- Produkujecie pizzę, zapiekanki, kluski, pierogi, sałatki. Co z tego jest najważniejsze?
- Pierogi. Od lat jest to nasza wizytówka. Pierogi to my.
- Od kiedy rodzina Rudziksów "robi w pierogach"?
- Korzenie firmy sięgają 1992 roku, kiedy z żoną założyliśmy firmę garmażeryjną.
W 1999 roku weszliśmy w spółkę z potężną francuską firmą Jean Stalaven i działaliśmy razem dwa lata. Potem nasi synowie stworzyli nową spółkę, o podobnym profilu, i ona istnieje do dzisiaj, właśnie jako "Bracia Rudziks".
- Jaki procent przychodów macie ze sprzedaży pierogów?
- Około 60 proc. Potem jest pizza i zapiekanki, a następnie różne nisze. Naszą największą niszą, która staje się coraz ważniejsza, jest produkcja ekologiczna.
- A dokładnie co?
- Pierogi ekologiczne, czyli produkowane wyłącznie z certyfikowanych surowców, bez dodatku jakiejkolwiek chemii na każdym etapie - od uprawy zboża na mąkę, hodowli zwierząt, których mięso jest używane do farszu, po końcową produkcję u nas. Wszystko musi być z certyfikatem - kapusta, grzyby, ser. Bez polepszaczy, utrwalaczy, antypleśniaczy, antyzbrylaczy, sztucznego przedłużania świeżości itp. My sobie nie zdajemy sprawy, ile jemy chemii w żywności konwencjonalnej.
- Co jest głównym problemem - dostępność tzw. czystych surowców?
- Raczej ich cena. Każdy rolnik chce z nawiązką wysoką ceną nadrobić wyższe koszty i niższą wydajność produkcji ekologicznej w stosunku do konwencjonalnej.
W świecie te ceny są wyższe o 30 proc., a u nas...
- ...dwa razy?
- Żeby tylko dwa. W Polsce nie ma rynku jakościowego, rządzi nim cena. Żywność ekologiczna jest dużo droższa i dopiero ludzie mający dochody powyżej 3-4 tysięcy na głowę zaczynają dostrzegać jakość. Ona siedzi w kieszeni, a Kowalski patrzy przede wszystkim na cenę.
Na każdy produkt mam założoną specyfikację, muszę udokumentować, ile kupiłem surowca i od kogo, ile wyprodukowałem i sprzedałem. Nie mogę mieszać produkcji konwencjonalnej z ekologiczną.


Prześlij»
Drukuj»
Komentuj»






