- Panie prezesie, MFW prognozuje, że polska gospodarka skurczy się o 0,7 proc. Będziemy jednak mieli recesję?
- W ostatnich miesiącach pojawiło się bardzo dużo prognoz. Nie wszystkie są negatywne. Ostatnio czytałem analizę Deloitte, która przewiduje, że Polska będzie jednym z trzech krajów na świecie, oprócz Chin (+6) oraz Indii (+4), który będzie miał dodatni wzrost gospodarczy oscylujący wokół 1 proc. PKB.
Moim zdaniem, w obecnej sytuacji niezwykle trudno jest szczegółowo prognozować. Najbezpieczniej jest mówić o tym, co się dzieje w danej chwili.
- A co się dzieje?
- Polska jest bardzo mocno powiązana z gospodarką światową. Wszelkie zawirowania na świecie mają wpływ na sytuację w naszym kraju. Widać to m.in. w spadającej wielkości polskiego eksportu czy wzroście bezrobocia, szczególnie w mniejszych miastach.
Pytanie brzmi: jak zjawiska negatywne, które napływają do nas z zewnątrz, zostaną zrównoważone przez zjawiska pozytywne, które mają miejsce w kraju. Takie jak duży popyt wewnętrzny, który sprawia, że ludzie nadal kupują, czy osłabienie złotego, które też ma swoje plusy.
Osłabienie złotówki, która, moim zdaniem, optymalnie powinna być w relacji do euro jak 4 do 1, sprawiło, że staniała siła robocza w naszym kraju w porównaniu z Europą Zachodnią. To przyciągnie do Polski więcej kapitału zagranicznego na inwestycje.
Polska stała się także tanim krajem dla produkcji eksportowej, szczególnie jeśli chodzi o żywność. Na rynku detalicznym obserwujemy ostatnio problem z dostępnością drobiu, bo około 40 proc. tego surowca jest wysyłane za granicę właśnie ze względu na relację euro do złotówki. Można wymienić jeszcze wiele gałęzi przemysłu, którym służy słabsza złotówka.
- Słaba złotówka sprzyja eksporterom. Co z dużymi sieciami, które część produktów muszą importować drożej?
- Obecnie musimy zapłacić więcej dostawcom np. za banany czy pomarańcze. Ten wzrost przekłada się na ceny, bo marże na tych produktach są bardzo niskie.


Prześlij»
Drukuj»
Komentuj»






