- Polska strategia na kryzys jest inna niż realizowana przez USA i większość krajów europejskich, które pompują w gospodarkę masę pieniędzy. Czy polski rząd jako jedyny nie zwariował, czy też wprost przeciwnie?
- Tak krawiec kraje, jak mu materii staje. Sądzę, że w naszej sytuacji powinniśmy pilnować poziomu deficytu i konsekwentnie przeć do euro. Nie stać nas na inne rozwiązanie.
- Nie mamy innego wyjścia, bo...
- Nie mamy. Ludzie nie zdają sobie sprawy, jak trudną rzeczą jest teraz zdobycie kapitału na rynkach finansowych, nawet dla kraju takiego jak Polska. Myślą, że to nie problem zwiększyć deficyt o kilka miliardów. I mówią to ci sami przedsiębiorcy, którzy mają w tym samym czasie problemy z przekonaniem swoich banków, żeby im linię kredytową przedłużyły. Na nasze obligacje po rozsądnych cenach nie ma chętnych.
- Musielibyśmy płacić za nie nie dwa razy więcej niż Wielka Brytania czy USA, ale pięć.
- Minister Rostowski wskazywał ostatnio w wywiadach, jakie są różnice pomiędzy obligacjami rządu USA oprocentowanymi na 2 proc., a węgierskimi po 11.
- Na ile szkodzi nam to, że jesteśmy postrzegani jako region, jako całość razem z gospodarkami, które są w o wiele gorszym stanie?
- Z patrzeniem na nas jako na regionalną całość jest trochę tak, jak z opcjami walutowymi - jak się na nich traci, to jest źle, ale jak się zarabiało przez kilka lat, to wszyscy byli zadowoleni. Nie tak dawno zyskiwaliśmy na tym, że jako region byliśmy dobrze postrzegani. Teraz tracimy, bo nasz region to nie tylko Polska czy Węgry, ale także kraje bałtyckie, Ukraina i Rosja. Słowacja już nie, bo jest w strefie euro.
- W Polsce panuje teraz strach przez euroobligacjami. Mówi się, że jeśli zostaną wprowadzone, to na nasze nie będzie chętnych w ogóle, nawet gdy będą wysoko oprocentowane. Że nikt nam nic nie pożyczy. Czy to tylko straszak, czy realna groźba?
- Ta sprawa ma dwa wymiary. Jeden jest polityczny - czy po to rozszerzano Unię, żeby teraz powiedzieć części nowych członków - nie jesteście nam potrzebni, radźcie sobie sami? Ale nie chce mi się wierzyć, żebyśmy zostali tak odstawieni do kąta.


Prześlij»
Drukuj»
Komentuj»






