współpracy ze zbyt ryzykownymi odbiorcami i ograniczyć zaangażowanie z klientami o słabej
kondycji. Podczas kryzysu zwiększa się oczywiście liczba ryzykownych kontrahentów, ale doświadczenie ubezpieczyciela i jego znajomość rynku pozwala mu lepiej ich identyfikować i zmniejszać ryzyko
do minimum. Działania ubezpieczyciela muszą zatem zmierzać w kierunku precyzyjnej kontroli struktury portfela swoich klientów oraz wnikliwej oceny sytuacji ich odbiorców. Znajomość specyfi ki
poszczególnych sektorów oraz weryfi kacja i stałe monitorowanie sytuacji głównych graczy w branżach pozwala wcześnie wychwycić pojawiające się problemy z płatnościami u odbiorców. Dzięki temu
możliwe jest informowanie klientów o zwiększającym się ryzyku oraz wczesne podejmowanie działań prewencyjnych.
Takie działania ubezpieczyciela w znacznym stopniu ograniczają niebezpieczeństwo pojawienia się efektu domina, gdy kłopoty jednego przedsiębiorstwa powodują problemy całej branży. Nadal bowiem
główną przyczyną upadku firmy pozostaje upadek jej głównych klientów. Ubezpieczyciele należności w znaczący sposób zmniejszają rezultaty efektu domina.
Kryzys oznacza drastyczny wzrost liczby niewypłacalnych przedsiębiorstw, a więc upadłości.
To przekłada się na wzrost liczby wniosków o odszkodowanie zgłaszanych do ubezpieczycieli.
Wypłata odszkodowania jest właśnie drugim podstawowym działaniem ubezpieczyciela.
Nawet jednak jeśli zrekompensuje on niewypłacalność odbiorcy, firma odczuje negatywne skutki takiej sytuacji. Podjęte przez nią wcześniej wysiłki handlowe nie przyniosą bowiem żadnego efektu, bo
nie pozyska rzetelnego partnera handlowego, z którym będzie mogła planować długofalową współpracę i czerpać z niej zyski.
Zatem zdecydowanie lepiej skupić wysiłki na działaniach prewencyjnych i ograniczać do minimum przypadki, gdy jedynym wyjściem z sytuacji pozostanie odszkodowanie wypłacone przez ubezpieczyciela.
- W czasie kryzysu należałoby zalecić firmom przede wszystkim lepszy monitoring rynku i odpowiednie kształtowanie portfela swoich odbiorców. Szansę na poradzenie sobie z problemami będą miały te
firmy, które dokładnie śledzą, co dzieje się w ich branży i nie mają priorytetu sprzedaży nad ryzykiem - podsumowuje Katarzyna Kompowska.


Prześlij»
Drukuj»
Komentuj»






