W Tyńcu, nad samą Wisłą, na wysokim brzegu wznosi się opactwo benedyktynów. Kościół, klasztor, studnia na dziedzińcu. Normalnie. Ale oprócz tego w podziemiach znakomita restauracja, a w odbudowanym niedawno północnym skrzydle klasztoru nowoczesne sale konferencyjne. Stale odbywają się w nich imprezy z działalnością klasztoru nie mające wiele wspólnego. W jednej z nich niedawno było spotkanie ministrów spraw zagranicznych UE. Na dole, obok wejścia do tego skrzydła, jest też sklep. Wszystkie sprzedawane w nim artykuły (olbrzymia większość to żywność) sygnowane są jako "Produkty benedyktyńskie" firmy Benedicite JG. JG to po prostu Jednostka Gospodarcza.
Zaczęło się od sera - wspomina ojciec Zygmunt Galoch, szef klasztornego biznesu. - Gości częstowaliśmy m.in. serem własnej produkcji. Smakował tak bardzo, że niektórzy chętnie by zabrali trochę ze sobą. Były i inne przysmaki, ale w klasztorze nie było możliwości produkowania ich na szerszą skalę.
Stąd wziął się pomysł, by wykorzystać renomę klasztornej kuchni i markę zakonu benedyktynów? Idea była taka - klasztor daje markę i zajmuje się organizacją. Tak w 2003 roku powstała Benedicite JG. Klasztorne przedsiębiorstwo jest więc, nawet jak na polskie realia, biznesem raczej młodym. Dlaczego zatem "firma z tradycją"?
Tynieccy benedyktyni korzystają ze starych przepisów na wypiek pieczywa i ciastek, na smażenie konfitur, suszenie owoców, tłoczenie soków, warzenie piwa czy wyrób nalewek. To jeden sposób odwoływania się do tradycji. Drugi, może nawet ważniejszy, to odwoływanie się do renomy, jaką w Polsce (i nie tylko) miała i ma klasztorna kuchnia, a także same klasztory. W powszechnym odczuciu klasztor to siedlisko tradycji w dobrym tego słowa znaczeniu. Nawet w krytykującej i ośmieszającej klasztory Monachomachii można znaleźć odesłania do tego, że mnisi umieli i lubili gotować, jeść i popijać.
A skąd ten tysiąc lat? Klasztor benedyktynów w Tyńcu został założony w połowie XI wieku, do pełnego tysiąca lat niewiele zatem brakuje.
Klasztor miał i ma spore potrzeby finansowe. Szukano więc sposobu zarobienia dodatkowych pieniędzy i to jest powód stworzenia w opactwie firmy handlującej żywnością. Ojciec Zygmunt nie chce powiedzieć, jakie dochody przynosi ten biznes, mówi jedynie, że co roku przychody rosną o 50 proc.


Prześlij»
Drukuj»
Komentuj»






