Podatek cukrowy: jak wpłynął na producentów napojów?

Dyskusję w trakcie debaty rozpoczęliśmy od rozmów o wyzwaniach, z którymi mierzą się producenci napojów i przekąsek takimi jak podatek cukrowy.

– Z podatkiem cukrowym borykamy się od 1 stycznia 2021 roku. Pewnie nikt z branży i z konsumentów nie miałby nic przeciwko podatkowi, gdyby nie to, że ten podatek był wprowadzony w tak trudnym czasie jak pandemia. Ale przede wszystkim, żeby móc się do tego dobrze przygotować, to biznes lubi spokój i przewidywalność. Jeśli mamy taki produkt jak nasza Oranżada Hellena, która od 100 lat jest konsumowana, to nie da się zmienić od jutra gustów konsumentów i smaku produktu. Możemy dodać do oranżady soku i nie będziemy płacić podatku cukrowego, a nawet jeśli byłoby to możliwe, to nie zawsze technologia pozwala nam to zrealizować – stwierdził Jan Kolański, prezes Grupy Colian.

Jak przyznał Jan Kolański, wprowadzenie podatku cukrowego odbiło się negatywnie na wynikach sprzedaży Oranżady Helleny.

– W mojej ocenie dzisiaj mamy dość już wydarzeń, które nas dotykają. Naszą firmę podatek cukrowy dotknął bardzo mocno. Ze względu na to, że Oranżada Hellena ma prawie 90 proc. rynku i nie było możliwości, żeby zrobić reformulację, a przez to nastąpił dosyć drastyczny spadek sprzedaży. Wzrost został zachwiany przez Covid, wówczas ceny surowców zaczęły wzrastać. Teraz mamy inflację, o której wszyscy dyskutujemy. Siła nabywcza spada, a produkty tego typu jak nasze zdrożały praktycznie o 100 proc. – wyjaśnił prezes.

– Myślę, że jeśli zrobilibyśmy to w trochę inny sposób, rynek by znacznie mniej ucierpiał i konsument nie byłby zdziwiony. Bo mało, który konsument jest na tyle wyedukowany, żeby wiedzieć, ile w jednej butelce oranżady jest podatku cukrowego. A 87,5 grosza plus marża sieci i podatek vatowski to jedna butelka oranżady. Więc to nie jest tylko 87,5 grosza, ale więcej kosztów – dodał Jan Kolański.

Jan Kolański, prezes Grupy Colian. / fot. PTWP

Na rynku alkoholi rządzą tzw. "Małpki"

Podatek cukrowy to problem producentów napojów. Z kolei producenci alkoholi borykają się z rosnącą z roku na rok akcyzą. Czy tak zwane "Małpki" są obecnie najbardziej opodatkowanym alkoholem w Polsce?

– Bezsprzecznie tak. ‘’Małpki’’ stały się ‘’czarnym bohaterem’’ dzięki niesławnemu formatowi, który pojawił się jako badania – powinno być to z cudzysłowem. (…) badanie, które było zrobione w 2019 roku, odbiło się głośnym echem we wszystkich mediach, bo branża piwna była sponsorem tychże badań, więc jakby się miało pół miliardowy budżetach, bilionach na reklamę, więc każda telewizja to pokazała. Usłyszeliśmy, że 3 miliony dziennie małych formatów my Polacy. Prawda była zgoła inna, bo powinniśmy się opierać na danych GUS, a nie na 10 sklepach. Tak proszę państwa dzień jest sklepów – mówił Marek Sypek, dyrektor generalny Stock Polska.

Ile "małych formatów'' wypijają Polacy?

Marek Sypek podkreślił, że było to 10 sklepów spośród 66,5 tysięcy sklepów, które mają koncesję na alkohol.

– Według tychże właśnie badań 3 miliony małych formatów dziennie w 2019 dzielnie Polacy wypijali. Wypijali ich dokładnie 1,2 mln, policzyłem dane z GUS-u. Małe formaty faktycznie miały swój szczyt milion dwieście dwadzieścia tysięcy dziennie. Można powiedzieć sobie, że jest to bardzo duża liczba, ale teraz szybki quiz, ile wtedy piwa wypijaliśmy dziennie? (…) 17,6 miliona półlitrowych opakowań dziennie. Widzimy patrząc na tę magię liczb, kto Polaków rozpija. Piwo czy te małe formaty? – pytał.

Dyrektor generalny Stock Polska przywołał przykład podatku cukrowego przy wprowadzeniu którego ‘’zaatakowane’’ zostały nie ciastka, jogurty czy ketchup, w którym też jest dużo cukru i dzieci go jedzą - tylko napoje gazowane.

– Piwo przechodząc magiczną barierę ponad 100 litrów per capita w Polsce osiągnęło poziom saturacji, więc szukając nowych możliwości zbytu swojego produktu z jednej strony poprzez piwa smakowe i piwa tzw. 0% weszły w rynek zarezerwowany dotychczas przez napoje gazowane (…) odnoszą bardzo mocno ceny napoi gazowanych – wskazywał Sypek, podkreślając, że jednak konsumpcja piwa nie wzrosła.

Szykują się duże podwyżki. ''Małpka'' będzie kosztowała 12 zł?

Podczas debaty Marek Sypek dodał też, że ‘’małe formaty’’ spadły o 20 proc.

– Przysłowiowa połówka, która jeszcze czas temu jakiś kosztowała 20 zł, teraz faktycznie poprzez podwyżki zbliża się do 30 zł albo 25-26 zł, po Nowym Roku dwucyfrowe podwyżki na pewno będą, bo tak wzrosły koszty energii, koszty wszystkich środków wytworzenia. Jednakże ta setka, ta właśnie małpka klasyczna, która kosztowała 4, 99 już po Nowym Roku będzie kosztowała 9,99 a czasami nawet 12 zł. To jest wpływ właśnie tych podatków bardzo negatywny na tę część branży. Rozrzut pomiędzy alkoholem a alkoholem, bo ciągle uznajemy, że alkohol jeżeli ma mniej procent jest zdrowszy z jakichś dla mnie nieznanych przyczyn - jest taki, że piwo płaci ciągle trzykrotnie mniejszą akcyzę niż wszystkie pozostałe alkohole pochodzące ze spirytusu – mówił dyrektor Sypek, dodając, że akcyza już urosła o 10 proc.

Marek Sypek, dyrektor generalny w Stock Polska. / fot. PTWP

Następnie Janusz Palikot zapytany o wpływ akcyzy na kondycję jego firm, zwrócił uwagę, że udział akcyzy w każdym z jego produktów jest inny, tak jak inne są ceny na piwo, wino czy wódkę, ale i procent alkoholu w alkoholach mocnych jest bardziej opodatkowany niż w alkoholach mniej procentowych, jak piwo czy wino.

– Podwyżka akcyzy siłą rzeczy netto bardziej dotyczy producentów mocnych alkoholi. My jednak produkujemy produkty premium czy superpremium, w związku z tym udział akcyzy jest niższy niż większości całego rynku, więc to miało trochę mniejsze znaczenie. Nałożenie się wzrostu cen energii, cen materiałów, szczególnie szkła, kartonów, etykiet, mieliśmy kryzys wywołany przez Rosjan na terenie Ukrainy, jeszcze konsekwencje 3-letnie Covidu w Chinach dla gospodarki ogólnoświatowej, połączonego z polityką akcyzową rządu, to stworzyło geometryczny skok i niepokoju, i wzrostu cen, i różnych deficytów – mówił.

Czy przez wzrosty cen konsumenci będą rezygnować z zakupów alkoholu i przekąsek?

Podatek cukrowy to jedno z wyzwań, z którymi mierzą się producenci z sektora napojów. Innym wyzwaniem rzuconym ze strony rządu producentom z branży spożywczej były kolejne podwyżki akcyzy na alkohol. Szymon Mordasiewicz, dyrektor komercyjny panelu gospodarstw domowych GfK Polonia, wyjaśnił jak wprowadzenie podatku cukrowego podwyżka akcyzy wpłynęły na wybory konsumentów podczas zakupów.

– W Polsce wciąż odsetek wydatków na jedzenie i piecie jest większy niż w Europie. W Polsce wynosi ok. 20 proc. A w innych krajach to ok 16 proc. To już pokazuje, że biorąc pod uwagę, że presja kosztowa przychodzi ze wszystkich stron, prawdopodobnie będzie oznaczało większe redukcje i zmiany zachowań w sposobie dokonywania zakupów przez Polaków niż w innych krajach – stwierdził.

– Zmiany zachowań widzieliśmy i zapytaliśmy o nie, zanim nastąpiły podwyżki spowodowane wprowadzeniem podatku cukrowego i podwyżkami akcyzy, a nasze późniejsze dane to potwierdziły. W przypadku zakupów taktyką dominującą zapowiadaną przez konsumentów będzie rezygnacja z pewnych zakupów. Przez wzrosty cen konsumenci będą rezygnować z niektórych zakupów jak np. alkoholi mocnych. Wódka dzisiaj jest jedną z niewielu kategorii, które monitorujmy, gdzie w ciągu 9 miesięcy tego roku 3 proc. gospodarstw domowych nie kupiło ani jednej butelki, a rok temu kupili. 3 proc może wydawać się niedużo, ale to jest ok. 400 tys. gospodarstw domowych. Oni odmówili sobie zakupu alkoholu w związku z tym, że on podrożał – dodał.

Konsumenci chcą zdrowszych przekąsek

Zdaniem Szymona Mordasiewicza patrząc na obecną sytuację gospodarczą i wybory konsumenckie, w lepszej sytuacji od producentów alkoholi są producenci przekąsek.

– W przypadku przekąsek słodkich i słonych te kategorie są w o tyle dobrej sytuacji, że już przed pandemią nastąpiły w tym sektorze pewne zmiany. A w trakcie Covidu te zmiany się nasiliły. Spadkiem po pandemii jest to, że konsumenci chcą wybierać zdrowsze produkty. Część producentów przekąsek słodkich i słonych zaczęło zmieniać formulację swoich produktów, dodawać składniki, które sprawiają, że konsumenci czują, że robią dla siebie coś lepszego – wyjaśnił.

– W Polsce po 9 miesiącach widzimy spadek wolumenu w koszykach o 2 proc. Byliśmy krajem, w którym konsumpcja rosła w ostatnich latach, a teraz zaczęła spadać. Finalnie oznacza to, że konsument będzie jadł i kupował mniej, bo nie będzie mieć pieniędzy na więcej i z czegoś będzie musiał zrezygnować. A to jest zagrożenie dla wszystkich branż – dodał.

Szymon Mordasiewicz, dyrektor komercyjny panelu gospodarstw domowych GfK Polonia. / fot. PTWP

Rosnące koszty i problemy z dostępnością szkła wyzwaniem dla branży alkoholowej

Marek Sypek, dyrektor generalny w Stock Polska, przyznał, że rosnące w tak szybkim tempie koszty produkcji, spowodowały, że producenci już w połowie roku byli zmuszenia do podniesienia cen produktów. W przeciwnym razie dokładaliby do biznesu.

– W wódce 70 proc. kosztów to podatki. Jak doliczymy jeszcze Vat i inne, to wyjdzie ponad 80 proc. Koszt wytworzenia jest oczywiście bardzo niewielki, ale pomimo tego wzrósł o 60 proc., a czasami o 70 proc. Efekt tego jest taki, że po raz pierwszy, odkąd pamiętam, od bardzo dawnych czasów, jako producenci alkoholi byliśmy zmuszeni do podwyżek w połowie roku. Nie byliśmy w stanie przetrwać całego roku na tych tak zwanych „czerwonych liczbach”, bo musielibyśmy dokładać do kosztów produkcji, bo te koszty tak strasznie i tak szybko wzrosły – wyjaśnił Marek Sypek.

Kolejnym problemem dla producentów alkoholi w tym roku, w wyniku wojny w Ukrainie, była dostępność do szkła i butelek.

– Butelki to jest jeden z problemów. Butelki to nie tylko huty w Polsce, ale również huty w Białorusi, w Ukrainie, w Litwie, Estonii i w Niemczech, i z tych miejsc my oraz różni inni producenci kupowaliśmy butelki. Ukraina nie tylko była słynna z produkcji pszenicy, ale również miała kilka dobrych koszowo i wydajnych hut szkła. W tej chwili połowa z tych hut nie działa, druga połowa zlokalizowana w zachodniej części Ukrainy działa, ale nie wiemy, kiedy ktoś, czyli Putin lub jego banda, nie wyłączy im wtyczki, posyłając kilka rakiet w jakieś następne przyłącze od strony elektrowni, a wtedy kolejna huta może zostać odcięta – stwierdził Marek Sypek.

– Jeżeli popatrzymy na opakowania szklane, nie tylko na sektor alkoholowy, ale także wielu innych producentów z FMCG i popatrzymy na skład tego kosztu wytworzenia, to koszty w hucie od 30 do 50 proc. stanowiły koszty energii. Aby wytworzyć słoik lub butelkę średnio 50 kilka proc. kosztu były to gaz i energia elektryczna. Teraz jeśli każdy z nas dostaje rachunek na firmę, i koszt jednego kilowata czy megawata to dotychczas było 70 czy 300 zł, teraz kwotowanie na przyszły rok wynosi od 1300 do 1500 i tak dalej. Koszty gazu również rosną i to przekłada się na dalsze koszty. Dlatego nie jesteśmy w stanie ograniczyć swojej marży w bardzo wielu produktach, bo tam już jej po prostu nie ma. I niektórzy z nas czekają na koniec roku jak na zbawienie, po to, żeby znowu, pomimo tego, że w lipcu podnieśliśmy cenniki, móc znowu przełożyć to finalnie niestety na konsumenta, bo nie mamy innego wyjścia – dodał.

Na problem z dostępnością szkła zwrócił uwagę również Jakub Nowak, prezes JNT Group, który ocenił sytuację na rynku wina, odkąd Rosja zaatakowała Ukrainę?

– Dzieje się to samo, co we wszystkich innych branżach. Jestem właśnie po wewnętrznym liczeniu inflacji wewnątrz firmy. Przeliczyliśmy, jaki jest faktycznie wzrost cen surowców i materiałów u nas w firmie. I po październiku wynosi to dokładnie 75 proc. – mówił prezes JNT Group.

Jakub Nowak, prezes zarządu JNT Group. / fot. PTWP

– Rozmawiając z sieciami handlowymi dostajemy informację, że maksymalna podwyżka cen w ciągu roku nie powinna być wyższa niż inflacja. Otóż w naszej branży podwyżki cen materiałów i surowców wynoszą 75 proc. – wskazywał, mówiąc jednocześnie, że z tymi podwyżkami kosztów producenci zostają sami.

Podobnie jest ze zmianami związanymi z dostępnością materiałów a także z elastycznym reagowaniem na potrzeby klientów.

– Wcześniej mogliśmy odbierać dwa miliony butelek co kwartał, planowo, co tydzień, dwa tygodnie, zgodnie z planami produkcji. W tej chwili sytuacja na tyle się zmieniła, że musimy odebrać przed rozpoczynającym się kwartałem 2 mln butelek, zapłacić za nie dwa razy tyle, co wcześniej, a często też przepłacić. Oprócz tego, że musimy ponieść te koszty, to butelki musimy także zmagazynować – mówił Jakub Nowak.

– To jest oczywiście problem, który dotyczy wszystkich firm. Po drugiej stronie jest konsument, który zmienił swoje strategie zakupowe. W ciągu ostatnich 2 lat zmieniło się więcej niż przez 10 poprzednich. To oczywiście wynik pandemii. Musimy więc poradzić sobie z rosnącymi kosztami, ale podwyżki mierzyć zasobnością portfela klientów, która jest coraz mniejsza – dodał.

Janusz Palikot o polityce rządu wobec pandemii  i kryzysu

W trakcie dyskusji Janusz Palikot stwierdził, że gdyby ta polityka była prowadzona bez wojny na Ukrainie i bez Covidu, byłaby mniej bolesna dla całej gospodarki.

– Rząd tak jakby w ogóle nie brał pod uwagę czarnego scenariusza, jakby zakładał, że wszystko będzie tak jak w ostatnich latach i w związku z tym możemy ostro pojechać z deficytem budżetowym, ostro pojechać z polityką społeczną, możemy ostro pojechać z podatkami na różne cele. Tak i gdyby nie te wszystkie inne okoliczności, prawdopodobnie przeszliby suchą stopą przez to – dodał Janusz Palikot.

Wskazał, że politykę prowadzi nie tylko po to, żeby dać radę, kiedy jest dobrze, ale także wtedy, kiedy jest niedobrze.

– Obecnie mamy sytuację taką, że nałożenie się kilku czynników naraz spowodowało to, że wszyscy mieliśmy ogromne problemy z zakupem na przykład butelek, bo wiele osób zareagowało w ten sposób, że kupiło z nadwyżką, więc naprawdę było ciężko je znaleźć. Zrealizowałem 40 proc. zamówień w tym roku w stosunku do tego, co mogłem sprzedać, a ile mógłbym produkować. W tym sensie jest to rok tragiczny można powiedzieć. Oczywiście sprzedaliśmy więcej w poprzednim roku, ale to nie zmienia faktu, że ten rok nam przeleciał w części dlatego, że nie mieliśmy odpowiedniego dostępu szczególnie do szkła – mówił Palikot. 

Janusz Palikot, szef Manufaktury piwa, wódki i wina oraz Browaru Tenczynek. / fot. PTWP

Inflacja, ceny surowców i energii wyzwaniami dla producentów przekąsek i alkoholi

W trakcie debaty rozmawialiśmy również o wyzwaniach, z którymi mierzą się producenci przekąsek, patrząc na obecną sytuację gospodarczą.

Biorąc pod uwagę lawinowy wzrost mąki, tłuszczy, jajek, lecytyny, wszystkiego tak naprawę, z czego produkujemy ciastka, to koszty wzrosły nawet do 60 proc. – stwierdził Grzegorz Skórka, dyrektor zarządzający i prezes zarządu Biscuit International w Grupie Delicpol.

– W mojej historii pracy nigdy nie podnosiłem cen więcej niż raz w roku, a w tym zrobiliśmy to trzy razy. Nigdy nie podpisywaliśmy kontraktów na kwartał, a teraz tak robimy, bo nie wiadomo, co się stanie za dwa czy trzy miesiące. To jest ta nieprzewidywalność rynku i chyba nikt z nas nie wie, jak zakończymy dany kwartał i z jakimi cenami będziemy się mierzyć za dwa, trzy miesiące. To powoduje, że trudno planować cokolwiek, jakkolwiek pułap przychodów, marży, ebitde – wyjaśnił Grzegorz Skórka.

– Żyjemy tu i teraz i z tym się mierzymy. A mierzymy się ze wzrostem energii i gazu, bo nasze piece głównie na tym bazują. Nie wiemy, jak dalej będą te ceny wyglądać, a przez to nie wiemy, jak zaplanować budżet i ceny na przyszły rok. Do tego dochodzą koszty pracy. Skoro minimalna pensja rośnie o ok. 20 proc., to całe koszty pracy rosną o ok. 20 proc., co znowu dokłada się do inflacji – dodał.

Grzegorz Skórka, dyrektor zarządzający i prezes zarządu Biscuit International w Grupie Delicpol. / fot. PTWP

Konsumenci coraz częściej sięgają po tańsze produkty

Zdaniem Grzegorza Skórki konsumenci coraz częściej sięgają po tańsze produkty, aczkolwiek nie przekłada się to na poprawę kondycji finansowej producentów specjalizujących się w markach własnych.

– Może nam jest trochę łatwiej, bo marka własna jest zawsze tą tańszą alternatywą dla A brandów. Więc jeśli mamy 2 miliony w Polsce Ukraińców, to jeśli oni odwiedzą sklepy, to wybierają trochę tańsze produkty i widzimy, że od kilku lat ludzie szykują i kupują tańsze produkty, ale te tańsze produkty też przestają być tanie – wyjaśnił.

– Biznes marki własnej był niskomarżowy zarówno dla producentów jak i sklepów. Teraz cena pójdzie w górę. Wiemy, z jakimi podwyżkami spotkamy się w przyszłym roku. I dla nas producentów będzie to walka o przetrwanie, bo nikt tutaj nie mówi o nie wiadomo jakim zarabianiu. Chodzi o to, żeby utrzymać biznes, ludzi, swoją pozycję i dać konsumentom produkty, których poszukują, a przy tym wszystkim zarabiamy na koszty i żeby coś z tego zostało – dodał.

Mówiąc o wyzwaniach, Jan Kolański, prezes Grupy Colian, zwrócił uwagę m.in. na koszty związane z produkcją oraz odpowiednie przygotowanie oferty produktowej pod konkretną grupę odbiorców.

– To co ważne i istotne, to cały łańcuch dostaw, logistyki i transportu. Dzisiaj logistyka w Polsce ma duże braki kierowców i będzie nas to coraz bardziej dotykać, a przez to koszty związane z logistyką będą coraz większe – ocenił.

– Druga sprawa to miejsca robienia zakupów. Często jak chodziliśmy do hipermarketów, to można było kupić produkty prezentowe. W tym roku przybyło dużo dodatkowych konsumentów, jedni mówią, że 2 miliony, inni, że 4. W przyszłym roku tego nie będzie, więc będziemy mieć spowolnienie popytu o te dwa miliony konsumentów, które przybyło w tym roku. Inflacja stale rośnie. Część produktów spożywczych jest w tej chwili na warunkach preferencyjnych, tak zwanej 5-procentowej, ale kiedyś to się skończy. A większość produktów jest i będzie na Vacie 23 proc – kontynuował Jan Kolański.

– Kolejnym wyzwaniem jest zadbanie o młode pokolenie, czyli to od 95 do 2010 roku, bo to najmniej lojalni klienci. Staramy się trafiać do nich, żeby oni naszymi produktami mogli się delektować, byli zaskoczeni i zachwycali się tym, że dla nich to coś innego niż te produkty, które kiedyś przynosili im rodzice – dodał.

Jakie są obecnie największe wyzwania producentów przekąsek naturalnych?

Podczas debaty Klaudia Strojwąs, Marketing Manager w Dziale Wsparcia Sprzedaży w spółce PAULA Ingredients, wyjaśniła, jak obecna sytuacja gospodarcza wpływa na działalność firmy specjalizującej się w produkcji przekąsek naturalnych.

Jak prowadzimy wewnętrzne analizy w dziale marketingu zachowań konsumentów i tego jak oni dokonują decyzji zakupowych, to widzimy z tygodnia na tydzień jakieś zmiany. Tutaj ścierają się dwa kierunki. Z jednej strony społeczeństwo jest zestresowane i idzie w kierunku słodkich przekąsek, batoników i ciasteczek. A z drugiej strony jest nurt zdrowej żywności i tutaj obserwujemy silne wzrosty zainteresowania zdrową żywnością i zamiennikami mięsa. Mamy taki dylemat, bo nie wiadomo, jak interpretować sytuację rynkową, bo zmiany z tygodnia na tydzień są coraz większe. Faktycznie musimy reagować szybko i próbować wyczuć tendencję rynkową i jakoś się do tego dopasować – stwierdziła.

Klaudia Strojwąs przyznała, że dużym wyzwaniem dla producentów są koszty produkcji oraz rosnące ceny surowców.

– Ceny surowców wzrosły u nas. Wzrosty cen sezonowych owoców i warzyw są dwucyfrowe. Bazujemy na dostawcach lokalnych, na polskich składnikach. Sytuacja jest trudna. Wzrosły koszty opakowania i transportu. Tych czynników składowych na finalny produkt jest tak dużo i te wahania są na tyle duże z tygodnia na tydzień, że naszym dylematem jest decyzja, co dalej i w które produkty powinniśmy iść, bo może okazać się, że w przyszłym roku nasze dobra nie będą tym dobrem konsumentów i nie będą w podstawowym koszyku zakupowym klienta. W związku z czym, możemy w przyszłym roku zauważyć spadki. Naszym obecnym dylematem jest sprostać oczekiwaniom dzisiejszego konsumenta w obecnej sytuacji gospodarczej – tłumaczyła.

Klaudia Strojwąs, Marketing Manager w Dziale Wsparcia Sprzedaży w spółce PAULA Ingredients. / fot. PTWP

Jakie są oczekiwania konsumentów wobec producentów z branży spożywczej?

W dalszej części debaty Jan Kolański poruszył wątki związane z relacją miedzy producentem, handlem i konsumentem.

– 73 proc. respondentów na całym świecie uważa, że marki muszą działać dla dobra społeczeństwa i planety. 53 proc. twierdzi, że jest gotowa zapłacić więcej, jeśli marki i produkty będę odpowiadać jakiejś idei. To są mega trendy. Mamy zmiany ekonomiczne, technologiczne, geograficzne, środowiska naturalnego. Ale te, które są pewnie najistotniejsze, to są zmiany w zakresie wyznawanych wartości, rosnącego znaczenia prostoty i funkcjonalności – stwierdził prezes Grupy Colian.

– Patrząc na dzisiejszy świat, dosyć często komplikujemy sobie życie i często nasza technologia, która ma nam pomagać, może nam przeszkadzać. Jeśli przetrwamy i zderzymy się z tymi tsunami, które nas w tej chwili dotykają, jak ceny w końcu zaczną spadać, to będzie ten moment, że może uda nam się i uzyskamy większe marże. Tylko wspólnie musimy pracować nad tym, a nasi partnerzy, czyli detal, muszą zrozumieć, że my się nie jesteśmy w stanie tylko dawać tyle towaru, bo to detal ustala cenę na półce i do konsumenta. To nie my wyznaczymy ceny. Jeżeli będziemy tak działać i detal tego nie zrozumie, to za jakiś czas zderzymy się z barierą i detal nie będzie mieć odpowiedniej ilości dostaw, szczególnie w markach własnych – dodał Jan Kolański.

Jakie będą trendy na rynku przekąsek i alkoholi w 2023 roku?

Zdaniem Klaudii Strojwąs jednym z trendów, który będzie się dalej rozwijać, są zdrowe, małe przekąski.

– Mimo kryzysu dalej idziemy do przodu. Naturalne przekąski w ciągu ostatnich kilku lat mają takie swoje 5 minut. Klienci chodzą do sklepu i sprawdzają etykiety, żeby były czyste, żeby były naturalne składniki, bez sztucznych barwników i ulepszaczy. Teraz konsument wybiera świadomie, wybiera zdrowe produkty, często z upraw ekologicznych – oceniła.

– W planach mamy kilka nowych produktów o smakach kuchni azjatyckiej. To są nasze trendy wewnętrzne. Jeśli chodzi o naturalne składniki żywności, to tutaj królują składniki wysokoproteinowe i wysokobiałkowe. Mamy bazy zero waste, które można wykorzystać praktycznie do wszystkiego. Mamy farsze. Zdrowe przekąski wzbogacone w witaminy. Przekąski chrupiące, lekkie, w sam raz do torebki lub na rower. Takie będą trendy – dodała.

Natomiast Grzegorz Skórka, dyrektor zarządzający i prezes zarządu Biscuit International w Grupie Delicpol, zwrócił uwagę na świadomość konsumentów, których chociaż, że oszczędzają na produktach, to ciągle chcą kupować te lepszej jakości, o lepszym składzie.

– Mamy świadomego konsumenta, który czyta etykiety i weryfikuje, co jest w środku produktu. W związku z tym też pracujemy nad wycofywaniem ulepszaczy, których i tak nie jest tak dużo, jak można byłoby się spodziewać. Natomiast naszym głównym celem jest zredukowanie ilości cukru i wycofywanie z produktów syropu glukozowo-fruktozowego, który jest surowcem passe. Mamy już gotowe projekty produktów, które spełniają wszystkie oczekiwania i przy konsumowaniu mają mniejszą zawartość cukru i nie mają syropu, a tak samo dobrze smakują – wyjaśnił Grzegorz Skórka.

Grzegorz Skórka, dyrektor zarządzający i prezes zarządu Biscuit International w Grupie Delicpol i Klaudia Strojwąs, Marketing Manager w Dziale Wsparcia Sprzedaży w spółce PAULA Ingredients. / fot. PTWP

Alkohole smakowe bardziej popularne w Polsce niż wódki czyste

Marek Sypek, dyrektor generalny Stock Polska, zwrócił uwagę na fakt, że spadek konsumpcji wódki czystej przekłada się na coraz większą popularność wódek smakowych.

– Konsumpcja wódki czystej spada najmocniej. Patrząc wolumenowo, te spadki sięgają prawie 10 proc. Ten trend przekłada się na konsumpcję wódek, czy też alkoholi smakowych, bo poniżej 37 proc. to już nie jest wódka, a alkohol smakowy, który coraz częściej jest konsumowany w Polsce – wyjaśnił dyrektor Stocka.

Zdaniem Marka Sypka obecnie konsumenci sięgają po lepsze alkohole oraz piją alkohol głównie w formie drinków i koktajli.

– Widzimy dwa takie trendy. Jeden nazywany premiumizacją, a drugi miksologią. Obecnie praktycznie minęły czasy picia wódki w kieliszkach. Jak spojrzymy na młodzież, która chodzi na imprezy, to oni mają kilka setek alkoholi smakowych, którymi się wymieniają, żeby poznać różne smaki. Stąd też pewnie wzrosty alkoholi smakowych – ocenił.

– Miksologia, o której wspominałem, polega na tym, że coraz więcej konsumujemy alkoholi mocnych tak naprawdę w finalnej wersji 6 lub 10 proc., najczęściej w Polsce z colą lub sokiem. To, co również zauważmy, jest coraz większe zainteresowanie polskiego konsumenta koktajlami i przepisami na dobry koktajl, jak sparować dany gatunek alkoholu, czy miksu alkoholowego w postaci koktajlu, z danym posiłkiem. Czyli ten alkohol już nie jest czymś, co 20 lat temu służyło głównie do tego, żeby upić się, bo tak to pewnie wyglądało. Dzisiaj alkohol jest tym czymś, co jest dodatkiem do posiłku, który ma ten posiłek uszlachetnić, urozmaicić – stwierdził dyrektor generalny Stocka.

– Te dwa trendy są najczęściej zauważalne. Wielość smaków alkoholi smakowych jest naprawdę gigantyczna. I te trendy będą postępować. Konsumujemy fizycznie mniej alkoholu, jak go przeliczymy na ten alkohol stuprocentowy, co jest pozytywne zdrowotnie, bo alkohol spożywany w umiarkowanych ilościach, jak to lekarze mawiają, nie szkodzi, a czasami w pozytywny sposób podnosi ciśnienie i krążenie – podsumował Marek Sypek.

Wina aromatyzowane trendem numer jeden na rynku wina

Następnie Jakub Nowak, szef JNT zdradził, co w trawie piszczy, jeśli chodzi o wina. Przede wszystkim… emocje i smaki. Jak firmy mogą dzięki nim dotrzeć do konsumenta?

– Kiedy mówmy w ogóle o alkoholach, tym co dziś łączy trendy jest smak. Jeśli chodzi o alkohole mocne, to wódki smakowe sprzedają się najlepiej. Piwo? Te smakowe budują kategorię. Wynika to z bardzo prostej rzeczy – nowe pokolenie, które wchodzi na rynek jest wychowane na słodkich, kolorowych napojach. Dla nich czysty smak piwa, wina, whisky jest bardzo daleki – mówi Jakub Nowak.

Jak dodaje, trendem numer jeden jeśli chodzi o wina są wina aromatyzowane. - Po prostu są to wina z dodatkiem soku owocowego. Dlaczego? Bo nowemu konsumentowi łatwiej jest po nie sięgnąć. Czy to jest złe? W naszej branży dzielimy się na dwa nurty. Jest taki nurt konserwatywny, który mówi, że nie można pić wina z okiem, bo jest to złe dla kategorii. Ja tak absolutnie nie myślę, bo jeśli ten konsument nie zacznie od wina z sokiem, nie dojdzie do tego wina wytrawnego, bo pierwsza lampka wina odstraszy go od kategorii – trzeźwo i prosto tłumaczy prezes JNT.

I dodaje, że mieszanie alkoholi lub ich rozcieńczanie czy mieszanie z sokami jest drogą do serc młodszych konsumentów. 

– Proszę np. spojrzeć na kategorię whisky, która bardzo dynamicznie rośnie w Polsce od wielu, wielu lat. Jak sami możemy zaobserwować na jakichś imprezach, to 90 proc. tej konsumpcji to whisky z colą. Często dla ludzi, którzy są fachowcami konsument, który pije whisky z colą nie jest konsumentem. Ja się z tym nie zgadzam. Jeśli on nie wypije kilka razy whisky z colą, to nigdy by nie sięgnął po whisky. Po którejś szklance spróbuje może bez coli i może akurat zostanie ten smak z nimi – tłumaczy Jakub Nowak.

Jednak rynek win nie jest łatwy. – My dzielimy klientów na 15%, którzy znają się na winach i trzeba do nich mówić językiem somelierskim, i 85%, do których mówić trzeba emocjami - podsumowuje ekspert.

Jakub Nowak, prezes JNT Group i Janusz Palikot, szef Manufaktury piwa, wódki i wina oraz Browaru Tenczynek. / fot. PTWP

Wino i chipsy z konopiami wśród nowych produktów Janusza Palikota

Mówiąc o trendach, Janusz Palikot, szef Manufaktury piwa, wódki i wina oraz Browaru Tenczynek odniósł się do nowych produktów, które wprowadza na rynek – m.in. chipsach Buh i winie z suszem konopnym – i mówi o marketingu, czyli o tym, co porywa dziś ludzi.

Jak mówi Janusz Palikot, produkty z suszem konopnym są postrzegane jako podejrzane:

- To ma związek z lękiem przed suszem konopnym, mimo że on przecież nie zawiera THC ani żadnych innych [psychoaktywnych – przyp. red] substancji. Wiele firm, prawników się tego boi. Niestety produkujemy je w Hiszpanii, bo w Polsce nie udało nam się znaleźć partnera. Więc koszty transportu są dla nas kluczowe.

- Np. kiedyś było piwo „mocne” różnych marek. I ono stanowiło 30 proc. rynku. Teraz ta tendencja spada. Nie pamiętam konkretnych danych, ale ono jest dużo niżej od innych kategorii - mówi szef browaru Tenczynek.

Palikot o bezalkoholowych alkoholach

Zwiększa się oczywiście sprzedaż piwa bezalkoholowego. Zarówno tego 0,5 proc., jak i 0,0. I to jest chyba najszybciej rosnąca kategoria jeśli chodzi o piwa. Ten trend się pogłębia, mamy nawet wina bezalkoholowe.

Janusz Palikot stwierdził też, że wina bezalkoholowe są gorsze niż piwa bezalkoholowe. W ramach żartu stwierdził, że „nikt jeszcze nie zrobił wódki bezalkoholowej”, co nie jest prawdą.

- Ta tendencja do spadku zawartości alkoholi to jedno. Druga jest do mieszania kategorii. Produkty „ready to drink” w zasadzie nie udawały się przez wszystkie lata. Mieszanie kategorii, trunków to jest odpowiedź na trudności, które powstały. Jest więc spadek konsumpcji alkoholu. A kolejnymi trendami są piwa bezalkoholowe i wpadanie niektórych alkoholi w nisze, co sam trochę robię. Nie ma już lagera, piwa pszenicznego itp.

Jak wspomina Palikot, dziś firmy produkujące alkohole nie mają się dobrze. – Przy tych kosztach. – Jest dużo rzeczy, które dzieją się obok. Wprowadzamy nowe marki, żeby też budować sobie ten zasięg.

Marketing, alkohole i emocje

- Na biznes trzeba patrzeć z różnej strony – mówi Janusz Palikot i dodaje, że jest parę nowych tendencji, które uwypukliły się w tym roku. - My np. wprowadzamy te rzeczy niejako „obok” – po to, żeby wprowadzać sobie możliwości marketingowe, bo w przypadku alkholi mocnych, innych też, jest mały wachlarz komunikacji w porównaniu z produktami bezalkoholowymi. Więc takie poszerzanie.

Janusz Palikot wskazuje też, że dziś nie liczą się za bardzo fakty na temat alkoholu, bo jest oni i tak niezdrowym składnikiem diety. Bardziej liczą się emocje i to, kto tę wódkę zareklamuję. – Gdyby dziś Robert Lewandowski powiedział, że pije Wyjebongo albo czystą wódkę, to nawet czysta zacznie rosnąć z tego powodu. Najważniejsze jest to, że ja czegoś chcę. Nie chcę np.. tego pióra, bo go potrzebuję, ale bo właśnie nim Robert Lewandowski podpisał kontrakt z Barceloną.

Jednocześnie Janusz Palikot przewiduje, że dobrze będą się miały lokale serwujące niezobowiązujące, szybkie i lekkie dania oraz drinki, z których ludzie mogą szybko i sprawnie skorzystać w drodze – do pracy, na imprezę, spotkanie, gdziekolwiek. – Np. w Kopenhadze jest tego dużo i myślę, że pojawi się to w Polsce w ciągu następnego roku.

Debata „Alkohole i przekąski – gwiazdy sklepowej półki” odbyła się podczas XV edycji Forum Rynku Spożywczego i Handlu. 

Szukasz magazynu do wynajęcia. Zobacz ogłoszenia na PropertyStock.pl