-
Andrzej Danielak
prezes Polskiego Związku Zrzeszeń Hodowców i Producentów Drobiu
Mimo upływu czasu wspomnienia o skutkach pierwszych w Polsce przypadków ataku ptasiej grypy dwa lata temu wciąż są żywe wśród producentów żywca i mięsa drobiowego.
Chociaż choroba zaatakowała wówczas wyłącznie dzikie ptaki, panika, która wybuchła wśród konsumentów, sporo kosztowała branżę. Krajowy popyt na mięso i przetwory drobiowe spadł w pierwszym kwartale 2006 r. o ok. 15 procent, znacząco zmniejszył się, z powodu spadku zainteresowania drobiem w całej niemal Europie, eksport kurcząt i indyków. Chociaż drugie półrocze 2006 r. było już dla branży znacznie lepsze, to rentowność netto zakładów drobiarskich spadła o 36 proc. w porównaniu z poprzednim rokiem. O podgrzewanie atmosfery zagrożenia drobiarze oskarżali wówczas głównie media.
Do konsumenckiej paniki przyczyniły się też, zapewne nieświadomie, służby weterynaryjne: ich pracownicy, ubrani w kosmiczne kombinezony, wzmagali poczucie zagrożenia. Ale i sami drobiarze nie byli bez winy: ich narzekania, które miały skuteczniej wymusić na rządzie i Unii Europejskiej odszkodowania za poniesione straty, pogłębiały jedynie panikę i spadek popytu na mięso drobiowe. Jakby tego było mało, polityka obniżania cen, by wszelkimi sposobami pozbyć się zapasów mięsa drobiowego, poniosła fiasko: odszkodowania otrzymali głównie ci unijni producenci, którzy z niesprzedanego drobiu poczynili znaczące zapasy, zaś obniżenie cen zbytu Bruksela uznała za "rynkowe zawirowania".
Chociaż więc z powodu ptasiej grypy rok 2006 krajowe drobiarstwo musiało spisać na straty, to kolejny - 2007 r. - okazał się pomyślny. Jak mówią pierwsze szacunki, branża drobiarska pobiła kolejny rekord produkcji: 1 400 tys. ton mięsa kurcząt, z czego 230 tys. ton powędrowało za granicę, głównie do krajów Unii Europejskiej. Choć przez cały ubiegły rok widmo grypy ptaków (lub influenzy, bo tak wolą nazywać tę chorobę drobiarze) krążyło nad Europą tu i ówdzie dając przypadki zachorowań dzikich lub hodowlanych ptaków, to omijało Polskę. Nikt rozsądny nie wierzył jednak w to, że problem mamy za sobą raz na zawsze.


Prześlij»
Drukuj»
Komentuj»






