-
Małgorzata Cichecka
senior client executive z Nielsen Polska
Przemawia za tym kilka czynników. Uwarunkowania prawne i biurokracja powodują, że wino w naszym kraju jest drogie (droższe niż w krajach Europy Zachodniej) i dla wielu Polaków wciąż jest dobrem luksusowym, a planowana podwyżka akcyzy na wyroby alkoholowe, kryzys gospodarczy oraz utrzymywanie systemu banderoli może tylko sytuację importerów pogorszyć.
Biurokratyczne wertepy
- System znaków akcyzowych, czyli banderoli, w Europie istnieje jedynie w Polsce i Rosji. To anachroniczny przepis, który znacznie zwiększa koszty importu, a w rezultacie cenę wina na półce
sklepowej, nawet o 20-30 proc. - mówi Krzysztof Apostolidis, prezes firmy Partner Center.
Banderole zostały wprowadzone w Polsce w 1993 roku, aby zapobiec rozwojowi szarej strefy tanich win owocowych. Obecnie ten problem nie istnieje, banderole natomiast pozostały. Każdy polski importer
win jest zobowiązany do zakupienia ich w Państwowej Wytwórni Papierów Wartościowych i wysłania w specjalnej przesyłce do producenta, gdzie ręcznie naklejane są na butelki. Znacznie zwiększa to
koszty i powoduje opóźnienia w dostawach.
Z banderolami wiąże się także inny problem. Na butelki wina są naklejane dwa rodzaje - zielone i niebieskie. Niebieskie miały gwarantować jakość produktu, czyli informować konsumenta, że wino zostało rozlane do butelek u producenta, natomiast zielone, iż cały proces rozlewania miał miejsce w Polsce. W praktyce jednak się nie sprawdza. Ma temu zaradzić przygotowywane obecnie rozporządzenie, które ma wejść w życie 1 marca 2009 roku.
- Po wielu latach naszych usilnych starań nastąpi ujednolicenie koloru banderoli na wyroby winiarskie - mówi Jolanta Majchrzak, dyrektor ds. produkcji w firmie Jantoń. - Do tej pory na wino, które importowaliśmy luzem w cysternach lub kontenerach i rozlewaliśmy w naszych zakładach, musieliśmy nakładać zielone banderole. Skutkuje to tym, że zielona banderola wymusza na producencie obniżenie ceny o ok. 15-20 proc. w stosunku do analogicznego wyrobu sprowadzonego do Polski w butelce (też konfekcjonowanego, ale u pośrednika zagranicznego, np. niemieckiego). Tak więc jest to czysta niesprawiedliwość dla polskich zakładów - dodaje.


Prześlij»
Drukuj»
Komentuj»






